Narcyzm stał się dziś jednym z najczęściej używanych i jednocześnie najbardziej nadużywanych pojęć w kontekście relacji. Coraz częściej „narcyzem” nazywa się każdą osobę, która rani, manipuluje lub nie spełnia naszych oczekiwań.
Czym jest narcyzm, skąd się bierze i dlaczego tak często pozostaje niezauważony aż do momentu kryzysu? Co tak naprawdę czuje narcyz i czy… w ogóle coś czuje? Czy potrafi kochać, czy jedynie mistrzowsko symuluje bliskość? I wreszcie: dlaczego relacje z narcyzem ciągną się latami, a wychodzi się z nich poturbowanym emocjonalnie znacznie bardziej, niż chcemy przyznać?
Kolejną gościnią Alicji Sękowskiej, prowadzącej podcast Well Be Stories, jest psycholożka, terapeutka i psychotraumatolożka Karolina Klecka. Ekspertka w bezpośredni, ale empatyczny sposób tłumaczy mechanizmy narcystycznych zaburzeń osobowości w relacjach.
Kliniczne narcystyczne zaburzenie osobowości to złożony mechanizm psychiczny, którego nie da się sprowadzić do egoizmu czy próżności. Dlatego ta rozmowa jest ważna, bo odczarowuje pojęcia nadużywany w pop-psychologii i pozwala dostrzec oraz zrozumieć, z czym mierzą się osoby będące w związkach z narcyzem, także po rozstaniu.
Czy żyjemy w „epidemii narcyzmu”?
Coraz więcej osób mówi dziś: „mój partner był narcyzem”, „szef to narcyz”, „to narcystyczne zachowanie”. Czy to oznacza, że faktycznie mamy do czynienia z rosnącą liczbą zaburzeń narcystycznych, czy raczej z nadawaniem łatwych etykiet trudnym relacjom.
Karolina Klecka zwraca uwagę na ryzyko uproszczeń, które mogą być równie szkodliwe jak bagatelizowanie problemu. Jednocześnie podkreśla, że narcystyczne zaburzenie osobowości istniało zawsze, tylko rzadziej było nazywane. Kluczowe jest umiejętne odróżnienie rysu osobowości od klinicznego zaburzenia.
— Narcyzmem dzisiaj określa się każde zachowanie, które jest niezgodne z tym, czego oczekujemy od drugiego człowieka. To nie jest tak, że mamy teraz więcej narcyzmu – po prostu łatwiej przypinamy metki. Nie zmienia to jednak faktu, że narcystyczne zaburzenie osobowości istnieje i istniało wcześniej, tylko o nim się tak głośno nie mówiło.
Czym jest narcyzm? To miłość do siebie czy jej brak?
W potocznym rozumieniu narcyzm bywa utożsamiany z nadmiarem miłości własnej. Psychologia widzi to zupełnie inaczej. Ale czy problemem faktycznie jest
Karolina Klecka tłumaczy, że narcyzm nie wynika z siły, lecz z głębokiego deficytu emocjonalnego. To struktura osobowości oparta na kruchym poczuciu własnej wartości i ogromnym głodzie podziwu. Brak autorefleksji i kontaktu z własnymi emocjami sprawia, że tworzenie bliskich relacji staje się praktycznie niemożliwe.
— Mówi się, że narcyzm jest miłością do siebie, a tak naprawdę narcyzm jest brakiem tej miłości. W psychologii klasycznej mówimy o bardzo wątłym poczuciu własnej wartości, głodzie podziwu i braku refleksji nad własnymi zachowaniami, co prowadzi do braku zdolności do tworzenia bliskich relacji.
Narcyzm nie wynika z siły, lecz z głębokiego deficytu emocjonalnego. To struktura osobowości oparta na kruchym poczuciu własnej wartości i ogromnym głodzie podziwu. Mówi się, że narcyzm jest miłością do siebie, a tak naprawdę narcyzm jest brakiem tej miłości.
Jakie są rodzaje narcyzmu?
Narcyzm nie ma jednej twarzy. W rozmowie pojawia się ważne rozróżnienie między narcyzmem wielkościowym a ukrytym oraz szczególnie destrukcyjną formą narcyzmu rywalizującego. To właśnie ten ostatni często pojawia się w związkach i małżeństwach, gdzie zamiast partnerstwa pojawia się walka o dominację. Karolina Klecka podkreśla, że rywalizacja w relacji intymnej jest sygnałem alarmowym. Narcyzm ukryty bywa natomiast trudniejszy do rozpoznania i bardziej niebezpieczny emocjonalnie.
— Narcyzm rywalizujący to bardzo niebezpieczna forma, bo pojawia się nawet w małżeństwach, to jest tam, gdzie powinna być relacja partnerska, romantyczna, a zamiast tego jest walka. Z kolei narcyzm ukryty jest trudniejszy do zauważenia i często bardziej destrukcyjny, bo taka osoba potrafi mówić jedno, a robić drugie, jednocześnie grając empatyczną.
Czytaj: Dr Agata Stola: kiedy i jak rozstać się z partnerem, by nie ranić siebie i innych?
Jak czuje się narcyz?
Czy narcyz wie, że krzywdzi? To jedno z najczęściej zadawanych pytań przez osoby żyjące w relacji z narcyzem. Czy on naprawdę nie widzi cierpienia drugiej osoby? Czy zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich działań? Odpowiedź Karoliny Kleckiej jest jednoznaczna i dla wielu bardzo trudna do przyjęcia. Brak autorefleksji sprawia, że narcyz nie czuje winy ani wstydu – nawet wtedy, gdy słyszy wprost, że rani.
— Narcyz nie czuje się z tym źle. Osoby z zaburzeniem narcystycznym nie mają autorefleksji i nie mają połączenia ze swoimi uczuciami. Są przekonane o swojej wielkości i nie mają wglądu w to, że robią komuś krzywdę, nawet jeśli słyszą to wielokrotnie.
Brak autorefleksji sprawia, że narcyz nie czuje winy ani wstydu – nawet wtedy, gdy słyszy wprost, że rani.
Skąd bierze się narcyzm? Dzieciństwo, trauma i fałszywa fasada
Co wiemy o źródłach narcystycznych zaburzeń osobowości? Karolina Klecka tłumaczy, jak ogromną rolę odgrywa środowisko wychowawcze: zarówno przemocowe, jak i nadmiernie idealizujące dziecko.
Wychowanie, brak stabilnej uwagi, chaos emocjonalny – wszystko to może budować fundament pod zaburzenie. Narcyzm bywa mechanizmem obronnym przed bólem, brakiem bezpieczeństwa i emocjonalnym zaniedbaniem. To nie usprawiedliwia przemocy w dorosłych relacjach, ale pozwala zrozumieć, skąd bierze się ta struktura osobowości.
— Dziecko, które jest poniżane, bite, ośmieszane, tworzy w głowie obraz siebie jako kogoś wyjątkowego: superbohatera. Ten obraz jest tak silny, że dorasta z nim i w niego wierzy. Druga droga to wychowanie w postawie wielkościowej, gdzie dziecko jest traktowane jak przedłużenie narcystycznego rodzica. Ponieważ współczesne realia społeczne niestety sprzyjają takim mechanizmom, rozmowa o narcyzmie nie może pomijać profilaktyki.
Choć brzmi to paradoksalnie, narcyzm bardzo często ma swoje źródło w doświadczeniach z wczesnych lat życia. To nie usprawiedliwia przemocy, ale pozwala ją zrozumieć.
Granica między zdrową pewnością siebie a wychowaniem „księcia”
Budowanie poczucia własnej wartości u dzieci to jedno z największych wyzwań współczesnego rodzicielstwa. Zbyt mało wsparcia rodzi lęk i wycofanie, zbyt dużo – postawę wielkościową. Granica między tymi biegunami jest cienka i łatwa do przekroczenia. Problem polega na tym, że dobre intencje nie zawsze prowadzą do dobrych efektów. A narcyzm nie powstaje z jednego czynnika, lecz z ich kumulacji.
— Nie chodzi o to, że jak będę rozpieszczać dziecko, to wyrośnie narcyz. Do tego potrzeba kilku czynników. Ale warto mieć na względzie, że przesadne wychowywanie dziecka w postawie wielkościowej może mieć na to duży wpływ. Wmawianie od dzieciństwa, że jest wyjątkowy, zasługuje na wszystko, że świat powinien się do niego dostosować – to może być jedna z cegiełek.

Czy narcyz jest też ofiarą? Trudne pytanie bez prostych odpowiedzi
W tym miejscu pojawia się pytanie, które często budzi ambiwalentne emocje: czy narcyz, skoro sam wyrósł w trudnym systemie, nie jest również ofiarą? Karolina Klecka przyznaje, że na poziomie dzieciństwa – często tak. Jednocześnie wyraźnie oddziela zrozumienie mechanizmu od usprawiedliwiania krzywdzących zachowań. Dorosła odpowiedzialność za przemoc emocjonalną pozostaje niepodważalna.
— Narcystyczne dziecko, a potem narcystyczny dorosły, bardzo często jest ofiarą systemu, w którym dorastał. Ale to nie znaczy, że możemy usprawiedliwiać krzywdzenie innych. Zrozumienie nie jest równoznaczne z przyzwoleniem.
Jeżeli przejdziemy do tego, że narcyz jest ofiarą sytuacji, w jakiej się wychowywał, to on jest człowiekiem w dużym stopniu skazanym na porażkę. Oni tworzą związki, funkcjonują w związkach, często w wielu w ciągu życia. A po drugiej stronie są osoby, które w tych związkach lądują i bardzo często po wyjściu z takiej relacji same potrzebują terapii.
Czytaj: Mindful parenting w erze technologii. Jak wychowywać dzieci z uważnością?
Czy narcyzm można leczyć? I dlaczego klasyczna terapia nie działa?
Karolina Klecka mówi wprost, że narcystyczne zaburzenie osobowości nie podlega skutecznej terapii w klasycznym rozumieniu. Dlaczego terapia nie działa? Warunki konieczne do zmiany, czyli autorefleksja, wgląd i zdolność do przeżywania wstydu, są sprzeczne z istotą narcyzmu. Co więcej terapia bywa wykorzystywana jako narzędzie do doskonalenia manipulacji.
— Żeby terapia zadziałała, potrzebna jest autorefleksja, wgląd w siebie i umiejętność skonfrontowania się ze wstydem. Narcyzm traktuje wstyd jak samozagładę. Cała ta fasada jest po to, żeby tego wstydu nie czuć, więc jak on ma przyjść do gabinetu i realnie z nim pracować?
Czytaj: Jak dbać o relację i ratować związek w kryzysie? Rozmowa z Natalią Tur
Granice terapii: nie zmiana, lecz korekta
W rozmowach o narcyzmie pojawia się pytanie o terapię i możliwość „naprawy” osoby narcystycznej. To temat trudny, bo zderza oczekiwania partnerów z realnymi ograniczeniami psychologicznymi.
Terapia w tym przypadku nie oznacza powrotu do „zdrowych ustawień”, lecz co najwyżej korektę wybranych zachowań. Kluczowe jest zrozumienie, że zmiana struktury osobowości nie jest realnym celem. To nie odbiera sensu pracy terapeutycznej, ale bardzo precyzyjnie ją ogranicza.
— Jeśli mówimy o terapii, to mówimy o terapii w kontekście zmiany pewnych postaw. Być może można wymagać od osoby zaburzonej narcystycznie korekty pewnych zachowań, ale tylko w jakimś obszarze, w jakimś wąskim obszarze. Na pewno nie możemy mówić tutaj o pełnej terapii, która ma na celu przywrócenie tej jednostki do zdrowych ustawień. Tutaj absolutnie nie ma takiej możliwości.
Czytaj: Chatbot jako terapeuta? Sprawdź, jak AI wspiera w psychoterapii. Na co uważać?
Przekierowanie potrzeby podziwu: jedyna realna strategia
Narcyzm bardzo często opiera się na ogromnej potrzebie bycia widzianym i podziwianym. Tego mechanizmu nie da się wyłączyć, ale czasem można spróbować go przekierować. To rozwiązanie dalekie od ideału, jednak bywa społecznie mniej destrukcyjne. Wymaga ogromnej świadomości i konsekwencji, zarówno ze strony terapeuty, jak i otoczenia. I wciąż nie daje gwarancji trwałej zmiany.
— Znam sytuacje, w których narcyzm, potrzeba bycia kimś i bycia podziwianym, można kierować w takie obszary, które będą pożyteczne dla innych. Na przykład: jak chcesz być podziwiany, to wpłać datek na schronisko albo kup prezenty dzieciom z domu dziecka. Też będziesz podziwiany. Czyli kierowanie tej potrzeby podziwu w obszary bardziej użyteczne społecznie – i tylko w taki sposób ewentualnie można próbować narcyza przekierować.
Czytaj: Jak trauma kształtuje nasze życie i relacje: rozmowa z Magdaleną Palą
Podatny grunt: empatia jako największe ryzyko
Wbrew stereotypom ofiarą narcyza nie jest osoba słaba czy naiwna. Najczęściej jest to ktoś empatyczny, wrażliwy i zasobny emocjonalnie. Empatia staje się walutą, którą narcyz bardzo szybko rozpoznaje i wykorzystuje. Dodatkowym „atutem” jest pozycja społeczna, kompetencje lub blask partnerki. To relacja oparta nie na miłości, lecz na zysku.
— Każda kobieta może być ofiarą narcyza pod warunkiem, że ma empatię. To empatia jest kluczem wyboru ofiar. Narcyz nie wybiera człowieka za to, jakim jest, tylko za to, co może od niego uzyskać – empatię, zasoby, możliwość ogrzania się w czyimś świetle.
Love bombing: idealny początek, który nie jest przypadkiem
Początek relacji z narcyzem niemal zawsze przypomina bajkę. Intensywność, adoracja, poczucie bycia kimś absolutnie wyjątkowym – to nie przypadek, lecz mechanizm. Love bombing działa dlatego, że trafia w bardzo uniwersalne potrzeby emocjonalne. Nawet osoby świadome mogą się na niego złapać. Problem pojawia się wtedy, gdy ta faza zaczyna się kończyć.
— Początek relacji z narcyzem to jest to, o czym każda z nas marzy. Czuję się wyjątkowa, jak księżniczka. To jest ten słynny love bombing. I chociaż dziś wszyscy o nim mówią, to mimo wszystko dalej tego pragniemy.
To, co w relacji z narcyzem na początku wygląda jak spełnienie marzeń o byciu wyjątkową, z czasem zamienia się w walkę o przetrwanie, w której ciało i psychika płacą wysoką cenę. I choć odejście bywa przerażające, jeszcze bardziej przerażająca jest wizja życia, które już zawsze miałoby wyglądać tak samo.
Czytaj: Natalia Tur o tym, jak dbać o związek i naprawić ten, który się rozpada
Trucizna w mikrodawkach: jak zaczyna się przemoc?
Przemoc narcystyczna rzadko zaczyna się od krzyku czy agresji. Najczęściej jest subtelna, niemal niezauważalna. To drobne uwagi, porównania, sugestie, które podkopują poczucie własnej wartości. Ich siła polega na regularności i precyzji. Ofiara zaczyna wątpić w siebie, zanim zorientuje się, że coś jest nie tak.
— Narcyzm najczęściej będzie w mikrodawkach podawał truciznę. Delikatnie: że chyba ci się przybrało, że Krysia z pracy jest ładniejsza, że szarlotka tym razem nie wyszła. Drobiazgi, drobiazgi, aż zaczynasz wątpić w to, kim jesteś.
Pamiętaj, że relacja z osobą narcystyczną nie niszczy nagle i spektakularnie, lecz krok po kroku — przez mikrodawki manipulacji, podważanie granic, rozchwianie emocji i stopniowe odbieranie poczucia własnej wartości. Warto mieć tego świadomość.
Dlaczego od narcyza odchodzi się siedem razy
Odejście z relacji narcystycznej rzadko jest jednorazowym aktem. To proces uzależnienia emocjonalnego, wzmocnionego mechanizmem nagrody i kary. Mózg uczy się, że po bólu przychodzi ulga, a po dewaluacji kolejny „miesiąc miodowy”. To biologiczny, nie moralny problem. Dlatego tak trudno odejść na dobre.
— Nie odchodzę, bo mózg nauczył się, że po bardzo złych momentach będzie znowu dobrze. Jest sinusoida. Jak wytrzymam jeszcze chwilę, to znowu będzie miesiąc miodowy. I dlatego od narcyza odchodzi się średnio siedem razy.
Narcyzm jest mechanizmem, który nie tylko może prowadzić do głębokiego uzależnienia emocjonalnego, ale i – po rozstaniu – do traumy wymagającej długiej pracy terapeutycznej.
Czytaj: Kiedy i jak rozstać się z partnerem? Dr Agata Stola o emocjach i granicach
Pytanie, które zmienia wszystko
Na zakończenie rozmowy pojawia się pytanie, które staje się punktem zwrotnym dla wielu kobiet. Nie dotyczy narcyza, tylko własnego życia. To pytanie o strach przed zmianą i przed trwaniem. Odpowiedź na nie bywa bolesna, ale uwalniająca. I często jest pierwszym krokiem do realnej decyzji.
— Zadaj sobie pytanie: czego boisz się bardziej: zmiany czy życia, które masz teraz, do końca? Jeśli bardziej boisz się tego, że to życie się nie zmieni, to znaczy, że czas na ruch w innym kierunku.
Zrozumienie istoty narcyzmu nie służy etykietowaniu, lecz odzyskaniu sprawczości i świadomości, bez których nie da się zbudować bezpiecznej relacji — ani z innym, ani z samą sobą.
Narcyzm to nie „trudny charakter ” ani modne hasło z internetu
Jeśli ten tekst rezonuje z Twoim doświadczeniem — nie ignoruj tego sygnału. Zatrzymaj się, nazwij to, co przeżywasz, poszukaj wsparcia: terapeutycznego, prawnego, społecznego. Rozmowa, wiedza i pomoc to nie słabość, lecz pierwszy krok do zmiany. Zasługujesz na relację, w której nie musisz walczyć o prawo do bycia sobą.
O Well Be Stories
Well Be Stories to przestrzeń rozmów o codziennym dobrostanie — bez presji bycia „idealną” i bez szybkich recept. To podcast o realnym dbaniu o ciało i umysł, relacje, emocje oraz o sztuce odpuszczania wtedy, gdy kontrola zaczyna kosztować zbyt wiele. Tu wiedza spotyka się z uważnością, a refleksja z życiem.
Poruszamy tematy dojrzałego self-care, intuicyjnego podejścia do jedzenia, pracy z lękiem i wypaleniem oraz budowania zdrowych nawyków, które da się utrzymać na dłużej. Bez ocen i skrajności, za to z empatią, doświadczeniem i praktyczną perspektywą. To podcast dla tych, którzy chcą żyć bardziej świadomie i bliżej siebie, zamiast wciąż „dawać radę”. Jeśli szukasz równowagi, a nie kolejnych obowiązków — jesteś w dobrym miejscu.
Youtube: uSmrXb9Y3WY













Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *