Dlaczego OnlyFans budzi silne emocje? Rozmowa z Dorotą Peretiatkowicz

Dlaczego OnlyFans budzi silne emocje? Rozmowa z Dorotą Peretiatkowicz

Dlaczego platformy takie jak OnlyFans budzą aż tak silne emocje? Czy chodzi wyłącznie o seksualność, czy może o coś znacznie głębszego — nasze społeczne lęki, podwójne standardy i sposób, w jaki definiujemy wolność, sukces oraz kobiecość? W rozmowie z Dorotą Peretiatkowicz przyglądamy się internetowej branży dla dorosłych z perspektywy socjologicznej: bez prostych ocen, za to z próbą zrozumienia mechanizmów, które stoją za popularnością tego zjawiska

OnlyFans, wolność i społeczne emocje. O czym naprawdę mówi popularność internetowej branży dla dorosłych?

OnlyFans od dawna przestał być wyłącznie internetową platformą do publikowania treści dla dorosłych. Dziś to także społeczny fenomen, wokół którego koncentrują się dyskusje o wolności wyboru, granicach cielesności, zarabianiu na wizerunku i współczesnej kulturze internetu. Jedni widzą w nim symbol niezależności i nowoczesnego podejścia do seksualności, inni — niepokojący znak czasów i przykład świata, w którym coraz trudniej oddzielić autentyczność od performowania siebie pod algorytmy.

Alicja Sękowska, prowadząca podcast Well Be Stories, w rozmowie z Dorotą Peretiatkowicz — socjolożką, badaczką i popularyzatorką wiedzy o społeczeństwie — rozmawia nie tylko o samym zjawisku, ale przede wszystkim o tym, co mówi ono o nas jako społeczeństwie.

Skąd bierze się fascynacja internetową seksualnością? Dlaczego osoby zarabiające w ten sposób bywają kreowane na celebrytów? I gdzie właściwie kończy się odpowiedzialność za własne ciało, a zaczyna wpływ kultury, presji społecznej oraz ekonomicznych obietnic szybkiego sukcesu?

Ten odcinek podcastu to także rozmowa o emocjach, które ujawniają się przy okazji takich tematów — o ocenianiu, stygmatyzacji, polaryzacji i braku przestrzeni na niuanse. Poruszamy również kwestie wpływu tego typu treści na młode osoby, nierealistycznych wyobrażeń o łatwych pieniądzach oraz mechanizmów internetu, który premiuje kontrowersję, widoczność i przekraczanie kolejnych granic.

Czytaj: Social media, AI, patostreamy i cyfrowe granice: rozmowa z Wojtkiem Kardysiem

Dlaczego OnlyFans budzi tyle emocji? Między wolnością, ekonomią a społecznym piętnem

Platformy takie jak OnlyFans od kilku lat wywołują intensywne społeczne dyskusje. Dla jednych są symbolem finansowej niezależności i nowoczesnej przedsiębiorczości, dla innych — przykładem uprzedmiotowienia ciała oraz niepokojących zmian kulturowych.

Emocje wokół tego zjawiska nie dotyczą jednak wyłącznie seksualności. W rzeczywistości odsłaniają one znacznie głębsze napięcia: między wolnością jednostki a społeczną kontrolą, między sukcesem ekonomicznym a moralną oceną.

Prostytucja, ciało i społeczny porządek

Dyskusja o wykorzystywaniu własnego ciała w celach ekonomicznych nie jest nowa. Jak podkreśla socjolożka Dorota Peretiatkowicz, podobne napięcia obecne były już w starożytności. Seksualność od wieków funkcjonowała jednocześnie jako coś obecnego i wypieranego — tolerowanego, ale trzymanego „na marginesie” oficjalnego porządku społecznego.

Ekspertka zwraca uwagę, że wraz z rozwojem chrześcijaństwa ciało kobiety zaczęło być coraz silniej podporządkowywane normom społecznym, rodzinnym i religijnym. Kluczowe stały się kwestie dziedziczenia, małżeństwa i kontroli seksualności. Jednocześnie — co podkreśla — historia pokazuje ogromną hipokryzję społeczną: seks pozamałżeński funkcjonował powszechnie, jednak zupełnie inaczej oceniano kobiety czerpiące z seksualności korzyści ekonomiczne.

— Prostytucja zawsze wzbudzała emocje. Handlowanie własnym ciałem od wieków znajdowało się poza oficjalnym społecznym porządkiem — niby obecne, ale zawsze trochę z boku. Później chrześcijaństwo jeszcze mocniej osadziło seksualność kobiet w systemie kontroli społecznej.

Czytaj: Praca seksualna: czy da się zrozumieć ten wybór? Rozmowa z Karoliną Rogaską

Kiedy ciało staje się „towarem”?

Rozmowa wokół platform erotycznych szybko prowadzi do trudniejszego pytania: gdzie właściwie przebiega granica między autonomią a ekonomicznym wykorzystywaniem ciała? Według Doroty Peretiatkowicz odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo historia pokazuje, że kobiece ciało od dawna było elementem społecznych i ekonomicznych układów.

Socjolożka przywołuje choćby dawne małżeństwa dynastyczne, w których kobiety „wydawano” za mąż w imię interesów rodów i polityki. W tym sensie — jak zauważa — ekonomiczne powiązanie cielesności nie jest wynalazkiem współczesnych platform internetowych. Zmieniły się jedynie narzędzia oraz język debaty.

Ekspertka podkreśla również, że ogromną rolę odegrał rozwój patriarchalnych mechanizmów kontroli. Szczególnie widoczne było to w momentach, gdy kobiety zaczęto obarczać odpowiedzialnością za choroby weneryczne i seksualność mężczyzn.

— To jest odwieczna dyskusja: gdzie kończy się wolność, a gdzie zaczyna ekonomiczne wykorzystywanie ciała? Kiedy powinno wkraczać państwo, a kiedy nie? Bardzo długo to właśnie kobiety ponosiły społeczne konsekwencje seksualności, choć przecież nie funkcjonowały w niej same.

Sukces, rozpoznawalność i kultura celebrycka

Jednym z najciekawszych wątków rozmowy jest kwestia sukcesu. Dlaczego osoby publikujące erotyczne treści coraz częściej pojawiają się w mediach mainstreamowych? Zdaniem ekspertki odpowiedź jest prosta: współczesna kultura bardzo silnie premiuje rozpoznawalność.

W świecie social mediów popularność stała się walutą samą w sobie. Telewizja, podcasty czy internetowe programy chętnie zapraszają osoby, które „są na topie”, niezależnie od tego, skąd bierze się ich popularność. W efekcie sukces ekonomiczny zaczyna być utożsamiany z sukcesem społecznym.

Jednocześnie Peretiatkowicz zauważa, że społeczeństwo często redukuje kobiety świadczące usługi seksualne wyłącznie do tej jednej roli. To właśnie w tym miejscu pojawia się mechanizm stygmatyzacji.

— Cały czas mamy tendencję do tego, by przez seksualność definiować człowieka raz na zawsze. Jakby wszystko inne przestawało istnieć — nie ma już matki, pracownicy, partnerki, tylko jest jedna etykieta.

Czytaj: O mowie ciała, kłamstwie i manipulacji. Rozmowa z Łukaszem Kacą

Dlaczego temat tak mocno dzieli społeczeństwo?

Debata wokół platform erotycznych bardzo często przeradza się w moralny konflikt pokoleń. Starsze generacje widzą zagrożenie dla wartości i relacji społecznych, młodsze częściej interpretują takie działania przez pryzmat autonomii oraz możliwości szybkiego zarabiania pieniędzy.

Ekspertka zwraca uwagę, że młodzi ludzie od zawsze szukali krótszej drogi do sukcesu finansowego. Dzisiejsze platformy cyfrowe po prostu stworzyły nowe narzędzia realizacji tych ambicji. Nie oznacza to jednak — jak podkreśla — że młode osoby nie są świadome konsekwencji. Duże znaczenie ma tutaj tzw. kapitał kulturowy: środowisko, wychowanie, zasoby społeczne oraz świadomość tego, co można stracić wizerunkowo lub zawodowo.

— Im większy kapitał kulturowy i społeczny, tym więcej mamy do stracenia. Nawet jeśli taka droga wydaje się atrakcyjna finansowo, wiele osób wie, że konsekwencją może być społeczne wykluczenie albo trwałe napiętnowanie.

Kobieta jako „kozioł ofiarny”

Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest analiza podwójnych standardów. Dorota Peretiatkowicz zauważa, że dyskusje wokół seksualności niemal zawsze koncentrują się na kobietach, a znacznie rzadziej na odbiorcach takich treści czy mechanizmach rynku.

To właśnie kobieta staje się obiektem ocen, moralizowania i społecznego „rozliczania”. Tymczasem istnienie platform takich jak OnlyFans jest przecież odpowiedzią na realny popyt. Ekspertka odwołuje się tu do znanej w socjologii teorii „kozła ofiarnego”, według której społeczności budują poczucie wspólnoty poprzez wspólne potępianie wybranej osoby lub grupy.

— To odwieczna dyskusja: dlaczego winna jest kobieta, a nie ci, którzy konsumują takie treści? Społeczeństwo bardzo często potrzebuje kozła ofiarnego, żeby się zjednoczyć — i wtedy wszyscy kierują swoją złość właśnie na niego.

Czy można oddzielić ciało od tożsamości?

W centrum całej debaty pozostaje pytanie, czy działalność seksualna powinna definiować człowieka na całe życie. Zdaniem ekspertki współczesne społeczeństwo wciąż ma ogromny problem z oddzieleniem seksualności od pełnej tożsamości kobiety.

Nawet jeśli ktoś osiąga sukces finansowy czy medialny, społeczna etykieta potrafi pozostać na lata. Dotyczy to szczególnie kobiet, które otwarcie mówią o swojej działalności i nie wpisują się w tradycyjne oczekiwania dotyczące wstydu czy dyskrecji.

To właśnie dlatego dyskusja o platformach erotycznych wywołuje tak silne emocje. Nie dotyczy wyłącznie pieniędzy ani seksualności. Dotyka fundamentalnych pytań o władzę, kontrolę, wolność, społeczne normy i sposób, w jaki oceniamy innych ludzi.

Czytaj: To nie Instagram jest problemem. Z kim naprawdę porównują się kobiety 35+

„Normalizacja” i podwójne standardy wobec kobiet

Dyskusja o obecności kobiet związanych z OnlyFans czy pracą seksualną w mainstreamowych mediach bardzo szybko przeradza się w debatę o moralności. Ekspertka zwraca uwagę, że społeczeństwo akceptuje wiele kontrowersyjnych zachowań w przestrzeni publicznej, ale akurat seksualność kobiet nadal wywołuje wyjątkowo silne emocje.

Jej zdaniem to pokazuje nie tyle troskę o normy społeczne, ile głęboko zakorzenione podwójne standardy. Szczególnie widoczne staje się to wtedy, gdy kobieta nie okazuje wstydu ani poczucia winy.

— My normalizujemy bardzo wiele rzeczy, a to nie wzbudza w nas takich emocji. Normalizujemy polityków, którzy zachowują się naprawdę w sposób poza wszelkimi granicami i oni pojawiają się w głównych wydaniach wiadomości. A teraz mówimy o jednej dziewczynie, która zgodziła się wystąpić w popularnym programie show. Bardzo łatwo rzucamy kamieniem dlatego, że to jest kobieta i dużo łatwiej nam to przychodzi.

Mamy mnóstwo alkoholików, którzy narobili mnóstwo rzeczy w swoim życiu, a dziś są wystawiani na świecznikach, bo są trzeźwi i mówią o swojej chorobie. A prostytucja nigdy nie jest zmyta. Prostytutka już zakończyła swoje życie. Nawet jeśli powiedziała o jednym razie, kiedy sprzedała swoje ciało za pieniądze.

Czytaj: Social media, AI, patostreamy i cyfrowe granice: rozmowa z Wojtkiem Kardysiem

„Moje ciało, moje prawo” — ale tylko do pewnego momentu?

W rozmowie pojawia się też temat granic wolności i społecznej kontroli nad kobiecym ciałem. Ekspertka zauważa, że deklaratywnie popieramy autonomię jednostki, jednak w praktyce społeczeństwo bardzo szybko próbuje narzucać własne normy i oceny. Szczególnie wtedy, gdy seksualność staje się widoczna i jawna. W jej opinii żyjemy dziś w czasie dużego chaosu norm społecznych i moralnych.

— Z jednej strony mamy hasło: moje ciało, moje prawo, a potem się okazuje, że nie do końca, bo jednak społeczeństwo w to wchodzi i mówi: nie normalizujmy tego. OnlyFans nie przekracza prawa. OnlyFans funkcjonuje w naszym prawie. To my jako społeczeństwo pozwalamy na to, żeby OnlyFans funkcjonowało. Żyjemy w czasach anomii — kiedy normy i wartości są zachwiane. Nie wiemy, co jest dobre, co złe, jak oceniać pewne rzeczy. Ale prostytucja natychmiast nas ustawia — wtedy od razu jesteśmy lepsi.

Potrzeba „szufladkowania” ludzi

Ekspertka tłumaczy również, że społeczeństwo bardzo chętnie korzysta ze stereotypów, bo to po prostu upraszcza rzeczywistość. Według niej ludzki mózg dąży do szybkich ocen i prostych kategorii, zamiast analizować złożoność sytuacji. Dlatego kobieta związana z seksualnością bardzo szybko zostaje przypisana do jednej roli. Dopiero głębsza refleksja pokazuje, że rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana.

— Oczywiście, że dużo łatwiej funkcjonować, jeżeli możemy posługiwać się stereotypami. Mózg stara się za wszelką cenę niwelować wybory. Jeśli może podjąć szybki wybór, to zdecydowanie pójdzie w szybki wybór.

 

Widzę kobietę, która sprzedaje swoje ciało — jest prostytutką, jest stygmatyzowana. I to jest ten pierwszy system postrzegania. Dopiero później zaczynamy się zastanawiać i wtedy okazuje się, że to jest dużo trudniejsze, niż nam się wydaje na pierwszy rzut oka.

Czytaj: Karolina Rogaska o pracy seksualnej. Czy da się zrozumieć ten wybór?

Kobieta, która „nie powinna być zadowolona”

Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest kwestia społecznego dyskomfortu wobec kobiet, które świadomie zarabiają na seksualności i nie odczuwają z tego powodu wstydu. Ekspertka podkreśla, że społeczeństwo łatwiej akceptuje osoby wykluczone wtedy, gdy pozostają one „ukarane” i nieszczęśliwe. Problem zaczyna się wtedy, gdy kobieta odnosi sukces, zarabia pieniądze i otwarcie mówi o swojej sprawczości. To właśnie ma wzbudzać największy opór.

— To jest takie pyknięcie w nos systemowi, powiedzenie: będę robiła, co będę chciała. Ona zamiast chyłkiem udawać, że robi coś innego, wystawia swoje części ciała, zarabia pieniądze i jeszcze jest zadowolona.

 

Jak może być zadowolona osoba świadcząca usługi seksualne? Ona powinna być biedna, utytłana w błocie, w rozpaczy. Najlepiej żeby robiła to z głodu. Jeżeli społeczeństwo wywala kogoś poza nawias, to nie po to, żeby był bogaty i szczęśliwy.

Stygmatyzacja, która zostaje na zawsze

Rozmówczyni zwraca uwagę, że największą konsekwencją działalności seksualnej w sieci jest społeczne piętno. Jej zdaniem nawet jeśli kobieta zmieni życie, osiągnie sukces zawodowy czy społeczny, etykieta pozostanie z nią na zawsze. W tym sensie społeczeństwo nie daje kobietom prawa do „drugiej szansy”. To właśnie odróżnia pracę seksualną od wielu innych społecznie potępianych doświadczeń.

— Stygmatyzacja to jest stygmatyzacja. Bez względu na to, co będą robiły w przyszłości, i tak mają wypalone piętno na czole. To my, społeczeństwo, nie pozwalamy na to, żeby osoby zajmujące się świadczeniem usług seksualnych mogły przejść według nas resocjalizację i dołączyć do reszty społeczeństwa.

„To nie jest czarno-białe”

Ekspertka podkreśla, że sama nie ma jednej prostej odpowiedzi na temat OnlyFans czy seksualności w mediach. Jej zdaniem problem jest dużo bardziej złożony niż internetowe oceny i moralne komentarze.

W rozmowie pojawia się także krytyka narracji, według której młode pokolenie jest całkowicie bezrefleksyjne i podatne na „demoralizację”. Wręcz przeciwnie — rozmówczyni deklaruje dużą wiarę w świadomość młodych ludzi.

— Ja nie jestem człowiekiem jednego zdania. Uważam, że należy dyskutować na różne tematy. One nie są takie biało-czarne. Mam bardzo dużo wiary w młode pokolenie. Uważam, że ono w wielu rzeczach jest dużo mądrzejsze niż my byliśmy w ich wieku. „Dlaczego kiedy pokazujesz twarz, to jest dobrze, a tyłek niedobrze? Kiedy to się zaczęło, że tyłek stał się taki strasznie niedobrze?

Czytaj: Łukasz Kaca o mowie ciała oraz granicy miedzy perswazją a manipulacją

Granica między sztuką a erotyką

Rozmowa schodzi na temat hipokryzji w postrzeganiu kobiecego ciała. Ekspertka zauważa, że nagość obecna w modzie czy sztuce często nie budzi większych kontrowersji, choć jest równie publiczna.

Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy seksualność zostaje nazwana wprost albo zaczyna przynosić kobiecie realny zysk. To pokazuje, że granice „akceptowalności” są bardzo płynne i zależą od kontekstu społecznego.

— Najlepsza polska modelka jest sfotografowana z gołym tyłkiem i piersiami i ta gazeta stoi w Empiku jako dzieło sztuki. I wtedy nie słyszę wrzasków. To znaczy, że zdjęcie artystyczne jest okej, a erotyczne już nie? To jest strasznie niejednoznaczne. Większość modelek swoje piersi i pupy pokazała milion razy. Na tym polega ich praca. One też na tym zarabiają.

TikTok od 13. roku życia. Dlaczego to właśnie rodzice zakładają dzieciom konta?

Dyskusja o dzieciach i mediach społecznościowych bardzo często zaczyna się od pytania: „czy to już odpowiedni moment?”. Problem w tym, że rzeczywistość dawno wyprzedziła regulaminy platform. Choć TikTok formalnie przeznaczony jest dla osób od 13. roku życia, dzieci trafiają tam znacznie wcześniej — i nierzadko dzieje się to przy pełnej zgodzie rodziców. Ekspertka zwraca uwagę, że nie wynika to wyłącznie z lekkomyślności, ale z mieszanki zmęczenia, niewiedzy i społecznej presji.

— TikTok jest od 13 roku życia, natomiast nasze badania pokazują, że średnio jest zakładany dzieciom w 11 roku życia i to rodzice zakładają dzieciom TikToka. Myślą, że dzieci będą oglądały tylko miłe i fajne filmiki. Wydaje im się, że mają nad tym kontrolę.

 

Nie mają pojęcia, co można oglądać w TikToku, bo im się pojawiają tylko przepisy na nową zupę oraz ćwiczenia i wydaje im się, że ich dziecku będzie się pokazywało to samo. Bo wszyscy mają TikToka, bo dziecko i tak sobie założy, to lepiej mu założyć i wiedzieć o tym, niż być okłamywanym. Jest mnóstwo powodów, dla których ten TikTok jest zakładany.

Czytaj: Jak wspierać psychicznie nastolatka w dobie TikToka? Praktyczne wskazówki

Rodzicielskie blokady kontra rzeczywistość codzienności

Łatwo powiedzieć: „trzeba kontrolować dzieci w sieci”. Znacznie trudniej wdrożyć to w codziennym życiu, które już teraz wielu rodziców doprowadza do granic wydolności. Ekspertka podkreśla, że część rodzin rzeczywiście korzysta z blokad rodzicielskich i monitoringu aktywności dzieci, ale wymaga to czasu, uwagi i konsekwencji. A właśnie tego dziś najbardziej brakuje.

— Rodzice są najróżniejsi. Jest taka część, która stosuje blokadę, stosuje kontrolę, ale to wymaga jednak zajmowania się dzieckiem. Tu nie ma winnych. Winne są czasy, w których żyjemy. Tak jak kiedyś kobieta zostawiała na cały dzień dziecko w kołysce i wychodziła do fabryki, bo musiała, tak teraz to dziecko ma zostawioną komórkę, a matka załatwia milion rzeczy. Albo ojciec jest w pracy i zarabia. I przychodzi na tyle zmęczony, że nie jest w stanie już się zajmować tym dzieckiem.

 

Mam wrażenie, że sobie postawiliśmy tak wysoko poprzeczkę, że nikt już do niej nie doskakuje, a social media weszły w szczelinę pomiędzy tym, czego wymagamy od siebie, a tym, co rzeczywiście jesteśmy w stanie oferować.

Czy młodzi ludzie nadal wierzą w wartość wykształcenia?

To jedno z najbardziej niepokojących pytań współczesności. Przez dekady obowiązywał prosty społeczny kontrakt: ucz się, rozwijaj kompetencje, a zwiększysz swoje szanse na dobre życie. Dziś młodzi ludzie coraz częściej widzą, że dyplom nie daje już gwarancji stabilności ani sukcesu. Ekspertka zauważa, że problemem nie jest brak ambicji, ale poczucie nieustannej selekcji i przesuwającej się mety.

— Wartość wykształcenia zaczyna spadać, ponieważ wykształcenie przestało gwarantować sukces w życiu. Pokolenie twoje wiedziało, że jak się będzie uczyć, zdobędzie wykształcenie, nauczy się języków i będzie zdeterminowane, to może osiągnąć sukces.

 

Natomiast osoby, które mają teraz 18 lat, wszystkie znają języki, wszystkie są zdeterminowane i właściwie tylko podwyższyliśmy próg, od którego zaczyna się selekcja. Już właściwie nie wiadomo, jakie umiejętności trzeba mieć, żeby w tej selekcji zwyciężyć.

Czytaj: Mindful parenting w erze technologii. Jak wychowywać dzieci z uważnością?

„Chcę zostać influencerką”. Dlaczego to dziś normalne marzenie?

Dla wielu rodziców takie deklaracje brzmią alarmująco. Tymczasem ekspertka proponuje spojrzeć na to szerzej i historycznie. Każde pokolenie miało swoje „zawody marzeń”, które były symbolem statusu, widzialności lub sukcesu. Dziś rolę dawnych aktorek, modelek czy celebrytów przejęli influencerzy.

— To jest normalne. To są ludzie, którzy są na świeczniku. Kiedyś chciałyśmy być aktorkami. Ja chciałam być treserem żyrafy, bo wydawało mi się, że to jest najbardziej aspiracyjna postać.

 

Kiedyś aspiracją był lekarz, prawnik, dla małych dziewczynek kucharka, sprzątaczka i pani z przedszkola. Teraz jest influencerka. To się zmienia w zależności od otoczenia i myślenia. Ja mam pięćdziesiąt parę lat i też chciałam zostać influencerką — i nią zostałam. Influencer influencerowi nierówny i nie można wszystkiego wsadzać do jednego worka.

Czy social media odbiorą dzieciom wartości?

Lęk rodziców bardzo często nie dotyczy samego internetu, ale utraty wpływu. Obawy brzmią podobnie: „a jeśli moje dziecko przestanie wierzyć w pracę, naukę i rozwój?”. Ekspertka uspokaja — dzieci nie wychowują się wyłącznie na Instagramie czy TikToku. Najważniejszym punktem odniesienia nadal pozostają dorośli obecni w ich codziennym życiu.

— Autorytetem jest matka i to, co ty mówisz, jest dla niej najważniejsze. Jeszcze wiele, wiele lat. Jeżeli będziesz mówiła, że ciężką pracą dochodzi się do różnych rzeczy, to ona będzie to słyszała.

 

Widzi ciebie, widzi jak postępujesz, widzi inne osoby z rodziny. To my wychowujemy te dzieci, to my nadajemy im wartości w życiu. Nawet jeżeli jesteśmy pogubieni jako starsze pokolenie, to jednak dziś umiemy odróżniać dobro od zła.

Lęki współczesnych rodziców. Czy martwimy się na zapas?

Rozmowa bardzo mocno dotyka współczesnego rodzicielstwa — szczególnie wśród millenialsów. Ekspertka zauważa, że wielu rodziców przeżywa przyszłość swoich dzieci na długo przed tym, zanim pojawi się realny problem. W efekcie zamiast być „tu i teraz”, zaczynają funkcjonować w permanentnym napięciu dotyczącym tego, kim dziecko będzie za 10 lat.

— Mam wrażenie, że millenialsi mają tyle lęków związanych z macierzyństwem i ojcostwem, że przewalają te lęki na dzieciaki. Ona ma dwa lata, a ty już się boisz, co będzie, jak będzie miała 12 i będzie chciała zostać influencerką. Te dwa lata ona ma tylko tu i teraz. Po co ty się martwisz? Wkładasz w nią to, co ją obroni przed tym, czego się boisz. A może zostanie fantastyczną influencerką?

Czytaj: Jak pokonać lęk i działać? Rozmowa z Marcinem Matychem, dr. Nerwicą

„Do czego ten świat zmierza?” — lęk, który wraca w każdym pokoleniu

Poczucie zagubienia wobec współczesności nie jest dziś niczym wyjątkowym. Wiele osób około trzydziestki czy czterdziestki ma wrażenie, że świat przyspieszył bardziej, niż jesteśmy w stanie nadążyć — technologicznie, społecznie i emocjonalnie.

W rozmowie pojawia się jednak ważna perspektywa: być może to nie same czasy są tak wyjątkowo trudne, ale etap życia, w którym zaczynamy mocniej dostrzegać chaos, zmienność i brak stabilnych punktów odniesienia. Socjolożka przypomina, że każda epoka miała własne lęki, własne moralne paniki i własne przekonanie, że „świat zmierza w złą stronę”.

— Anomia to jest anomia, o której ja już wspomniałam. Czyli jesteśmy teraz na nowo, budujemy najróżniejsze rzeczy. A do czego ten świat zmierza, to już wszyscy mówili, wiesz?

 

Wszystkie pokolenia mówiły: do czego ten świat zmierza. Każde pokolenie miało swoje lęki, swoje sukcesy. To nie jest charakterystyczne dla czasów, w których teraz jesteś. To jest charakterystyczne dla wieku, w którym jesteś. Bo każde czasy miały swoje naprawdę jazdy bardzo mocne. Już telewizor miał nas zmienić na gorsze. MTV miało nas zmienić na gorsze. NBA miało nas zmienić na gorsze, rozumiesz? Ciuchy miały nas zmienić na gorsze.

Świat nie stoi w miejscu — i nigdy nie stał

W rozmowie wybrzmiewa bardzo wyraźnie, że zmiana nie jest wyjątkiem, ale stałym stanem rzeczywistości. To, co dziś wydaje nam się rewolucją, z perspektywy socjologicznej jest kolejnym etapem transformacji społecznych, kulturowych i technologicznych.

Ekspertka zwraca uwagę, że często skupiamy się na zmianach najbliższych nam emocjonalnie, podczas gdy największe procesy dzieją się równolegle gdzie indziej — na poziomie globalnym. Dlatego zamiast pytać, czy świat się zmienia, warto pytać: gdzie naprawdę zachodzą najważniejsze przemiany.

— Świat zmierza do zmiany i ona jest widoczna. Nie uciekniemy przed nią. Ale czy ta zmiana będzie naprawdę na gorsze? Te zmiany, które my widzimy, przeważnie są tymi najmniejszymi zmianami, bo one są w naszej percepcji, w naszej świadomości. Zmiany przeważnie dzieją się gdzie indziej. Dla mnie największe zmiany teraz dzieją się w Chinach. I jako socjolożka przyglądam się zmianom, które tam następują.

Polaryzacja i emocjonalne reakcje społeczne

Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest temat społecznej polaryzacji. Dyskusje publiczne coraz częściej przypominają konflikt, w którym nie chodzi o wymianę argumentów, ale o zwycięstwo jednej strony nad drugą. Emocje stają się silniejsze niż refleksja, a potrzeba przynależności do „swoich” — ważniejsza niż próba zrozumienia drugiego człowieka. Ekspertka wskazuje, że współczesne społeczeństwo bardzo łatwo uruchamia mechanizm „my kontra oni”.

— Największą rzeczą, która mnie bardzo boli, to jest polaryzacja naszego społeczeństwa i tego, że właściwie przy każdym temacie odpalamy się jakby chodziło o rozbrajanie bomby. Jak odetniemy ten drugi kabelek, to świat wybuchnie. I chyba to mnie najbardziej irytuje w obecnym świecie.

 

My szukamy punktu odniesienia. Żeby się w jakiś sposób ustawić w społeczeństwie, to musimy mieć punkty odniesienia. Musimy wiedzieć, kto jest z nami, a kto jest przeciwko nam.

Dlaczego tracimy krytyczne myślenie?

Rozmowa schodzi także na temat krytycznego myślenia — a właściwie jego braku. W świecie natychmiastowych reakcji, scrollowania i emocjonalnych komunikatów coraz rzadziej zatrzymujemy się, by coś przeanalizować. Socjolożka podkreśla, że nie chodzi wyłącznie o indywidualne cechy charakteru, ale także o kapitał kulturowy wynoszony z domu, sposób wychowania i środowisko społeczne. Nie wszyscy dostają te same narzędzia do refleksji.

— Reagujemy emocjonalnie dlatego, że nie mamy krytycznego myślenia. Nie mamy na to czasu, przestrzeni, narzędzi. Jedni wynoszą ten kapitał krytyczny ze swojego domu i każdą rzecz zastanowią się, zanim wygłoszą opinię, a inni będą wygłaszać opinie bez zastanawiania się.

OnlyFans jako zjawisko społeczne, nie tylko platforma

W dalszej części rozmowy OnlyFans zostaje pokazany nie tylko jako platforma internetowa, ale jako element większego mechanizmu społecznego.

Ekspertka zwraca uwagę, że współczesny internet opiera się na nieustannym przekraczaniu granic — bo uwaga odbiorców szybko się nudzi, a konkurencja stale rośnie. W świecie klików i algorytmów „więcej” staje się podstawową walutą widoczności. Dotyczy to zarówno influencerów, jak i twórczyń publikujących treści erotyczne.

— W każdej rzeczy będą przekraczane kolejne granice, bo te kolejne granice będą musiały być przekraczane, żeby robić tam karierę. Myślę, że te dziewczyny po prostu będą musiały się posuwać dalej, żeby być oglądane. OnlyFans jest niczym innym jak platformą biznesową i celebrycką, więc tam też trzeba będzie robić najróżniejsze rzeczy, żeby widzowie wracali.

Mit łatwych pieniędzy i rzeczywistość internetu

W sieci bardzo łatwo sprzedać narrację o „szybkim sukcesie”. Problem w tym, że zwykle widzimy wyłącznie zwycięzców — kilka najbardziej rozpoznawalnych twarzy, które zarabiają ogromne pieniądze.

Tymczasem większość osób funkcjonujących w internetowym show-biznesie walczy o uwagę odbiorców i coraz częściej musi sięgać po mocniejsze środki, by utrzymać zainteresowanie. Ekspertka porównuje ten mechanizm do talent show i współczesnej kultury viralowości.

— Zwycięzca może być jeden, pudło jest tylko na trzy osoby. Teraz jest milion talent show. Już też nie jest tak, że te osoby są znane przez całe społeczeństwo. Więc trzeba zrobić więcej. Trzeba zrobić konflikt, wymyślać historię, żeby to się poniosło.

Wolność wyboru kontra społeczne konsekwencje

W rozmowie pojawia się też bardzo ważne napięcie między wolnością jednostki a społecznymi konsekwencjami naszych działań. Ekspertka nie daje jednoznacznych odpowiedzi i unika prostych ocen moralnych.

Zamiast tego pokazuje, że społeczeństwo samo z czasem reguluje pewne zjawiska — szczególnie wtedy, gdy zaczyna dostrzegać ich skutki dla dzieci, młodzieży czy relacji społecznych. To proces dojrzewania społecznego, a nie nagłego „zakazu”.

— Społeczeństwo ma wartości bardzo podobne do Twoich wartości. W związku z tym myślę, że jako społeczeństwo wyregulujemy również ten kawałek naszej rzeczywistości. Myślę, że dojrzewamy do tego, żeby wprowadzić zmiany. Pokolenie matek w twoim wieku boi się i nie będzie chciało dopuścić do tego, żeby ich dzieci miały dostęp do pewnych materiałów.

„Nie ma tylko czarnego i białego”

Jednym z najbardziej wyważonych momentów rozmowy jest refleksja o tym, że współczesna debata publiczna bardzo rzadko dopuszcza odcienie szarości. Tymczasem prawdziwa rozmowa zaczyna się dopiero wtedy, gdy próbujemy zrozumieć argumenty drugiej strony — nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. Ekspertka odwołuje się tutaj do tradycji debat oksfordzkich, w których uczestnicy bronili stanowisk przeciwnych własnym przekonaniom.

— Myślę, że na tym polega rozmowa. Niech każdy wyniesie z niej to, co chce. Trzeba było udowadniać racje, z którymi się do końca nie zgadzaliśmy. Ale dzięki temu rozumieliśmy drugą stronę. Za każdym razem, kiedy nam się zapala coś takiego, że oni są czarni, a ja jestem biała, to usiądźmy i zastanówmy się, jakie argumenty ma tamta strona.

Czułość zamiast oceniania

Na końcu rozmowy pojawia się refleksja: być może największym problemem współczesności nie jest sam konflikt, ale brak czułości wobec innych ludzi. Zbyt szybko oceniamy, etykietujemy i przypisujemy złe intencje. Tymczasem próba spojrzenia na drugiego człowieka z większym zrozumieniem mogłaby zmienić sposób, w jaki prowadzimy społeczne dyskusje.

— My opisujemy ludzi i staramy się to robić z czułością. Jeżeli popatrzymy na każdego z nas z czułością i pomyślimy sobie, że może na końcu tego wszystkiego nie ma złych intencji, to może wszystkim nam będzie dużo łatwiej. Każdy człowiek odczuwa białe i czarne. To jest tylko kwestia tego, ile czasu sobie dajemy od zauważenia do reakcji.

Dlaczego branża dla dorosłych tak nas oburza, czyli co OnlyFans mówi o nas?

Debata wokół OnlyFans pokazuje, że wciąż mamy ogromny problem z rozmową o seksualności, wolności i społecznych granicach bez natychmiastowego oceniania. To temat, który uruchamia lęki, podwójne standardy i pytania o to, kto właściwie ma prawo decydować o kobiecym ciele oraz gdzie kończy się autonomia jednostki. Rozmowa z Dorota Peretiatkowicz pokazuje jednak, że rzeczywistość rzadko jest czarno-biała — a za internetowymi zjawiskami stoją dużo głębsze mechanizmy społeczne, kulturowe i ekonomiczne.

To także ważna refleksja o współczesnym internecie, kulturze popularności i świecie, w którym widoczność coraz częściej staje się walutą sukcesu. Czy potrafimy jeszcze rozmawiać o takich zjawiskach bez stygmatyzowania, moralizowania i szukania „kozłów ofiarnych”? Być może właśnie od jakości tej rozmowy zależy, jak będzie wyglądać nasze społeczeństwo w kolejnych latach.

Jeśli chcesz lepiej zrozumieć fenomen OnlyFans, społeczne emocje wokół seksualności i wpływ internetu na nasze postrzeganie sukcesu — posłuchaj podcastu Well Be Stories.

Fragmenty wypowiedzi i cytaty zostały opracowane redakcyjnie na podstawie rozmowy opublikowanej w podcaście Well Be Stories. Zachowano sens i merytoryczny charakter wypowiedzi rozmówczyń.

O Well Be Stories

Well Be Stories to przestrzeń rozmów o dbaniu o ciało i umysł, pielęgnowaniu relacji, radzeniu sobie z trudnymi emocjami i sztuce odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. To podcast dla osób, które chcą żyć bardziej świadomie i w zgodzie ze sobą – bez presji bycia idealnymi.

 

Youtube: e1WB9O4uNDo

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane