Poronienie i przemoc położnicza. Jak sobie radzić? Rozmowa z Magdaleną Matraszek

Poronienie i przemoc położnicza. Jak sobie radzić? Rozmowa z Magdaleną Matraszek

Poronienie to nie tylko medyczne zdarzenie, ale doświadczenie, które często zmienia życie na długo. O stracie ciąży, żałobie, traumie oraz systemowych problemach, z jakimi mierzą się kobiety, rozmawiamy z Magdaleną Matraszek, autorką książki „Wszystko jest OK”. W szczerej i poruszającej rozmowie opowiada o własnych doświadczeniach związanych z poronieniem, przemocą położniczą i drogą do odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa po stracie.

Poronienie – co dalej, jak żyć?

Jak wygląda życie po utracie ciąży? Jakie emocje towarzyszą kobietom i dlaczego tak często pozostają one niezrozumiane przez otoczenie? W rozmowie z Magdaleną Matraszek Alicja Sękowska, prowadząca podcast Well Be Stories, porusza tematy, o których wciąż mówi się zbyt rzadko — poronienia, żałoby po stracie dziecka, przemocy położniczej oraz traumy związanej z doświadczeniami okołoporodowymi.

Autorka książki „Wszystko jest OK” dzieli się swoją osobistą historią i opowiada o tym, z czym najtrudniej było jej się zmierzyć po stracie ciąży. Rozmawiamy także o przyczynach poronień, poronieniach nawracających, sygnałach, które mogą wzbudzać niepokój, oraz o tym, gdzie szukać realnego wsparcia psychologicznego i emocjonalnego. To rozmowa o bólu, ale również o odzyskiwaniu sprawczości, przepracowywaniu traumy i budowaniu życia po doświadczeniu straty.

Trauma, która wróciła po dwunastu latach

Niektóre doświadczenia potrzebują czasu, zanim zostaną nazwane i opisane. Autorka przyznaje, że przez wiele lat nie była świadoma ciężaru, jaki nosiła w sobie po pierwszym poronieniu. Dopiero kolejne wydarzenia sprawiły, że poczuła potrzebę opowiedzenia swojej historii publicznie.

Po pierwszym poronieniu Magdalena Matraszek bardzo szybko wróciła do codzienności. Skupiła się na kolejnych ciążach i wychowywaniu dzieci, próbując zostawić trudne doświadczenie za sobą. Jak sama mówi, trauma nie zniknęła — jedynie została głęboko ukryta.

— To pierwsze poronienie, które miałam 20 lat temu, bardzo szybko w sobie zakopałam. Nie miałam świadomości, że doznałam takiej traumy. Chciałam o tym wszystkim jak najszybciej zapomnieć. Wszystko zaczęło wracać, gdy zaszłam w czwartą, nieplanowaną ciążę, którą bardzo szybko zaczęłam chronić. Wtedy odezwała się we mnie trauma sprzed 12 lat.

Kiedy przeszłość wraca z pełną siłą

Powrót dawnych emocji okazał się dla autorki ogromnym zaskoczeniem. Mimo upływu ponad dekady wspomnienia i lęki pojawiły się niemal tak intensywnie jak w dniu poronienia. To doświadczenie uświadomiło jej, jak głęboko mogą zostać zapisane traumatyczne wydarzenia.

— Nie zdawałam sobie sprawy, że aż takiej traumy doświadczyłam, że te doświadczenia ze szpitala tak mocno odcisnęły się w mojej psychice. Gdy to wszystko zaczęło się uruchamiać, miałam właściwie wrażenie, że jestem dokładnie 12 lat wcześniej, w tamtej samej sytuacji, mimo że minęło już tyle czasu. To był inny szpital, inni lekarze i – jak się później okazało – inna opieka, ale emocje bardzo silnie się aktywowały.

Czytaj: Jak trauma kształtuje nasze życie i relacje: rozmowa z Magdaleną Palą

Chwila, która miała być początkiem macierzyństwa

Pierwsza ciąża przebiegała prawidłowo, a nic nie wskazywało na nadchodzący dramat. Wyjazd nad morze miał być czasem odpoczynku i relaksu. Wszystko zmieniło się, gdy pod koniec jedenastego tygodnia pojawiło się krwawienie.

— Początek ciąży przebiegał jak najbardziej pozytywnie. Wszystko się dobrze rozwijało. Pod koniec 11. tygodnia zdecydowaliśmy się wyjechać na urlop nad morze. Po kilku dniach zaczęłam krwawić, więc trafiłam do szpitala. Podczas przyjęcia lekarz stwierdził martwą ciążę, która prawdopodobnie obumarła około 10 dni wcześniej. Organizm nie poradził sobie sam z oczyszczeniem macicy.

Zamiast wsparcia – oskarżenia

Jednym z najtrudniejszych elementów doświadczenia nie była wyłącznie strata ciąży, ale sposób, w jaki została potraktowana przez personel medyczny. Zamiast empatii spotkała się z podejrzeniami i krzywdzącymi komentarzami. Te słowa zapamiętała na długie lata.

— Lekarze, którzy mnie przyjęli, potraktowali mnie jak osobę, która celowo przyjechała nad morze, żeby poronić. Przed zabiegiem usłyszałam, że lekarz zna dużo takich przypadków kobiet, które przyjeżdżają nad morze właśnie po to, żeby ronić, bo tam ich nikt nie zna. To było takie pierwsze uderzenie.

Czytaj: Depresja: jak się objawia i dlaczego wraca? Rozmowa z Małgorzatą Serafin

Słowa, które zostają na zawsze

Autorka wspomina, że oprócz braku wsparcia musiała mierzyć się także z otwartą pogardą. Komentarze kierowane pod jej adresem były nie tylko bolesne, ale także nieadekwatne do sytuacji kobiety przeżywającej stratę dziecka. Jak podkreśla, podobne historie nadal słyszy od wielu kobiet.

— Byłam wielokrotnie obrażana przez lekarza i przez pielęgniarki. Słyszałam: Trzeba było nóg nie rozkładać. Po co teraz tak beczy?. Kiedy rozmawiam z kobietami i dostaję wiadomości po premierze książki, okazuje się, że niestety nadal takie sytuacje mają miejsce. Nadal kobiety słyszą od lekarzy okropne rzeczy.

Kobiety traktowane protekcjonalnie

Rozmowy z czytelniczkami sprawiły, że Magdalena Matraszek zaczęła patrzeć szerzej na problem relacji między pacjentkami a personelem medycznym. Jej zdaniem wiele kobiet doświadcza infantylizowania i umniejszania ich emocji. Szczególnie dotkliwe staje się to w momentach kryzysu i cierpienia.

— Do kobiety ginekolog często mówił: usiądź dziecko, rozbierz się dziecko. Natomiast do mężczyzny żaden lekarz nie powiedziałby: rozepnij koszulę, dziecko, muszę cię osłuchać. Kobieta jest infantylizowana, umniejszana, traktowana protekcjonalnie. A takie traktowanie jest bardzo trudne, kiedy doświadcza się tak granicznych przeżyć.

Czytaj: Kiedy iść do psychiatry, a kiedy do psychologa i psychoterapeuty?

Dwie słowa, które zmieniły wszystko

Sposób przekazywania informacji o poronieniu do dziś pozostaje jednym z najmocniejszych wspomnień autorki. Nie było rozmowy, wyjaśnienia ani wsparcia. Była jedynie diagnoza wypowiedziana podczas badania.

— Stałam półnaga za parawanem. Lekarz kazał mi się położyć, przeprowadził USG dopochwowe i długo nic nie mówił. Patrzył w ekran ultrasonografu. W końcu powiedział tylko: Martwa ciąża. I to było wszystko.

Szok po diagnozie i mechanizm odcięcia

Utrata ciąży była dla rozmówczyni doświadczeniem tak silnym, że uruchomił się mechanizm psychicznej obrony. Wspomnienia ze szpitala częściowo zatarły się do tego stopnia, że po latach musiała wracać do dokumentacji medycznej, aby odtworzyć przebieg wydarzeń. Szok dotyczył nie tylko samego poronienia, ale również sposobu, w jaki została potraktowana przez personel.

— Wydaje mi się, że na takie doświadczenie jest dobry mechanizm, który się uruchamia, czyli dysocjacja, bo ja się całkowicie wyłączyłam z tego, co później się działo w szpitalu od tego momentu. Nawet pisząc tę książkę, musiałam wrócić do karty wypisu ze szpitala, żeby sobie przypomnieć, ile ja tam byłam dni, bo mi się wydawało, że byłam pięć, a się okazało, że byłam tylko jedną noc.

 

Ja się tak zupełnie wyłączyłam, w ogóle nie odzywałam, nie odpowiadałam na to, co słyszałam, nie umiałam na to odpowiedzieć. Byłam w ogromnym szoku i tego, że poroniłam, i tego, jak jestem traktowana.

Samotność i brak reakcji personelu

Mimo stwierdzenia obumarłej ciąży i ryzyka poważnych powikłań zdrowotnych zabieg został odłożony z powodu braku anestezjologa. W nocy organizm kobiety rozpoczął samoistne poronienie, któremu towarzyszyły silne skurcze i krwawienie. W tym dramatycznym momencie nie otrzymała oczekiwanej pomocy.

— Ciąża była martwa od co najmniej 10 dni. Czyli jest ryzyko sepsy. Ja w ten dzień nie miałam zrobionego zabiegu, bo nie było anestezjologa. (…) W nocy już w końcu organizm mnie zaskoczył. Miałam bardzo silne skurcze. Zaczęłam po prostu ronić, mocno krwawić. Przyciskałam ten guzik, żeby przyszła pielęgniarka, nie przychodziła, więc wstałam, poszłam do niej. No i właśnie mnie oskarżyła wtedy, że cyrk pani robi, a za mną się tak po linoleum po prostu krew ciągnęła. I to ja robiłam cyrk.

Czytaj: Gdy ciało mówi więcej niż słowa. Weronika Łojewska o emocjach i psychosomatyce

Skąd bierze się brak empatii?

Rozmówczyni wskazuje, że przyczyn takiego traktowania pacjentek jest wiele. Zwraca uwagę zarówno na hierarchiczność systemu ochrony zdrowia, jak i na wzorce przekazywane personelowi medycznemu przez lata. Jej zdaniem zdrowy dystans zawodowy często zostaje zastąpiony całkowitym brakiem empatii.

— Lekarz ginekolog ma bardzo taki silny syndrom Boga. To jest ktoś, kto totalnie decyduje o zdrowiu i życiu kobiety. Jesteśmy też uczone w domu, że z lekarzem się nie dyskutuje, że się nie podważa jego decyzji. (…) Z rozmów z moją mamą i teściową, które były pielęgniarkami, wiem, że kiedyś uczono, żeby nie nawiązywać emocjonalnych relacji z pacjentami, żeby było łatwiej w pracy. Trochę to rozumiem, że trzeba zachować zdrowy dystans, tylko że cała ta opieka medyczna idzie w taką skrajną przeciwność empatii.

Jedno słowo, które zmienia wszystko

Ekspertka podkreśla, że kobiety nie oczekują od lekarzy czy pielęgniarek szczególnego współczucia ani emocjonalnego zaangażowania. Potrzebują jednak szacunku i dostrzeżenia trudności sytuacji, w której się znajdują. Czasem wystarczy jedno zdanie wypowiedziane we właściwy sposób.

— Ja nie oczekiwałam i nigdy nie będę oczekiwać, żeby się ktoś nade mną użalał i trzymał mnie za rękę. Natomiast zamiast usłyszeć bezosobowe: martwa ciąża, mogłabym usłyszeć: Przykro mi, ciąża obumarła. Tylko jedno słowo — przykro mi — które wyraża empatię i pokazuje kobiecie: aha, ten człowiek wie, że to jest dla mnie trudne.

Czytaj: Kiedy iść do psychologa? Objawy i problemy, których nie warto ignorować

Jak system odbiera kobietom poczucie godności

W rozmowie pojawia się również przykład praktyk szpitalnych, które w odczuciu rozmówczyni odbierały kobietom podmiotowość. Wspomina sytuacje, w których pacjentki były zmuszane do podporządkowania się regułom naruszającym ich komfort i poczucie godności. Takie doświadczenia dodatkowo wzmacniały poczucie bezradności.

— Było wymagane, żeby kobiety były w koszuli nocnej, jednoczęściowej i bez bielizny. (…) Wszystkie siedziałyśmy na korytarzu na krzesełkach w tych koszulach nocnych. Te koszule robią z kobiety taką dziewczynkę. A bez tej bielizny to już jest takie bardzo uwłaczające godności kobiety.

Ciąża i poronienie jako moment szczególnej bezbronności

Według rozmówczyni kobiety w czasie ciąży czy poronienia znajdują się w wyjątkowo trudnym położeniu. Są zależne od decyzji lekarzy, a jednocześnie odczuwają odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale także za dziecko. To sprawia, że reagowanie na przekroczenia staje się niezwykle trudne.

— Jesteśmy wtedy zupełnie bezbronne, zupełnie zdane na łaskę i niełaskę lekarzy. Kobieta jest obciążona tym, że nie odpowiada tylko za swoje zdrowie, ale też za życie i zdrowie dziecka, na które czeka. To jest takie podwójne obciążenie i wszelkie możliwe narzędzia, żeby zareagować, są odebrane.

Dlaczego kobiety rzadko składają skargi?

Po powrocie do domu rozmówczyni wielokrotnie analizowała swoje zachowanie i zastanawiała się, dlaczego nie zaprotestowała. Dopiero z czasem zrozumiała, że szok po stracie skutecznie odbiera możliwość racjonalnego działania. Jej doświadczenia potwierdzają także historie innych kobiet.

— Po fakcie wyrzucałam sobie, dlaczego nie zareagowałam, czemu nie powiedziałam stop. Ale myślę sobie, że to jest taki szok dla kobiety, że tak naprawdę chce jak najszybciej wyjść z tego szpitala i mieć to za sobą. Historie innych kobiet potwierdzają taką reakcję. Naprawdę wiele kobiet dokładnie w ten sam sposób po prostu chce wyjść, zapomnieć i już do tego nie wracać.

Czytaj: Hipnoterapia: na czym polega, czy działa i ile kosztuje. Czy to bezpieczne?

Unieważnianie kobiecych doświadczeń

Po poronieniu rozmówczyni słyszała od bliskich słowa mające ją pocieszyć i zachęcić do patrzenia w przyszłość. Z perspektywy czasu zauważa jednak, że takie komunikaty często pomniejszają doznaną krzywdę i odwracają uwagę od niewłaściwych zachowań personelu. Nikt nie nazwał wprost tego, czego doświadczyła.

— Słyszałam: nie rozpamiętuj, jesteś jeszcze młoda, urodzisz jeszcze dzieci. To wszystko jest prawdą, tylko że takie sformułowania umniejszają krzywdy, które zaznałam. (…) Zawsze się jakoś tłumaczy tych lekarzy: że był zmęczony, niewyspany, miał zły humor. Natomiast nie usłyszałam wtedy od nikogo, że doszło do przekroczenia, do przemocy położniczej i że takie coś nie powinno mieć miejsca.

„To nic takiego” kontra ogrom osobistej straty

Jednym z najtrudniejszych doświadczeń po poronieniu okazało się zderzenie własnych emocji z reakcjami otoczenia. Z jednej strony pojawiała się głęboka żałoba i poczucie utraty, z drugiej — komunikaty sugerujące, że nie wydarzyło się nic szczególnie dramatycznego. Ten rozdźwięk wywoływał dodatkowy ból i poczucie niezrozumienia.

— Myślę, że ten dysonans między tym, co ja czułam wewnętrznie, a co mi komunikowało otoczenie. (…) Bardzo szybko zaczęłam czuć taki dyskomfort, że kurczę, dlaczego oni mówią, że to nic takiego, skoro ja się czuję, jakbym straciła rodzica, rodzeństwo? Jakby skala mojego cierpienia i mojej żałoby była niezmiernie większa, nieporównywalnie większa do tego, jak próbowało to opisać otoczenie.

Czytaj: Jak panować nad emocjami? Rozmowa z Mileną Wojnarowską

Złość na system i brak informacji

Poza samą stratą pojawiło się także poczucie niesprawiedliwości związane z brakiem informacji o przysługujących prawach. Szczególnie bolesne było przekonanie, że ktoś inny podjął decyzję za pacjentkę, nie dając jej możliwości wyboru. To doświadczenie wywołało silny gniew i poczucie odebrania sprawczości.

— Bardzo dużo poczułam złości. Taki gniew i poczucie niesprawiedliwości, że ktoś za mnie podjął tę decyzję. Bo dlaczego to pielęgniarki i lekarze na oddziale zdecydowali, że mnie nie poinformują o tym, że mogę dostać szczątki do pochówku, bo może mam taką potrzebę?

Prawo do wiedzy i odpowiedzi

Po poronieniu wiele kobiet chce zrozumieć, dlaczego doszło do utraty ciąży. Brak odpowiedzi może wpływać na kolejne ciąże, zwiększając lęk i poczucie niepewności. Wiedza o możliwościach diagnostycznych daje szansę na odzyskanie części kontroli nad sytuacją.

—  Ja poroniłam pierwszą ciążę i kolejne dwie, które szczęśliwie donosiłam, obydwie musiałam przeżyć z takim bardzo dużym strachem. Czy to się znowu nie powtórzy? Bo ja nie wiedziałam dlaczego. Ja się nie dowiedziałam, dlaczego poroniłam. Kobieta ma prawo wiedzieć. Tak powinno być zrobione. (…) Ma prawo zrobić badania genetyczne (…) i mogą jej dać jakąś wskazówkę, chociażby co do przyczyny poronienia.

Co przysługuje kobiecie po poronieniu?

Rozmowa porusza również temat praw kobiet po utracie ciąży. Ekspertka podkreśla, że przepisy zostały w ostatnich latach uproszczone i obecnie zapewniają większe wsparcie. Dotyczy ono zarówno czasu potrzebnego na regenerację, jak i kwestii formalnych związanych z pochówkiem.

—  Kobieta po poronieniu ma prawo do urlopu macierzyńskiego 8 tygodni, czyli 56 dni. Ten urlop (…) ma dać kobiecie czas na to, żeby jej ciało wróciło do równowagi hormonalnej. Przede wszystkim żeby ona wróciła do równowagi emocjonalnej. Ponadto kobieta ma prawo do pochówku (…) i ma prawo skorzystać ze świadczeń ZUS-u na koszty pochówku.

Czytaj: Jak wygląda psychoterapia i w czym może pomóc Ci psychoterapeuta?

Dlaczego trzeba pozwolić sobie na żałobę?

Wiele kobiet nie nazywa swoich doświadczeń żałobą, choć właśnie przez nią przechodzą. Społeczne przekazy zachęcające do szybkiego „powrotu do normalności” utrudniają przeżywanie straty. Tymczasem organizm i psychika potrzebują czasu, aby oswoić tak trudne doświadczenie.

—  Kobiety, które do mnie piszą, często opisują ten czas po poronieniu jako taką nieświadomą żałobę. Bo przez to, że poronienie jest takim tematem tabu, wszyscy nam dookoła mówią: idź dalej, nie myśl o tym, zaraz będziesz w kolejnej ciąży. Nasz organizm, nasz układ nerwowy potrzebuje przeżyć tę żałobę. W czasie żałoby po poronieniu opłakujemy nienarodzone dziecko, ale też opłakujemy samą siebie, tę wizję naszego życia, jaka miała być z tym dzieckiem.

Próba zagłuszenia bólu nie sprawia, że emocje znikają. Niewyrażona żałoba pozostaje obecna i może powracać w najmniej spodziewanych momentach. Dlatego przeżycie wszystkich emocji związanych ze stratą jest ważnym elementem zdrowienia.

— Gdy nie pozwalamy sobie na przeżywanie wszystkich emocji w czasie żałoby, to nie znaczy, że one znikają. One tylko zostają gdzieś tam u nas, w naszym ciele, w naszej psychice, uśpione i później zazwyczaj wracają ze zdwojoną siłą.

Wszystkie emocje są dozwolone

Żałoba po poronieniu nie przebiega według prostego schematu. Kobiety mogą doświadczać jednocześnie smutku, złości, ulgi, nadziei czy poczucia zagubienia. Problem pojawia się wtedy, gdy same zaczynają oceniać swoje reakcje i uznawać je za niewłaściwe.

—  W czasie takich doświadczeń granicznych mamy prawo przeżywać bardzo ambiwalentne, skrajne emocje. Niemal jednocześnie możemy czuć smutek i ulgę, złość i nadzieję, więc to jest zupełnie naturalne i normalne. Bardzo często kobiety same siebie tak strofują, że kurczę, by nam się pozbierać, to w sumie nic się nie stało. To była wczesna ciąża.

Wstyd i ukrywana strata

Poronieniu często towarzyszy nie tylko smutek, ale również poczucie porażki. Wiele kobiet milczy o swoim doświadczeniu, obawiając się oceniania lub niezrozumienia. W efekcie żałoba przeżywana jest w samotności.

—  Poronienie ma tak bardzo dużo tego poczucia winy w sobie, które się wzbudza w kobiecie, ale też takie poczucie gorszości. Bardzo często kobiety nie mówią o tym, że poroniły właśnie dlatego, że się tego wstydzą, dlatego że nie dały rady, ich ciało nie dało rady, nie dowiozły. Przez to poczucie gorszości nie mówią o tym otwarcie, więc bardzo ukrywają tę swoją żałobę.

Poczucie winy, które zostaje na długo

Jednym z najbardziej obciążających emocjonalnie skutków poronienia jest poczucie winy. Kobiety często próbują odnaleźć przyczynę straty w swoich decyzjach, zachowaniach czy codziennych aktywnościach. Nawet jeśli nie mają na to żadnego wpływu, przez długi czas analizują każdy szczegół.

—  Ja na dzień dobry usłyszałam, że poroniłam świadomie, z własnej winy, a nawet jeżeli nie z premedytacją, to poroniłam przez nierozwagę, bo się wybrałam w podróż autem z jednego końca Polski na drugi. To już od razu było takie zaszczepione we mnie ogromne poczucie winy i później rozpamiętywanie. Czy były wcześniej jakieś symptomy? A może powinniśmy gdzieś indziej pojechać na wakacje? To poczucie winy jest bardzo mocno zakorzenione w połączeniu z poronieniem. I kobiety często się czują właśnie winne, że to ich wina się stało.

Czy po poronieniu można wrócić do dawnej siebie?

Zdaniem ekspertki poronienie należy do tych doświadczeń, które zmieniają człowieka na zawsze. Podobnie jak każda głęboka strata, zmusza do konfrontacji z kruchością życia i własną bezradnością. Nie oznacza to jednak końca rozwoju czy szczęścia, lecz wejście w nowy etap życia z innym bagażem doświadczeń.

— Każda strata drugiego człowieka, każda żałoba, którą przeżywamy, której doświadczamy, zmienia nas już tak nieodwracalnie. (…) Takie nagłe przeżycie straty zmienia człowieka całkowicie, wydaje mi się, na zawsze.

Kolejne dziecko nie zastępuje straty

Narodziny dziecka mogą przynieść radość i chwilowe ukojenie, ale nie wymazują doświadczenia utraty wcześniejszej ciąży. Niewyrażona żałoba potrafi wrócić po latach, nawet wtedy, gdy rodzina wydaje się już kompletna. To dwa odrębne doświadczenia, których nie da się zastąpić jedno drugim.

—  Pani psycholog właśnie wytłumaczyła mi, że narodziny kolejnego dziecka nigdy nie zastąpią tamtej ciąży. Tamtego dziecka.

Czego naprawdę potrzebuje kobieta po poronieniu?

Najcenniejszym wsparciem nie są gotowe rady ani próby znalezienia idealnych słów. Liczy się obecność, gotowość do wysłuchania i zaakceptowanie różnych emocji – także tych trudnych i nieprzewidywalnych. Kobieta po stracie nie oczekuje rozwiązania swojego bólu, lecz poczucia, że nie musi przez niego przechodzić samotnie.

— Wystarczyłoby zadzwonić i powiedzieć: Hej, Magda, jestem, jakbyś potrzebowała. Porozmawiamy. Chcesz, to przyjadę, przywiozę ci ciasto, obiad, cokolwiek. (…) Po prostu powiedzieć: Jestem obok.

Sama obecność może znaczyć bardzo wiele

W obliczu straty ludzie często boją się, że powiedzą coś niewłaściwego. Tymczasem najważniejsza okazuje się zwykła ludzka obecność i szczera empatia. Nie trzeba być psychologiem, aby okazać wsparcie.

— Tak naprawdę to naprawdę wystarczy. Obecność. Wyrażenie empatii poprzez: Przykro mi. Nie trzeba naprawdę być specjalistą psychologii, żeby wiedzieć, co powiedzieć kobiecie, która poroniła.

Dlaczego o poronieniu wciąż mówi się tak rzadko?

Zdaniem ekspertki problem zaczyna się od braku świadomości skali zjawiska. Poronienie dotyka znacznie więcej kobiet, niż powszechnie się wydaje, a jednocześnie niewiele osób wie, jak rozmawiać o stracie. Milczenie wynika zarówno z trudności osób przeżywających żałobę, jak i bezradności ich otoczenia.

— Przede wszystkim chyba nie mamy świadomości, jak wielu kobiet to dotyczy. Tak wiele kobiet doświadcza poronienia. Tak naprawdę jedna na cztery kobiety doświadczy poronienia. Tak wynika ze statystyk. Czy nasza siostra, sąsiadka, koleżanka — na pewno któraś z nich doświadczyła poronienia.

 

Więc ten brak świadomości, brak edukacji, ale też brak wiedzy, jak sobie radzić ze stratą drugiego człowieka. Dlatego właśnie o tym nie rozmawiamy. Ludzie nie wiedzą, jak reagować. Kobieta, która poroniła, też nie wie, jak o tym mówić. Ta niewiedza jest po dwóch stronach.

Najważniejszy przekaz książki: ulga i prawo do własnych decyzji

Autorka książki chciałaby, aby czytelniczki po lekturze jej książki poczuły przede wszystkim ulgę i zrozumiały, że nie są same ze swoimi doświadczeniami. Podkreśla, że decyzje podejmowane w różnych momentach życia mogą być inne i każda z nich może być właściwa dla danej osoby. Nie trzeba tłumaczyć się z tego, że po latach zmieniły się potrzeby, priorytety czy sytuacja życiowa.

— Chciałabym, żeby kobiety rozumiały, że mają prawo podejmować decyzje zgodnie ze sobą w danym momencie. Nie muszą ich podejmować według tego, czego oczekuje otoczenie. Co więcej, nie powinny ich podejmować według tego, co oczekuje otoczenie, bo otoczenie zawsze będzie miało różne oczekiwania. To nigdy nie będzie jeden głos. Będą ci, którzy będą mówić tak i ci, którzy będą mówić inaczej. Nie da się wszystkim dogodzić. Więc najważniejsze jest moim zdaniem słuchać siebie, swojego głosu.

Odzyskać poczucie sprawczości

Rozmówczyni mówi również o potrzebie przywrócenia kobietom poczucia wpływu na własne życie i decyzje reprodukcyjne. Jej zdaniem wieloletnie spory polityczne sprawiły, że wiele kobiet przestało być pewnych swoich praw. Skutkiem są liczne nieporozumienia i lęk.

— Chciałam też tą książką przywrócić kobietom takie poczucie sprawczości, bo te wszystkie zawirowania wokół ustawy antyaborcyjnej, te wszystkie protesty, które trwają od lat, obietnice polityków, co się zmieni i jak się zmieni, to wszystko powoduje, że kobiety przestają jakby ufać czy tracą tę informację, do czego mają prawo.

 

Każda kobieta ma prawo zakończyć swoją niechcianą ciążę. Nie musi do tego podawać absolutnie żadnego powodu, bo też nie da się przewidzieć wszystkich powodów. (…)

 

Mimo że już uroniłam i mimo że odezwała się we mnie trauma, miałam przeciwwskazania fizyczne do utrzymania tej ciąży i psychiczne, bo byłam wrakiem siebie w tamtym momencie, to mimo to usłyszałam od lekarza, że może mi dać leki na podtrzymanie ciąży, ale nie może mi dać na jej zatrzymanie. (…) Kobieta nie mając tych narzędzi nie dostanie pomocy od lekarza w Polsce. Może się zgłosić do lekarzy za granicą albo do organizacji, które po prostu wysyłają takie tabletki”.

Posłuchaj podcastu Well Be Stories

Poronienie to doświadczenie, które może pozostawić ślad na całe życie — nie tylko w ciele, ale również w psychice. Dlatego trzeba mówić głośno o stracie ciąży, żałobie, przemocy położniczej, poczuciu winy oraz o tym, jak odzyskiwać sprawczość po traumatycznych doświadczeniach. To ważny głos pokazujący, że kobiety po poronieniu potrzebują przede wszystkim empatii, wsparcia i prawa do przeżywania własnych emocji.

Jeśli ten temat jest Ci bliski lub chcesz lepiej zrozumieć doświadczenia kobiet po stracie ciąży, obejrzyj cały odcinek podcastu oraz podziel się nim z osobami, którym może pomóc.

O Well Be Stories

Well Be Stories to przestrzeń rozmów o dbaniu o ciało i umysł, pielęgnowaniu relacji, radzeniu sobie z trudnymi emocjami i sztuce odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. To podcast dla osób, które chcą żyć bardziej świadomie i w zgodzie ze sobą – bez presji bycia idealnymi.

Youtube: cOWoeY9tAUo

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane