Jakub B. Bączek o tym, jak wziąć odpowiedzialność za swoje życie

Jakub B. Bączek o tym, jak wziąć odpowiedzialność za swoje życie

Czy naprawdę mamy wpływ na swoje życie, czy tylko reagujemy na to, co przynosi los? Dlaczego tak łatwo zrzucamy winę na okoliczności, system, partnera, szefa czy „trudne czasy”? Czym jest decyzyjność i dlaczego wielu z nas jej unika? Skąd brać motywację do działania, gdy entuzjazm zniknął i  jak pracować nad sobą poprzez zmianę myślenia, przekonań i nawyków?

W kolejnym odcinku podcastu Well Be Stories gościem Alicji Sękowskiej jest Jakub B. Bączek: trener mentalny i biznesowy, mówca motywacyjny, autor ponad 30 książek o rozwoju osobistym i skuteczności oraz były siatkarz, który sportową dyscyplinę przełożył na pracę z zawodowymi sportowcami i liderami biznesu.

Samosprawczość: dlaczego wciąż się jej uczymy?

Samosprawczość to przekonanie, że moje życie w dużej mierze zależy ode mnie — od moich wyborów, odwagi i gotowości do ponoszenia konsekwencji. W teorii brzmi prosto. W praktyce jednak to postawa głęboko zakorzeniona kulturowo i historycznie.

W kraju o burzliwej przeszłości, w którym przez dekady decyzje zapadały „gdzie indziej”, poczucie realnego wpływu na własny los nie było czymś oczywistym. Być może dlatego wciąż się tego uczymy.

— To wcale nie taka oczywista postawa, biorąc pod uwagę historię naszego kraju, biorąc pod uwagę to, jak geopolitycznie byliśmy rozrywani z jednej i z drugiej strony. Chyba dopiero z demokracją po 89 roku przyszła do nas taka świadomość, że my możemy decydować o sobie.

Jakub Bączek zwraca uwagę, że żyje w pewnej „bańce” osób decyzyjnych, przedsiębiorczych, z silnym wewnętrznym sterem kontroli. Ale poza tą bańką jest wiele osób, które czują, że ich życie zależy od ministra, ZUS-u, szefa czy partnera. I to nie jest kwestia słabości — to często efekt doświadczeń i systemu.

— To wcale nie jest taka oczywista cecha. Dla mnie cecha bardzo istotna, no bo sam jako przedsiębiorca muszę mieć w sobie tą decyzyjność i odwagę do podejmowania decyzji.

Czytaj: Jak zmienić życie na lepsze i zacząć od nowa? Rozmowa z Gajaną Galstjan

Czy rodzimy się z decyzyjnością? Co ją kształtuje?

To jedno z kluczowych pytań: czy sprawczość jest wrodzona, czy też wypracowana? Odpowiedź jest jednoznaczna — nie przychodzimy na świat z gotowym pakietem odwagi i decyzyjności. Ogromne znaczenie ma środowisko, wychowanie, a czasem… bunt wobec tego środowiska. Paradoksalnie brak przestrzeni na autonomię w dzieciństwie może stać się paliwem do budowania niezależności w dorosłości.

— Na pewno się nie rodzimy z decyzyjnością. Myślę, że to jest bardziej kwestia wychowania, kwestia środowiska albo być może buntu w stosunku do tego środowiska.

Samosprawczość nie jest też stanem osiągniętym raz na zawsze. To raczej codzienna praktyka — podobnie jak budowanie zaufania czy delegowanie w zespole. Tym bardziej że po drodze pojawia się impostoryzm (syndrom oszusta): cichy głos podważający nasze kompetencje.

— Wiele osób przeżywa coś takiego w swojej głowie, więc tym bardziej warto sobie przypominać, że mam wpływ, mogę podejmować decyzje, mogę podejmować rozsądne ryzyko, nawet jeśli nie wiem, jaki będzie wynik.

Czy wszyscy mamy wpływ na swoje życie?

Popularna narracja rozwojowa lubi upraszczać: „możesz wszystko”. Problem w tym, że start nie jest równy. Różnią nas geny, zdrowie, kapitał kulturowy, zasoby rodzinne, doświadczenia z dzieciństwa. To nie jest wymówka — to fakt społeczny i biologiczny.

— To nie jest tak, że wszyscy mamy równe szanse. To nie jest tak, że każdemu jest łatwo.

Jakub Bączek przywołuje przykład osób wychowanych w domach z przemocą, bez książek, w niedożywieniu. Oczekiwanie, że będą miały identyczne możliwości jak ktoś z bezpiecznego, wspierającego środowiska, jest uproszczeniem.

— Jeśli ktoś był niedożywiony jako dziecko, jeśli ktoś nie miał ani jednej książki w domu, jeśli w tym domu panowała przemoc, to to nie jest tak, że ten człowiek ma równe szanse.

A jednak — mimo nierównego startu — pojawia się nadzieja, ponieważ nie jest ważne, skąd pochodzisz, a dokąd zmierzasz.

Czytaj: Jak trauma kształtuje nasze życie i relacje: rozmowa z Magdaleną Palą

Bagaż z przeszłości

Nie uciekniemy od tego, skąd pochodzimy. Wstyd związany z dorastaniem na prowincji czy w ubogiej bądź niepełnej rodzinie bywa niewidzialnym znamieniem. Czasem to, co nam przeszkadza, dostrzegamy tylko my — inni tego nie widzą, nie wiedzą o tym.  W rezultacie — Nosimy swoje bagaże. Wiele w swoim plecaku życiowym mamy kamieni. Niektóre własne, a niektóre zupełnie nie.

Czy wystarczy zaakceptować swoją historię i iść dalej? Sama akceptacja może stać się pułapką, jeśli zamieni się w rezygnację z rozwoju. Dlatego rozmówcy bliska jest koncepcja terapii ACT (Acceptance and Commitment Therapy).

— Akceptacja jest bardzo mądrą postawą życiową, ale ważne jest także zaangażowanie. Nie chciałbym, żeby akceptacja oznaczała, że my sobie odpuszczamy rozwój osobisty

Akceptuję, że pochodzę z trudnego domu, ale jednocześnie angażuję się, by nie powielać wzorców. To nie jest zaprzeczenie przeszłości, lecz świadome budowanie innej przyszłości. Widzę swoje ograniczenia, ale nie buduję z nich swojej tożsamości.

Czytaj: Magdalena Pala o tym, jak trauma kształtuje nasze relacje i życie

Rezygnowanie z decyzyjności

Czasem tak. Bo to wygodne. Oddając decyzję, oddajemy też część odpowiedzialności za jej efekt. Jeśli to partner wybiera hotel, łatwiej później narzekać na widok z okna. Dlaczego tak robimy? Może to być konformizm, ale też zwykłe zmęczenie. W świecie przebodźcowania i kultury nieustannej presji decyzje kosztują energię.

Na nasze wybory czyhają też marketingowcy, gotowi „ułatwić” nam decyzję — oczywiście w kierunku ich produktu. — Marketingowiec chce ci niby uprościć twoją decyzję, no ale tak naprawdę też finalnie sprzedać.

Czytaj: Kiedy i jak rozstać się z partnerem? Dr Agata Stola o emocjach i granicach

Oddawanie decyzji jako wyraz zaufania i siły

Czy oddawanie decyzyjności w czyjeś ręce zawsze oznacza słabość? Niekoniecznie. Wbrew obiegowym opiniom nie musi też oznaczać utraty kontroli. W dojrzałych relacjach — zawodowych i prywatnych — bywa oznaką zaufania, a nie kapitulacji.

Delegowanie decyzji może być dowodem dojrzałego przywództwa i relacyjnej mądrości. W biznesie oddawanie sprawczości buduje ludzi, w związku — partnerstwo. Dzieją się wtedy bowiem dwie rzeczy.

Czytaj: Co czuje, jak myśli i kocha narcyz? Rozmowa z psycholog Karoliną Klecką

Po pierwsze — druga osoba wzrasta, bo podejmowanie decyzji to „fantastyczna szkoła życia”. Po drugie — lider zyskuje przestrzeń na wizję i rozwój. W relacjach prywatnych działa to podobnie: brak podziału ról na „decydenta” i „uległą stronę” chroni przed kryzysem.

Dzielenie się odpowiedzialnością to komunikat: „ufam ci, jesteś gotowa/gotowy, możesz”. A przy okazji — uwolnienie własnych zasobów na to, co naprawdę strategiczne. Kluczowe pytanie brzmi nie „czy oddaję?”, lecz „czy robię to świadomie i z wyboru”.

— Ja jako przedsiębiorca i lider lubię oddawać decyzje swoim pracownikom, bo dzięki temu mówię im w pewnym sensie między wierszami: Ufam tobie, wiesz, że ty jesteś gotowa, żeby to zrobić sama i nie musisz do mnie z tym przychodzić. Zrób tak, jak ty czujesz, a ja będę cię wspierał.

Nieświadome oddawanie sprawczości: manipulacja i zależność

Sytuacja komplikuje się wtedy, gdy oddajemy sprawczość bez świadomości. W relacjach z osobą manipulującą czy narcystyczną możemy przez lata nie dostrzegać, że zostaliśmy ubezwłasnowolnieni emocjonalnie. Zależność potrafi być subtelna — pod płaszczykiem troski, autorytetu czy „twojego dobra”. To szczególnie niebezpieczne tam, gdzie w grę wchodzi władza: w związkach, pracy, sporcie.

— Może być tak, że czasami odejmujemy sobie decyzyjność i dajemy ją w ręce kogoś, komu zaufaliśmy i nie mamy nawet świadomości, że to dla nas nie jest dobre. Niestety są specjaliści w psychologii sportu, którzy mają tendencję do tego, żeby zamiast zawodniczkę usamodzielniać, to ją trochę od siebie uzależniać. Jeszcze nie jesteś gotowy, żebyśmy przestali współpracować, jeszcze mnie potrzebujesz.

Czytaj: Jak nauczyć się panować nad emocjami? Rozmowa z Mileną Wojnarowską

Wyuczona bezradność: wygoda, która się mści 

Istnieje zjawisko, które w psychologii określa się jako wyuczoną bezradność. Jeśli przez lata funkcjonujemy w silnej hierarchii — w firmie, gdzie nie podejmujemy decyzji, albo w związku, gdzie partner „trzyma kasę i decyduje o wszystkim” — możemy przyzwyczaić się do roli biernej.

Co więcej, ta rola ma swoje „profity”: brak odpowiedzialności, możliwość użalania się, wzbudzania litości. Problem zaczyna się wtedy, gdy grunt nagle znika. Bo co, jeśli firma upadnie? Jeśli partner odejdzie? Oddawanie sprawczości może być wyborem — ale tylko wtedy, gdy nie tracimy z oczu własnych celów i wartości.

Control freak i iluzja totalnej kontroli

Po przeciwnej stronie znajduje się obsesyjna kontrola. Osoba, która nie odda żadnej decyzji, bo „musi mieć wszystko pod kontrolą”. Perfekcjonizm, lęk przed błędem, potrzeba dominacji — to także forma braku równowagi. Z taką osobą trudno się zrelaksować, trudno budować partnerską relację. Równowaga między autonomią a współdecydowaniem to sztuka.

Czytaj: Dr Agata Stola: kiedy i jak rozstać się z partnerem, by nie ranić siebie i innych?

Decyzyjność jako akt odwagi (i nonkonformizmu)

Badania psychologiczne pokazują, że większość z nas ma tendencję do podporządkowywania się grupie. Tymczasem decyzyjność wymaga odwagi, by powiedzieć „nie”, gdy inni milczą.

— Większość z nas to są konformiści, więc tak, to wymaga pewnej odwagi.

Przykład? Uczeń, który zwraca nauczycielce uwagę na przemoc wobec koleżanki. Pracownik, który kwestionuje hipokryzję prezesa. — Takich ludzi jest mniejszość. Często to się wiąże z jakimiś skutkami ubocznymi, może nawet kosztami. Brak decyzyjności ma swoją cenę — utratę wolności. Bo ona zawsze wymaga odwagi.

Miłość a sprawczość: czy można oddać część siebie bez straty?

W relacjach romantycznych oddawanie części decyzyjności bywa nie tylko naturalne, ale i przyjemne. To poleganie na partnerze, otwieranie się na jego perspektywę, doświadczenie czegoś „nie po naszemu”. Warunek jest jeden: nie zgubić siebie.

— Warto w pewnym sensie odejmować sobie decyzyjności na stronę drugiej osoby, którą kochamy i która nas kocha, bo też w ten sposób wzrastamy. Dobrze jest oddawać decyzyjność drugiej osobie, ale nie kosztem utraty siebie i swoich potrzeb.

Wszystko zależy od świadomości, intencji i skutków. Dojrzałość polega na tym, by umieć zarówno decydować, jak i ufać. Umieć tupnąć nogą — ale też odpuścić, gdy to bezpieczne i rozwojowe. Bo prawdziwa wolność nie oznacza kontrolowania wszystkiego. Oznacza możliwość wyboru — kiedy decyduję ja, a kiedy wybieramy razem.

Czytaj: Natalia Tur o tym, jak dbać o związek i naprawić ten, który się rozpada

Gdzie przebiega granica między oddaniem sprawczości a utratą siebie?

Granica jest przekroczona wtedy, gdy zaczynamy źle funkcjonować: psychicznie i  fizycznie. Spada poczucie własnej wartości. Pojawiają się objawy psychosomatyczne. Znika radość życia.

Jeśli oddawanie decyzji prowadzi do nieszczęścia, to nie jest już partnerski kompromis — to utrata tożsamości. Natomiast w zdrowej relacji proporcja wygląda inaczej: nie wszystko jest „po mojemu”, ale miłości i wzajemności jest więcej niż frustracji.

Dlaczego często reagujemy z opóźnieniem?

Często reagujemy z opóźnieniem. W chwili zdarzenia nie czujemy dyskomfortu — dopiero po czasie pojawia się złość czy poczucie przekroczenia granicy. Jedno z wyjaśnień odwołuje się do metafory hydraulicznej frustracji: napięcie narasta, aż w końcu wybucha. Inny mechanizm dotyczy działania emocji i rozumu.

— Może być tak, że kiedy jesteśmy w jakimś stanie emocjonalnym, nasza kora przedczołowa nie wykonuje w 100% swojego zadania. Dopiero po czasie uruchamia się racjonalna analiza: „nie, powinnam była zareagować”. To nie zawsze brak asertywności — czasem brak wytrenowania refleksji „ponad emocją”.

Czytaj: Jak uwierzyć w siebie? Rozmowa z Izą Maliszewską

O wolności wewnętrznej i sile decyzji

Są w życiu momenty, które przypominają klatkę: sytuacje systemowe, przemocowe relacje, dramatyczne okoliczności, w których realny wpływ wydaje się zerowy. To doświadczenie bezradności potrafi być paraliżujące, a narracja o „weź odpowiedzialność” brzmi wtedy jak nieporozumienie.

A jednak psychologia egzystencjalna pokazuje, że między bodźcem a reakcją istnieje przestrzeń — czasem mikroskopijna, ale fundamentalna. Właśnie tam rodzi się decyzja o tym, kim jesteśmy wobec tego, co nas spotyka. I to ona bywa ostatnim bastionem wolności.

— Tak realnie rzecz biorąc, jeśli weźmiemy Wiktora Frankla (austriacki psychiatra i psychoterapeuta pochodzenia żydowskiego, więzień obozów koncentracyjnych, m.in. Auschwitz), który opisuje rzeczywistość obozu koncentracyjnego, to czy łatwo sobie wyobrazić jakiś bardziej dramatyczny scenariusz? No nie.

A mimo wszystko on uważał, że miał decyzję choćby taką, czy pomagać drugiemu człowiekowi, czy nie. I w tej bezsensownej, przemocowej sytuacji, kiedy SS-mani głodzili tych więźniów i ich bili, on mimo wszystko zachowywał człowieczeństwo. Twierdził, że mógł tam mimo wszystko pozostać człowiekiem w tych zezwierzęconych, bardzo warunkach, bo mógł podejmować ostatecznie decyzje.

Frankl Twierdził, że ostatnią ludzką wolnością jest wybór postawy wobec losu. To subtelne przesunięcie perspektywy — z kontroli nad światem na kontrolę nad reakcją — naprawdę wiele zmienia.

Czytaj: Jak budować pewność siebie i się kochać? Rozmowa z Sandrą Kpodonou

Mental w sporcie: między obsesją wygrywania a etyką ryzyka

Sport zawodowy to laboratorium granic: fizycznych, psychicznych i moralnych. Współpraca z elitą to nie tylko motywowanie do „więcej”, ale ciągłe ważenie konsekwencji. W dyscyplinach takich jak sporty walki czy skoki narciarskie ryzyko nie jest metaforą, a realnym zagrożeniem zdrowia i życia. Trener mentalny staje więc przed dylematem: przesuwać granicę czy chronić zawodnika? Odpowiedź nigdy nie jest zero-jedynkowa.

— To, co mnie zaskoczyło, to niekiedy taka obsesja wygrywania, chociaż w sporcie ona jest często pozytywnie rozpatrywana. Ale to, do czego musiałem inaczej podejść, to jak daleko ja mogę wspierać dalsze podejmowanie ryzyka przez danego sportowca, biorąc pod uwagę, że on sobie może zrobić za niedługo krzywdę.

W walce mogę stracić oko, w skokach narciarskich mogę sobie złamać kręgosłup. To już jest inna waga dylematu moralnego, który ja mam. Czy cisnąć tego skoczka, żeby jeszcze spróbował o 5 metrów dalej, biorąc pod uwagę, że jak się tam wywróci, to może zostać kaleką, czy jednak poruszać się po tej normie, która jest dla niego normą statystyczną i odrobinę robić tylko progres.

Czytaj: O pasji do sportu, zawodach i pracy w telewizji: rozmowa z Patrycją Zahorską

Zaufanie w zespole ekspertów. Kto naprawdę decyduje?

Na najwyższym poziomie sport nie jest samotną wyspą. To sieć specjalistów: trener, dietetyk, fizjoterapeuta, psycholog. Jednak ostateczna decyzja zawsze wraca do zawodnika — to on czuje swoje ciało i stres od środka. Relacja opiera się na zaufaniu, ale nie na ślepym posłuszeństwie. Elitarny sportowiec to nie wykonawca poleceń, lecz menedżer własnej kariery.

— Sportowiec musi mieć zaufanie do dietetyka, do trenera, do fizjoterapeuty, no i oczywiście do mnie. Bez tego w ogóle współpraca nie ma szans. Ale to się dzięki Bogu nie zdarza, żeby on oddawał wszystko i nie miał swojego zdania. Gdyby sportowiec był tak naiwny, że każdy mu może wcisnąć byle jaki kit, to raczej byśmy o nim nie usłyszeli. To też musi być człowiek, który jest taką trochę chodzącą instytucją, że jest też trochę menadżerem tych naszych usług. W każdej chwili też może nas zwolnić. I on jedyny ma czucie wewnętrzne swego ciała. My tego nigdy nie będziemy mieli.

Czytaj: Krzysztof Ferenc, czyli Wujaszek Fericze o motywacji, sporcie, pasji i stylu życia

Determinacja ponad motywacją

Motywacja jest medialna, łatwa do sprzedania w hasłach. Determinacja jest cicha, powtarzalna i często nudna. To ona odróżnia zawodników dobrych od wybitnych. Oznacza działanie mimo braku nastroju, mimo kryzysu, mimo porażki. I zgodę na to, że efekt przyjdzie dopiero w perspektywie czteroletniego cyklu olimpijskiego.

— Determinacja to jest coś takiego, że ty walczysz o siebie, nawet jeśli ci się nie chce, masz kryzys, jesteś po porażce, dalej idziesz do przodu. Determinacja to jest coś, co jest ponad motywacją. Motywacja jest dzisiaj trochę przereklamowana. A determinacja to są właśnie ci, którzy siadają do biurka lub idą na bieżnię i wykonują. Pomimo że boli, pomimo że nudno, pomimo że powtarzalne te rzeczy, on to robi i przez długi czas akceptuje, że nie od razu widać efekty.

Czytaj: Karolina Klecka o tym, co czuje narcyz w związku. Czy umie kochać i się zmienić?

Puenta: wpływ zaczyna się od postawy

Od obozu koncentracyjnego, przez prozę życia, po finał igrzysk olimpijskich — mechanizm pozostaje ten sam: decyzja. Czasem to decyzja, by podzielić się ostatnią skórką chleba, czasem by zmienić pracę czy miejsce zamieszkania, a czasem by zrobić jeszcze jedną serię powtórzeń. Nie zawsze mamy wpływ na okoliczności i reguły gry. Zawsze mamy wpływ na to, jak w nią wejdziemy.

Chcesz coś zmienić?

Chcesz wiedzieć, jak wziąć odpowiedzialność za własne decyzje, emocje i rezultaty oraz co robić, każdego dnia, by kreować swoją rzeczywistość? Posłuchaj podcastu Well Be Stories.

Rozmowa Alicji i SękowskiejJakubem B. Bączkiem jest dla każdego, kto czuje, że utknął, chce zacząć świadomie wybierać, szuka realnych narzędzi do pracy nad sobą i i potrzebuje konkretu (bo ma dość motywacyjnych banałów). Zapraszamy!

Czytaj: Jak zmienić życie na lepsze i zacząć od nowa? Rozmowa z Gajaną Galstjan

O Well Be Stories

Well Be Stories to przestrzeń rozmów o dbaniu o ciało i umysł, pielęgnowaniu relacji, radzeniu sobie z trudnymi emocjami i sztuce odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. To podcast dla osób, które chcą żyć bardziej świadomie i w zgodzie ze sobą – bez presji bycia idealnymi.

 

Youtube: oZX9dICbjm4

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane