Wellbeing fatigue. Co robić, gdy dbanie o siebie nie pomaga, a zaczyna męczyć?

Wellbeing fatigue. Co robić, gdy dbanie o siebie nie pomaga, a zaczyna męczyć?

Miało być zdrowiej, spokojniej, bardziej świadomie. Rano szklanka wody na czczo, wieczorem kilka minut medytacji. W ciągu dnia ruch, zdrowe jedzenie, suplementy, ograniczenie telefonu, czas offline i chwila dla siebie. Ale czy faktycznie masz się lepiej? A może wręcz przeciwnie — czujesz złość i irytację? Być może dopadł cię wellbeing fatigue — zmęczenie kulturą dbania o siebie.

Kiedy self-care, czyli dbanie o siebie, zamienia się w obowiązek

Idea self-care jest właściwie bardzo prosta: zauważ swoje potrzeby i postaraj się je zaspokoić. Odpocznij, kiedy jesteś zmęczona. Zjedz coś odżywczego, kiedy jesteś głodna. Idź na spacer, jeśli potrzebujesz ruchu. Odłóż telefon, kiedy masz dość bodźców.

Z czasem dbanie o siebie zaczęło jednak przypominać projekt do zarządzania. Poranna rutyna, wieczorny rytuał, tracker snu, liczba kroków, plan posiłków, aplikacja do medytacji, zimny prysznic, journaling, suplementacja… W pewnym momencie zamiast faktycznie odpoczywać, zaczynasz się zastanawiać, czy odpoczywasz wystarczająco dobrze. W efekcie dbanie o siebie przestaje być źródłem przyjemności i ulgi, a zaczyna być kolejnym zadaniem, które trzeba wykonać, co ma swoje konsekwencje.

Wellbeing fatigue – co to właściwie znaczy?

Wellbeing fatigue to zmęczenie presją związaną z nieustannym dbaniem o własny dobrostan. Nie jest diagnozą medyczną ani formalną jednostką chorobową. Określenie opisuje paradoks współczesnej kultury wellness: im więcej robimy dla własnego dobrostanu, tym bardziej możemy być zmęczone samym dbaniem o niego.

Podobne określenia pojawiają się w anglojęzycznej debacie, m.in. wellness burnout, czyli wypalenie związane z presją dotyczącą wellbeing. W mediach społecznościowych funkcjonuje także wellnessmaxxing — dążenie do maksymalizowania liczby zachowań mających poprawić zdrowie, wygląd czy samopoczucie. Nie są to pojęcia tożsame, ale wszystkie pokazują podobny mechanizm: dobrostan zaczyna być traktowany jak coś, co trzeba nieustannie optymalizować.

Wellbeing fatigue. Jak duża jest presja na dbanie o siebie?

Dane przywołane w lululemon Global Wellbeing Report 2024 dobrze pokazują skalę problemu. W badaniu obejmującym 15 938 osób z 15 rynków[1]:

  • 61% badanych doświadcza przytłaczających oczekiwań społecznych, by sprawiać wrażenie, że dobrze sobie radzi,
  • 53% uważa, że istnieje zbyt wiele sprzecznych informacji na temat najlepszych sposobów dbania o dobrostan,
  • 45% czuje presję, by udawać szczęście, nawet gdy w rzeczywistości nie czuje się szczęśliwa,
  • 45% badanych doświadcza również tzw. wellbeing burnout, czyli wypalenia związanego z dobrostanem. Raport pokazuje przy tym, że presja związana z dbaniem o wellbeing może napędzać to zjawisko.

— Często presja poprawy samopoczucia powoduje, że nadmiernie rozmyślamy i skupiamy się na tym, czego brakuje w naszym życiu. Zalecam wyznaczanie stopniowych, osiągalnych celów, dzięki czemu dążenie do dobrego samopoczucia stanie się źródłem radości i oczekiwania, a nie stresu. Dr Murali Doraiswamy, profesor Uniwersytetu Duke’a [2]

„Powinnam” kontra „chcę”. Kiedy self-care staje się presją?

Jednym z najważniejszych sygnałów, że self-care zaczyna zmieniać się w presję, jest język, którym o nim mówimy.

  • Chcę zrobić trening pilates, bo dobrze się po nim czuję. Powinnam iść na pilates, bo ostatnio za mało się ruszałam.
  • Chcę przygotować zdrowy posiłek. Powinnam przygotować zdrowy posiłek, bo odżywianie jest ważne.
  • Mam ochotę poczytać przed snem. Powinnam czytać zamiast siedzieć w telefonie.

Z pozoru, z zewnątrz, robimy dokładnie to samo. „Wewnątrz nas” dzieje się jednak coś zupełnie innego. Z perspektywy psychologii jest bowiem istotna różnica między „chcę” a „powinnam”. „Chcę” zostawia przestrzeń na autonomię i własne potrzeby. „Powinnam” uruchamia obowiązek, ocenę i poczucie, że można coś zrobić dobrze albo źle. A kiedy dbanie o siebie zaczyna być kolejnym źródłem wymagań, presji i dyskomfortu, jego pierwotny sens zostaje odwrócony.

Dlaczego kultura wellness męczy? Nieustanna optymalizacja

Jednym z problemów współczesnego podejścia do dobrostanu jest jegonieskończoność. Jeśli chodzi o self-care, łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że zawsze można zrobić coś lepiej, więcej, bardziej. W rezultacie lista rzeczy, które możemy w sobie i swoim życiu poprawić, właściwie nigdy się nie kończy.

Możemy lepiej spać. Bardziej świadomie jeść. Więcej się ruszać. Lepiej zarządzać stresem. Ograniczyć ekran. Wcześniej wstawać. Praktykować wdzięczność. Poprawiać relacje. Lepiej organizować czas. W teorii to inspirujące — każda z tych czynności może być wartościowa. W praktyce, szczególnie przy dużym obciążeniu zawodowym, rodzinnym czy emocjonalnym, mogą jednak stworzyć kolejną listę wymagań.

Dobrostan a presja

Współczesna kultura wellness często miesza ze sobą dwie różne rzeczy: zdrowie i samodoskonalenie. Tymczasem dbanie o dobrostan nie zawsze wymaga poprawiania siebie. Czasami wymaga zaakceptowania własnych ograniczeń, zmniejszenia tempa albo uznania, że w danym okresie życia nie wszystko będzie działało idealnie. Nie każdą niedoskonałość trzeba naprawić.

Dlatego warto zadać sobie czasem przewrotne pytanie: czy to, co robię dla swojego dobrostanu, naprawdę poprawia moje samopoczucie, czy tylko daje mi kolejne zadanie do wykonania? Czasem zdrowym wyborem jest trening, ale innym razem — rezygnacja z aktywności. Czasem potrzebujesz planu — innym razem chwili bez scenariusza. To może być jedna z najważniejszych różnic między troską o siebie a presją, by nieustannie siebie ulepszać. Nie każdą niedoskonałość trzeba naprawić.

Wellbeing a nadmiar informacji

Życia nie ułatwia natłok informacji. Każdego dnia do naszych uszu (i oczu) docierają kolejne porady dotyczące snu, diety, hormonów, aktywności fizycznej, stresu czy zdrowia psychicznego. Część z nich jest ze sobą sprzeczna. Zamiast więc czuć się bardziej zaopiekowane, możemy zacząć traktować własne życie jak projekt wymagający ciągłych poprawek.

A przecież celem self-care nie jest perfekcyjne wykonywanie wszystkich praktyk wellness. Jego sens polega na rozpoznawaniu własnych potrzeb i odpowiadaniu na nie w sposób, który rzeczywiście wspiera dobrostan.

Dobrostan a perfekcjonizm

Jest jeszcze jeden element układanki: perfekcjonizm. Nie oznacza to jednak, że samo stawianie sobie wysokich wymagań prowadzi do wypalenia.

Badacze rozróżniają perfekcjonistyczne dążenia, czyli wysokie standardy i ambicję oraz perfekcjonistyczne obawylęk przed błędem, samokrytykę i poczucie, że nigdy nie robimy wystarczająco dużo i dobrze.

Można mieć wysokie standardy i jednocześnie umieć powiedzieć: „dzisiaj wystarczy”. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawia się przekonanie, że każdy element życia, także regeneracja, musi być idealny. Nie wystarczy więc położyć się na kanapie. Trzeba odpoczywać skutecznie: bez telefonu, przez odpowiednią liczbę minut, najlepiej z techniką relaksacyjną i oczywiście z poczuciem, że właśnie zrobiłyśmy coś dobrego dla swojego zdrowia. Ciało odpoczywa, ale głowa nadal pracuje. Osoba silnie skoncentrowana na błędach i własnych niedociągnięciach może mieć trudność z rzeczywistym „wyłączeniem się”.

  • Czy na pewno odpoczywam wystarczająco?
  • Może powinnam jednak zrobić trening?
  • Zjadłam coś, czego nie planowałam. Czy właśnie zepsułam plan diety?

To już nie jest troska. To kontrola. I zmęczenie. W tym kontekście problemem nie jest ambicja sama w sobie. Nie jest nim również chęć dbania o zdrowie. Problemem staje się motywacja oparta na presji i kontroli. Dlatego dojrzałe podejście do wellbeing wymaga także zgody na niedoskonałość.

  • Nie każdy trening musi być najlepszym treningiem.
  • Nie każdy posiłek musi być idealnie zbilansowany.
  • Nie każda noc musi dać regenerujący sen.
  • Nie każdy dzień musi przynosić postęp.

Zmęczona? Być może nie potrzebujesz kolejnej rutyny

Jedną z najbardziej przewrotnych porad dotyczących self-care jest ta, że czasami najlepszym self-care jest… rezygnacja z zoptymalizowanego self-care. Nie oznacza to naturalnie ignorowania zdrowia. Chodzi o zdjęcie z siebie kolejnej warstwy presji. Zamiast pytać: „co jeszcze powinnam zrobić?”, spróbuj zapytać: co jest nadmiarem, z czego warto zrezygnować?

  • Może nie potrzebujesz pięciu porannych rytuałów — wystarczy spokojna kawa.
  • Może nie potrzebujesz siedmiu treningów w tygodniu — trzy aktywności, które naprawdę lubisz, będą lepszym rozwiązaniem.
  • Może nie potrzebujesz kolejnego podcastu o zdrowiu — potrzebujesz ciszy.
  • Może nie musisz ściągać kolejnej aplikacji monitorującej sen — potrzebujesz po prostu wcześniej pójść spać.

Jak wyjść z pułapki wellbeing fatigue? Dbaj o siebie wystarczająco

Być może jedną z najważniejszych umiejętności współczesnego self-care jest właśnie możliwość powiedzenia sobie: „na dziś wystarczy” — i naprawdę w to uwierzyć. Nie chodzi o to, żeby wyrzucić z życia wszystkie zdrowe nawyki. Chodzi o odzyskanie ich pierwotnego sensu.

Zrób audyt swoich „powinnam”

Weź kartkę i zapisz wszystkie rzeczy, które robisz „dla siebie”. Następnie przy każdym punkcie dopisz jedno pytanie: Czy naprawdę tego potrzebuję, czy tylko uważam, że powinnam to robić? Być może część nawyków zostanie. Być może kilka okaże się zupełnie zbędnych. To proste ćwiczenie potrafi zaskakująco szybko pokazać, ile naszych nawyków wynika z autentycznej potrzeby, a ile z presji.

Zostaw to, co daje więcej, niż kosztuje

Nie każdy zdrowy nawyk musi zostać w twoim życiu na zawsze. Jeżeli określona praktyka wymaga dużo energii, organizacji i kontroli, a daje niewielką poprawę samopoczucia, być może nie jest obecnie priorytetem. To szczególnie ważne w okresach większego obciążenia. Dobry nawyk w złym momencie nadal może być złym wyborem.

Zostaw miejsce na spontaniczność

Dobrostan potrzebuje także elastyczności. Jeśli plan treningowy mówi „45 minut”, ale masz dziś ochotę tylko na spokojny spacer — spacer może być lepszym wyborem. Jeśli plan żywieniowy zakłada określony posiłek, ale jesteś zmęczona i potrzebujesz czegoś prostszego — prostsze rozwiązanie nie oznacza porażki. To nie jest porażka, a zdrowe podejście do własnych potrzeb.

Przestań wszystko mierzyć

Monitorowanie może być pomocne, ale nie musi być neutralne dla psychiki. Kroki, kalorie, sen, tętno, treningi, czas przed ekranem — dane mogą wspierać zmianę zachowania, ale mogą też zwiększać potrzebę kontroli.

Jeżeli po sprawdzeniu wyniku czujesz przede wszystkim napięcie, rozczarowanie albo poczucie winy, warto zadać sobie pytanie, czy ta informacja rzeczywiście ci służy.

Naucz się odpoczywać bez uzasadnienia

To być może najtrudniejszy punkt. Nie musisz być skrajnie zmęczona, żeby odpocząć. Nie musisz najpierw wykonać wszystkich obowiązków. Nie musisz odpoczywać „produktywnie”. Możesz po prostu nic nie robić. I nie musi to być kolejna technika regeneracji. Nie musi mieć celu, aplikacji ani instrukcji.

Wellness detox – jak zrobić detoks od kultury wellness?

Warto pamiętać, że wellbeing jest dziś elementem świadomego stylu życia, ale także kultury i rynku. Estetyczne poranne rytuały, piękne wnętrza, zdrowe przepisy, aktywność fizyczna i produkty wellness mogą inspirować. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy się porównywać i traktować je jak standard własnego życia. To błąd. W mediach społecznościowych widzimy bowiem efekt końcowy, ale nie „kulisy” i kontekst. Nie widzimy niewyspania, chaosu, gorszego dnia, obowiązków ani momentów, kiedy nic nie idzie zgodnie z planem.

Dlatego czasem warto zrobić wellness detox — detoks od wellness. Wyłączyć konta, po których czujesz się niewystarczająca. Przestać zapisywać kolejne porady. Nie kupować następnego produktu tylko dlatego, że obiecuje „lepszą wersję ciebie”. Być może najlepszą zmianą będzie ta, która nie wymaga kupowania niczego.

Ciągłe zmęczenie a wellbeing fatigue. Kiedy szukać pomocy?

A jeśli naprawdę nie masz już siły? Warto pamiętać, że zmęczenie dbaniem o siebie nie zawsze oznacza wellbeing fatigue. Jeśli przewlekłemu zmęczeniu, obniżonemu nastrojowi, problemom ze snem, drażliwości czy poczuciu przeciążenia towarzyszy długotrwałe pogorszenie funkcjonowania, nie warto wszystkiego tłumaczyć „brakiem balansu”.

Wellness nie zastępuje odpoczynku, pomocy psychologicznej ani — jeśli jest potrzebna — konsultacji lekarskiej. Dojrzałe dbanie o zdrowie oznacza również wiedzieć, kiedy kolejna porada z internetu nie jest rozwiązaniem.

Wellbeing może być zaskakująco zwyczajny

Być może największym paradoksem współczesnej kultury wellness jest to, że próbuje przedstawiać dobrostan jako skomplikowany system. Tymczasem jego podstawy wellbeingu są często bardzo proste: sen, odżywianie, ruch, relacje, poczucie bezpieczeństwa, odpoczynek i możliwość życia w tempie, które nie wyczerpuje nas każdego dnia.

Wellbeing nie powinien być projektem do ukończenia ani kolejnym zadaniem na liście. Powinien zostawiać przestrzeń na życie, także takie, które nie jest idealnie zaplanowane, zoptymalizowane i zdrowe w każdym możliwym wymiarze.

Warto więc zamienić pytanie „jak robić to najlepiej?” na znacznie bardziej użyteczne: „Co rzeczywiście mi służy?” To nie musi być to samo, co działa na innych. Dla jednej osoby najlepszym sposobem na regenerację będzie trening. Dla innej — kąpiel, książka albo godzina samotności. Jedna potrzebuje dokładnego planu dnia, druga odzyskuje równowagę dopiero wtedy, gdy przez chwilę nie ma żadnego planu. Nie ma jednej uniwersalnej recepty na dobrostan.

Wellbeing nie powinien być kolejnym projektem, który trzeba ukończyć. To raczej sposób życia, w którym jest wystarczająco dużo przestrzeni, żeby zauważyć, czego naprawdę potrzebujemy. Nawet jeśli odpowiedź brzmi: dzisiaj niczego więcej. Po prostu chcę odpocząć.

Źródła:

  1. The Pressure to Be Well, lululemon Global Wellbeing Report 2024
  2. lululemon’s Global Wellbeing Report Shows the Pressure to Keep Up with Wellbeing is Making People Feel Unwell

Czytaj inne artykuły wellbestudio.pl:

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane