Kiedy i jak rozstać się z partnerem? Dr Agata Stola o emocjach i granicach

Kiedy i jak rozstać się z partnerem? Dr Agata Stola o emocjach i granicach

Rozstanie to moment, w którym żałoba miesza się z ulgą, a lęk z nadzieją na coś nowego. W kulturze, która gloryfikuje „żyli długo i szczęśliwie”, zakończenie relacji często interpretujemy jako błąd lub życiową porażkę. Tymczasem psychologia i socjologia pokazują, że rozstanie bywa także formą adaptacji do zmiany.

Jak dziś myślimy o związkach i dlaczego tak trudno pozwolić im się kończyć? Dlaczego czasem odejście bywa formą troski? O emocjach, presji kulturowej, iluzjach relacji w social mediach Alicja Sękowska, prowadząca Well Be Stories, rozmawia z dr nauk społecznych Agatą Stolą — psychoterapeutką, seksuolożką i współautorką książki „Sztuka rozstania”. To rozmowa o związkach, które się kończą, ale też o tych, które mogłyby trwać, gdybyśmy lepiej rozumieli siebie nawzajem.

Czym jest dobry związek – i dlaczego to pytanie nie ma jednej odpowiedzi

Pytanie o to, jaki związek można uznać za dobry, pojawia się niemal w każdej rozmowie o relacjach. To naturalne: intuicyjnie szukamy definicji uniwersalnej, jednego wzorca, który dałoby się zastosować do wszystkich par.

Tymczasem relacje są dynamiczne, osadzone w kontekście osobistym, społecznym i kulturowym. To, co dla jednej pary będzie fundamentem, dla innej okaże się źródłem napięć. Kluczowe okazuje się nie tyle „jak powinno być”, ile to, czy obie strony potrafią się wzajemnie słyszeć.

— Dobry związek to jest taki, w którym jesteśmy ze sobą szczerzy i w którym potrafimy mówić o naszych potrzebach, ale też potrafimy słyszeć potrzeby drugiej strony. To nie jest żadne odkrycie, bo to, co niszczy relacje, to brak komunikacji — i absolutnie się pod tym podpisuję. Dobry związek to jest taki, w którym się ze sobą komunikujemy — mówi dr Agata Stola.

Presja kulturowa: „razem za wszelką cenę”

W polskim kontekście społecznym związek wciąż bardzo często traktowany jest jako zobowiązanie na całe życie. Nawet jeśli relacja przestaje być bezpieczna, satysfakcjonująca czy wspierająca, normy kulturowe podpowiadają: „trzeba wytrwać”.

To myślenie ma silne zakorzenienie w religii, tradycji i przekazach międzypokoleniowych. W gabinetach terapeutycznych presja ta często okazuje się ostatnią barierą przed decyzją o rozstaniu. Barierą, która bywa silniejsza niż realne cierpienie obu stron.

— Przekonanie, że trzeba żyć razem aż do śmierci, nawet kiedy wybór był zły, to jest absolutnie podpowiedź kulturowa. Nawet jeżeli jest już bardzo źle i ludzie bardzo siebie krzywdzą, to ta norma społeczna bywa ostatnim bastionem, z którym trzeba się rozprawić, żeby w ogóle móc się dobrze rozstać, jeśli to jest konieczne.

Zmiany społeczne: więcej rozstań, więcej autonomii

Statystyki rozwodów rosną, a relacje nieformalne rozpadają się jeszcze częściej, choć nie zawsze są ujmowane w danych. Zmienia się też pozycja kobiet —  ich niezależność ekonomiczna i kulturowa realnie wpływa na decyzje o zakończeniu związku.

To, co jeszcze dwie dekady temu było niemal niemożliwe, dziś staje się dostępne. Jednocześnie rośnie narracja o samorealizacji i stawianiu siebie na pierwszym miejscu. I choć brzmi ona emancypacyjnie, niesie ze sobą również pewne ryzyko.

— Zmieniła się sytuacja kobiet. Ich niezależność ekonomiczna i samostanowienie sprawiają, że decyzje o rozstaniu są dziś podejmowane częściej. Ale z drugiej strony mamy narrację o samoświadomości i stawianiu na siebie, która czasem sprawia, że przestajemy słyszeć drugą osobę. W relacji niestety trzeba iść na kompromisy, a każda trudność jest odpowiedzialnością obu stron.

Media społecznościowe i iluzja idealnej relacji

Instagram i aplikacje randkowe karmią nas obrazami relacji bez rys, kryzysów i codziennej szarości. Wizerunek często wygrywa z autentycznością, a fasada staje się ważniejsza niż realna bliskość. W efekcie coraz trudniej jest pokazać w relacji swoją słabość, zmęczenie czy niepewność. Lęk przed odrzuceniem skutecznie blokuje szczerość. A bez niej trudno o prawdziwe bezpieczeństwo.

— Relacje nie są po to, żeby budować idealną wersję siebie. Na głębokim poziomie relacje są po to, żeby koić nasze niedoskonałości, żeby zdjąć maski i zbroje oraz pokazać się słabym, delikatnym. A dziś bardzo dbamy o fasadę i wizerunek, przez co później nie ma w relacji bezpieczeństwa.

Czytaj: Social media, AI, patostreamy i cyfrowe granice: rozmowa z Wojtkiem Kardysiem

Kobiety, mężczyźni i dwa różne kryzysy

Choć uproszczenia bywają ryzykowne, w gabinetach terapeutycznych widać pewne powtarzalne wzorce. U kobiet silnie zaznacza się mechanizm porównywania się z innymi —  relacji, wyglądu, stylu życia. U mężczyzn coraz częściej pojawia się wpływ manosfery i narracji o „utraconej męskości”. Obie te tendencje podsycane są przez internet i media społecznościowe. A ich skutki bardzo wyraźnie widać w parach, które trafiają na terapię.

— U kobiet media społecznościowe bardzo często wpływają na złe samopoczucie i poczucie, że mój związek jest gorszy. U mężczyzn z kolei widzimy wpływ narracji z manosfery, często podszytej wrogością wobec kobiet. I dokładnie ten konflikt, tylko w wersji indywidualnej, potem rozwiązujemy w gabinecie.

Fundament wartości jako bufor kryzysu

Nie każda relacja przetrwa kryzys, ale te, które mają wspólny fundament wartości, mają większą szansę na odbudowę. Chodzi o to, co myślimy o świecie, o bliskości, o odpowiedzialności i szacunku. To właśnie te elementy pozwalają przetrwać najtrudniejsze momenty. Bez nich nawet najlepsze techniki komunikacyjne okazują się niewystarczające. A w świecie nadmiaru treści online to one stanowią punkt odniesienia.

— To, co najbardziej trzyma relację, to fundament wartości: to, co myślimy o świecie, o życiu i o tym, co nas łączy. To jest siła wspólnotowości i coś, co realnie zwiększa szansę, że z kryzysu da się wyjść.

„Sztuka rozstania”, czyli dlaczego to nie jest porażka

Rozstanie wciąż bywa traktowane jak życiowa klęska, coś, czym nie wypada się dzielić. Wstyd i niewyrażone emocje często prowadzą do poważnych konsekwencji zdrowotnych: depresji, lęków, przenoszenia napięcia na dzieci.

Po to, by ten temat odczarować, powstała książka „Sztuka rozstania. To nie poradnik sukcesu, ale książka na moment kryzysu. Taki, który – jeśli zostanie przeżyty w samotności – potrafi bardzo dużo kosztować.

—  Wciąż pokutuje myślenie, że rozstanie to porażka. A ludzie przeżywają ogromny żal i wstydzą się o tym mówić. Jeżeli nie sięgniemy po narzędzia, które pomogą wyregulować emocje, zapłacimy za to zdrowiem —  swoim i naszych bliskich.

Czy rozstawać można się nauczyć? Odpowiedzialność zamiast prostych recept

Pytanie o to, czy istnieje coś takiego jak „umiejętność rozstawania się”, brzmi kusząco —  sugeruje bowiem, że można przejść przez rozpad relacji bez bólu. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej złożona.

Każde rozstanie niesie ze sobą indywidualny ładunek emocjonalny, zależny od historii związku i pozycji, w jakiej się znajdujemy. Inaczej doświadcza go osoba, która podejmuje decyzję, a inaczej ta, która zostaje porzucona. Co więcej, odpowiedzialność za zakończenie relacji bywa czymś, od czego wiele osób ucieka.

— Nie powiedziałabym, że można się nauczyć rozstawania, bo każde rozstanie wiąże się z ogromnym bagażem emocjonalnym. Zupełnie inaczej przeżywa się je, gdy to my podejmujemy decyzję, a inaczej, gdy jesteśmy osobą porzuconą. Co więcej, bywa tak, że ktoś chce się rozstać, ale nie chce wziąć odpowiedzialności, więc robi wszystko, żeby to druga strona powiedziała: «to koniec».

Czytaj: Co robić, gdy brak ochoty na seks i jak poprawić relacje z związku? Rozmowa z seksuolożką dr Kariną Barszczewską

Kto jest winny? Społeczna potrzeba wskazania ofiary i sprawcy

Rozstanie niemal automatycznie uruchamia społeczne mechanizmy oceniania. Otoczenie często domaga się prostych odpowiedzi: kto zawinił, kto odszedł, kto skrzywdził. W tej narracji bycie „tym, który został” bywa wygodniejsze —  daje symboliczną pozycję ofiary i społeczne współczucie. Tymczasem rzeczywistość relacji rzadko bywa czarno-biała. Uciekanie od odpowiedzialności nie chroni przed bólem, lecz często go pogłębia.

—  Niebycie osobą odpowiedzialną za rozstanie daje wygodną pozycję ofiary. Ale to wzięcie odpowiedzialności – nawet kiedy zostajemy porzuceni – bywa wyzwalające, bo daje poczucie sprawczości i nadzieję na kolejne relacje. Jeśli widzę tylko jedną osobę w 100% złą, a siebie w 100% dobrą, to świat staje się miejscem bez sensu.

Rozstanie a dzieci: granica, której nie wolno przekraczać

Decyzja o rozstaniu nabiera zupełnie innego ciężaru, gdy w relacji są dzieci. Dla nich rozpad rodziny jest zawsze kryzysem, niezależnie od wieku, zasobów czy warunków materialnych.

Największym zagrożeniem nie jest samo rozstanie, lecz sposób, w jaki dorośli przez nie przechodzą. Walka o rację, zemsta i eskalacja konfliktu bardzo szybko odbijają się na zdrowiu psychicznym dzieci. Dlatego odpowiedzialność rodziców nie kończy się wraz z decyzją o zakończeniu związku.

— Rozstanie rodziców zawsze jest kryzysem dla dzieci. Od nas zależy, jak bardzo poranione z tego wyjdą. Zanim zaczniemy dzielić pieniądze czy nieruchomości, musimy się zastanowić, co zrobimy wspólnie, żeby dzieci jak najmniej to odczuły. One potrzebują widzieć, że mama i tata nadal potrafią powiedzieć sobie «dzień dobry».

Czytaj: Jak sobie radzić z lękiem? Rozmowa z Marcinem Matychem, czyli dr. Nerwicą

Wybaczenie jako strategia zdrowienia po rozstaniu

Jednym z najtrudniejszych, a zarazem najmniej popularnych kroków po rozstaniu jest wybaczenie. Wbrew powszechnym przekonaniom nie oznacza ono uniewinnienia drugiej osoby ani zapomnienia krzywd. Jest raczej decyzją o wyjściu z emocjonalnej przepychanki. Pielęgnowanie nienawiści paradoksalnie przedłuża relację – tyle że w toksycznej formie. Dopiero odpuszczenie pozwala naprawdę się rozłączyć.

— Pielęgnowanie nienawiści to nieumiejętność wyjścia z relacji. Im więcej złości, obgadywania i przepychanek, tym większa bliskość. Od miłości do nienawiści jest bardzo blisko. Prawdziwe rozstanie zaczyna się wtedy, kiedy emocjonalnie już mnie to nie rusza.

Fazy rozstania i pułapka utknięcia w złości

Rozstanie —  podobnie jak każda strata —  uruchamia klasyczny proces żałoby. Najpierw pojawia się zaprzeczenie, potem złość, a dopiero później akceptacja i odpuszczenie. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś zatrzymuje się na etapie gniewu i pielęgnuje go latami.

Z perspektywy terapeutycznej jest to forma nieświadomego pozostawania w relacji. A cena za to bywa bardzo wysoka —  obniżony nastrój, problemy zdrowia psychicznego i trudność w budowaniu nowych więzi.

— Osoby, które latami tkwią w złości, tak naprawdę chcą pozostać w relacji. Następnym etapem jest akceptacja i odpuszczenie. Jeśli nie potrafimy tego domknąć, warto poszukać pomocy, bo inaczej bardzo trudno wrócić do normalnego życia i uwierzyć w kolejną relację.

Relacja jako źródło wiedzy o sobie, nie tylko porażka

Każdy zakończony związek jest także zapisem doświadczeń, które nas ukształtowały. Traktowanie go wyłącznie jako straty oznacza utratę ważnego zasobu wiedzy o sobie. Tak jak w pracy korzystamy z doświadczeń poprzednich lat, tak samo możemy uczyć się z relacji, nawet tych bardzo trudnych. Warunkiem jest gotowość do autorefleksji. Bez niej łatwo powielić te same schematy.

— Zakończona relacja to ogromna skarbnica wiedzy o nas samych. Nawet po bardzo trudnym rozstaniu warto brać to, co było dobre i złe, i patrzeć krytycznie na siebie. To jest droga do dobrostanu, a nie zaprzeczanie temu etapowi życia.

Czy rozstanie jest porażką i skąd bierze się wstyd

Rozstanie wciąż bywa w Polsce obciążone ogromnym wstydem. Jest postrzegane jako dowód słabości, nieudolności lub braku wytrwałości. Ten sposób myślenia wzmacniają zarówno tradycyjne normy kulturowe, jak i romantyczne narracje o „miłości na zawsze”. Tymczasem dojrzałość psychiczna polega na tolerowaniu straty i niepewności. A czasem to właśnie zakończenie relacji jest formą sukcesu.

— Rozstanie nie jest porażką —  jest kryzysem, jak każda utrata. Dojrzałość polega na tolerancji niepewności i straty. Jeśli będziemy myśleć o rozstaniu wyłącznie jak o porażce, uwikłamy się w beznadzieję, która jest bardzo niebezpieczna dla zdrowia psychicznego.

Fasada kontra wnętrze: dlaczego wolimy udawać, że wszystko jest w porządku

Paradoksalnie dla wielu osób większym wstydem jest rozstanie niż trwanie w destrukcyjnej relacji. Społecznie łatwiej zaakceptować związek „na pokaz” niż decyzję o jego zakończeniu. To mechanizm podobny do dbania o wygląd zewnętrzny przy jednoczesnym ignorowaniu zdrowia wewnętrznego. W relacjach, tak jak w ciele, prędzej czy później decyduje to, co w środku. I tego nie da się zamaskować na długo.

— Tak jak nie da się dbać tylko o wygląd zewnętrzny, ignorując to, co w środku, tak samo nie da się utrzymywać fasady relacji, kiedy wewnątrz jest dramat. Ostatecznie zawsze decyduje to, co jest w środku, a nie wizerunek.

Kiedy po rozstaniu jest dobry moment na nowy związek?

To jedno z najczęściej zadawanych pytań po zakończeniu relacji —  i jedno z tych, na które nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Moment gotowości na nowy związek zależy nie tylko od czasu, który minął, ale od tego, kiedy tak naprawdę nastąpiło rozstanie.

Wiele par rozłącza się emocjonalnie na długo przed formalnym „końcem”. Dla jednej osoby relacja może być zamknięta od miesięcy, a nawet lat, podczas gdy druga dopiero zaczyna proces żałoby. Dlatego porównywanie się z innymi bywa tu szczególnie zwodnicze.

— To jest bardzo indywidualne. Dużo zależy od tego, w którym momencie tak naprawdę się rozstaliśmy, bo wiele par rozstaje się emocjonalnie dużo wcześniej. Czasami jedna osoba ma już to wewnętrzne rozstanie za sobą i przychodzi do partnera w momencie, kiedy u niej to jest już zamknięte. Wtedy może się wydawać, że ona od razu wchodzi w nową relację, ale tak naprawdę wychodziła z tej poprzedniej przez lata —  oddalając się, próbując, nie znajdując odpowiedzi po drugiej stronie.

Czytaj: Jak dbać o relację i ratować związek w kryzysie? Rozmowa z Natalią Tur

Dlaczego jedni są gotowi szybciej, a inni potrzebują lat?

Tempo wychodzenia z rozstania bywa skrajnie różne —  i to nie jest kwestia „siły charakteru”. Osoby zdradzone, porzucone lub zaskoczone decyzją partnera często potrzebują znacznie więcej czasu na poukładanie emocji.

Kluczowe znaczenie ma poczucie sprawczości oraz to, czy rozstanie było wspólną decyzją. Trauma nagłego końca relacji wymaga realnego procesu leczenia. Ignorowanie tego etapu może skutkować powielaniem tych samych schematów.

— Czasami jest tak, że ktoś został zdradzony albo pozostawiony i będzie potrzebować dwóch, trzech lat, żeby to sobie poukładać. To jest zupełnie inny proces niż wtedy, kiedy rozstanie było jakoś wspólnie przeżyte i uzgodnione.

Sześć miesięcy i rok – psychologiczna mapa wychodzenia z relacji

Choć każdy proces żałoby wygląda inaczej, doświadczenie kliniczne pozwala dostrzec pewne prawidłowości. Porównanie rozstania do odstawienia substancji psychoaktywnej może brzmieć prowokująco, ale trafnie oddaje biologiczny wymiar relacji.

Mózg po zakończeniu związku potrzebuje czasu, by odzyskać równowagę hormonalną. Pierwsze pół roku to często okres intensywnego przeżywania straty. Dopiero później pojawia się przestrzeń na autentyczną radość i nowe więzi.

— Jako specjalistka terapii uzależnień lubię to porównanie: żeby pozbyć się substancji z ciała, potrzebujemy około sześciu miesięcy abstynencji, a dwunastu miesięcy, żeby organizm znowu zaczął produkować hormony szczęścia. Myślę, że sześć miesięcy przeżywania żałoby to zdrowy czas, żeby zacząć się rozglądać za nową relacją, a po roku można już naprawdę głęboko się nią cieszyć.

Czy do nowego związku można wejść „bez bagażu”?

Marzenie o relacji wolnej od przeszłych doświadczeń jest zrozumiałe, ale nierealistyczne. Każdy z nas niesie ze sobą historię swoich relacji —  pytanie brzmi, jakiego rodzaju bagaż to będzie.

Kluczowe nie jest jego porzucenie, lecz świadome przepracowanie. Bez refleksji nad własnym udziałem w rozstaniu łatwo nieświadomie odtworzyć stare schematy. „Sztuka rozstania” zaczyna się więc od uczciwego spojrzenia na siebie.

— Bagaż trzeba wnieść, bo ten plecaczek i tak musimy ze sobą nieść. Ważne jest to, żeby zrobić ewaluację: co było po mojej stronie, co po stronie tej drugiej osoby. Wyniesienie z tego mądrej refleksji dla siebie to jest dokładnie istota sztuki rozstania.

Kiedy warto sięgnąć po pomoc i dlaczego nie musi to być terapia

Utknięcie w zaprzeczeniu lub złości to sygnał, którego nie warto ignorować. Pomoc psychologiczna nie musi oznaczać długiego procesu terapeutycznego. Czasem wystarczy kilka spotkań, by poszerzyć perspektywę i odzyskać równowagę. Wsparcie specjalisty bywa szczególnie pomocne wtedy, gdy emocje zaczynają dominować codzienne funkcjonowanie. To forma dbania o siebie, nie dowód słabości.

— Jeżeli czujemy, że utknęliśmy w zaprzeczeniu albo w złości, to pomoc terapeutyczna jest bardzo ważna. To nie musi być terapia – to może być interwencja kryzysowa, kilka spotkań, żeby z kimś porozmawiać i rozszerzyć perspektywę.

Dlaczego nie wolno się izolować po rozstaniu

Rozstanie często uruchamia silne poczucie wstydu i porażki, szczególnie u kobiet. Naturalną reakcją bywa wycofanie się z życia towarzyskiego i unikanie rozmów o rodzinie czy relacjach. Tymczasem izolacja sprzyja pogłębianiu cierpienia. Bezpieczne relacje z innymi ludźmi pomagają regulować emocje i nadać doświadczeniu sens. Rozstanie nie powinno stać się tematem tabu.

— To, co bardzo pomaga, to niewstydzenie się mówienia o rozstaniu. Często kobiety wycofują się z kontaktów, czują porażkę i ogromny smutek. A chodzi o to, żeby się nie zamykać, tylko szukać bezpiecznych osób – przyjaciela, rodziny, terapeuty – i o tym rozmawiać.

Rozstanie jako doświadczenie rozwojowe

Sposób, w jaki opowiemy sobie historię rozstania, ma ogromne znaczenie dla dalszego życia. Może ono stać się źródłem wstydu i samokrytyki albo ważnym doświadczeniem rozwojowym. Przepracowane emocje nie znikają, ale przestają rządzić naszymi decyzjami. Integracja tego etapu pozwala iść dalej bez ciężaru nieprzeżytej straty. To fundament zdrowej przyszłej relacji.

— Musimy wydobywać z siebie te trudne emocje i przepracowywać je tak, żeby rozstanie było częścią naszej historii rozwojowej, a nie skazą, której mamy się wstydzić przez całe życie.

Nowy partner a dzieci: kiedy i jak wprowadzać zmianę

Pojawienie się nowego partnera w życiu rodzica to delikatny moment dla dziecka. Psychologia dziecięca jest w tej kwestii zgodna: nie chodzi o „wielkie przedstawienie”, lecz o stopniowość i uważność.

Forma przekazu musi być dostosowana do wieku dziecka i jego możliwości emocjonalnych. Nowa osoba nie wchodzi w rolę rodzica, lecz buduje relację na własnych zasadach. Kluczowa jest obserwacja i elastyczność.

— Nie robimy z tego podniosłej chwili. Wprowadzamy nowego partnera małymi kroczkami, bardzo subtelnie, adekwatnie do wieku dziecka. On czy ona nie buduje relacji jak rodzic, raczej jak ciocia, wujek czy kolega —  z dużą uważnością na dziecko.

Uwaga na odwrócone role: gdy dziecko „zastępuje” partnera

Po rozstaniu dzieci często bardzo chcą, żeby rodzic nie był samotny. To naturalny impuls empatyczny, który jednak może prowadzić do niebezpiecznego odwrócenia ról.

Dziecko nie powinno przejmować funkcji emocjonalnego partnera dorosłego. Taka sytuacja obciąża je ponad miarę i zaburza rozwój. Rolą dorosłych jest czujność i stawianie zdrowych granic.

— Musimy uważać, żeby dziecko nie weszło w rolę partnera czy partnerki, bo ma poczucie, że mama albo tata są samotni. Dziecko ma być dzieckiem, a nie kimś, kto pełni funkcję partnerską wobec rodzica.

Wybaczenie, odpuszczenie, akceptacja – cichy finał rozstania

Choć brzmi to prosto, wybaczenie jest jednym z najtrudniejszych etapów rozstania. Nie oznacza zapomnienia ani unieważnienia krzywdy. Jest decyzją o wyjściu z emocjonalnego uwikłania. Bez tego kroku trudno mówić o prawdziwym domknięciu relacji. Dopiero wtedy można naprawdę iść dalej.

— Myślę, że to wszystko jest o wybaczeniu, odpuszczeniu i akceptacji.

Na koniec: rozstanie jako akt odwagi, nie porażki

Rozstanie nie jest dowodem życiowej przegranej ani braku dojrzałości. Często bywa jedyną uczciwą odpowiedzią na to, co już nie działa — i formą troski: o siebie, o drugą osobę, o dzieci, jeśli są częścią tej historii.

Rozmowa z dr Agatą Stolą wyraźnie pokazuje, że kluczowe nie jest samo „czy się rozstać”, lecz jak to zrobić: z odpowiedzialnością, uważnością i gotowością do przeżycia emocji, zamiast ich wypierania.

To opowieść, która porządkuje myślenie o związkach w świecie pełnym sprzecznych komunikatów — między presją „na zawsze” a iluzją łatwych nowych początków. Zostawia z ważnym pytaniem: czego ten związek — także ten zakończony — mnie o mnie samej / samym nauczył? I z myślą, że dopiero domknięte relacje pozwalają budować kolejne bez ciężaru nieprzeżytej przeszłości.

Jeśli ten temat jest Ci bliski, obejrzyj lub posłuchaj całej rozmowy w Well Be Stories. To przestrzeń spokojnych, eksperckich rozmów o relacjach, emocjach i dbaniu o siebie — bez uproszczeń, bez presji i bez gotowych recept. Czasem właśnie taka rozmowa jest pierwszym krokiem do realnej zmiany.

Youtube: gaGR_ifwtZA

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane