Czy sukces w biznesie zawsze smakuje jak spełnienie marzeń? Kiedy naprawdę warto założyć firmę, a kiedy lepiej poczekać? Jak wygląda proces tworzenia projektu od zera i czym różni się ambicja od presji? Jak podejmować decyzje w momentach zwątpienia i przeciążenia oraz co w praktyce oznacza sukces w biznesie — i jaką cenę bywa się za niego płaci.
Gościnią Alicji Sękowskiej, prowadzącej podcast Well Be Stories, jest Martyna Zastawna: przedsiębiorczyni, ekspertka ds. klimatu i zrównoważonego rozwoju, mentorka i międzynarodowa mówczyni. To także pionierka cyrkularności w Europie, założycielka marki woshwosh oraz agencji these girls, która łączy edukację klimatyczną z budowaniem świadomych marek.
Martyna Zastawna od lat realnie wpływa na sposób, w jaki myślimy o biznesie, odpowiedzialności i przyszłości. Współpracuje z instytucjami takimi jak Europejski Bank Inwestycyjny, ONZ i Komisja Europejska, a także regularnie wykłada i mentoruje w obszarze ESG i biznesu zrównoważonego rozwoju. Nic dziwnego, że znalazła się wśród najbardziej wpływowych kobiet według Forbes i Fortune.
Czytaj: Zero waste, etyczna moda i troska o siebie – rozmowa z Martyną Zastawną
Sukces bez filtra: co naprawdę kryje się za biznesowymi ambicjami?
Rozmowa Alicji z Martyną nie jest historią o tytułach czy spektakularnych sukcesach. To opowieść o drodze — z momentami zwątpienia, przeciążenia i konieczności zadania sobie pytania, które prędzej czy później pojawia się u wielu ambitnych osób: czy to, co robię, nadal jest moje? Martyna Zastawna mówi o przedsiębiorczości bez mitów pokazując, że prawdziwa dojrzałość w biznesie zaczyna się tam, gdzie kończy się ślepy pęd za kolejnym celem.
Martyna sprzed 10 lat: pierwsze pieniądze, pierwsza odwaga, pierwsze wątpliwości
Cofnięcie się o dekadę bywa zaskakującym doświadczeniem — szczególnie dla osób, które dziś są symbolami sukcesu. Za rozpoznawalną marką osobistą często stoi moment przełomowy, który wcale nie wyglądał spektakularnie. U Martyny Zastawnej był to czas świeżej przedsiębiorczości, pierwszych realnych zarobków i ogromnej nadziei. Jednocześnie był to okres niepewności, pytań i emocji, które zna większość osób zaczynających „na swoim”. To właśnie ta mieszanka ekscytacji i lęku okazała się kluczowa.
— W 2016 roku byłam świeżą startuperką. Założyłam firmę w połowie 2015 roku i to był moment, kiedy zarobiłam pierwsze pieniądze na własnym biznesie — po bardzo trudnym początku i po tak naprawdę drugiej szansie, którą sobie wtedy dałam. Byłam szczęśliwa, pełna nadziei, trochę beztroska, o ile przedsiębiorca w Polsce w ogóle może być beztroski. Ale byłam też niepewna tego, gdzie jestem i co chcę robić w przyszłości.
Innowacyjny pomysł, który wyrósł z potrzeby i wartości
Nie każdy przełomowy biznes zaczyna się od wielkiej wizji rynkowej. Czasem punktem wyjścia jest bardzo prozaiczna potrzeba, która spotyka się z głębokim systemem wartości. W przypadku Martyny impulsem były… brudne buty, których nie miała gdzie wyczyścić. Szybko jednak okazało się, że za prostą usługą stoi coś znacznie większego — idea cyrkularności i odpowiedzialnej mody. To właśnie wartości, a nie sam produkt, stały się fundamentem marki.
— To nie było tylko czyszczenie butów — za tą usługą stały wartości. Chciałam stworzyć biznes oparty o dbanie o środowisko i odpowiedzialne wybory modowe. Równie dobrze to mogła być firma, która naprawia ubrania czy kapelusze. Miałam potrzebę, a jednocześnie od dawna chciałam stworzyć projekt, który jest dobry dla środowiska.
„To beznadziejny pomysł, czyli dlaczego warto iść pod prąd
Nowatorskie pomysły rzadko spotykają się z entuzjazmem otoczenia. Szczególnie wtedy, gdy burzą logiczny, „bezpieczny” scenariusz kariery. Martyna miała przed sobą obiecującą przyszłość w reklamie, dyplom z wyróżnieniem i stabilną pozycję zawodową. W oczach wielu osób zamiana tego wszystkiego na czyszczenie butów wydawała się absurdalna. A jednak to właśnie wbrew tym głosom narodził się biznes, który wyprzedził swój czas.
— Zdecydowana większość osób mówiła mi, że to jest beznadziejny pomysł i żebym w ogóle o tym zapomniała. Miałam 24 lata, byłam menadżerką w agencji reklamowej, kończyłam studia z wyróżnieniem — no i nagle czyszczenie butów. W 2015 roku ta idea brzmiała jak wybryk, ale ja bardzo wierzyłam w ten koncept i w wartości, które za nim stoją. Intuicyjnie od początku czułam, że to będzie sukces.
Intuicja jako cichy kompas w decyzjach biznesowych
Intuicja w biznesie bywa traktowana podejrzliwie — jak coś niemierzalnego, a więc mało „poważnego”. Tymczasem dla wielu przedsiębiorców to właśnie ona staje się pierwszym sygnałem ostrzegawczym albo impulsem do działania. Nie zawsze objawia się spektakularnie, częściej jest subtelnym napięciem lub brakiem radości. Martyna mówi o niej nie jako o magii, lecz o bardzo konkretnym doświadczeniu cielesnym i emocjonalnym. To wewnętrzne „coś” potrafi powiedzieć więcej niż najlepszy pitch deck.
— Ja dużo wyborów podejmuję ze względu na intuicję. To jest trochę o tym, czy czujemy, że coś nas popycha albo odpycha. Ostatnio podjęłam decyzję biznesową, bo mimo że pomysł wydawał się świetny, to za każdym razem, kiedy o nim myślałam, czułam więcej napięcia niż radości. I to był dla mnie sygnał, że chyba nie warto.
Rozum kontra serce – fałszywy konflikt
Często stawia się przedsiębiorców przed pozornym wyborem: albo emocje, albo chłodna kalkulacja. W praktyce jednak jedno bez drugiego rzadko prowadzi do stabilnego sukcesu. Martyna nie idealizuje intuicji i nie deprecjonuje przygotowania merytorycznego. Wprost przyznaje, że sama popełniła błędy, których dziś by nie powtórzyła. Doświadczenie nauczyło ją, że najlepsze decyzje rodzą się na styku serca i rozumu.
— Rozum jest oczywiście super ważny. Ja miałam bardzo zły biznesplan i mimo wszystko się udało, ale absolutnie tego nie rekomenduję. Myślę, że to jest tak 50 na 50 — jeżeli czujemy, że coś ma sens, to powinniśmy się do tego bardzo dobrze przygotować biznesowo, czy to przez mentorów, czy osoby z doświadczeniem. Połączenie tych dwóch czynników jest kluczowe.
Momenty, w których wszystko chce się rzucić
Za każdą historią sukcesu stoją chwile, o których rzadko mówi się na konferencyjnych scenach. Moment, kiedy firma zaczyna się sypać, a odpowiedzialność przerasta kompetencje. U Martyny pierwszy kryzys przyszedł bardzo szybko — zbyt szybko jak na skalę, na którą była gotowa. Paradoksalnie problemem nie był brak klientów, lecz ich nadmiar. To doświadczenie brutalnie zweryfikowało romantyczną wizję startupu.
— Po czterech miesiącach firma mi się sypała wszędzie, gdzie to było możliwe. Spodziewałam się 10 par butów w pierwszym miesiącu, a przyszło ponad 500, a potem ponad 5000 w cztery miesiące. Nie byłam przygotowana na to w żaden sposób. Firma mi się po prostu rozleciała.
Kryzysy inwestycyjne i granice wytrzymałości
Problemy operacyjne to jedno, ale prawdziwym testem są relacje z inwestorami. Wchodząc w świat dużego kapitału, przedsiębiorca często traci część sprawczości. Martyna mówi wprost o bardzo trudnym doświadczeniu z pierwszym funduszem. Były momenty, w których realnie rozważała rezygnację. To wtedy cele długofalowe okazały się silniejsze niż chwilowe zwątpienie.
— Miałam bardzo duże problemy z pierwszym funduszem inwestycyjnym i to było ciężkie doświadczenie. Były momenty, że chciałam zrezygnować. Ale zawsze miałam jakiś cel — a ostatnim było zeskalowanie usługi i wprowadzenie cyrkularności na wyższy poziom. Udało się wejść do jednej z największych sieci handlowych w Polsce i dotrzeć do ponad 11 tysięcy punktów.
Cena sukcesu: zdrowie, relacje, młodość
Sukces rzadko jest darmowy — pytanie tylko, kto i czym za niego płaci. W tym fragmencie rozmowy padają słowa wyjątkowo szczere i pozbawione lukru. Martyna nie romantyzuje pracy „dzień i noc”, nazywa ją wprost: orką. Mówi o konsekwencjach zdrowotnych, utraconych relacjach i poczuciu, że młodość minęła na pracy. To ważna przeciwwaga dla narracji „hustle culture”.
— 70% mojej pracy to była orka i bardzo mocno odbiła się na moim stanie psychicznym i fizycznym. Nadal cierpię na choroby, które są pokłosiem stresu. Straciłam dużo relacji, mam wrażenie, że trochę straciłam młodość. Przez 10 lat praktycznie nie zaznałam spokoju.

Czy poświęcenie jest konieczne, by odnieść sukces?
To jedno z najtrudniejszych pytań w świecie przedsiębiorczości. Martyna odpowiada na nie bez idealizowania i bez uproszczeń. Z dzisiejszej perspektywy wie, że nie chce już zarządzać kolejnym projektem w ten sam sposób. Jej definicja sukcesu ewoluowała razem z doświadczeniem. Co ważne — potrafi uznać zarówno wejście w firmę, jak i odejście z niej za równie dobre decyzje.
— Jak ktoś mnie pyta, jaka była najlepsza decyzja w moim życiu, to mówię, że założenie firmy i odejście z firmy. Obie były najlepsze. Ale mogę to powiedzieć dopiero po tych 10 latach doświadczenia.
Stara szkoła biznesu kontra nowe podejście do pracy
Świat biznesu przez lata promował jeden dominujący wzorzec: pracuj więcej, szybciej, mocniej. Martyna zauważa, że ten model był szczególnie silny wśród pokolenia wchodzącego na rynek w latach 90. Sama przez pewien czas próbowała się do niego dopasować. Jednak zderzenie z własnymi wartościami okazało się nieuniknione. To moment, w którym świadomie odrzuciła narrację „firma ponad wszystko”.
— Znam osoby, które odniosły gigantyczny sukces finansowy, ale są pracoholikami. To jest stara szkoła biznesu: praca na maksa, pieniądze najważniejsze, firma zawsze na pierwszym miejscu. Ja próbowałam tego podejścia, ale po czasie doszłam do wniosku, że to kompletnie nie jest mój styl. Uważam, że życie jest ważniejsze niż jakiekolwiek pieniądze.
Pierwszy dzień dumy i prawdziwa motywacja
Duma nie zawsze przychodzi po wielkich nagrodach i tytułach. Czasem pojawia się w najmniej spektakularnym momencie. Martyna wspomina ten dzień z wyjątkową czułością. To wtedy teoria zamieniła się w realne działanie. A później, w chwilach zwątpienia, motorem były wartości, ludzie i realny wpływ na świat.
— Poczułam dumę już pierwszego dnia. Otworzyłam firmę w swojej kawalerce, wrzuciłam informację na Instagram i po pierwszym dniu było 5000 obserwujących i pierwsza klientka, która nie była moją znajomą. A w momentach zwątpienia napędzały mnie wartości — to, że udało się stworzyć trend odpowiedzialny dla środowiska, pomóc tysiącom ludzi i przekazać ponad 200 tysięcy par butów potrzebującym.
Otwartość i odwaga jako fundament rozwoju
Pojawia się też wątek, który spina całą rozmowę. Otwartość na nowe idee, nawet te niewygodne oraz gotowość do ryzyka. Martyna przyznaje, że przez lata brała na siebie zbyt wiele, mówiąc „tak” zbyt często. Dziś potrafi już selekcjonować możliwości. Ale to właśnie ciekawość świata i odwaga pozwoliły jej dojść tam, gdzie jest.
— Jestem bardzo otwarta, mnóstwo rzeczy mnie interesuje. Jak dostawałam propozycję, to często mówiłam: ‘dobra, wchodzimy w to’. Dziś wiem, że nie zawsze to jest dobre, ale ta otwartość i odwaga pozwoliły mi zrealizować bardzo dużo rzeczy przez te ostatnie 11 lat.
Samotność, gdy idziesz pod prąd
Robienie rzeczy, w które nie wierzy otoczenie, bardzo często oznacza samotność — nawet jeśli wokół są ludzie. To doświadczenie szczególnie mocno dotyka osób, które od początku idą własną drogą i nie potrzebują ciągłej aprobaty. Samotność może być na początku neutralna, a nawet wygodna, bo daje przestrzeń do decyzji. Z czasem jednak okazuje się, że niesie ze sobą także koszty emocjonalne. Dopiero refleksja i praca nad sobą pozwalają zrozumieć, skąd ta samotność się bierze i jak ją oswoić.
Pokora jako lekcja sukcesu
Sukces bardzo często przychodzi szybciej, niż jesteśmy na niego gotowi. Z zewnątrz wszystko wygląda jak pasmo zwycięstw, ale od środka system zaczyna się kruszyć. Pokora pojawia się nie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze, ale wtedy, gdy trzeba zmierzyć się z własnymi błędami. To moment, w którym wizerunek musi ustąpić prawdzie. I właśnie wtedy zaczyna się realne uczenie biznesu.
— Te pierwsze miesiące Wash były mimo ogromnego sukcesu totalną klapą biznesową. (…) Kasowałam komentarze, w ogóle się nie przyznawałam przez pierwsze miesiące do tego, co się wydarzyło, bo uważałam, że przyznanie się do błędu, no to nie na tym polega biznes.
Najcenniejsza porażka?
Pierwsza porażka zostaje w pamięci najmocniej, bo uderza w emocje, ciało i poczucie sprawczości jednocześnie. To moment, w którym entuzjazm zderza się z rzeczywistością. Brak przygotowania, nadmiar pracy i odpowiedzialność za innych potrafią przytłoczyć. Ale właśnie wtedy pojawia się szansa na zmianę perspektywy. Porażka może stać się fundamentem dalszego rozwoju.
— Myślę, że ta pierwsza porażka była najcenniejsza. (…) Ja byłam permanentnie w pracy, od lipca do końca października nie miałam praktycznie dnia wolnego. (…) Zamykając firmę zaczęłam analizować błędy i stwierdziłam, że warto jeszcze raz spróbować, bo 5000 osób uwierzyło w tę ideę.
Cena sukcesu – zdrowie i relacje
Sukces rzadko bywa darmowy, choć rzadko mówi się o jego prawdziwej cenie. Przewlekły stres bardzo szybko zapisuje się w ciele. Do tego dochodzą relacje, z których trzeba rezygnować, oraz życie prywatne odsuwane „na później”. Z czasem firma zaczyna wypełniać całą przestrzeń, wypierając wszystko inne. Dopiero z dystansu widać, jak wysoki był rachunek.
— Miałam dużo psychosomatycznych problemów wywołanych stresem. (…) Utrata relacji, stracone wyjazdy, stracone możliwości prywatne. (…) Przez wiele lat nie było mnie w tym wszystkim, była tylko firma, firma, firma.
Zatrzymanie się jako narzędzie biznesowe
Refleksja nad własnym samopoczuciem nie jest luksusem, tylko koniecznością. Bez niej bardzo łatwo wpaść w tryb automatycznego działania. Zatrzymanie pozwala sprawdzić, czy to, co robimy, nadal jest z nami spójne. Brak tej refleksji niemal zawsze kończy się wypaleniem. Świadomość siebie staje się jednym z kluczowych filarów dojrzałego biznesu.
— Ekstremalnie ważne jest, żeby się zatrzymać i zapytać: jak ja się czuję, czy ja się z tym zgadzam, czy to jest zgodne ze mną. (…) Jeżeli nie patrzymy na siebie, to prędzej czy później się wypalimy.
Dlaczego sprzedała firmę, którą stworzyła
Decyzja o odejściu z własnej firmy nie przychodzi nagle — to proces. Czasem impulsem jest jedno pytanie zadane we właściwym momencie. Czasem sygnały wysyła ciało, zanim głowa zdąży je zrozumieć. Sukces zewnętrzny może zupełnie nie iść w parze z wewnętrznym poczuciem sensu. I wtedy odejście staje się aktem odwagi, nie porażką.
— Po raz pierwszy ktoś mnie zapytał: jak ty się czujesz? (…) I wtedy zrozumiałam, że już nie chcę być w tej firmie. (…) Wszyscy gratulowali mi sukcesu, a ja wiedziałam, że cieszę się, bo już wiem, że nie chcę być jej częścią.
Wolność po sukcesie
Prawdziwa wolność zaczyna się wtedy, gdy znika ciągła gotowość do reagowania. Brak telefonów, maili i kryzysów bywa na początku zaskakujący. Z czasem staje się źródłem ogromnej radości. Praca przestaje być obowiązkiem, a zaczyna być wyborem. I właśnie wtedy pojawia się lekkość.
— Mogłam robić co chcę, kiedy chcę. (…) To był zawodowo najszczęśliwszy rok w moim życiu. Pracuję mniej, zarabiam więcej, robię to, co lubię i mam frajdę z życia.
Rada dla tych, którzy są „nie na swoim miejscu”
Poczucie uwierania w pracy to sygnał, którego nie warto ignorować. Zmiana zaczyna się od zatrzymania i szczerej rozmowy — z sobą lub z kimś z zewnątrz. Bardzo często największe bariery istnieją tylko w naszej głowie. Pomoc specjalisty potrafi skrócić drogę o lata. Bo czas jest jedynym zasobem, którego nie da się odzyskać.
— Najważniejszą rzeczą w naszym życiu jest czas, a większość tego czasu spędzamy w pracy. (…) Warto się zatrzymać i zastanowić, skąd to uwieranie wynika, i skorzystać z pomocy, bo to naprawdę może zmienić życie na lepsze.
Cena sukcesu – i prawo, by zapłacić ją na własnych zasadach
Rozmowa Alicji z Maryną to odcinek, który zostaje w głowie na dłużej, bo dotyka spraw, o których rzadko mówi się na głos: ceny ambicji, granic odpowiedzialności i momentów, w których największym sukcesem okazuje się… umiejętność odpuszczenia. To podcast dla tych, którzy myślą o własnym biznesie, są na zawodowym zakręcie albo po prostu chcą budować karierę w zgodzie ze sobą — bez wypalania się po drodze.
Włącz nowy odcinek podcastu z Martyną Zastawną i sprawdź, jak naprawdę wygląda sukces w biznesie — oraz czy zawsze trzeba za niego płacić najwyższą cenę. Jeśli szukasz inspiracji, która nie motywuje na chwilę, ale porządkuje myślenie, to jest rozmowa właśnie dla Ciebie.
O Well Be Stories
W podcastach Well Be Stories rozmawiamy o tym, jak dbać o ciało i umysł, pielęgnować relacje, radzić sobie z trudnymi emocjami i uczyć się sztuki odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. Ten podcast jest dla każdego, kto szuka równowagi i chce żyć świadomie w zgodzie ze sobą.
Artykuł powstał na podstawie rozmowy z podcastu Well Be Stories
Youtube: GH04bkdNsLs













Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *