Jak oswoić lęk przed śmiercią bliskich i wspierać w żałobie? Rozmowa z Anją Franczak

Jak oswoić lęk przed śmiercią bliskich i wspierać w żałobie? Rozmowa z Anją Franczak

Czy śmierć musi być straszna? Dlaczego tak trudno nam o niej rozmawiać, choć nikt z nas jej nie uniknie? Co powiedzieć komuś, kto właśnie stracił bliską osobę? W świecie, który ceni kontrolę, sprawczość i szybkie rozwiązania, temat umierania wciąż spychamy na margines — do szpitali, hospicjów i niezręcznej ciszy.

W najnowszym odcinku podcastu Well Be Stories gościnią Alicji Sękowskiej jest Anja Franczak: doula umierania i założycielka Fundacji Instytut Dobrej Śmierci. Od lat zajmuje się edukacją o umieraniu i żałobie, wspiera rodziny w przygotowaniu do odejścia bliskich i prowadzi warsztaty pomagające oswoić lęk przed śmiercią.

O czym jest rozmowa z Anją Franczak?

Rozmowa Alicji z Anją Franczak jest o czymś, o czym zwykle się milczy: o lęku przed śmiercią bliskich, ale i swoją. Skąd się bierze i dlaczego boimy się nie tylko samego aktu umierania, ale i rozmowy o nim?

Anja opowiada, jak wygląda praca douli umierania, co dzieje się z ciałem i emocjami człowieka w ostatnich dniach życia oraz jak bliscy mogą być przy nim obecni, zamiast walczyć z tym, czego nie da się zmienić. Dużo miejsca zajmuje też żałoba: słowa, które ranią, mimo dobrych intencji, i gesty, które naprawdę wspierają.

https://youtu.be/4Lof2X9R1wU

Czym zajmuje się Fundacja Instytut Dobrej Śmierci i skąd się wzięła?

Fundacja Instytut Dobrej Śmierci zajmuje się edukacją: prowadzi szkolenia i warsztaty o opiece paliatywnej, umieraniu, pożegnaniach, pochówkach i żałobie. Jej celem jest zwiększenie świadomości i poszerzenie wiedzy o tym, co dzieje się z nami, kiedy umieramy — i o tym, jak możemy się wspierać, gdy w naszym życiu pojawia się śmierć.

Droga Anji do tej pracy zaczęła się od osobistych doświadczeń: chorób bliskich osób i ich śmierci. Właśnie te doświadczenia uwrażliwiły ją na to, że śmierć to nie tylko przeżycie wewnętrzne, ale też zjawisko społeczne, które zmienia relacje między ludźmi. Anja zauważyła coś, co wiele osób w żałobie zna z własnego doświadczenia:

— Wtedy zaczęłam zauważać, że dużo osób obecnie jest tak przerażona tym tematem )śmierci i żałoby), że się wycofują. Czyli kiedy ktoś jest w żałobie, to bardzo często dodatkowo do straty doświadcza samotności, bo inni nie wiedzą, co powiedzieć, jak się zachować. Może przestają się odzywać, albo dają jakieś komentarze, albo jakieś porady.”

Z chęci, by to zmienić, wyrósł najpierw kolektyw ludzi pracujących w hospicjach, domach pogrzebowych, terapii i sztuce, a później fundacja — połączona marzeniem o zmianie kultury funeralnej w Polsce.

Skąd bierze się lęk przed śmiercią i przed rozmową o niej?

Łatwo powiedzieć, że „w Polsce nie rozmawia się o śmierci”, ale Anja Franczak nie lubi takich uogólnień. Jej zdaniem kluczową jednostką kulturową jest rodzina, nie kraj: w jednych domach przy niedzielnym obiedzie mówi się o testamencie i pochówku, w innych temat jest całkowicie zakazany. Sama wychowała się w otoczeniu pełnym napięć, gdzie trudno było mówić o emocjach, więc otwartości musiała się nauczyć. Anja rozróżnia dwie rzeczy: naturalny lęk przed śmiercią, który nas chroni i lęk przed rozmową o niej, który jest wyuczony.

— Lęk przed rozmową o śmierci to jest coś, z czym się nie urodziliśmy, a nauczyliśmy się przez rodziców i dorosłych. Kiedy dziecko czuje, że dorośli przy temacie śmierci nagle robią się sztywni, to uczy się, że to jest temat „gorący kartofel”. Lepiej go nie dotykać.

Skoro lęk przed rozmowami o śmierci jest efektem socjalizacji, da się to odwrócić — według Anji otwartość, odwagę, a nawet lekkość w rozmowie o śmierci można odzyskać.

Czego uczy codzienny kontakt ze śmiercią?

Większość z nas lubi wierzyć, że ma wpływ na swoje życie. Śmierć jest momentem, w którym ta wiara spotyka się z granicą. Anja Franczak opisuje swoją relację ze śmiercią jako złożoną: z jednej strony to ogromny szacunek dla czegoś, co jest „większe od nas”, z drugiej — głębsze docenianie życia. To, co większe od nas, każdy może rozumieć po swojemu: jako wymiar duchowy albo po prostu jako prawa biologii.

— Kontroli chyba nigdy nie mamy, ale w momencie kontaktu ze śmiercią się kończy też nasz wpływ, bo to jest większe od nas (…) To jest biologia, fizyka, chemia. Na to po prostu nie mamy wpływu. Czyli dla mnie kontakt ze śmiercią to jest przede wszystkim nauka o pokorze.

Druga strona tej pokory to wdzięczność. Świadomość, że życie jest kruche sprawia, że Anja mniej odkłada marzenia i rozwiązywanie konfliktów na później, a to, że nadal żyje, jak mówi, „to codziennie jest dar”.

Kim jest doula umierania i jak wspiera umierających oraz ich bliskich?

Doula umierania to zawód, który dopiero się kształtuje i w większości krajów nie jest częścią systemu ochrony zdrowia. Jak mówi Anja, Australia jest jedynym krajem, w którym ta profesja funkcjonuje już jako oficjalna praca.

Podkreśla, że doula nie zastępuje rodziny i nie przejmuje tego, co należy do bliskich. Siebie widzi przede wszystkim jako edukatorkę: prowadzi szkolenia dla wszystkich chętnych, a także dla pielęgniarek, personelu DPS-ów i zakładów opiekuńczo-leczniczych. Czasem rodziny zapraszają ją do domu — wtedy pomaga rozmawiać o tym, jak umierająca osoba chce być traktowana, pochowana i pożegnana. Najważniejsze w jej pracy jest jednak przywrócenie wiedzy o umieraniu, która wraz z rozwojem opieki instytucjonalnej w dużej mierze trafiła w ręce personelu medycznego:

— Tak naprawdę wiedza o tym, jak towarzyszyć swoim bliskim na tym ostatnim etapie, to jest coś, co jest dostępne dla każdej i każdego z nas, bo to nie jest jakaś skomplikowana wiedza medyczna. To jest głównie taka gotowość, żeby być przy swoim bliskim wtedy, kiedy się pojawia bezradność. Czyli taka gotowość, żeby zostać z taką wiedzą, że nie możemy tego zmienić, co się dzieje, ale to, co możemy robić, to jest troska, to jest obecność, to jest czułość, to jest właśnie takie ludzkie towarzyszenie.

Jak dbać o siebie, gdy na co dzień stykasz się z cudzym cierpieniem?

Alicja Sękowska pyta, czy częsty kontakt ze śmiercią sprawia, że przestaje ona dotykać. Anja odpowiada, że gdy umiera ktoś bliski, ból jest tak samo ogromny — zmienił się natomiast poziom lęku, którego jest dziś w niej dużo mniej. Pomaga jej superwizja, wymiana doświadczeń z osobami wykonującymi podobną pracę i bardzo podstawowe rzeczy: sen, zdrowe jedzenie, bliscy ludzie.

Najważniejsza okazuje się jednak perspektywa, którą zna jeszcze z dzieciństwa — z życzeń wpisanych przez mamę do albumu: odwaga, by zmieniać to, co można zmienić, pokora wobec tego, czego zmienić nie można i mądrość, by odróżnić jedno od drugiego. Anja tłumaczy, jak przekłada się to na jej pracę:

— Dla mnie, szczególnie w kontekście umierania i śmierci, to przypominanie sobie o tym, gdzie jest moja strefa mocy, na co mam wpływ. To robi ogromną różnicę — mam akceptację tego, że nie mogę zmienić umierania tej osoby, że ta osoba umiera, ale mam wpływ na to, jaką jakość chcę wnieść w ten kontakt. Czy chcę tutaj wnieść spokój, życzliwość, czułość? I czy w tym właśnie mogę czuć swoją moc i sprawczość?

Dlaczego umierający potrzebuje pozwolenia, by odejść?

Anja często obserwuje, że osoba umierająca jest wewnętrznie „o kilka kroków dalej” niż jej bliscy. Ona już czuje, że zbliża się koniec — i chce o tym rozmawiać, a rodzina wciąż chce walczyć, mobilizować ją do jedzenia i picia, choć ciało już nie może. Ten rozdźwięk bywa dla umierającego źródłem ogromnego konfliktu: czuje, że gaśnie, a jednocześnie ma wrażenie, że umierając robi komuś krzywdę. Dlatego tak wiele zmienia moment, w którym bliscy przechodzą od oporu do akceptacji, która — jak podkreśla Anja — nie oznacza, że uważamy sytuację za dobrą, tylko że uznajemy, że tak jest. Jak może wyglądać takie pozwolenie?

— Kiedy ktoś z rodziny potrafi w jakiś sposób wyrazić: tak, wiem, że umierasz. Kocham Cię i będę za Tobą tęsknić — zawsze będę o Tobie pamiętać. Możesz iść. Czyli taki wyraz jakiegoś rodzaju pozwolenia czasami zmienia całą atmosferę. Bo czasami osoba, która jest na tym ostatnim etapie, wręcz czeka na pozwolenie swoich bliskich.

To najtrudniejszy gest, bo nie chcemy, by ukochana osoba odeszła, ale — jak mówi Anja — może być on największym darem, jaki możemy jej wtedy dać.

Czego ludzie potrzebują na łożu śmierci? O pojednaniu i słowach „kocham cię”

Alicja pyta, co mówią osoby umierające i czy pojawia się refleksje albo żal. Anja zaznacza, że na samym końcu większość osób już nie mówi, a wcześniej bywa bardzo różnie. Jedni chcą przekazać coś ważnego, inni rozwiązać konflikt. Anja wspomina umieranie osoby z własnej rodziny, podczas którego skłóceni od lat bliscy znów zaczęli ze sobą rozmawiać i mówić sobie, że się kochają. Jednocześnie podkreśla, że nie chce tego romantyzować, bo niektórzy wybierają, by zabrać swoje konflikty do grobu — i to też jest ich wybór.

— Kilka razy byłam świadkiem tego, że w tych ostatnich dniach i tygodniach działy się niesamowite rzeczy. Że osoby, które do tej pory nie potrafiły wyrazić miłości, znalazły odwagę, żeby na przykład mówić kocham cię — czego nie zrobili przez dekady. Więc to, że to się czasami rozwija w takim kierunku, że ta śmierć potrafi nas tak mocno otwierać i zbliżyć, to jest dla mnie przepiękne.

Anja Franczak, edukatorka i specjalistka w obszarze żałoby, portretowana w studiu podcastowym na jasnym, beżowym tle.

Jak wygląda umieranie człowieka?

Kilka pokoleń temu większość ludzi umierała w domu, a każdy kilka razy w życiu był świadkiem czyjegoś odchodzenia. Jak zauważa Anja, dziś większość Polek i Polaków umiera w instytucjach, a wiedza o tym, jak wygląda ten proces, w dużej mierze przesunęła się do środowiska medycznego.

Anja opisuje typowe oznaki zbliżającej się śmierci: osoba coraz więcej śpi, przestaje jeść i pić, ponieważ w procesie umierania przestaje działać metabolizm i trawienie, od pewnego momentu nie działają już nerki. Ręce i nogi stają się zimne, a oddech staje się nieregularny, płytki, z przerwami, czasem charczący. Kiedy nie wiemy, że to normalne, łatwo o panikę albo oskarżenia wobec personelu o zaniedbanie. Anja tłumaczy, na czym polega ten błąd w myśleniu:

— Za tym stoi taka myśl: ta osoba nie je, więc umrze. Więc musimy ją na siłę karmić. Ale tak naprawdę jest odwrotnie. Ta osoba jest w procesie umierania, więc nie je. Czyli to jest efekt tego procesu i nie jest odwrotnie.

Jeśli wiemy wcześniej, czego się spodziewać, możemy odczytać te zmiany nie jako sygnał do interwencji, ale jako kolejny krok w stronę śmierci — i spokojniej przy bliskim pozostać.

Czym jest terminalna jasność – nagła poprawa przed śmiercią?

U wielu osób kilka dni przed śmiercią pojawia się nagła poprawa. Ktoś, kto był nieprzytomny, budzi się i opowiada, a ktoś zagubiony nagle odzyskuje jasność umysłu. Bliscy często odczytują to jako znak wyzdrowienia i odzyskują nadzieję. Tymczasem może to być jeden z kolejnych znaków zbliżającej się śmierci. Anja widzi w tym zjawisku coś pięknego — być może ostatnią mobilizację sił, by coś powiedzieć, podziękować albo jeszcze raz być blisko.

— To jest fascynujące, bo to jest zjawisko, które jest szeroko znane i udokumentowane. To jest coś, co po angielsku się nazywa terminal lucidity, czyli terminalna jasność. I to istnieje. To się dzieje tak często, że istnieje nazwa medyczna. Natomiast nie ma medycznego wyjaśnienia.

Anja widzi w terminalnej jasności „taki ostatni prezent od życia” i chciałaby, żeby wiedziało o niej więcej osób — po to, by nie brać jej mylnie za wyzdrowienie, tylko rozpoznać jako kolejny znak, że zbliża się śmierć.

Czym jest dobra śmierć?

Nazwa Instytut Dobrej Śmierci często budzi zdziwienie, ale — jak tłumaczy Anja — to przede wszystkim zaproszenie do rozmowy. Czy śmierć musi być straszna? Czy musi być tragedią? Odpowiedzi jest wiele: jedni marzą o szybkim, bezbolesnym końcu, inni o śmierci we własnym domu, w otoczeniu rodziny. Anja zastrzega, że nie chce nikomu narzucać swojej definicji, a jej własna może się jeszcze zmienić.

— W tej chwili moja definicja dobrej śmierci to jest śmierć bez oporu. Czyli kiedy sobie wyobrażam swój koniec życia kiedyś, nie wiem kiedy, to mam nadzieję, że wtedy będę w takiej pozycji spokoju, że będę mogła patrzeć na moje życie może z taką myślą, że okej, to była jazda. To było bardzo ciekawe. Może z taką wdzięcznością, że było pięknie, może też z taką ulgą, że kurde, momentami było trudne i bolesne.

To bardzo osobista wizja — i jak podkreśla Anja, każdy powinien znaleźć własną odpowiedź na pytanie, czym byłaby dla niego dobra śmierć.

Jak towarzyszyć osobie umierającej? Co mówić, a czego unikać

W obliczu odchodzenia bliskiej osoby wielu z nas po prostu nie wie, co powiedzieć. Anja radzi, by uważać na słowa, które próbują zatrzymać umierającego na siłę — takie jak „proszę, nie rób mi tego”. Wspierające są natomiast słowa obecności: jestem przy tobie, cokolwiek się wydarzy. Dużo daje też wdzięczność za to, co było wspólne. Anja podsuwa konkretne ćwiczenie, które proponuje bliskim osób umierających:

— Kiedy idziesz do szpitala, do taty albo kiedy wracasz do domu do babci, powiedz trzy rzeczy, za które jesteś jej wdzięczna. Powiedz trzy rzeczy, których się od nich nauczyłeś. Powiedz trzy rzeczy, których nigdy nie zapomnisz. To takie uhonorowanie tego, co było i nadal jest między nami oraz takie pokazanie tego, jakie ślady ta osoba zostawiła tutaj, w tym świecie i w życiu nas.

To sposób, by pokazać, że ktoś, kto odchodzi, nie zniknie zupełnie — jego ślady i lekcje będą żyć dalej. Taki czuły pożegnalny czas, jak zauważa Anja, wspiera też później bliskich w żałobie.

Czego nie mówić osobie w żałobie i jak ją naprawdę wesprzeć?

Osoby w żałobie często słyszą słowa, które padają w dobrej intencji, ale działają odwrotnie. Rzadko ktoś chce zranić — zwykle próbuje pocieszyć albo dać nadzieję. Problem w tym, że takie zdania próbują zmienić stan osoby w żałobie, zamiast go uznać.

— Kiedy ktoś na przykład słyszy takie słowa typu no nie płacz, albo będzie dobrze, albo on nie chciałby, żebyś była smutna, albo nawet takie rzeczy typu nie no, weź się w garść, musisz być silna. Więc wszystkie słowa, które próbują zmienić sytuację albo próbują zmienić ten stan, ten stan tej osoby w żałobie nie do końca są wspierający. Bo żałoba przede wszystkim chce być uznana, czyli chce być uznana i wyrażona.

Zamiast rad lepiej powiedzieć po prostu „przykro mi” albo zapytać, czy ktoś chce opowiedzieć o zmarłej osobie. Większość osób w żałobie — może nie od razu, ale po pewnym czasie — lubi wspominać, kim byli ich bliscy.

Na kręgach żałoby organizowanych przez Fundację Instytut Dobrej Śmierci uczestnicy często mówią, że po raz pierwszy od dawna mogli komuś opowiedzieć o zmarłej siostrze, bracie czy tacie. Bo, jak podsumowuje Anja: „unikanie tematu żałoby potrafi pogłębić żałobę”.

Dlaczego żałoba to nie problem do rozwiązania?

W wielu sytuacjach życiowych odruchowo przechodzimy w tryb rozwiązywania problemów — i często to działa. Wobec śmierci i żałoby taka postawa, jak mówi Anja, prowadzi jednak prosto pod mur. Żałoby nie da się naprawić, a próby wyciągania z niej kogoś na siłę bardziej oddalają niż pomagają. Tu wraca motyw pokory i bezradności, który przewija się przez całą rozmowę.

Na pytanie Alicji, co w takim razie działa, Anja odpowiada:

— Towarzyszenie sobie nawzajem w tym stanie i do tego potrzebna jest jakaś zmiana swojej relacji z bezradnością, czyli taka umiejętność wytrzymania bezradności, umiejętność bycia w swojej bezradności, żeby ona nie spowodowała impulsu ucieczki albo zmiany tematu.

Chodzi o to, by pomimo bezradności nie zamiatać tematu pod dywan i nie zamykać go w szafie, tylko zostać z drugim człowiekiem w relacji.

Jak myślenie o śmierci może zmienić życie?

Na koniec rozmowy Alicja pyta, jak myślenie o śmierci zmienia sposób myślenia o życiu. Sama mówi o pokorze, wdzięczności i zachwycie małymi momentami. Anja przyznaje, że świadomość kruchości życia nie przełożyła się u niej na wielkie plany — nie przepada za listami rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić przed śmiercią. Zmieniła się raczej jej wrażliwość na codzienne, wartościowe chwile, uważność i większa tolerancja na drobne irytacje.

— Niektóre rzeczy, które lata temu wywołały jakiś opór, zdenerwowanie, wkurzenie… Jakoś dzisiaj szybciej sobie zadaję to pytanie: czy naprawdę warto, żebym się teraz tym denerwowała? Jasne, że potrafię się denerwować, ale próg do tego jest zdecydowanie w innym miejscu. Przecież nie chodzi o to, żeby co dzień, cały czas myśleć o śmierci, ale żeby o niej myśleć od czasu do czasu. Żeby ona nam pomogła ustawić swoje priorytety. To jest bezcenne.

Jak oswoić lęk przed śmiercią bliskich i towarzyszyć w żałobie? Posłuchaj podcastu

Rozmowa z Anją Franczak pokazuje, że lęk przed śmiercią jest naturalny, ale milczenie wokół niej — nie. Możemy nauczyć się rozpoznawać znaki umierania, towarzyszyć bliskim bez walki z tym, czego nie zmienimy i wspierać osoby w żałobie obecnością zamiast rad.

Posłuchaj pełnego odcinka podcastu Well Be Stories i sprawdź, jak oswoić lęk przed śmiercią i towarzyszyć w żałobie w całej złożoności tego tematu. W pełnym odcinku usłyszysz więcej: osobiste historie Anji, jej drogę z Jugosławii przez Niemcy do Polski i to, co sprawia, że potrafi mówić o śmierci ze spokojem.

O Well Be Stories

Masz ochotę na więcej inspirujących rozmów? Poznaj podcast Well Be Stories. Rozmawiamy o tym, jak dbać o ciało i umysł, pielęgnować relacje, radzić sobie z trudnymi emocjami i uczyć się sztuki odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposobów na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. Ten podcast jest dla każdego, kto szuka równowagi i chce żyć świadomie w zgodzie ze sobą.

Czytaj artykuły wellbestudio.pl:

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane