Czy to naprawdę sam strach nas wyczerpuje, czy raczej życie podporządkowane unikaniu tego, co budzi lęk? Czy lęk zawsze paraliżuje — czy bywa też cennym sygnałem, który może nas poprowadzić? I wreszcie: jak przekuć napięcie w działanie i iść naprzód mimo niepewności?
Lęk jest doświadczeniem uniwersalnym — pojawia się w pracy, w relacjach, przy decyzjach, które odkładamy „na później”. Najczęściej próbujemy się go szybko pozbyć: zagłuszyć, ominąć, zracjonalizować. Paradoks polega na tym, że to właśnie unikanie najmocniej napędza cały mechanizm i utrwala napięcie. W tej perspektywie widać wyraźnie: problemem nie jest sam lęk, lecz sposób, w jaki na niego reagujemy.
Na lęk można spojrzeć inaczej — z większą uważnością i zrozumieniem. W podcaście prowadzonym przez Alicję Sękowską gościem jest Marcin Matych, znany jako dr Nerwica — psychoterapeuta i lekarz, który na co dzień pracuje z osobami zmagającymi się z zaburzeniami lękowymi. W rozmowie pokazuje, jak oswoić lęk i wykorzystać go jako punkt wyjścia do zmiany.
Bać się i działać vs. bać się i unikać: co bardziej obciąża?
Wbrew intuicji to nie samo odczuwanie lęku jest największym problemem, ale sposób, w jaki na niego reagujemy. Unikanie daje krótkotrwałą ulgę, jednak w dłuższej perspektywie działa jak „kredyt na stres” — z odroczonym, wyższym kosztem.
Organizm pozostaje w stanie napięcia, które nie znajduje ujścia w działaniu. To sprzyja kumulowaniu dyskomfortu psychicznego i somatycznego. Z kolei podejmowanie działania mimo lęku stopniowo oswaja układ nerwowy i redukuje napięcie. Kluczowe jest tu podejście małych kroków, które nie przeciążają, ale systematycznie budują odporność.
— Bać się i nie robić jest bardziej obciążające, bo to jest przewlekły stres. Będzie powodował narastanie zarówno dyskomfortu, jak i objawów fizycznych. Tylko odważanie się, nawet w małych krokach, na dłuższą metę redukuje napięcie.
Czytaj: Marcin Matych, czyli dr Nerwica o tym, jak sobie radzić z nerwicą lękową
Mechanizm błędnego koła lęku: dlaczego unikanie go wzmacnia?
Lęk ma tendencję do samonapędzania się, szczególnie gdy jest tłumiony lub unikany. Każde „uciekanie” od trudnej sytuacji wzmacnia przekonanie, że była ona realnym zagrożeniem.
— Tłumienie lęku powoduje uciekanie od lęku, a to sprawia, że ten lęk jest większy. Tworzy się sprzężenie zwrotne, również na poziomie fizjologii.
W efekcie układ nerwowy uczy się reagować jeszcze silniej przy kolejnej podobnej okazji. To prowadzi do powstania błędnego koła: lęk → unikanie → chwilowa ulga → większy lęk. Na poziomie fizjologicznym dochodzi do utrzymywania się przewlekłego napięcia. A to już nie tylko kwestia psychiki, ale całego organizmu.
Jak powstają automatyzmy unikania?
Każda decyzja o uniknięciu trudnej sytuacji wzmacnia określony schemat działania. Mózg „uczy się”, że unikanie przynosi ulgę, więc zaczyna traktować je jako domyślną strategię. Z czasem te reakcje stają się automatyczne i trudne do zmiany. To proces neurobiologiczny — tworzą się konkretne ścieżki neuronalne. Im częściej są używane, tym trudniej je nadpisać. Dlatego zmiana wymaga świadomego wysiłku i powtarzalności.
— Te wzorce zapisują się w neurobiologii jako szlaki myślenia i reagowania. Im bardziej są utrwalone, tym trudniej je zmienić.
Czytaj: Jak zmienić życie na lepsze i zacząć od nowa? Rozmowa z Gajaną Galstjan
Iluzja bezpieczeństwa: dlaczego unikanie „wydaje się” działać?
Unikanie stresujących sytuacji daje natychmiastowe poczucie ulgi, co bywa mylące. W krótkim terminie rzeczywiście czujemy się bezpieczniej, bo nie konfrontujemy się z trudnością. Jednak jest to strategia pozorna — nie rozwiązuje problemu, a jedynie go odracza. W dłuższym czasie prowadzi do „kurczenia się” naszego świata. Coraz więcej sytuacji zaczyna być odbieranych jako zagrożenie. To ogranicza rozwój i obniża jakość życia.
— Nam się wydaje, że unikając sytuacji lękowej, jesteśmy bezpieczni. Ale to działa tylko chwilowo — jak odruch, kiedy leci kamień. Na dłuższą metę musimy konfrontować się z lękiem, jeśli chcemy się rozwijać.
Demonizowanie lęku: efekt długotrwałego unikania
Im dłużej unikamy danej sytuacji, tym bardziej rośnie jej „psychologiczny ciężar”. Zaczynamy wyobrażać sobie najgorsze scenariusze. Nasza uwaga selektywnie wychwytuje informacje potwierdzające zagrożenie. To prowadzi do zniekształceń poznawczych i wzrostu lęku. W efekcie bariera wejścia staje się coraz wyższa. A realne zagrożenie — często niewielkie — urasta do ogromnych rozmiarów.
— Zaczynamy sobie wyobrażać, jak wszystko tragicznie wygląda. Jesteśmy wyczuleni tylko na informacje, które potwierdzają nasze obawy.
Czytaj: Jak trauma kształtuje nasze życie i relacje: rozmowa z Magdaleną Palą
Lęk w ciele: co dzieje się w organizmie?
Większość sygnałów związanych z lękiem ignorujemy lub normalizujemy. Żyjemy w kulturze, która gloryfikuje zmęczenie, więc łatwo przeoczyć moment, w którym przekraczamy granicę. Tymczasem ciało daje bardzo konkretne wskazówki, tylko trzeba nauczyć się je czytać. Im wcześniej je zauważymy, tym większa szansa, że nie dojdzie do „eksplozji”.
Przewlekły lęk to nie tylko stan emocjonalny, ale realne obciążenie biologiczne. Organizm funkcjonuje wtedy w trybie ciągłej mobilizacji, jakby zagrożenie było nieustannie obecne. Dochodzi do aktywacji układu odpornościowego i wzrostu markerów stanu zapalnego. Równocześnie spada poziom serotoniny, co pogarsza nastrój i zwiększa podatność na stres. To tworzy zamknięty obieg: napięcie nasila lęk, a lęk pogłębia napięcie. Długofalowo może to prowadzić do chorób cywilizacyjnych.
— Najprostszy, najbardziej popularny sygnał to jest zmęczenie, takie przewlekłe zmęczenie fizyczne. Ale też napady głodu, drażliwość bez powodu, pustka w głowie albo gonitwa myśli. Można to podzielić na ciało, umysł i relacje: ciało napięte, niewyspane, w relacjach napięcie i wybuchy, w głowie kołowrotek albo pustka, to znaczy, że zaczynamy wchodzić w deficyt.
Czytaj: Jak osiągnąć szczęście? Poznaj sekret i proste sposoby, które naprawdę działają
Naturalny rytm: konfrontacja i odpoczynek
Człowiek biologicznie jest przystosowany do cykli napięcia i rozładowania. Dawniej oznaczało to konfrontację (np. polowanie), a potem regenerację. Dziś często pozostajemy w stanie ciągłego „polowania” — bez fazy wyciszenia. To zaburza naturalną równowagę organizmu. Brak odpoczynku sprawia, że nawet drobne bodźce zaczynają nas przeciążać. W efekcie rośnie poczucie lęku i napięcia.
— Kiedyś konfrontowaliśmy się z lękiem, a potem napięcie spadało. Dziś jesteśmy ciągle na „polowaniu”, czyli w napięciu — i stąd bierze się chroniczny lęk.
Metafora nart: jak wygląda zmiana w praktyce?
Zmiana sposobu reagowania na lęk przypomina naukę nowej techniki jazdy na nartach. Początkowo jest nienaturalna, trudna i wymaga dużej koncentracji. Stare nawyki — choć nieskuteczne — wydają się bezpieczniejsze. Jednak tylko poprzez stopniowe korygowanie ruchów można osiągnąć płynność i komfort. W pewnym momencie to, co było trudne, zaczyna sprawiać przyjemność. Dokładnie tak działa proces oswajania lęku.
— Ktoś, kto źle jeździ na nartach, ma odruchy, które pozornie zmniejszają lęk, ale nie są adaptacyjne. Dopiero gdy odważy się zmieniać technikę, jazda może zacząć sprawiać przyjemność.
Czytaj: Czujesz wyczerpanie psychiczne? Sprawdź, jak odzyskać energię
Rola ciekawości i elastyczności
Nie tylko odwaga, ale też ciekawość świata sprzyja podejmowaniu działania mimo lęku. Osoby, które kierują uwagę na zewnątrz, łatwiej wychodzą poza strefę komfortu. Kluczowa jest również elastyczność psychiczna — zdolność do adaptacji i szukania rozwiązań. To kompetencja, która zyskuje na znaczeniu w dynamicznie zmieniającym się świecie. Sztywność poznawcza sprzyja unikaniu i zamykaniu się. Elastyczność — rozwojowi.
— Jesteśmy między zaciekawianiem się a lękiem. Osoby bardziej zainteresowane światem łatwiej się odważają. Odważanie łączy się z elastycznością.
Lęk a strach: kluczowe rozróżnienie
Lęk i strach często są mylone, choć dotyczą różnych zjawisk. Strach pojawia się w odpowiedzi na realne zagrożenie. Lęk natomiast dotyczy przyszłości — jest projekcją możliwych scenariuszy.
Organizm jednak reaguje na oba stany bardzo podobnie. Dlatego przewlekłe „wyobrażanie zagrożeń” jest dla ciała równie obciążające jak realne niebezpieczeństwo. To ważny sygnał, że warto pracować nad interpretacją bodźców.
— Lęk jest przewidywaniem przyszłości — często czarnej. Organizm jednak nie odróżnia tego od realnego zagrożenia.
Lęk jako sygnał: nie wróg, a informacja
Lęk bardzo często traktujemy jak coś, co należy wyeliminować, zagłuszyć albo „naprawić”. Tymczasem lęk sam w sobie nie jest czymś złym — pełni funkcję adaptacyjną. W ujęciu psychologicznym może on pełnić funkcję sygnału: wewnętrznego komunikatu o tym, że coś w naszym życiu wymaga uwagi. Kluczowa zmiana polega na przesunięciu interpretacji: z „to mnie blokuje” na „to próbuje mi coś powiedzieć”.
— Lęk jest bardzo ważnym sygnałem — pokazuje, że czegoś w życiu jest za dużo albo za mało. To kontrolka naszego bilansu emocjonalnego.
Nie każdy lęk jest równie wartościowy: część ma charakter nawykowy i wynika z wyuczonych reakcji. Jednak nawet wtedy może prowadzić do ważnych wniosków, jeśli nauczymy się go obserwować zamiast automatycznie unikać. W praktyce oznacza to rozwijanie uważności na własne reakcje, zamiast natychmiastowego działania pod ich wpływem.
Problem pojawia się, gdy jego poziom jest zbyt wysoki lub przewlekły, gdy napięcie utrzymuje się zbyt długo lub przekracza indywidualny próg tolerancji. Wtedy staje się sygnałem, że w naszym życiu coś wymaga zmiany. Może to być nadmiar bodźców, brak odpoczynku lub nierównowaga emocjonalna. Traktowanie lęku jako „kontrolki” pozwala podejść do niego bardziej konstruktywnie. Zamiast go tłumić — warto go rozumieć.
Czytaj: Journaling: pytania, które pomagają się zatrzymać i zadbać o dobrostan zimą
Co naprawdę próbuje nam powiedzieć lęk?
Lęk rzadko pojawia się „bez powodu” — znacznie częściej jest komunikatem, który organizm wysyła, gdy coś wymyka się równowadze. Wbrew temu, co intuicyjnie zakładamy, nie zawsze chodzi o realne zagrożenie tu i teraz.
Często to raczej efekt kumulującego się napięcia, które przez dłuższy czas nie znalazło ujścia. Lęk może być więc traktowany jak biologiczny system alarmowy, tyle że czasem reagujący zbyt intensywnie lub z opóźnieniem. Kluczowe jest nauczenie się odróżniania, kiedy niesie informację, a kiedy jest już tylko utrwalonym nawykiem.
Akceptacja zamiast walki — punkt wyjścia
Proces zmiany zaczyna się od akceptacji obecności lęku. Nie oznacza to zgody na cierpienie, ale rezygnację z walki z samą emocją. Opór wobec lęku często go wzmacnia i utrwala. Akceptacja natomiast otwiera przestrzeń na działanie mimo dyskomfortu. To także ochrona przed ucieczką w nieadaptacyjne strategie, jak używki. W praktyce jest to jeden z najtrudniejszych, ale najbardziej transformujących kroków.
— Musimy zacząć od tego, że akceptuję, że ten lęk jest.
Czytaj: Poznaj 3 proste ćwiczenia oddechowe na stres, lepszy sen i więcej energii
Trzy poziomy lęku: nawykowy, informacyjny i egzystencjalny
Nie każdy lęk ma tę samą funkcję — i to jest moment, w którym zaczyna się prawdziwe rozumienie siebie. Część lęków to reakcje wyuczone, zapisane w mózgu jak scenariusz, który odpala się automatycznie. Inne są nośnikiem informacji o naszym stanie — przeciążeniu, napięciu czy braku równowagi. Istnieje też trzeci poziom, głębszy, egzystencjalny, związany z pytaniami o sens, kierunek życia i zgodność z własnymi wartościami. Rozpoznanie, z którym poziomem mamy do czynienia, zmienia sposób pracy z lękiem.
— Ja to sobie tak lubię patrzeć, że są takie dwa poziomy czy trzy nawet tego lęku, że jest ten lęk taki nawykowy, który już taki jakby zakodowany, ten lęk informacyjny, który mówi o zaburzeniu tej równowagi, tego zbyt dużo na przykład napięcia albo zbyt mało. No i jest jeszcze taki lęk, który mówi o takim poziomie egzystencjalnym w ogóle, czyli to jest takie szerokie spojrzenie na życie, że na przykład to może być lęk przed śmiercią, wtedy on mówi o tym, że z reguły nie żyję tak, jak chcę albo że moje wybory są niezgodne gdzieś tam z moją prawdą.
Pozytywny lęk: gdzie kończy się mobilizacja, a zaczyna przeciążenie?
Nie każdy lęk działa przeciwko nam. Na przykład „lekki stres” mobilizuje, zwiększa koncentrację i poprawia efektywność działania. Jednak granica między mobilizacją a przeciążeniem jest płynna i wymaga uważnej obserwacji. Kluczowe jest więc nie tyle eliminowanie lęku, ile regulowanie jego poziomu. W praktyce oznacza to umiejętność rozpoznania momentu, w którym energia zaczyna przechodzić w wyczerpanie.
— My ten taki troszeczkę stresik pozytywny, on nas mobilizuje. No i ze stresem jest tak, że do pewnego momentu mobilizuje i trzyma, ale jeżeli trwa za długo, no to wypala nas.
Analiza doświadczeń: kiedy lęku było mniej?
Jednym z najbardziej praktycznych narzędzi pracy z lękiem jest spojrzenie wstecz i identyfikacja momentów, w których było go mniej. To podejście odwraca typową perspektywę skupioną na problemie i kieruje uwagę na zasoby.
Analiza takich okresów pozwala zrozumieć, jakie warunki — relacyjne, emocjonalne czy środowiskowe — sprzyjały większemu poczuciu bezpieczeństwa. W efekcie można stworzyć bardzo indywidualny schemat działania, oparty nie na teorii, ale na własnym doświadczeniu. To szczególnie istotne, bo strategie radzenia sobie z lękiem są silnie zindywidualizowane. Właśnie dlatego samo poznanie siebie staje się fundamentem zmiany.
— Mnie właśnie interesuje jako terapeutę, kiedy było go mniej? No bo tam jest odpowiedź, co było lepiej. Czyli jeżeli się nauczymy się siebie, jeżeli nauczymy się czytać swoje ciało, napięcie, lęk, obserwować swoje myśli, to nagle się okaże, że jak spojrzymy w perspektywie życia, to będziemy mogli sobie zrobić taki własny poradnik, co nam pomaga, a co nam szkodzi.
Czytaj: Co to jest dobrostan? Sprawdź definicje i przykłady. Zadbaj o 5 filarów wellbeing
Lęk jako sygnał przeciążenia, straty i złych relacji
Lęk bardzo często pojawia się jako reakcja na konkretne wydarzenia lub długotrwałe przeciążenie. Może być odpowiedzią na stratę, szczególnie wtedy, gdy tracimy osobę, która była dla nas emocjonalnym oparciem.
Może też sygnalizować przekroczenie granic, np. gdy bierzemy na siebie zbyt wiele obowiązków i ignorujemy zmęczenie. W relacjach bywa alarmem ostrzegawczym, wskazującym na nierówność, toksyczność lub brak bezpieczeństwa.
Zamiast więc traktować go jako „problem do usunięcia”, warto potraktować go jak system wczesnego ostrzegania. Odczytanie tego sygnału często prowadzi do bardzo konkretnych zmian w życiu.
— To może być taka informacja, że jest jakaś duża strata. Nagle wybuchają objawy lękowe. I to jest taki wtedy sygnał, że gdzieś było oparcie w tej osobie i jak ona zniknęła, to te fundamenty nie są wystarczające i trzeba je na przykład samemu albo na terapii podbudować. Może to być też tak, że ktoś bierze na siebie za dużo i nagle występuje lęk, że już wystarczy.
Ciało jako najdokładniejszy wskaźnik
W kontekście lęku najbardziej pierwotnym i wiarygodnym źródłem informacji jest ciało. Ono reaguje szybciej niż świadoma analiza i często „wie” więcej niż racjonalne myślenie. Zaburzenia snu, zmęczenie, brak apetytu lub jego nadmiar — to wszystko sygnały, że równowaga została zachwiana.
Co istotne, ciało nie rozróżnia między realnym zagrożeniem a tym wyobrażonym. Dlatego sposób, w jaki do siebie mówimy i jakie scenariusze tworzymy w głowie, ma realny wpływ na fizjologię. Praca z lękiem to więc w dużej mierze praca z ciałem i jego sygnałami. To powrót do podstawowej, biologicznej inteligencji organizmu.
— Ciało jest najbardziej pierwotne ewolucyjnie i każde przebodźcowanie, każde przemęczenie będzie odzwierciedlało się w naszym samopoczuciu, śnie i tak dalej. Zaburzenie każdego z tych pierwotnych rzeczy już mówi o czymś. Ciało nie odróżnia, czy to jest prawda, czy nieprawda, jak do niego mówimy.
Przekuwanie lęku w ciekawość i ekscytację
Choć część reakcji lękowych jest automatyczna i niezależna od naszej woli, ogromną rolę odgrywa to, jak interpretujemy sytuację. Narracja wewnętrzna może zarówno nasilać lęk, jak i go regulować.
Jedną z najbardziej skutecznych strategii pracy z lękiem jest zmiana narracji — z katastroficznej na eksploracyjną. Nawet proste przesunięcie uwagi — z katastrofy na ciekawość — zmienia reakcję organizmu. To proces, który wymaga praktyki, ale daje realne efekty. W pewnym sensie „rozmawiamy” ze swoim układem nerwowym poprzez to, co myślimy. A to oznacza, że mamy większy wpływ, niż się wydaje.
Zamiast więc koncentrować się na tym, co może pójść źle, można świadomie kierować uwagę na ciekawość i potencjalne doświadczenie. To mechanizm znany choćby z sytuacji kontrolowanego strachu, jak oglądanie horrorów czy sporty ekstremalne. Lęk i ekscytacja są neurobiologicznie powiązane i mogą się wzajemnie przekształcać. Warunkiem jest jednak poczucie względnego bezpieczeństwa. Wtedy lęk przestaje paraliżować, a zaczyna napędzać.
Zaczynamy przekuwać lęk w ekscytację. Chodzimy na horrory po to, żeby się bać w kontrolowanych warunkach. Ośrodek ekscytacji i lęku leżą obok siebie w mózgu, więc one się wzajemnie pobudzają i zamieniają miejscami.
— To zależy, jaką sobie historię zaczniemy w głowie opowiadać. Możemy opowiadać temu zwierzęciu różne historie. Jak zaczniemy mówić: zobaczmy, co będzie za sekundę, zaciekawieni – to zaczynamy uruchamiać coś innego niż tylko lęk.
Dlaczego zmiana jest trudna?
Lęk nie jest naszym wrogiem — z perspektywy ewolucyjnej pełni funkcję ochronną. Jego zadaniem jest utrzymanie nas w znanych, „bezpiecznych” schematach, nawet jeśli są one dla nas niekorzystne.
Zmiana oznacza niepewność, a więc zwiększone zużycie energii i konieczność adaptacji. Dlatego umysł często działa jak „adwokat diabła”, podtrzymując status quo. To właśnie ten mechanizm sprawia, że wyjście ze strefy komfortu jest tak trudne. Zrozumienie tego procesu pomaga nie traktować oporu jako porażki, ale jako naturalny element zmiany.
— Lęk ma duży interes w tym, żeby nas utrzymać w tej sytuacji, w której jesteśmy, nawet jeśli ta sytuacja jest dla nas bardzo niekorzystna. Będzie nas przekonywał, że to jest lepsze niż zmiana, bo zmiana wiąże się z wydatkiem energetycznym i przebudową.
Tożsamość i „wystarczająco dobrze”
Budowanie tożsamości opartej na kompetencji może wspierać wychodzenie z lęku, ale ważne jest, by nie wpadać w pułapkę perfekcjonizmu. Zamiast dążyć do bycia „najlepszym”, znacznie bardziej adaptacyjne jest podejście „wystarczająco dobre”. To ono pozwala podejmować działanie mimo niepewności.
Lęk często blokuje właśnie dlatego, że stawia przed nami nierealistyczne standardy. Tymczasem rozwój opiera się na stopniowym oswajaniu trudności. I to właśnie ta droga – nie efekt końcowy – buduje realną zmianę.
— Może wystarczająco dobrze jeździć na nartach. Albo w ogóle jeździć, bo z tymi takimi amerykańskimi „super” to różnie bywa.
Umawianie się z „odważną częścią”
Jak pokonać lęk? Jedną z technik, która pozwala wyjść poza automatyczne reakcje lękowe, jest nieczekanie na przypływ odwagi, a traktowanie jej jak zasób, do którego można się odwołać. To podejście wzmacnia poczucie wpływu i wewnętrznego dialogu. Dzięki temu decyzje nie są już wyłącznie efektem strachu, ale też świadomego wyboru. To szczególnie skuteczne w sytuacjach, gdy lęk paraliżuje działanie.
— Można też zrobić coś takiego, że umówić się ze swoją odważną częścią, to też nie ukrywam, że to jest jakiś motyw moich poradników. Ta odważna część, z którą się umawiamy.
Sprawczość jako fundament odwagi
Odważanie się w swojej istocie jest procesem budowania sprawczości. Nawet w najbardziej ograniczających okolicznościach mamy minimalny zakres wpływu — i to od niego wszystko się zaczyna.
Kluczowe jest uświadomienie sobie, że brak wpływu jest iluzją, a nie faktem. Każda decyzja, nawet najmniejsza, wzmacnia poczucie kontroli nad własnym życiem. To właśnie sprawczość redukuje lęk, bo przywraca poczucie kierunku. Bez niej odwaga pozostaje abstrakcyjnym pojęciem.
— Zawsze mamy jakąś sprawczość, bo ktoś mówi na przykład, że ja w ogóle na nic nie mam wpływu, no to jest niemożliwe, bo może na przykład mówić albo nie mówić, może przyjść albo nie przyjść.
Małe kroki: strategia realnej zmiany
Jednym z najczęstszych błędów na okiełznanie lęku czy strachu jest próba natychmiastowej, radykalnej zmiany. Tymczasem skuteczna zmiana opiera się na mikrokrokach, które są możliwe do udźwignięcia emocjonalnie.
Kluczowy warunek: krok musi być minimalny, ale wykraczać poza strefę komfortu. To właśnie ta „mikroekspozycja” buduje odporność psychiczną. Ważne jest także indywidualne skalowanie trudności — to, co dla jednej osoby jest drobiazgiem, dla innej może być ogromnym wyzwaniem. Systematyczność jest tu ważniejsza niż spektakularność.
— To mogą być drobiazgi i tu trzeba przykładać swoją skalę, wartości, swoją skalę odwagi.
Czytaj: Jak sobie radzić z lękiem? Rozmowa z Marcinem Matychem, czyli dr. Nerwicą
Mechanizm „wytrzymywania”: kluczowy moment zmiany
Sam krok poza strefę komfortu to dopiero początek — prawdziwa zmiana zachodzi w momencie „wytrzymywania” napięcia. To etap, w którym jesteśmy już poza tym, co znane, ale jeszcze nie czujemy się swobodnie.
Właśnie wtedy układ nerwowy uczy się, że nowe sytuacje nie są zagrożeniem. Jeśli wycofamy się zbyt szybko, wzmacniamy mechanizm unikania. Jeśli zostaniemy — granica komfortu zaczyna się przesuwać. To proces neuropsychologiczny, nie kwestia „silnej woli”.
— Mechanizm jest taki, że trochę idę do przodu, wychodzę poza linię ciemności, ale jestem w ciemności i wytrzymuję i ta linia się przesuwa.
Odwaga jako skutek działania, nie punkt wyjścia
To jedno z najważniejszych odwróceń myślenia: nie trzeba najpierw poczuć odwagi, by działać. W rzeczywistości to działanie buduje poczucie odwagi. Podobnie jest z poczuciem własnej wartości — ono również jest efektem, a nie warunkiem. To podejście rozbraja perfekcjonizm i czekanie na „idealny moment”. W praktyce oznacza to zgodę na działanie mimo lęku. I właśnie to działanie zmienia wewnętrzne przekonania.
— Odwaga, poczucie odwagi jest wtórne do odważania się. Nie da rady najpierw być odważniejszym, a potem się odważyć.
Rola ryzyka, także w wychowaniu
Unikanie ryzyka może krótkoterminowo obniżać lęk, ale długoterminowo go wzmacnia. Dotyczy to nie tylko dorosłych, ale i dzieci. Nadopiekuńczość odbiera możliwość budowania odporności psychicznej — ekspozycja na kontrolowane ryzyko jest niezbędna do rozwoju kompetencji emocjonalnych. To trudne również dla rodziców, bo wymaga tolerowania własnego lęku. Jednak brak tej konfrontacji ma konsekwencje w dorosłym życiu.
— Dzieci muszą ryzykować trochę i się wystawiać na niebezpieczeństwa. Jeśli tego nie zrobimy to potem konsekwencje są bardzo, bardzo daleko idące.
Lęk nie znika: uczymy się nim zarządzać
Jednym z największych mitów jest przekonanie, że rozwój polega na eliminacji lęku. Tymczasem lęk jest stałym elementem ludzkiego funkcjonowania. Zmienia się natomiast nasza relacja z nim. Uczymy się go rozpoznawać, interpretować i wykorzystywać jako sygnał. To przesunięcie z walki na zarządzanie jest kluczowe dla dobrostanu psychicznego. Lęk przestaje być wrogiem, a staje się informacją.
— Lęk nigdy nie zniknie. Chodzi o to, żeby się z nim nauczyć rozmawiać i żeby nauczyć się nim zarządzać i używać go jako informatora.
Regulacja napięcia: wspólny mianownik wielu trudności
Lęk rzadko występuje w izolacji — często towarzyszy mu napięcie, przeciążenie czy inne objawy psychiczne. Kluczowym czynnikiem jest umiejętność regulacji tego napięcia. Obejmuje to zarówno zarządzanie potrzebami, jak i rytmem życia czy obciążeniem.
Gdy napięcie spada, objawy również się zmniejszają. To podejście systemowe — zamiast walczyć z pojedynczym objawem, pracujemy na poziomie całości funkcjonowania. To jedna z najbardziej efektywnych strategii długofalowych.
— Jeżeli zredukujemy napięcie, to one będą mniejsze. Kiedy będziemy lepiej zarządzać swoimi potrzebami, obciążeniem, rytmem.
Ile czasu potrzeba, by „oduczyć się” lęku?
To jedno z najczęściej zadawanych pytań – i niestety nie ma na nie jednej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, z jakim rodzajem lęku mamy do czynienia i jak głęboko jest on zakorzeniony. W przypadku prostych fobii proces może być zaskakująco szybki i bardzo konkretny. Zupełnie inaczej wygląda to przy lęku wynikającym z długotrwałego przeciążenia czy stylu życia. Wtedy praca nie dotyczy jednego bodźca, ale całego systemu funkcjonowania.
— Może być po prostu lęk fobiczny i ktoś ma fobię przed konkretną sytuacją i wtedy leczenie polega na odczulaniu, czyli wystawianiu się na tę sytuację w coraz większym natężeniu, to dosyć szybkie są procesy. Szybkie, czyli 10–12 takich sesji. Ale to jest przy bardzo prostej sytuacji, na zasadzie boję się psa, boję się windy. Natomiast zupełnie inna jest sytuacja, jeżeli to nie jest fobia, tylko przekroczenie mechanizmu spustowego po latach narastającego napięcia.
Lęk to czubek góry lodowej
To, co widzimy — atak paniki, unikanie, napięcie — to zwykle tylko fragment większej całości i… wierzchołek góry lodowej. Pod spodem kryją się często lata przeciążenia, schematów, ról i nieuświadomionych mechanizmów.
Skupianie się wyłącznie na objawie bywa więc nieskuteczne, a czasem wręcz mylące. Zamiast „naprawiać windę”, warto sprawdzić, co w naszym życiu generuje tak duże napięcie. To podejście zmienia perspektywę z walki z objawem na realną zmianę.
— Jak ktoś przychodzi z nadmiernym lękiem, to ten lęk to jest tylko czubek góry lodowej, który wystaje, a tam pod spodem może być mnóstwo rzeczy. I wtedy nie ma sensu pracować nad tą windą, tylko trzeba zająć się w ogóle życiem, czyli jak doszło do tego, że ktoś robi sobie to napięcie. To może być perfekcjonizm, odpowiedzialność, multum rzeczy.
Czytaj: Jak być życzliwym dla siebie i odzyskać spokój? Rozmowa z Aidą Kosojan-Przybysz
Czy wiemy, skąd bierze się nasz lęk?
Na poziomie deklaracji — tak. Większość z nas potrafi wymienić listę powodów: stres, tempo życia, nadmiar bodźców. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba zejść poziom głębiej i zobaczyć, jak to wygląda w praktyce naszego dnia. Wiedza teoretyczna nie zawsze przekłada się na realne rozumienie własnych mechanizmów. Dopiero rozłożenie życia na czynniki pierwsze pokazuje, gdzie naprawdę leży problem.
— To jest tak, że jak zapytasz większość osób, to niby sobie wszyscy zdajemy sprawę, bo życie jest stresujące, praca jest stresująca, bo pędzimy, bo mamy za dużo bodźców. No ok, tylko że wiedza a doświadczenie tego tu to jest zupełnie co innego, bo możemy dużo rzeczy wiedzieć, ale jak się to rozbiera na czynniki pierwsze, to się okazuje, że to jest w ogóle trochę inny komunikat i trochę inna rzeczywistość.
Efekt perspektywy: „dlaczego to mnie kiedyś paraliżowało?”
Jednym z najbardziej namacalnych efektów pracy z lękiem jest zmiana perspektywy w czasie. To, co kiedyś wydawało się ogromnym problemem, z czasem traci swoją wagę. Ten efekt jest wynikiem realnych doświadczeń, a nie tylko „pozytywnego myślenia”. Mózg aktualizuje swoje mapy zagrożeń na podstawie działania. Dzięki temu rośnie poczucie kompetencji i odporności psychicznej. To najlepszy dowód na skuteczność procesu.
Każde doświadczenie odważenia się zwiększa gotowość do kolejnych kroków. To mechanizm samonapędzający się — im więcej prób, tym większa pewność siebie. Z czasem pojawia się nawet coś w rodzaju „apetytu” na nowe wyzwania. To moment, w którym rozwój przestaje być wysiłkiem, a zaczyna być wyborem. Lęk nadal się pojawia, ale nie blokuje działania. To właśnie jest realna zmiana jakości życia.
— Po miesiącu, dwóch zastanawiamy się, jak w ogóle tamta sytuacja mogła mi sprawiać problem? Ja tego nie rozumiem dzisiaj. Jak odważymy się w jednym, to mamy większy apetyt, żeby odważyć się w drugim. No z reguły tak jest.
Zaprzyjaźnij się z lękiem
Jednym z najbardziej transformujących podejść jest zmiana relacji z lękiem. Zamiast traktować go jak wroga, zaczynamy go oswajać i poznawać. To nie oznacza, że lęk staje się przyjemny, ale przestaje być demonizowany. W miarę podejmowania działań okazuje się, że wiele obaw było wyolbrzymionych. To doświadczenie realnie zmienia sposób myślenia o sobie i świecie. A lęk traci swoją dominującą pozycję.
Dowiedz się, jak pokonać lęk i zacząć działać
Ten podcast nie obiecuje „wyłączenia” lęku, ale pokazuje, jak działać mimo niego. Bez trików, za to z konkretnym kierunkiem: odwaga to nie brak strachu, lecz krok zrobiony pomimo niego.
To dlatego jest fantastycznym kołem ratunkowym dla osób, które odkładają decyzje, żyją w napięciu bez jasnej przyczyny i czują, że unikanie zaczyna zawężać ich świat — szczególnie dla perfekcjonistów i overthinkerów. To także propozycja dla tych, którzy chcą lepiej rozumieć swoje reakcje, zamiast z nimi walczyć. Nie odkładaj życia na moment, w którym „przestaniesz się bać”. Posłuchaj rozmowy Alicji z drem Nerwicą i zrób pierwszy krok w dobrą stronę.
O Well Be Stories
Well Be Stories to przestrzeń rozmów o dbaniu o ciało i umysł, pielęgnowaniu relacji, radzeniu sobie z trudnymi emocjami i sztuce odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. To podcast dla osób, które chcą żyć bardziej świadomie i w zgodzie ze sobą – bez presji bycia idealnymi.
Youtube: d4OJJRlWQGk















Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *