Morsowanie: moda, mit czy realne korzyści? Poznaj opinię eksperta

Morsowanie: moda, mit czy realne korzyści? Poznaj opinię eksperta

Morsowanie od kilku lat przeżywa prawdziwy boom: dla jednych to niemal uniwersalny sposób na zdrowie, odporność i lepsze samopoczucie, dla innych modny rytuał pozbawiony solidnych podstaw naukowych. W gąszczu entuzjastycznych deklaracji łatwo zgubić pytanie najważniejsze: co na temat morsowania rzeczywiście wiemy, a w co jedynie chcemy wierzyć?

Damian Parol – dietetyk i doktor nauk o zdrowiu, znany z krytycznego podejścia do popularnych trendów prozdrowotnych – bierze pod lupę zimne kąpiele i oddziela fakty od mitów. Sprawdza, czy morsowanie faktycznie poprawia odporność, regenerację i tolerancję stresu, oraz gdzie kończy się nauka, a zaczyna internetowy hype.

Czy jesteś entuzjastą morsowania?

Cenisz morsowanie? A może masz za sobą pierwsze zanurzenie w lodowatej wodzie i właśnie słuchasz opowieści o tym, ile zdrowia rzekomo daje przerębel? Niewykluczone też, że trafiasz na ten materiał tuż po wyjściu z lodowatego jeziora i chcesz się dowiedzieć, ile dobrego właśnie zrobiłeś dla swojego organizmu.

To bardzo możliwe, bo morsowanie przeżywa dziś prawdziwy renesans. Stało się społecznym rytuałem, internetowym memem i symbolem „hartowania charakteru”. Entuzjazm bywa jednak tak intensywny, że rzadko zadaje się pytanie: jakie są na to dowody?

Morsowanie okiem eksperta

Damian Parol — dietetyk i doktor nauk o zdrowiu — otwarcie przyznaje, że do podobnych trendów podchodzi z chorobliwym wręcz sceptycyzmem. Nie dlatego, że chce komuś odebrać przyjemność, ale dlatego, że w świecie zdrowia łatwo pomylić osobiste odczucia z twardymi faktami. Ten tekst jest próbą uporządkowania wiedzy o morsowaniu bez hurraoptymizmu, za to z chłodną (nomen omen) głową.

Czym właściwie jest morsowanie?

Jednym z największych problemów w dyskusji o morsowaniu jest brak jednej, powszechnie akceptowanej definicji. W literaturze naukowej częściej mówi się o „ekspozycji na zimno” – pojęciu parasolowym, pod którym mieszczą się bardzo różne praktyki. I właśnie tu zaczynają się schody, bo każda z nich działa na organizm w zupełnie inny sposób.

Mamy kriokomory, czyli najbardziej wystandaryzowaną formę ekspozycji na ekstremalnie niskie temperatury, stosowaną głównie w celach leczniczych. Mamy pływanie – także zimą – które różni się zasadniczo od klasycznego morsowania. Tradycyjne morsowanie to raczej krótkie zanurzenie się w lodowatej wodzie, zwykle do szyi, bez pływania. Do tego dochodzą instagramowe wersje z balią pełną lodu, zimne prysznice wybierane przez osoby niemające dostępu do jeziora oraz tzw. „suche morsowanie”, czyli przebywanie zimą na dworze w bardzo lekkim ubraniu lub stroju kąpielowym.

Problem polega na tym, że często wrzuca się te wszystkie praktyki do jednego worka i wyciąga wnioski, które nie mają prawa być uniwersalne. Trudno bowiem porównać pięć minut w wodzie o temperaturze 4°C z trzema minutami w kriokomorze, gdzie temperatura spada do –150°C. Inne medium (woda vs. powietrze), inny czas, inne reakcje fizjologiczne, a mimo to często mówi się o nich tak, jakby były tym samym.

Morsowanie a odporność: ulubiony mit

Jeśli istnieje jeden mit, który napędza popularność morsowania, to jest nim przekonanie, że zimne kąpiele „hartują” odporność. Wielu morsów deklaruje, że od momentu rozpoczęcia morsowania przestali chorować. Brzmi kusząco, ale gdy zajrzymy głębiej, sprawa przestaje być tak oczywista.

Po pierwsze, samo zimno nie powoduje przeziębień – odpowiadają za nie wirusy. Co więcej, dane epidemiologiczne pokazują, że w rejonach tropikalnych ludzie chorują sezonowo równie często, a czasem nawet częściej niż w klimacie umiarkowanym. Jednocześnie wiadomo, że ekspozycja na zimno wywołuje w organizmie zmiany, które raczej zwiększają podatność na infekcje niż ją zmniejszają.

Po drugie, morsowanie podnosi poziom kortyzolu – hormonu stresu o działaniu immunosupresyjnym. Trudno więc logicznie uzasadnić, dlaczego czynnik, który przynajmniej jednym mechanizmem osłabia odporność, miałby ją długofalowo wzmacniać. Owszem, immunosupresyjne działanie zimna bywa wykorzystywane terapeutycznie, np. w niektórych chorobach zapalnych, ale to zupełnie inny kontekst.

Po trzecie – i najważniejsze – brakuje solidnych dowodów. Istnieją badania pokazujące chwilowe zmiany we krwi, takie jak wzrost liczby leukocytów czy modyfikacje profilu cytokin. Problem w tym, że nie przekłada się to na realną, długoterminową poprawę odporności. W jednej z prac wykazano nawet, że osoby pływające w zimnej wodzie chorowały równie rzadko jak osoby regularnie pływające w basenie. Wniosek? To raczej aktywność fizyczna sprzyja odporności, a nie sama ekspozycja na zimno.

Czytaj: Jak wzmocnić układ immunologiczny? Co jeść na odporność? Rady dietetyka

Dlaczego morsy „czują”, że chorują rzadziej?

Subiektywne przekonania mają ogromną siłę. Mało kto prowadzi dokładny dziennik infekcji, dlatego wspomnienia bywają selektywne. Jeśli ktoś wierzy, że morsowanie go uodparnia, istnieje duże ryzyko, że nieświadomie będzie zaniżał liczbę dni chorobowych.

Do tego dochodzi zjawisko odwrotnej korelacji: ktoś morsuje, bo jest zdrowy i ma energię, a nie jest zdrowy dlatego, że morsuje. Gdy pojawia się gorszy okres zdrowotny, taka osoba po prostu przestaje wchodzić do lodowatej wody, co tylko wzmacnia fałszywe przekonanie o cudownych właściwościach morsowania.

Nie można też zapominać, że morsy to często osoby bardziej świadome zdrowotnie, aktywne fizycznie i dbające o dietę. Efekt „lepszego zdrowia” może więc wynikać z całego stylu życia, a nie z kilku minut w przeręblu.

Czytaj: Odporność organizmu: jak ją wzmocnić? Co robić, a czego unikać? Rady eksperta

Czy morsowanie jest bezpieczne?

Choć brzmi to banalnie, trzeba powiedzieć to wprost: morsowanie jest potencjalnie niebezpieczne. Pływanie w zimnej wodzie zwiększa ryzyko utonięcia, wychłodzenia i urazów. Dochodzi do tego zjawisko szoku zimna – gwałtownego wzrostu ciśnienia, przyspieszenia akcji serca i problemów z oddychaniem, które dla osoby z niewykrytymi chorobami serca czy nadciśnieniem może mieć poważne konsekwencje.

Opisywano również przypadki arytmii wywołanej morsowaniem, a niektóre dane sugerują nawet nieco wyższe ryzyko udarów u osób regularnie eksponujących się na ekstremalne zimno. Dlatego zalecenie konsultacji lekarskiej nie jest tu pustą formułką, lecz realną potrzebą. Entuzjazm nie zastąpi diagnostyki.

Czytaj: Morsowanie dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Sprawdź, dlaczego warto

Morsowanie a regeneracja sportowa

W kontekście sportu morsowanie bywa przedstawiane jako remedium na zakwasy i zmęczenie. I rzeczywiście – jeśli przez regenerację rozumiemy szybsze zmniejszenie bolesności mięśni i możliwość wykonania kolejnego ciężkiego treningu, zimne kąpiele mogą pomóc.

Problem pojawia się wtedy, gdy celem jest długofalowa adaptacja, czyli budowa masy mięśniowej i siły. W tym przypadku morsowanie może wręcz działać na kredyt, tłumiąc procesy adaptacyjne. U sportowców wytrzymałościowych sytuacja jest bardziej złożona i potencjalnie korzystniejsza, ale u osób trenujących rekreacyjnie efekt może być odwrotny od zamierzonego.

Czytaj: Rola regeneracji między treningami. Sprawdź, jak odpoczywać efektywnie

Stres, dopamina i inne obietnice

Intuicyjnie morsowanie wydaje się doskonałym treningiem odporności na stres. To intensywne, krótkotrwałe doświadczenie, które faktycznie jest stresorem. Problem w tym, że adaptacje stresowe są zwykle bardzo specyficzne. Stres związany z lodowatą wodą niekoniecznie przekłada się na lepsze radzenie sobie z przewlekłym stresem w pracy czy codziennym życiu.

Badania nad metodą Wima Hofa, obejmującą m.in. morsowanie, nie wykazały istotnych zmian w poziomie odczuwanego stresu ani parametrach sercowo-naczyniowych. Podobnie jest z mitem „dopaminowego haju” – wzrost dopaminy obserwowany we krwi nie oznacza realnego wpływu na pracę mózgu, bo bariera krew–mózg skutecznie oddziela te dwa światy.

Czytaj: 6 sprawdzonych sposobów, jak obniżyć poziom kortyzolu i stresu. Rady eksperta

Tolerancja zimna, kalorie i testosteron

Jednym z nielicznych obszarów, w których morsowanie rzeczywiście może działać, jest poprawa tolerancji zimna – zarówno psychicznej, jak i fizjologicznej. Adaptacje naczyniowe czy rozwój brunatnej tkanki tłuszczowej mogą sprawić, że zimne dłonie i stopy przestaną być problemem.

Jeśli jednak ktoś liczy na spektakularne spalanie kalorii, musi się rozczarować. Dwuminutowe morsowanie w lodowatej wodzie to około 50 kcal. Nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu dzienny „bonus” energetyczny nie zrobi rewolucji w masie ciała, zwłaszcza że zimno zwiększa apetyt.

Podobnie wygląda kwestia testosteronu. Poza pojedynczymi opisami przypadków nie ma solidnych dowodów, że morsowanie istotnie podnosi jego poziom. Różnice obserwowane u morsów da się łatwo wytłumaczyć wyższą ogólną aktywnością fizyczną, a nie samą ekspozycją na zimno.

Czytaj: Epidemia otyłości – jak zacząć zdrowo się odżywiać i skutecznie schudnąć?

Podsumowanie: chłodna głowa zamiast hype’u

Morsowanie jest zjawiskiem mocno przehajpowanym. Może mieć pewne zastosowania – poprawiać tolerancję zimna, być narzędziem strategicznym u sportowców czy po prostu stanowić ciekawe doświadczenie. Nie ma jednak dziś wystarczających dowodów, by przypisywać mu cudowne właściwości zdrowotne.

Jeśli sprawia ci frajdę i jesteś osobą zdrową – w porządku. Nie wszystko w życiu musi być poparte metaanalizą. Warto jednak oddzielić przyjemność i osobiste odczucia od obiektywnych faktów. A jeśli ten materiał skłonił cię do refleksji, być może następnym razem do przerębla wejdziesz nie tylko z odwagą, ale i z większą świadomością.

 

Youtube: xEbKlLsomQM

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane