Czym jest złość i jak ją przepracować? Rozmowa z Oliwią Ziębińską

Czym jest złość i jak ją przepracować? Rozmowa z Oliwią Ziębińską

Złość, choć zwykle niewygodna, nie jest wrogiem. To jedna z podstawowych emocji, która pełni funkcję adaptacyjną. Problem zaczyna się, gdy ją tłumimy albo pozwalamy przejmować kontrolę nad reakcjami. Sprawdź, jak rozpoznawać jej źródła, regulować emocje i wyrażać ją w sposób, który naprawdę działa.

Czym jest złość? Posłuchaj podcastu

Złość to emocja, która pojawia się, gdy nasze granice są naruszane, gdy doświadczamy frustracji albo niesprawiedliwości — uruchamia ciało do działania. Sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła — wszystko zależy od tego, jak ją rozumiemy i regulujemy. Po co Ci złość i jak ją przepracować?

Gościnią Alicji Sękowskiej, prowadzącej podcast Well Be Stories, jest Oliwia Ziębińska — certyfikowana psychoterapeutka uzależnień i współuzależnienia, pedagożka, kulturoznawczyni oraz autorka książki „Po co ci złość?”.

To rozmowa osadzona zarówno w rzetelnej wiedzy naukowej, jak i praktyce terapeutycznej oraz codziennym doświadczeniu pracy z emocjami. Dzięki temu podcast pozwala spojrzeć na złość z nowej perspektywy — nie jak na problem do wyeliminowania, lecz ważny sygnał, który warto nauczyć się właściwie odczytywać.

Złość jako kompas wartości

Złość bardzo często bywa mylnie interpretowana jako coś destrukcyjnego, podczas gdy jej pierwotna funkcja jest czysto informacyjna. To emocja, która — odpowiednio odczytana — ujawnia nasze granice moralne i system wartości. W praktyce działa jak wewnętrzny alarm: sygnalizuje, że coś w otoczeniu jest niezgodne z tym, kim jesteśmy. Właśnie dlatego ignorowanie jej może prowadzić do życia „nie swojego” — pozbawionego autentyczności i sprawczości.

— Jeśli na przykład zobaczę, że ktoś uderza dziecko na ulicy i poczuję złość, to mam informację o moich wartościach. Często budzimy się w życiu, którego nie chcemy, bo nie postawiliśmy żadnej granicy i nic tam nie ma. Więc taka tłumiona złość zabiera nam prawo do życia, do bycia sobą.

Tłumiona złość odbiera żywotność

Nieprzeżyta i niewyrażona złość nie znika — zmienia jedynie formę. Może prowadzić do wycofania, frustracji albo pasywno-agresywnych zachowań. Co istotne osoby, które zaczynają ją świadomie wyrażać, często odzyskują energię i poczucie wpływu. Złość nie jest więc problemem — jest nim brak kontaktu z nią.

Widzę jak osoby, które w końcu zaczną wyrażać złość, stają się żywe. Tak, ja też miałam problemy ze złością. Myślę, że byłam takim typem implodującym, eksplodującym i my potrzebujemy sygnału, że coś jest nie tak. Gdybyśmy go nie mieli, to byśmy nie wiedzieli, że coś nam przeszkadza, że coś się dzieje.

Złość jako sygnał – nie wróg

Złość pełni unikalną funkcję wśród emocji: jasno i bezpośrednio komunikuje, że coś jest nie w porządku. To informacja, której nie zastąpi ani lęk, ani smutek. Kluczowe jest jednak, co wydarzy się pomiędzy impulsem a reakcją — właśnie tam pojawia się przestrzeń na świadomy wybór. To moment, który decyduje o tym, czy złość stanie się narzędziem, czy problemem.

Żadna inna emocja nam tego tak nie powie. Jeśli między akcją a reakcją pojawi się refleksja, to już jesteśmy w bardzo dobrym miejscu.

Mówienie „czego chcę” zamiast „czego nie chcę”

W komunikacji relacyjnej kluczowa jest zmiana perspektywy: z zaprzeczeń na potrzeby. To, co negatywne, często brzmi jak zarzut i tworzy dystans, zamiast budować zrozumienie. Gdy mówimy o sobie — swoich potrzebach, granicach i wartościach — stajemy się czytelni dla drugiej osoby. Paradoksalnie to właśnie ta „miękka” komunikacja daje największą siłę porozumienia.

— Jak zaczniemy mówić bardziej emocjonalnie, innym osobom łatwiej jest przyjąć to, kiedy mówimy o swoich potrzebach, niż gdy mówimy, czego nie chcemy. Bo kiedy skupiamy się na tym, czego nie chcemy, zaprzeczenie działa na nas w specyficzny sposób — trochę nas od siebie oddala.

Powierzchowność komunikatu a głębia potrzeb

Komunikaty oparte na negacji są informacyjnie ubogie — niewiele mówią o nas. Dopiero ujawnienie potrzeb odsłania kontekst, intencje i emocje, które stoją za naszym stanowiskiem. To przesuwa rozmowę z poziomu reakcji na poziom zrozumienia. A to właśnie tam zaczyna się prawdziwy dialog.

— „Nie chcę psa w domu” — okej, to jest jakiś komunikat. Tylko co on właściwie mówi o mnie? Niewiele — zostaje na takim powierzchownym poziomie. Ale jeśli powiem: „Słuchaj, potrzebuję mieć w domu czysto, spokój, potrzebuję czasu dla siebie, a pies wymaga tego i tego”, to, wyrażając potrzeby, jestem bliżej tej drugiej osoby. I ona dużo lepiej mnie rozumie.

Dlaczego łatwiej krytykować niż się odsłonić

Krytyka daje złudne poczucie kontroli i wyższości — przerzuca odpowiedzialność na drugą osobę. Mówienie o sobie wymaga odwagi, bo wiąże się z odsłonięciem i ryzykiem odrzucenia. W tle często działa lęk wyniesiony z dzieciństwa: że szczerość może mieć przykre konsekwencje. Dlatego wybieramy bezpieczniejszą strategię — atak zamiast autentyczności.

— Ta strona jest trochę łatwiejsza, bo przerzucamy odpowiedzialność na drugą osobę i sami nie musimy jej brać. To znaczy: „nie umyłeś naczyń”, więc to ty jesteś winowajcą, a ja jestem jakby trochę wyżej. To bierze się z wielu rzeczy, między innymi z komponentu poczucia wartości, którego potrzebujemy. Kiedy mówię o swojej potrzebie, trochę się odsłaniam, a gdy mówię „nie pozmywałeś”, nie odsłaniam się wcale.

Komunikacja jako kompetencja, której nas nie uczono

Brak umiejętności mówienia o emocjach i potrzebach to nie „defekt”, tylko efekt systemowy. W wielu doświadczeniach szkolnych i wychowawczych mówienie było karane lub ignorowane. To buduje przekonanie, że lepiej milczeć albo mówić półsłówkami. A potem – jako dorośli – powielamy ten schemat, mimo że nie działa.

— W ogóle nie jesteśmy uczeni rozmawiania i mówienia w szkole. Odezwanie się często było czymś, czego potem się żałowało — za powiedzenie swojej prawdy czy wyrażenie własnego zdania można było dostać jedynkę albo uwagę, a na koniec zostać z poczuciem: „po co ja się w ogóle odzywałam?”. My zresztą rzadko mówimy do siebie pełnymi zdaniami — częściej posługujemy się równoważnikami zdań.

Zbroja zamiast bliskości – mechanizm obronny w relacjach

Agresywna lub chłodna komunikacja bywa formą ochrony — swoistą „zbroją”. Utrzymuje dystans, ale jednocześnie blokuje bliskość. Zmiana języka na język potrzeb często jest odbierana jako słabość, choć w rzeczywistości wymaga większej siły psychicznej. Przełamanie tego schematu bywa trudne, ale efekty potrafią zaskoczyć.

— Jak przez całe życie jesteśmy w tej takiej dziwnej walce między sobą, to zmięknięcie nagle ludzie postrzegają jako słabość. Jakby oznaczało poddanie się i przegraną — jakby dopóki jestem „najeżony”, to wygrywam.

Efekt „olśnienia” – co się dzieje, gdy zaczynamy mówić wprost

Największym zaskoczeniem dla wielu osób jest to, że szczera komunikacja… działa. Obawy przed negatywną reakcją często istnieją tylko w naszej głowie. Gdy druga strona w końcu rozumie nasze motywacje, napięcie opada. Pojawia się przestrzeń na realne porozumienie – bez domysłów i frustracji.

— Często słyszę: „Ja w ogóle nie widzę siebie — jak ja mam to powiedzieć?”. A to przecież jest bardzo prosty komunikat. I potem ktoś wraca i mówi: „Kurczę, myślałam, że to będzie jakaś jazda, a okazało się, że druga osoba powiedziała: okej”. Czyli to często siedzi tylko w naszej głowie — ten lęk, że odbiór będzie zły. „Aha, no ja nie wiedziałem” — dokładnie tak.

Złość drugiej osoby – dlaczego reagujemy unikaniem?

Złość partnera czy partnerki rzadko jest dla nas neutralna — częściej uruchamia napięcie i potrzebę „naprawienia” sytuacji tu i teraz. Wchodzimy wtedy w tryb zadaniowy: uspokoić, zagadać, rozbroić emocję, byle przestać czuć dyskomfort. To naturalny mechanizm regulacji, ale bywa pułapką, bo zamiast spotkania z drugim człowiekiem mamy ucieczkę od jego emocji. A przecież złość, choć niewygodna, jest informacją, nie problemem do natychmiastowego rozwiązania.

— Jak na to reagować? To zależy, jaka to jest złość, bo mówimy tu bardzo ogólnie, że „druga osoba się złości”. Często reagujemy więc w ten sposób: „jak już się przestaniesz złościć, to wrócę”. Bywa też tak, że chcemy szybko coś „naprawić”, żeby tej sytuacji już nie było.

 „Naprawianie” emocji – subtelna forma unikania

Często wchodzimy w rolę „ratownika”: doradzamy, pocieszamy, minimalizujemy problem. Paradoks polega na tym, że robimy to nie tylko dla drugiej osoby, ale też dla siebie — żeby szybciej wrócić do komfortu. Tymczasem nie każda sytuacja ma szybkie rozwiązanie, a nie każda emocja potrzebuje odpowiedzi. Czasem największą wartością jest obecność bez działania.

— My się czujemy lepiej, bo daliśmy radę. Ale to dawanie rady często służy też temu, żeby jak najszybciej zakończyć sytuację, żebym nie musiała czuć dyskomfortu, tego, że to coś trudnego, co nie ma prostego wyjścia ani dobrego rozwiązania. A czasem po prostu trzeba w tym posiedzieć.

Najtrudniejsza kompetencja: pobyć z czyjąś złością

Bycie obok czyjejś emocji bez ingerencji to jedna z najtrudniejszych umiejętności w relacjach. Wymaga regulacji własnych reakcji, dystansu do ego i gotowości na niewygodę. Problem w tym, że często bierzemy cudzą złość do siebie — traktujemy ją jako atak. A wtedy automatycznie przechodzimy do obrony lub kontrataku.

— Myślę, że najtrudniejsze dla nas jest po prostu pobyć z kimś w jego emocjach, niezależnie od tego, jakie te emocje są. Jak ktoś się złości, to my zaraz myślimy, że to jest o nas. Też się złościmy, rodzi się kłótnia.

Kiedy złość nie jest „o nas”

Nie każda złość skierowana jest personalnie — czasem to reakcja na świat, frustrację, bezsilność. Umiejętność rozróżnienia tego zmienia dynamikę relacji. Zamiast eskalacji pojawia się przestrzeń na empatię i uznanie emocji. Proste nazwanie sytuacji może działać bardziej niż jakakolwiek rada.

— A tak naprawdę to chodziło o to, że ta osoba potrzebuje złościć się na świat, na jakieś swoje nieszczęścia. Fajnie jest tym pobyć, jeszcze tak komuś powiedzieć „Tak, rzeczywiście to jest w ogóle bez sensu”.

Złość jako komunikat – granica między emocją a zachowaniem

Złość sama w sobie nie jest problemem — kluczowe jest to, jak ją wyrażamy. Emocja to jedno, ale sposób jej komunikowania to już wybór. I to właśnie ten wybór decyduje o jakości relacji. W sytuacjach agresji czy przemocy empatia ustępuje miejsca granicom.

— Złość to tylko emocja, która jest w nas. A już to, jak my ją wyrażamy, to już nie jest emocja. To już jest komunikat, który my wybieramy. Jeśli ktoś jest dla nas agresywny czy przemocowy, to na pewno nie będziemy z tą osobą siedzieć sobie po prostu i przytakiwać. Musimy postawić granice.

Jak mówić o złości, żeby nie niszczyć relacji

Największą różnicę robi przejście z oskarżeń na komunikat o sobie. To zmienia dynamikę z walki na dialog. Zamiast „ty zawsze” pojawia się „ja czuję, bo potrzebuję” — i nagle druga strona ma przestrzeń, by usłyszeć, a nie się bronić. To nie jest łatwe, ale jest skuteczne.

— Bo ty, ty, ty, ty — no to prawdopodobnie to nie będzie komunikat, z którego wyniknie coś dobrego. Ale jeśli powiemy jestem, ponieważ potrzebuję tego, tego, tego — to już w tym momencie dajemy takie pole do rozmowy.

Reakcje obronne: walka, ucieczka, zamrożenie

Gdy ktoś „uderza” w nas złością, organizm reaguje automatycznie. Albo oddajemy, albo się wycofujemy, albo zamieramy. W żadnym z tych scenariuszy nie ma przestrzeni na konstruktywną rozmowę. Dlatego tak ważna jest forma komunikatu, bo to ona decyduje, czy rozmowa w ogóle będzie możliwa.

— Jeśli ktoś we mnie wali, to ja albo oddam, albo się schowam, albo po prostu będę w paraliżu — i z tego nic nie będzie dalej.

Złość destrukcyjna – kiedy zaczyna szkodzić

Złość przestaje być wspierająca, gdy staje się jedynym językiem emocji albo gdy ją ignorujemy. Może wtedy prowadzić do izolacji, konfliktów lub problemów zdrowotnych. Kluczowe są dwa skrajne scenariusze: nadmierna ekspresja i całkowite tłumienie. Oba mają swoją cenę.

— Złość robi nam źle wtedy, kiedy po pierwsze jej nie rozumiemy. Po drugie staje się takim sposobem na wszystko i na pewno jest dla nas zła, jeśli po prostu cały czas decydujemy się wyrażać ją w sposób, który przekracza innych.

Tłumiona złość i jej koszt

Niewyrażona złość nie znika — kumuluje się w ciele i psychice. Może objawiać się bólem, napięciem, ale też cynizmem czy bierną agresją. Co więcej, odbiera nam sprawczość i zdolność do stawiania granic. Z czasem prowadzi do życia, które nie jest „nasze”.

— Jeśli złość nie ma ujścia, zaczynamy ją kumulować — a to może prowadzić do różnych reakcji psychosomatycznych i napięć w ciele. Tłumiona złość odbiera nam też w pewnym sensie prawo do życia w zgodzie ze sobą, do bycia sobą.

Czy lepiej „wybuchnąć”?

Na poziomie ciała — czasem tak. Na poziomie relacji — niekoniecznie. Kluczem jest proporcja i sposób wyrażenia. Nie chodzi o tłumienie ani o eksplozję, ale o świadomą ekspresję.

— Czasami po prostu powiedzenie czegoś stanowczym tonem wystarczy, ale już niekoniecznie krzyk.

Gdy złości jest „za dużo”

Nadmierna złość często nie dotyczy tego, co widać na powierzchni. Bywa „maską” dla innych emocji: lęku, wstydu, smutku. Jeśli reagujemy zbyt intensywnie, to sygnał, że warto zajrzeć głębiej. Tam zwykle kryje się właściwy temat.

— Jak złości jest za dużo, to znaczy, że to nie jest o złości. Bardzo często złość przejmuje funkcję lęku, smutku, wstydu.

Codzienna praktyka: pauza między bodźcem a reakcją

Zmiana nie zaczyna się od wielkich deklaracji, tylko od małych interwencji w codzienności. Kluczowa jest pauza — moment refleksji między impulsem a działaniem. To właśnie ona tworzy przestrzeń na wybór. I to ją warto trenować na „małych złościach”.

— Jeśli między akcją a reakcją pojawi się refleksja, to już jesteśmy w bardzo dobrym miejscu. Każde postąpienie inaczej jest cegiełką do budowania czegoś nowego.

Dwie ścieżki pracy: dla wybuchających i dla tłumiących

Osoby impulsywne uczą się zatrzymywać i rozdzielać emocję od reakcji. Osoby tłumiące — odwrotnie: uczą się dawać sobie prawo do złości. W obu przypadkach chodzi o odzyskanie równowagi. I o zgodę na to, że emocje — nawet trudne — są częścią życia.

— Oddzielenie informacji, czyli złości od reakcji, jest sednem tej nauki złości dla osób, które wybuchają. A dla osób, które tłumią, jest nim pytanie „Czemu ja się nie mam prawa zezłościć?”.

Wyrażona w zdrowy sposób złość może być źródłem energii i zmiany. Pomaga stawiać granice, mówić „nie” i wracać do siebie. Dla wielu osób to moment przełomowy — od życia dla innych do życia w zgodzie ze sobą. Choć droga bywa trudna, efekt jest wyraźny.

Kiedy złość przestaje być „normalna”? Sygnały alarmowe

Złość sama w sobie nie jest problemem — problem zaczyna się wtedy, gdy przejmuje nad nami kontrolę albo znika z pola widzenia. Granica między „trudną emocją” a czymś, co wymaga wsparcia, bywa subtelna, ale bardzo konkretna w codziennych konsekwencjach. Często to nie my pierwsi ją zauważamy — tylko nasze otoczenie. Warto więc traktować sygnały z zewnątrz jak ważną informację diagnostyczną, a nie atak. Kiedy złość przestaje być „normalna”?

— Ja myślę sobie, że albo jak dostajemy jakieś sygnały od otoczenia, że na przykład wybuchamy, jesteśmy agresywni i że to jakoś… no przeradza się w coś, że ludzie się nas boją.

Największym problemem nie jest sama złość, ale sytuacja, kiedy działamy tylko w jednym trybie: albo eksplodujemy, albo dusimy wszystko w sobie, bez dostępu do zdrowej regulacji. Taki „model operacyjny” zaczyna działać automatycznie i przestaje być świadomym wyborem. To moment, w którym samodzielna praca może być niewystarczająca.

Wiedzieć to za mało: dlaczego samorozwój czasem nie działa

Czytanie książek, słuchanie podcastów, rozumienie mechanizmów — to ważne, ale czasem niewystarczające. Złość nie jest tylko konstruktem poznawczym, tylko doświadczeniem emocjonalnym zapisanym w ciele. Dlatego zmiana „z głowy” często nie przekłada się na realne zachowanie. To klasyczny rozdźwięk między wiedzą a działaniem.

— Problem z takim samoleczeniem, który teraz jest bardzo częsty… że uczymy się intelektualnie. A my musimy się uczyć emocjonalnie.

Terapia jako skrót drogi (i głębsza zmiana)

Profesjonalne wsparcie nie jest oznaką słabości — to raczej przyspieszenie procesu i zejście o poziom głębiej. W terapii nie chodzi tylko o analizę, ale o realne „poczucie” emocji i zmianę ich struktury. To tam często odkrywamy, że złość jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Pod nią kryją się inne, bardziej pierwotne doświadczenia.

— Dopóki w terapii nie poczujemy czegoś, nie zmieni się ta struktura emocjonalna… jeśli ktoś ma taką możliwość, żeby iść do specjalisty, no to bym powiedziała, że pewnie przyspieszy ten proces.

Złość to nie wszystko: co kryje się pod spodem

Złość bywa najbardziej widoczną emocją, ale rzadko jedyną. Często przykrywa smutek, lęk, poczucie bezradności. Dopiero kiedy „zdejmiemy zbroję”, możemy zobaczyć pełniejszy obraz siebie. I dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa praca.

—Ta złość jest taka najbardziej widoczna. Gdy zaczęłam ją odsłaniać to się okazało, że tam też jest smutek, tam też jest lęk.

Co się zmienia, gdy uczymy się regulować złość

Największą zmianą nie jest brak złości — tylko to, co robimy w momencie, gdy się pojawia. A pojawia się pauza, refleksja, pytanie o sens reakcji. Zamiast automatyzmu — wybór. To subtelna, ale fundamentalna różnica w jakości życia i relacji.

— Teraz jest częściej tak, że ja po prostu… się zatrzymuję, zanim odpiszę maila… i myślę: czy mi się chce, czy to jest tego warte?

Emocje jako kompas tożsamości

Na końcu tej drogi pojawia się coś więcej niż tylko lepsza regulacja złości — pojawia się głębsze rozumienie siebie. Emocje przestają być przeszkodą, a zaczynają być informacją. I to często bardziej wiarygodną niż nasze myśli. To one pokazują, kim naprawdę jesteśmy.

— Chyba bardziej emocje niż intelekt mówią o nas… bo mam wrażenie, że myśli to sobie mogę wymyślić.

Co możesz zrobić teraz?

Jeśli czytasz to i widzisz w tym siebie — to już jest pierwszy krok. Zastanów się:

  • czy Twoja złość jest raczej tłumiona, czy wybuchowa?
  • czy działa automatycznie?
  • czy wpływa na Twoje relacje?

Jeśli tak — rozważ wsparcie specjalisty. A jeśli na razie chcesz działać samodzielnie, zacznij od najprostszego: zauważania momentu, w którym złość się pojawia.

Reagowanie na złość — swoją i cudzą — to nie kwestia „opanowania”, tylko kompetencji emocjonalnej. Chodzi o rozróżnienie: co czuję, co komunikuję i jak to wpływa na relację. Największa zmiana zaczyna się od drobiazgu: krótkiej pauzy, jednego zdania o sobie, jednego postawionego „nie”.

O Well Be Stories

Well Be Stories to przestrzeń rozmów o dbaniu o ciało i umysł, pielęgnowaniu relacji, radzeniu sobie z trudnymi emocjami i sztuce odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. To podcast dla osób, które chcą żyć bardziej świadomie i w zgodzie ze sobą – bez presji bycia idealnymi.

Youtube: BEPcgbtaTY8

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane