Wprawdzie o seksie mówi się dziś więcej niż dekadę temu, ale wiele tematów wciąż uznajemy za tabu. Kobieca przyjemność, masturbacja, wygląd własnych części intymnych, zabawki erotyczne, ale także rozmowy o seksie w związku nadal budzą emocje — szczególnie w Polsce, gdzie edukacja seksualna przez lata była marginalizowana. Efekt? Wiele kobiet dorastało w przekonaniu, że o seksie nie rozmawia się otwarcie, świadomie i bez wstydu.
W najnowszym podcaście Well Be Stories Alicja Sękowska rozmawia z Joanną Keszką, trenerką relacji intymnych, edukatorką i autorką poradników, między innymi książki „Grzeczna to już byłam. Kobiecy przewodnik po seksie”, która od czternastu lat pomaga ludziom rozwiązywać ich problemy seksualne.
Jak naprawdę wygląda życie seksualne Polek, dlaczego kobiety wciąż słabo znają własne ciało? Jak przełamać rutynę w sypialni, czerpać przyjemność z seksu i odzyskać bliskość oraz swobodę w relacjach?
Brak edukacji seksualnej i mity o kobiecej seksualności
Polskie sypialnie wciąż są pełne stereotypów, niedomówień i fałszywych przekonań na temat seksu. Jak podkreśla Joanna Keszka problemem nie jest wyłącznie brak rozmów o seksualności, ale także sposób, w jaki przez lata uczono kobiety postrzegania własnego ciała.
Wiele osób nadal utożsamia seks wyłącznie z penetracją, a kobiecą seksualność maksymalnie spłyca. Tymczasem coraz więcej ekspertek mówi otwarcie: bez rzetelnej edukacji trudno budować zdrowe, satysfakcjonujące relacje intymne.
— Kobiecym organem seksualnym nie jest wagina, czyli ten tunel, który penetruje penis, tylko łechtaczka. Po prostu tak jest. Tak nas Matka Natura stworzyła. I około 80 procent kobiet może szczytować bez „wkładania czegokolwiek do środka” — podkreśla Joanna Keszka.
Ekspertka zwraca uwagę, że narracja wokół seksu wciąż koncentruje się głównie na penetracji — długości stosunku czy rozmiarze penisa — podczas gdy kobieca przyjemność bywa pomijana. Jej zdaniem to właśnie brak wiedzy sprawia, że wiele kobiet nie zna własnego ciała i swoich potrzeb.
— Dużo facetów myśli, że być dobrym kochankiem to znaczy mieć większy konar, który penetruje dłużej i mocniej. A dużo kobiet mówi mi: proszę powiedzieć tym chłopom, że dwa razy bez wyjmowania to nie jest szczyt kobiecych marzeń erotycznych — mówi.
Czytaj: O seksie w małżeństwie i kobiecym orgazmie. Rozmowa z Justyną Kwil
Seks jako tabu. Co wynosimy z domu?
Cisza wokół seksu bardzo często staje się komunikatem samym w sobie — pokazuje, że temat jest trudny, wstydliwy albo niewygodny. Zdaniem Joanny Keszki skutki takiego wychowania widać później w dorosłych relacjach: w trudnościach z komunikacją, poczuciu winy czy lęku przed własną seksualnością. Ekspertka podkreśla, że edukacja seksualna zaczyna się dużo wcześniej niż pierwsza rozmowa o antykoncepcji.
— Rodzice myślą, że jak nie rozmawiają ze swoimi dziećmi na temat seksu, to niczego nie przekazują. A to nieprawda. Już sam brak rozmowy jest informacją: że to temat tabu, że o tym się nie rozmawia, że trzeba się tego bać — tłumaczy Joanna Keszka.
Jak dodaje, wielu rodziców próbuje nadrobić temat dopiero wtedy, gdy dziecko dorasta. Tymczasem przez wcześniejsze lata zdążyło już przejąć rodzinne lęki, wstyd i napięcie związane z seksualnością.
— Dlatego tak gorąco zachęcam dorosłe osoby, żeby edukowały się w tej sferze seksualnej i przepracowywały swoje lęki po to, żeby ich nie przekazywać kolejnym pokoleniom — podkreśla ekspertka.
„Szanuj się”, czyli seksualność kobiet pod oceną
W rozmowie pojawia się także temat społecznej kontroli nad kobiecą seksualnością. Kobiety od lat słyszą komunikaty sugerujące, że ich wartość zależy od tego, jak zachowują się w sferze intymnej. W praktyce oznacza to nieustanne ocenianie: sposobu ubierania się, mówienia o seksie czy otwartości wobec własnych potrzeb. Zdaniem Joanny Keszki wiele kobiet wciąż funkcjonuje pod presją społecznego „szanuj się”.
— To słowo „szanuj się” jest straszne. Chodzi o to, że twoja seksualność, to co robisz ze swoim ciałem i swoimi wyborami seksualnymi, ma świadczyć o twojej wartości. A to jest totalna bzdura — mówi.
Ekspertka zwraca uwagę, że seksualność kobiet w Polsce nadal bywa wykorzystywana jako narzędzie oceniania i zawstydzania. W efekcie wiele kobiet boi się mówić otwarcie o swoich potrzebach czy doświadczeniach.
— W naszym kraju bardzo łatwo zostać nazwaną wulgarną kobietą i często nie ma to żadnego związku z seksualnością. Wystarczy głośniej się zaśmiać, swobodniej ubrać albo stanąć po stronie innych kobiet — dodaje.
Mit „Madonny i dziwki”
Jednym z najmocniej zakorzenionych stereotypów pozostaje tak zwany mit „Madonny i dziwki”. Polega on na dzieleniu kobiet na te „porządne”, nadające się na żony i matki, oraz te „seksualne”, które można pożądać, ale których nie traktuje się poważnie.
Joanna Keszka podkreśla, że ten schemat wpływa zarówno na kobiety, jak i na mężczyzn, niszcząc relacje i utrudniając budowanie bliskości. W praktyce wiele osób chce partnerki jednocześnie skromnej i pełnej seksualnej swobody — choć te oczekiwania wzajemnie się wykluczają.
— Mit Madonny i dziwki polega na tym, że kobiety dzieli się na dwie grupy: takie, z którymi można eksperymentować w seksie, i takie, które nadają się na żony i matki — tłumaczy ekspertka.
Jak zauważa, konsekwencje tego stereotypu widać później w długoletnich związkach.
— Potem przychodzą do mnie po czterdziestce faceci i mówią: ‘Nie wiem, co się stało, moja żona nie chce ze mną spać’. A ja odpowiadam: Bo sobie taką wybrałeś — mówi Joanna Keszka.
Czytaj: Jak dbać o relację i ratować związek w kryzysie? Rozmowa z Natalią Tur
Kobiety wciąż słabo znają własne ciało
Choć świadomość seksualna kobiet rośnie, temat anatomii i kobiecej przyjemności nadal pozostaje tabu. Ekspertka zwraca uwagę, że wiele kobiet nigdy nawet nie oglądało dokładnie własnego ciała i nie zna podstaw swojej anatomii. Tymczasem budowanie satysfakcjonującego życia seksualnego zaczyna się właśnie od poznania siebie i swoich potrzeb. Bez tego trudno mówić o swobodzie czy świadomej seksualności.
— Dużo kobiet nie zna swojej waginy. Nigdy jej nie widziały. Wręcz boją się patrzeć, bo to jest tabu — podkreśla Joanna Keszka.
Dodaje również, że o kobiecym ciele przez lata mówiło się zdecydowanie mniej niż o męskim.
— O penisach się mówi, pisze i bada się je. A o łechtaczkach wciąż wiemy bardzo mało, mimo że to ogromny organ seksualny — zauważa ekspertka.
Ekspertka pokazuje jednak, że zmiana zaczyna się od prostego pytania: „czy ja w ogóle znam swoje ciało?”.
Pierwsze spojrzenie na własne ciało
Dla wielu kobiet kontakt z własną intymnością przez długi czas pozostaje czymś obcym, zawstydzającym albo wręcz „nie dla nich”. W rozmowie pojawia się bardzo osobiste wspomnienie o pierwszym oglądaniu własnej vulvy i emocjach, które temu towarzyszyły.
To opowieść nie tylko o ciele, ale też o tym, jak kultura i media przez lata budowały nierealistyczne standardy kobiecej seksualności. Ekspertka zwraca uwagę, że wiele kobiet dorastało w przekonaniu, że ich ciało istnieje bardziej dla partnera niż dla nich samych.
— Wcześniej w ogóle nie oglądałam. Byłam młodą, dwudziestoparoletnią osobą i nigdy w życiu nie zaglądałam „tam”. Pamiętam takie poczucie, że to jest jakieś takie eksterytorium, które należy do faceta. Potem przeczytałam artykuł, że faceci lubią „małe, zamknięte bułeczki”. Zajrzałam i pomyślałam: o nie, już więcej tam nie będę zaglądać.
Według ekspertki problem polega na tym, że kobiety od lat uczono przede wszystkim tego, „co podoba się mężczyznom”, zamiast tego, by pytały same siebie o własne potrzeby i komfort. Mówi też o wpływie dawnych „kanonów piękna”, które kształtowały kobiece kompleksy.
Seksualność kobiet a społeczne oczekiwania
W rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa temat wychowania kobiet do spełniania oczekiwań innych. Seksualność często była przedstawiana jako coś, co ma służyć partnerowi, utrzymaniu związku albo „byciu dobrą kobietą”.
Tymczasem — jak podkreśla ekspertka — bez kontaktu ze sobą trudno mówić o dojrzałej relacji czy satysfakcjonującym seksie. Kobiety nadal często czują, że „powinny” bardziej niż „mogą”.
— Byłyśmy uczone, czego chcą faceci, co się podoba facetom. A podstawową kwestią jest to, że to jest nasze ciało i najpierw ja muszę wiedzieć, czego chcę.
Ekspertka zwraca uwagę, że wiele kobiet nadal funkcjonuje w przekonaniu, że ich wartość zależy od tego, czy są atrakcyjne, pożądane i „wystarczająco grzeczne”.
— To świadczy, że jesteśmy dobrymi kochankami, dobrymi kobietami, dobrymi żonami. Co jest absolutną bzdurą. To się w seksie w ogóle nie sprawdza.
Tabu wokół kobiecego ciała
Jednym z ważniejszych wątków rozmowy jest oswajanie kobiecego ciała i odejście od traktowania go jako czegoś wstydliwego. Ekspertka opowiada o momencie, kiedy po raz pierwszy zobaczyła realistyczny obraz kobiecej anatomii podczas seminarium o seksualności.
Jak przyznaje, było to dla niej doświadczenie jednocześnie szokujące i wyzwalające. W jej opinii wiele kobiet zna swoje ciało zbyt słabo, bo przez lata uczono je unikania tego tematu.
— To było wyzwalające. Okazuje się, że kiedy przestajemy traktować ciało jako coś grzesznego czy wstydliwego, tylko jesteśmy go ciekawe — to jest coś bardzo pozytywnego. To jest po prostu część naszego ciała. Mamy głowę, mamy łokieć, mamy cipkę.
I podkreśla, że dobra relacja z własnym ciałem zaczyna się od poznania go bez oceniania i zawstydzania.
Masturbacja i poznawanie własnej przyjemności
Rozmowa porusza również temat kobiecej masturbacji, która wciąż bywa w Polsce obarczona silnym tabu. Ekspertka podkreśla, że solo seks jest jednym z najważniejszych sposobów poznawania własnego ciała i własnych potrzeb. Bez tej wiedzy trudno oczekiwać, że partner „domyśli się”, co sprawia kobiecie przyjemność. Jednocześnie wiele kobiet nadal słyszy, że masturbacja jest czymś „niewłaściwym”.
— Nie ma innego sposobu, żeby dowiedzieć się, co nam sprawia przyjemność, a co nie, jeśli same tego nie wypróbujemy.
Ekspertka zaznacza, że masturbacja nie musi być zagrożeniem dla relacji:
— Można mieć dobre życie seksualne w związku i masturbować się. Ja sobie nie wyobrażam innego źródła wiedzy o swoim ciele.
Pojawia się także ważny wątek dotyczący kobiecej niezależności:
— Kobieta, która ma orgazm na własną rękę, to kobieta, która nie potrzebuje faceta. A to w konserwatywnym kraju bywa traktowane jak zagrożenie.
Seks, zgoda i przemoc seksualna
Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest część dotycząca przemocy seksualnej i braku edukacji w zakresie zgody. Ekspertka podkreśla, że wiele kobiet nie potrafi nawet nazwać swoich doświadczeń przemocą, bo przez lata uczono je fałszywego obrazu tego, czym jest gwałt czy przekroczenie granic. Szczególnie mocno wybrzmiewa kwestia presji i ignorowania kobiecego „nie”.
— Jeżeli seks odbywa się wtedy, kiedy ty dwadzieścia razy wcześniej mówisz nie, a mimo to dochodzi do penetracji, to nie można mówić o seksie ani o konsensualności. To jest przemoc.
Ekspertka zwraca też uwagę na skalę obwiniania kobiet:
— Słyszymy: mogłaś nie pić, mogłaś nie iść, mogłaś nie wsiadać do taksówki. A może on mógł nie gwałcić?
„Seks nie może boleć” — o szkodliwych mitach
Ekspertka zdecydowanie rozprawia się także z jednym z najbardziej utrwalonych mitów dotyczących kobiecej seksualności — przekonaniem, że pierwszy seks „musi boleć”. Jej zdaniem takie narracje normalizują dyskomfort, przekraczanie granic i ignorowanie kobiecej przyjemności. Podkreśla, że kobiece ciało jest stworzone do odczuwania przyjemności, a nie cierpienia.
— To jest straszliwe kłamstwo. Seks nie może boleć. Seks ma być przyjemnością. Po to mamy łechtaczki, po to mamy wargi sromowe, żeby intensyfikować przyjemność.
Według ekspertki problem zaczyna się wtedy, gdy kobieta przez lata „zaciska zęby”, ignorując własne potrzeby:
— Ile razy można się zmusić? Ciało jest mega mądre. W którymś momencie mówi: nie.
Kobieca seksualność wciąż budzi lęk?
W rozmowie pojawia się też refleksja o tym, że mimo pozornej otwartości seksualnej wiele tematów nadal budzi społeczny opór. Ekspertka zauważa, że jeszcze kilka lat temu kobieca seksualność była traktowana jako ciekawy, ważny temat, dziś natomiast coraz częściej spotyka się z agresją czy wyśmiewaniem. Szczególnie wtedy, gdy kobiety zaczynają otwarcie mówić o swoich potrzebach.
— Jak się mówi o kobiecej seksualności, to zaraz słyszy się: a co z mężczyznami?
Jej zdaniem największym zagrożeniem dla stereotypowego modelu relacji jest kobieta, która zna swoje ciało, potrafi mówić o przyjemności i nie buduje własnej wartości wyłącznie wokół związku.
Największe mity dotyczące kobiecej seksualności
Ekspertka wymienia przekonania, które jej zdaniem najbardziej krzywdzą kobiety. Jednym z nich jest wspomniany podział kobiet na „Madonny” i „dziwki” oraz ocenianie kobiecej wartości przez pryzmat seksualności. Drugim — przekonanie, że mężczyznom „wolno więcej”, a kobieca aktywność seksualna jest czymś podejrzanym. W jej opinii to właśnie te narracje sprawiają, że kobiety wciąż boją się otwarcie mówić o swoim ciele i potrzebach.
— To, co jest męską zaletą w tej sferze seksualnej, okazuje się kobiecą wadą. Kobiety boją się powiedzieć, że coś wiedzą o swoim ciele, bo zaraz usłyszą: a gdzie ty się tego nauczyłaś?.
„Dobra kochanka” to nie wygląd. Seksualność kobiet a presja bycia „idealną”
Wciąż wiele kobiet słyszy — wprost lub między wierszami — że ich atrakcyjność seksualna zależy głównie od wyglądu. Płaski brzuch, duże piersi, pełne usta, określony typ sylwetki czy nawet wygląd miejsc intymnych mają rzekomo decydować o tym, czy kobieta jest „pożądana”.
Ekspertka zwraca jednak uwagę, że to jeden z najbardziej szkodliwych mitów dotyczących kobiecej seksualności. Bo pewność siebie, kontakt ze swoim ciałem i umiejętność komunikacji nie mają nic wspólnego z wpisywaniem się w estetykę rodem z pornografii.
— Totalnie błędne jest sprowadzanie kobiecej seksualności do wyglądu. Bo to jest bzdura totalna, wygląd nie ma zupełnie nic wspólnego z tym, czy kobieta dobrze się czuje ze swoją seksualnością, czy będzie dobrą kochanką. Absolutnie nic.
Ekspertka mówi też o rosnącej presji, by kobieta „zaspokajała męskie potrzeby” nie rozmową o swoich potrzebach, ale właśnie wyglądem i zachowaniem.
W jej ocenie wiele współczesnych wzorców seksualności jest inspirowanych pornografią i prowadzi do uprzedmiotowienia kobiet. Padają mocne słowa o „modzie na porno lalki”, która odbiera kobietom podmiotowość. Jednocześnie zwraca uwagę na cenę, jaką wiele kobiet płaci za obsesję wyglądu – czasem, pieniędzmi i energią.
Seksualna niezależność to odpowiedzialność za siebie, nie granie roli
W rozmowie pojawia się ważny wątek dotyczący dojrzałości emocjonalnej i seksualnej. Ekspertka podkreśla, że atrakcyjność nie polega na odgrywaniu biernej, „idealnej” partnerki, ale na umiejętności podejmowania własnych decyzji i dbania o siebie.
Jej zdaniem relacje są znacznie bardziej satysfakcjonujące wtedy, gdy obie strony są aktywne, świadome i komunikują swoje potrzeby. To przeciwieństwo modelu, w którym jedna osoba ma „obsługiwać” emocjonalnie i seksualnie drugą.
— To fajnie jest z taką osobą do łóżka, a nie z kimś, kto po prostu jest taką lalką, ale jednocześnie uważa, że ty musisz wziąć za nią odpowiedzialność. To jest ogromne obciążenie.
Ekspertka zwraca też uwagę, że kobiety, które otwarcie mówią o swojej seksualności, nadal bywają oceniane. Padają stereotypowe określenia typu „wulgarne”, „niewyżyte” czy „puszczańskie”. Tymczasem — jak podkreśla — często są to po prostu kobiety, które nauczyły się decydować o sobie i swoim ciele. A to wciąż bywa społecznie odbierane jako coś „niewygodnego”.
Czytaj: Jak rozpoznać koniec małżeństwa? 10 sygnałów, których nie warto ignorować
Czy istnieje coś takiego jak „wyzwolenie seksualne”?
Hasło „wyzwolenie seksualne” brzmi nowocześnie i progresywnie, ale ekspertka podchodzi do niego z dużą ostrożnością. Sama — jak mówi — nigdy nie określa siebie jako osoby „wyzwolonej seksualnie”.
Jej zdaniem takie myślenie może tworzyć iluzję, że seksualność da się „odhaczyć”, osiągnąć jakiś ostateczny poziom doświadczenia czy otwartości. Tymczasem seksualność jest procesem, odkrywaniem siebie i ciągłym poznawaniem własnych potrzeb.
— Jeżeli ktoś mówi o sobie, że jest wyzwolony seksualnie, no to mówi: ja już nic więcej nie muszę.
Ekspertka krytykuje również wykorzystywanie seksu jako narzędzia do budowania własnej wartości czy wizerunku. Jej zdaniem seks nie powinien być „kartą przetargową” ani sposobem na udowadnianie nowoczesności, odwagi czy atrakcyjności. Bo wtedy łatwo zgubić kontakt z tym, czego naprawdę się chce. I zacząć grać rolę zamiast przeżywać autentyczną bliskość.
— Seks nie służy do tego, żeby coś udowadniać.
Swingersi, eksperymenty i mit „seksualnej odwagi”
W rozmowie pojawia się też temat seksualnych eksperymentów i środowisk swingerskich. Ekspertka zaznacza wyraźnie, że nie ocenia dorosłych osób podejmujących konsensualne decyzje dotyczące swojej seksualności. Jednocześnie podkreśla, że sama liczba doświadczeń seksualnych czy niestandardowe praktyki nie świadczą automatycznie o „wyzwoleniu”. W jej ocenie łatwo pomylić intensywność doświadczeń z dojrzałością seksualną.
— Wkładanie penisa do pochwy, nawet jeżeli to są bardzo skomplikowane konfiguracje, nie jest jakieś wielkie wyzwolenie.
To mocny komentarz do kultury, która często utożsamia seksualną odwagę z przekraczaniem kolejnych granic. Ekspertka proponuje zupełnie inne spojrzenie: prawdziwa otwartość zaczyna się tam, gdzie pojawia się szczerość wobec siebie. Nie w liczbie partnerów, miejsc czy doświadczeń, ale w umiejętności przyznania się do własnych emocji, potrzeb i fantazji.
— Dla mnie większym wyzwoleniem jest powiedzieć: trochę się wstydzę, ale miałabym ochotę spróbować.
Czytaj: Justyna Kwil o tym, dlaczego kobiety udają orgazm. O seksie i niskim libido
Rozmowa o seksie jako najważniejsza część bliskości
Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest komunikacja w związku. Ekspertka zauważa, że wiele osób wychowano w przekonaniu, że „seks się uprawia, ale się o nim nie rozmawia”. Efekt? Wiele par nie potrafi mówić o swoich potrzebach, granicach czy fantazjach. A przecież właśnie rozmowa buduje poczucie bezpieczeństwa i bliskości.
— Daliśmy się złapać w pułapkę takiego myślenia zacofanego, bardzo ograniczającego, że seks to jest coś, co się robi, a o czym się nie rozmawia.
Ekspertka stworzyła nawet autorskie „gorące słówka” — karty do rozmów o seksualności. Ich celem jest oswojenie tematu i pokazanie, że rozmowa o seksie nie musi oznaczać problemów czy ciężkiej atmosfery. Wręcz przeciwnie – może być lekka, zabawna i budująca napięcie erotyczne.
— Rozmowa o seksie jest fantastycznym afrodyzjakiem.
Seks to przyjemność, nie wynik do osiągnięcia
Seks nie powinien być kolejnym polem do spełniania oczekiwań i realizowania „wyników”. Nie chodzi o liczbę orgazmów, częstotliwość współżycia czy perfekcyjne techniki. Najważniejsze jest pytanie: czy to jest przyjemne? Czy daje poczucie bliskości, rozluźnienia, kontaktu z własnym ciałem?
— Dla mnie przyjemność jest kluczem. Nie ilość orgazmów, nie jak często to robimy, jak długo, bo wtedy się pojawia presja.
Ekspertka porównuje seks do sportu — czasem przed treningiem „się nie chce”, ale po wszystkim pojawia się odprężenie i dobre samopoczucie. Zwraca też uwagę, że seksualność powinna pomagać redukować napięcie, a nie je zwiększać. Jeśli seks przestaje być przyjemnością, warto się zatrzymać i zadać sobie pytanie, skąd bierze się dyskomfort.
— Jeżeli nie jest przyjemne, to trzeba się zatrzymać i zadać sobie pytanie: co tu się właściwie odwala?
Czytaj: Dr Karina Barszczewska o braku ochoty na seks i intymnych relacjach w związku
Posłuchaj podcastu o seksie i bliskości bez udawania i wstydu
Rozmowa Alicji Sękowskiej i Joanny Keszki zostaje w głowie na długo. Nie dlatego, że szokuje, ale dlatego, że dotyka tematów, o których wiele osób przez lata nie miało odwagi mówić głośno — o wstydzie, potrzebach, samotności w relacji, presji wyglądu i trudnościach z odczuwaniem przyjemności. To opowieść o tym, jak bardzo nasze życie intymne kształtują rodzinne przekonania, brak edukacji seksualnej i lęk przed oceną.
Ta rozmowa może być szczególnie ważna dla kobiet, które przez lata uczyły się bardziej spełniać oczekiwania innych niż słuchać siebie. Dla osób, które czują, że w ich związku pojawiła się rutyna albo że bliskość coraz częściej zamienia się w obowiązek zamiast przestrzeni bezpieczeństwa i czułości. Ale też dla mężczyzn, którzy chcą lepiej rozumieć kobiecą perspektywę i budować relacje oparte nie na domysłach, lecz na szczerej komunikacji.
Podcast Well Be Stories jest również niezwykle wartościowy podcast dla rodziców — pokazujący, że o ciele, granicach i seksualności można mówić bez zawstydzania, straszenia i tabu. Bo sposób, w jaki rozmawiamy o tych tematach z dziećmi, bardzo często wpływa później na ich dorosłe relacje, poczucie własnej wartości i umiejętność budowania bliskości.
Posłuchaj naszego podcastu. To nie jest tylko rozmowa o seksie, ale i prawie do przyjemności, do stawiania granic, do bycia usłyszaną i do życia w zgodzie ze sobą. Jedna z tych, po których człowiek choć na chwilę zatrzymuje się i zaczyna zastanawiać, czy naprawdę zna własne potrzeby — i czy daje sobie prawo, by o nich mówić. Polecamy!
O Well Be Stories
Well Be Stories to przestrzeń rozmów o dbaniu o ciało i umysł, pielęgnowaniu relacji, radzeniu sobie z trudnymi emocjami i sztuce odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. To podcast dla osób, które chcą żyć bardziej świadomie i w zgodzie ze sobą – bez presji bycia idealnymi.














Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *