Jak wygląda uzależnienie od alkoholu u kobiet? Rozmowa z Magdą Kowalczyk

Jak wygląda uzależnienie od alkoholu u kobiet? Rozmowa z Magdą Kowalczyk

Magdalena Kowalczyk przez lata funkcjonowała jak wiele kobiet zmagających się z uzależnieniem — aktywna zawodowo, ambitna, pozornie mająca wszystko pod kontrolą. Niewiele osób wiedziało, że za codziennym funkcjonowaniem kryje się narastający problem alkoholowy.

W rozmowie z Alicją Sękowską, prowadzącą podcast Well Be Stories, opowiada o drodze od sportowej dyscypliny, przez stopniowo rozwijające się uzależnienie, aż po leczenie i życie w trzeźwości. To szczera historia o alkoholizmie u kobiet, mechanizmach zaprzeczania, nawrotach i odwadze, by poprosić o pomoc.

Alkoholizm u kobiet. Magdalena Kowalczyk o uzależnieniu, nawrocie i drodze do trzeźwości

Uzależnienie od alkoholu nie zawsze wiąże się z utratą pracy, rodziny czy spektakularnym życiowym kryzysem. Często rozwija się stopniowo i przez długi czas pozostaje niewidoczne zarówno dla otoczenia, jak i… samej osoby pijącej.

W najnowszym odcinku podcastu Well Be Stories Magdalena Kowalczyk, opowiada o swojej wieloletniej walce z alkoholizmem, leczeniu, nawrocie oraz drodze do trzeźwości. To poruszająca rozmowa, która pomaga zrozumieć mechanizmy uzależnienia i pokazuje, że pomoc oraz zmiana są możliwe na każdym etapie choroby.

Historia Magdaleny przełamuje wiele stereotypów dotyczących osób uzależnionych. Pokazuje, że problem alkoholowy może dotknąć także osoby aktywne zawodowo, ambitne i pozornie świetnie radzące sobie z codziennymi obowiązkami.

W rozmowie nie brakuje szczerych refleksji o emocjach, samotności, wstydzie i mechanizmach zaprzeczania, które często utrudniają dostrzeżenie problemu. To ważny głos dla wszystkich, którzy chcą lepiej zrozumieć naturę uzależnienia lub szukają nadziei, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Czytaj: Alkoholizm u kobiet: jak wyjść z nałogu? Rozmowa z Katarzyną Andrusikiewicz

Sportowy rygor i życie przed alkoholem

Na początku codzienność Magdaleny była podporządkowana sportowi. Intensywne treningi, turnieje i wyraźnie wyznaczone cele tworzyły świat, w którym nie było miejsca na używki. Alkohol pozostawał poza doświadczeniem, a wręcz był świadomie odrzucany jako coś niezgodnego z trybem życia.

— Moje życie przed tym, zanim się pojawił alkohol, było życiem wysportowanej nastolatki. Można powiedzieć tak, bo grałam zawodniczo w tenisa, trenowałam bardzo dużo, jeździłam na turnieje. Generalnie zawsze używki od siebie odsuwałam i wręcz przyrzekałam, że nigdy nie będę piła alkoholu.

Zmiana przyszła stopniowo, wraz z wejściem w okres liceum i naturalnym środowiskiem imprezowym. Nie był to jeszcze moment kryzysowy, raczej pierwsze przesunięcie granic, które z czasem zaczęły się zacierać.

Gdy alkohol staje się elementem codzienności

Wraz z wiekiem i początkiem dorosłości alkohol przestaje często być okazjonalnym doświadczeniem, a zaczyna funkcjonować jako stały element życia społecznego i emocjonalnego. Początkowo niewidoczny jako problem, stopniowo przejmuje rolę czegoś „naturalnego”.

Z perspektywy czasu rozmówczyni wskazuje, że przełom nastąpił około 19–20 roku życia — wtedy alkohol przestał być dodatkiem, a stał się stałą strukturą codzienności.

— Dzisiaj mogę powiedzieć, że tak w wieku tych 19-20 lat to to już był problem, ponieważ alkohol stał się nieodłączną częścią mojego życia.

Równolegle funkcjonuje intensywny tryb życia: studia, praca, siłownia, kontrola ciała i emocji. To połączenie skrajnej dyscypliny i potrzeby „odcięcia” zaczyna tworzyć wewnętrzne napięcie, które alkohol skutecznie rozładowuje.

— Alkohol był dla mnie takim odcięciem — przyznaje Magdalena. Z czasem mechanizm się utrwalał — picie przestało być wyborem sytuacyjnym, a zaczyna organizować wieczory i rytm funkcjonowania. — Codziennie zaczęłam pić wino. Butelka. Dwie wieczorem. Kilka godzin snu i rano od nowa to samo — dodaje.

Czytaj: Wpływ alkoholu na organizm. To szok! Sprawdź, co mówi dietetyk

Mechanizm uzależnienia i moment konfrontacji

Wewnętrzna dynamika tego procesu nie była jednowymiarowa. W tle pojawiało się napięcie między kontrolą a utratą kontroli, silną dyscypliną a potrzebą rozładowania emocji. Z dzisiejszej perspektywy rozmówczyni łączy to również z neuroatypowością i ADHD, które wpływały na sposób regulacji emocji i poszukiwanie szybkiej ulgi.

W tym samym czasie alkohol zaczął współistnieć z innymi kompulsywnymi strategiami radzenia sobie, a codzienność stała się coraz bardziej chaotyczna, mimo zewnętrznej pozornej kontroli i wysokiej produktywności. — Jak piłam alkohol to nagle nie czułam tego, że czas mnie boli.

Przełom nie nastąpił nagle. W pewnym momencie pojawiła się wewnętrzna konfrontacja — moment, w którym nie da się już dłużej utrzymać zaprzeczenia.

— Coś jest nie tak, przyznałam przed sobą. (…). Stanęłam w lustrze i powiedziałam, że cholera, tak nie powinno to wyglądać.

Ten etap — około 27 roku życia — staje się punktem zwrotnym, w którym zaczyna się proces uświadamiania i nazywania problemu — Wybuchła pandemia i to był gwóźdź do trumny.

Czytaj: Jak trauma kształtuje nasze życie i relacje: rozmowa z Magdaleną Palą

Strategia przetrwania: aktywność zamiast zatrzymania

W momencie, gdy napięcie i wewnętrzny chaos zaczynają narastać, rozmówczyni uruchamia mechanizm intensywnej aktywności. Uczy się nowych rzeczy, podejmuje kursy, organizuje sobie kolejne zajęcia, jakby próbowała wypełnić każdą lukę w czasie. To nie jest już tylko rozwój — to forma regulacji emocji i próba utrzymania kontroli nad rzeczywistością.

— Uczyłam się nowych rzeczy, uczyłam się. Zrobiłam sobie kurs masażu twarzy na przykład i chciałam otworzyć mobilny salon masażu. Ćwiczyłam w mieszkaniu na YouTubie, skakałam na skakance. No generalnie bardzo dużo takich czynności, też nowych, coś cały czas coś poznawałam.

W tle jednak pozostaje ten sam schemat — wieczorne przeciążenie i powracający impuls do sięgnięcia po alkohol, który funkcjonuje jako domknięcie dnia.

Czytaj: 14 sygnałów, że żyjesz w trybie przetrwania (jak z niego wyjść+test)

Związek, napięcie i mechanizmy unikania

A potem… Codzienność zaczyna coraz bardziej przypominać układ, w którym zewnętrzna aktywność maskuje narastające napięcie wewnętrzne. Sytuację dodatkowo komplikuje relacja, w której alkohol jest obecny i znormalizowany. Pojawia się też wyraźny mechanizm unikania konfrontacji i trudność w opuszczaniu relacji, nawet wtedy, gdy staje się ona destrukcyjna.

— Wiedziałam, że muszę jakoś bronić się przed tym (…), ale to był tak lękowy styl przywiązania, taka niska pewność siebie. Naprawdę się bałam. Zawsze się bałam odejść od mężczyzny. Zawsze.

Ten lęk nie prowadzi jednak do bezpośredniego zakończenia relacji — zamiast tego uruchamia bardziej złożony mechanizm emocjonalny, w którym pojawia się prowokowanie konfliktów i dążenie do tego, by to druga strona podjęła decyzję o odejściu.

— Rozkręcałam jakąś taką straszną kłótnię. (…) Prowokowałam. No, żeby doszło do tego, żeby ona zerwała, a nie ja.

Czytaj: To jeszcze zmęczenie czy już depresja? Sygnały, których nie warto ignorować

Przejście w ciąg i doświadczenie utraty kontroli

W pewnym momencie napięcie i styl życia przestają być do utrzymania. Znika granica między „kontrolowanym piciem” a ciągiem, który zaczyna organizować codzienność od rana. Alkohol przestaje być elementem wieczoru — staje się sposobem na rozpoczęcie dnia i jego przetrwanie.

— Zaczęłam pić od rana po przebudzeniu wino. Nie pamiętam momentu.

To przesunięcie zmienia jakość doświadczenia — pojawia się nie tylko regulacja emocji, ale też fizjologiczne konsekwencje, które coraz bardziej wpływają na funkcjonowanie organizmu. Picie przestaje dawać ulgę, a zaczyna generować cierpienie. — Zdarzały się wymioty, bo już organizm odrzucał.

Czytaj: Syndrom oszusta w związku i w pracy. Dlaczego czujesz się niewystarczająca?

Normalizacja, iluzja stabilności i momenty graniczne

W tle nadal funkcjonuje przekonanie o względnej stabilności sytuacji — brak presji finansowej i pozorna „zwyczajność” życia sprawiają, że problem pozostaje rozproszony i trudny do uchwycenia. Alkohol zostaje wpisany w codzienność jako coś oczywistego, niemal strukturalnego.

Pojawia się też moment swoistej racjonalizacji — przekonanie, że skoro życie „działa”, to nie ma powodu, by je zmieniać. Jednocześnie dochodzi do pierwszego świadomego zaakceptowania tego układu.

Upadek kontroli i pierwsze przebłyski świadomości

Z czasem eskalacja staje się nieunikniona. Alkohol przestaje być wyborem, a zaczyna być reakcją na każdą formę napięcia — również fizycznego. W tle pojawia się coraz silniejsze wyniszczenie organizmu i utrata jasności poznawczej.

— Później tak się zaczęłam się wstydzić alkoholu, że nawet nie miałam ochoty wychodzić. Równolegle pojawia się doświadczenie całkowitego odcięcia — alkohol przestaje być elementem życia społecznego, a staje się wyłącznie przestrzenią samotności i ukrycia.

Wolałam napić się sama, zamknąć się w pokoju i przez te dwa, trzy tygodnie pić.

Alkohol przestał być wtedy winem wypijanym okazjonalnie. Pojawiły się mocne trunki, zapasy robione z wyprzedzeniem i dobrze znany osobom uzależnionym mechanizm składania sobie obietnic, których nie dało się dotrzymać.

— Kupowałam i obiecywałam sobie, że dzisiaj tylko jedno, ale to nie ma tylko jedno. Zawsze się kończy tak samo. Początki są inne, ale kończy się tym samym.

Czytaj: Jestem wystarczająca, czyli jak się zaakceptować i przestać naprawiać

Przebudzenie: moment krańcowego wyczerpania

Punktem granicznym nie jest jedna decyzja, lecz stan organizmu i psychiki, który przestaje być możliwy do ignorowania. Ciało zaczyna wysyłać sygnały przeciążenia, a świadomość po raz pierwszy staje się wyraźniejsza niż mechanizm zaprzeczenia. To moment, w którym obraz własnego funkcjonowania przestaje być możliwy do zracjonalizowania.

— Pewnego razu obudziłam z podbitym okiem i z bolącym ciałem. Cała spocona, jakbym nie potrafiła chodzić.

Moment, w którym iluzja zaczęła się rozpadać

Przez długi czas alkohol był przedstawiany samej sobie jako element stylu życia, sposób na odreagowanie, chwilowa przyjemność czy „dodatek” do codzienności. Dopiero jedno z kolejnych przebudzeń stało się momentem trudnej konfrontacji z rzeczywistością.

Magdalena zaczęła patrzeć na własną historię z dystansu i zadawać sobie pytanie, jak doszło do tak głębokiej zmiany — od osoby aktywnej, przedsiębiorczej i samodzielnej do kogoś, kto coraz częściej funkcjonuje wyłącznie wokół alkoholu.

— Jak to się stało, że z punktu, kiedy miałam pracę, ogarniałam wszystko, ćwiczyłam, byłam bardzo przedsiębiorcza, taka zaradna doszłam do momentu, kiedy wyglądam jak wyglądam? Zamykam się na kilka tygodni w pokoju, piję, robię sobie zapasy, gromadzę alkohol.

Czytaj: Depresja: jak się objawia i dlaczego wraca? Rozmowa z Małgorzatą Serafin

Strach przed samą sobą

Jednym z najbardziej przełomowych doświadczeń okazał się moment, w którym po kolejnym ciągu alkoholowym Magdalena zaczęła postrzegać skutki uzależnienia nie jako abstrakcyjny problem, ale realne zagrożenie dla własnego zdrowia i życia. Pojawiły się drgawki, fizyczne wyczerpanie i świadomość postępującego wyniszczenia organizmu.

— Spojrzałam na te swoje ręce, na swoje ciało i mówię: to nie idzie w dobrym kierunku. Przestraszyłam się. Po prostu zobaczyłam, że alkohol to nie jest hedonistyczny dodatek do życia, tylko to jest substancja, która mnie ciągnie ku śmierci.

Jednocześnie nie potrafiła jeszcze nazwać własnych emocji. Z dzisiejszej perspektywy przyznaje, że alkohol odciął ją nie tylko od ludzi, ale także od samej siebie. — Nie miałam zielonego pojęcia, że alkoholizm to jest choroba emocji.

Czytaj: Gdy ciało mówi więcej niż słowa. Weronika Łojewska o emocjach i psychosomatyce

Utrata siebie i życie w ukryciu

Wraz z pogłębianiem się uzależnienia narastało poczucie wyobcowania. Brakowało nie tylko kontroli nad piciem, ale również poczucia własnej tożsamości. To doświadczenie, obecne wcześniej, pod wpływem alkoholu urosło do rozmiarów, które zaczęły całkowicie dominować codzienność.

— Zawsze miałam takie poczucie, że nie wiem, kim jestem, że jestem wyobcowana, że jestem inna. A wtedy to tak jakby urosło do naście razy bardziej.

Coraz więcej zachowań podporządkowanych było ukrywaniu problemu. Alkohol przestawał być czymś spożywanym towarzysko, a stawał się prywatnym rytuałem odbywającym się za zamkniętymi drzwiami. Z czasem pojawiły się również klasyczne mechanizmy maskowania uzależnienia: chowanie butelek, ukrywanie śladów picia i coraz bardziej wymyślne sposoby oszukiwania otoczenia.

— Chowanie butelki za kanapą albo za łóżkiem, albo w szafce. Często zapominałam, gdzie te butelki mam, kiedy byłam trzeźwa.

Czytaj: Dr Joanna Gutral o sile i odporności psychicznej oraz wyrażaniu emocji

Prośba o pomoc i długa droga do leczenia

Moment przyznania, że potrzebuje pomocy, nie oznaczał jeszcze natychmiastowej zmiany. Choć po raz pierwszy otwarcie powiedziała o problemie i zaczęła mówić o leczeniu, proces wychodzenia z uzależnienia okazał się znacznie bardziej złożony.

— Powiedziałam, że chcę iść na odwyk, że potrzebuję pomocy. Powiedziałam, że mam problem z alkoholem.

Rodzice widzieli, że sytuacja staje się coraz poważniejsza, jednak — jak wspomina — próbowali radzić sobie z nią intuicyjnie, bez wiedzy o mechanizmach uzależnienia. Pojawiały się próby kontroli, zabierania alkoholu czy pieniędzy, które nie rozwiązywały problemu.

— Moi rodzice myśleli, że mogą mi pomóc sami albo mnie kontrolując, zabierając butelki, zabierając pieniądze.

Co ważne, przez długi czas nie wiedziała również, że profesjonalna pomoc jest dostępna w publicznym systemie ochrony zdrowia. Od pierwszego przyznania przed sobą i bliskimi, że jest uzależniona, do faktycznego rozpoczęcia leczenia minęło ponad dwanaście miesięcy.

Czytaj: Jak panować nad emocjami? Rozmowa z Mileną Wojnarowską

Dlaczego warto prosić o pomoc wcześniej

Z perspektywy czasu rozmówczyni podkreśla, że wiele osób zwleka z leczeniem, bo nie wie, gdzie szukać wsparcia albo błędnie zakłada, że musi poradzić sobie samodzielnie. Tymczasem pomoc jest dostępna, a pierwszym krokiem może być zwykła rozmowa lub telefon do placówki zajmującej się terapią uzależnień. — Każdy może, dosłownie każdy może zadzwonić.

To doświadczenie stało się dla niej ważną lekcją. Nie dlatego, że droga do trzeźwości była prosta, ale dlatego, że zaczęła się od momentu, w którym po raz pierwszy przestała udawać przed sobą, że problem nie istnieje.

Czytaj: Jak piwo bezalkoholowe wpływa na organizm? Poznaj opinię eksperta

Nawrót po roku abstynencji. „To nie wydarzyło się z dnia na dzień”

Po ponad roku bez alkoholu wydawało się, że najtrudniejszy etap jest już za nią. Nawrót nie zaczął się jednak od sięgnięcia po kieliszek, ale dużo wcześniej — od narastającego stresu, problemów finansowych i poczucia utraty bezpieczeństwa. Jak sama przyznaje, dopiero z perspektywy czasu zobaczyła, że proces powrotu do picia rozpoczął się na długo przed pierwszym drinkiem.

— To było zawalenie się kilku fundamentów. Utracone poczucie bliskości, utracone poczucie bezpieczeństwa finansowego. Finanse zaczęły się trochę sypać, w związku zaczęło być ciężko i pojawił się ogromny stres.

Zaczęła odwiedzać sklepy i coraz częściej zaglądać na dział alkoholowy. Wmawiała sobie, że to jedynie test własnej siły i dowód na to, że alkohol nie ma już nad nią władzy.

— Przez trzy tygodnie czy miesiąc udowadniałam sobie, że mnie nie ruszają te butelki. Potem kupiłam całą butelkę rumu i nawet się od razu nie napiłam. Pomyślałam: skoro potrafię kupić i nie wypić, to mam kontrolę.

Kiedy w końcu sięgnęła po pierwszy łyk po roku abstynencji, doświadczenie okazało się rozczarowujące. Alkohol nie smakował, nie dawał oczekiwanego efektu, a mimo to uruchomił mechanizmy uzależnienia.

— Źle się czułam i mi się to nie podobało. Normalny człowiek powiedziałby: nie chcę tego. Ale uzależniony mózg pamiętał, że alkohol kiedyś pomagał. Zaczęłam pić coraz więcej, żeby znowu mi się spodobało.

Pół roku w ciągu i życie w ukryciu

Choć początkowo wydawało się, że sytuacja jest pod kontrolą, z każdym tygodniem uzależnienie przejmowało coraz większą władzę. Z zewnątrz funkcjonowała normalnie, opiekowała się partnerem i wykonywała codzienne obowiązki. W rzeczywistości jej dzień był podporządkowany alkoholu.

— Kontrolę straciłam z pierwszym łykiem. Nie chodzi o to, że od razu człowiek się upija. Tę kontrolę traci się już wtedy, bo trzy miesiące później ja piłam od rana.

Z czasem weszła w to, co sama określa jako wysokofunkcjonujący alkoholizm. Piła tak, by nie stracić pozorów normalności, a jednocześnie utrzymywać organizm w stanie ciągłego działania.

— W ciągu dnia piłam tak, żeby mnie nie uśpiło, ale żeby dało mi powera. Piłam też energetyki. Kiedy czułam, że alkohol schodzi, szłam do szafy, brałam ukryty alkohol, wypijałam łyk i wracałam.

Przez kilka miesięcy jej partner nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje.

— Marcin nie wiedział nic przez trzy–cztery miesiące. Nigdy wcześniej nie widział mnie pijącej. Powiedziałam mu na początku związku, że mam problem alkoholowy, ale on nie znał mnie w tym stanie.

Czytaj: Jak pokonać kryzys w życiu i zmienić swoje myślenie? Rozmowa z Anną Stoitsi

Najgłębsze dno i decyzja o leczeniu

Po około pół roku ciągu alkoholowego nastąpił moment, który sama określa jako najgorsze dno w swoim życiu. Tym razem nie chodziło wyłącznie o skutki picia, ale o wybory, których dokonywała pod wpływem uzależnienia.

— Moje ostateczne dno polegało na tym, że wybrałam alkohol ponad człowieka. Tak. Wybrałam alkohol ponad człowieka.

W tamtym czasie nie była już przekonana, że chce się ratować. Pomoc przyszła z zewnątrz — od bliskich, którzy nie przestawali walczyć o nią mimo kolejnych odmów.

— Mama wysłała mi wiadomość. Marcin cały czas powtarzał, że jeśli pójdę na odwyk, będziemy razem. Ja to odrzucałam, bo chciałam pić, nie chciałam nikogo. Ale chyba gdzieś pod spodem zaczęła działać miłość.

Po tej wiadomości wylała alkohol, wyrzuciła butelki i rozpoczęła drogę do leczenia. Na miejsce w ośrodku musiała jednak czekać ponad miesiąc.

Czytaj: Kiedy iść do psychiatry, a kiedy do psychologa i psychoterapeuty?

Odwyk, nowy początek i publiczne przyznanie się do uzależnienia

Drugi odwyk bardzo różnił się od pierwszego. Tym razem był to publiczny oddział psychiatryczny, z rygorystycznymi zasadami, wieloosobowymi salami i regularnymi kontrolami trzeźwości. Początkowo warunki były dla niej szokiem, ale szybko zrozumiała, że nie ma tu miejsca na kompromisy.

— Tam naprawdę nie było przelewek. Dziewczynie wyszły promile podczas kontroli alkomatem i tego samego wieczoru została usunięta z oddziału.

Spędziła tam osiem tygodni. W tym czasie nie sięgnęła po alkohol, choć okazji nie brakowało.

— Kluczowe jest to, że to jest nasza wola, żeby tego nie zrobić. Alkohol czy narkotyki można zdobyć wszędzie. Problem nie leży w dostępności.

Po wyjściu ze szpitala największym wyzwaniem okazało się ułożenie życia od nowa. Musiała podjąć decyzje dotyczące związku, przyszłości i drogi zawodowej. Właśnie wtedy zdecydowała się także publicznie opowiedzieć o uzależnieniu.

— Pomyślałam, że skoro mówię otwarcie o ADHD, to głupio byłoby ukrywać problem alkoholowy. Chciałam zrobić to tak, żeby miało wartość edukacyjną i żeby inni mogli odnaleźć w tym siebie.

Reakcja odbiorców przerosła jej oczekiwania.

— Kiedy zobaczyłam, ile osób się z tym utożsamia, pomyślałam: O cholera, problem jest przeogromny. Wtedy poczułam, że mam misję.

Czytaj: ADHD u dorosłych: jak rozpoznać i sobie radzić? Rozmowa z Kajetaną Foryciarz

„Nie bójcie się prosić o pomoc”

Dziś Magdalena tworzy treści edukacyjne, prowadzi społeczność i nadal korzysta z terapii uzależnień. Przyznaje, że pomaganie innym jest również elementem jej własnego zdrowienia.

— To była trochę autoterapia i nadal jest. Po raz pierwszy w życiu czuję odpowiedzialność za coś, co sama stworzyłam.

Na koniec rozmowy zwraca się szczególnie do kobiet, które podejrzewają u siebie problem z alkoholem. Jej przesłanie jest proste, ale bardzo konkretne.

— Nie bójcie się przyznać, że macie problem. Nie próbujcie za wszelką cenę tego ukrywać. Kobiety często chcą być silne, wszystko dowozić, wszystko dopinać. A potem alkohol przestaje być nagrodą i staje się ulgą. Nie zawsze musimy być silne. Możemy prosić o pomoc.

Czytaj: Katarzyna Andrusikiewicz o alkoholizmie u kobiet. Jak wygląda uzależnienie?

Uzależnienie od alkoholu u kobiet

Historia Magdaleny Kowalczyk pokazuje, że uzależnienie od alkoholu rzadko zaczyna się nagle. Najczęściej rozwija się stopniowo, ukrywając się za codziennymi obowiązkami, sukcesami zawodowymi czy pozorną kontrolą nad własnym życiem. Alkohol, który początkowo ma przynosić ulgę i pomagać radzić sobie z napięciem, z czasem staje się centrum codzienności.

Rozmówczyni otwarcie mówi nie tylko o upadkach, nawrotach i leczeniu, ale także o tym, że wyjście z uzależnienia jest możliwe. Podkreśla, że kluczowym momentem nie jest sam odwyk, lecz przyznanie przed sobą, że problem istnieje i że nie trzeba radzić sobie z nim w samotności. Jej historia jest przypomnieniem, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, lecz pierwszym krokiem do odzyskania własnego życia.

Jeśli chcesz lepiej zrozumieć, jak wygląda alkoholizm u kobiet, jakie sygnały powinny wzbudzić czujność i dlaczego warto reagować wcześniej, koniecznie posłuchaj całej rozmowy. Być może odnajdziesz w niej odpowiedzi na pytania, które od dawna pozostają bez odpowiedzi.

O Well Be Stories

Well Be Stories to przestrzeń rozmów o dbaniu o ciało i umysł, pielęgnowaniu relacji, radzeniu sobie z trudnymi emocjami i sztuce odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. To podcast dla osób, które chcą żyć bardziej świadomie i w zgodzie ze sobą – bez presji bycia idealnymi.

Youtube: TIWtl03NpG0

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane