Jak rozpoznać manipulację i się bronić? Rozmowa z Jarosławem Gibasem

Jak rozpoznać manipulację i się bronić? Rozmowa z Jarosławem Gibasem

Czy zdarzyło ci się wrócić do domu po rozmowie i dopiero wtedy poczuć, że coś było nie tak? Że ktoś przesunął twoją granicę o krok, podważył twoje zdanie, a ty nawet nie zauważyłaś, kiedy straciłaś pewność siebie? Manipulacja rzadko zaczyna się od otwartej próby kontroli. Częściej przybiera postać pozornie niewinnych słów, gestów i zachowań, które z czasem zmieniają dynamikę relacji.

W najnowszym odcinku podcastu Well Be Stories gościem Alicji Sękowskiej jest Jarosław Gibas — socjolog, youtuber i autor książek, w tym poradnika „Manipulator. Rozpoznaj, kto tobą manipuluje i naucz się przed tym bronić”. Od lat przygląda się relacjom międzyludzkim i mechanizmom, które sprawiają, że jedni ludzie zyskują wpływ nad drugimi.

O czym jest rozmowa z Jarosławem Gibasem?

To rozmowa o manipulacji — o tym, czym jest, jak działa i dlaczego tak często pozwalamy na nią latami, zanim w ogóle ją zauważymy. Jarosław Gibas tłumaczy, że manipulator rzadko zaczyna od mocnego uderzenia. Najpierw sprawdza, na ile może sobie pozwolić, a dopiero potem idzie coraz dalej.

W kolejnych częściach rozmowy pojawiają się konkretne narzędzia manipulacyjne: gaslighting i „niewidzialna armia”, a także sposoby, by się im przeciwstawić. Gość mówi o kosztach toksycznych relacji, także tych, które ciało wystawia nam dopiero po latach. Jest też miejsce na pytanie, kto częściej manipuluje — kobiety czy mężczyźni — i na to, co jest piętą achillesową samego manipulatora.

To, co wyróżnia tę rozmowę, to obrazowe przykłady: zamarznięte jezioro, mały Kazik w czapce, zamienione szuflady ze skarpetami i Marty McFly w westernowym saloonie. Dzięki nim trudne mechanizmy stają się zrozumiałe w kilka sekund.

 

Czym jest manipulacja i czy zawsze jest zła?

Słowo „manipulacja” brzmi groźnie, ale jego znaczenie jest szersze, niż zwykle zakładamy. Jarosław Gibas definiuje ją jako wywieranie wpływu na drugiego człowieka, które pozostaje poza jego kontrolą i świadomością i ma określony cel. Zła staje się wtedy, gdy korzyść odnosi wyłącznie manipulator, a ofiara traci. Żeby pokazać, że wpływ może służyć obu stronom, gość sięga po historię pięcioletniego chłopca, który nie chce założyć czapki.

— Mały Kazik ma lat 5 i jest zimno na dworze, a ty bardzo, bardzo, bardzo nie chcesz, żeby się mały Kazik przeziębił (…) No i teraz mówisz: Słuchaj Kaziu, wczoraj w telewizji taka dziennikarka, wiesz, Alicja opowiadała, że takiemu chłopczykowi jak ty na mrozie odpadły uszka i ona nawet pokazywała te uszy. I słuchaj, ten chłopczyk został bez uszu. I teraz zobacz, manipulujesz małym Kazikiem. (…) Ale zastanówmy się, czy na pewno mały Kazik na tym traci, że się nie przeziębi, że pójdzie wkurzony, bo wkurzony, ale w czapce na dwór.

Z tego przykładu gość wyprowadza rozróżnienie między manipulantem a manipulatorem:

— Manipulant to jest osoba, która czasem korzysta z manipulacji, by osiągnąć cele i nie zawsze te cele muszą być krzywdzące dla jego ofiary. Za to manipulator już wykorzystuje to perfidnie, nie bacząc w ogóle na to, czy ofiara zyskuje, czy też nie.

Dlaczego manipulacja kojarzy nam się wyłącznie źle?

Skoro wpływ manipulacji bywa neutralny, a nawet dobry, skąd tak silna niechęć do samego słowa? Według Jarosława Gibasa odpowiedź tkwi w natężeniu bodźców, którym jesteśmy poddawani każdego dnia. Manipulacja towarzyszy nam w sklepie, w kampaniach wyborczych i w mediach, które wybierają nam tylko wygodne fragmenty rzeczywistości. W efekcie zmęczenie tym wszystkim przenosimy na samo pojęcie. Gość ilustruje to przykładem z codziennych zakupów:

— Kupujesz sobie soczek, który bardzo lubisz, idąc do pracy. I nagle pewnego dnia przychodzisz do tego sklepu, a na tym soczku jest napisane, że jest teraz w tej samej cenie 30%. No i przychodzisz do domu, przelewasz ten soczek do swojej miarki i kurde jest 23% więcej. Jest manipulacja, jest manipulacja. (…) Więc takie natężenie manipulacji, której doświadczamy, powoduje, że mamy jej serdecznie dosyć.

Świadomość tego, że ktoś nami manipuluje, jest zdaniem gościa pierwszym i kluczowym punktem obrony — bo dopiero ona uruchamia w nas sprzeciw.

Jak manipulator wybiera ofiarę? Metafora kruchego lodu

Celem manipulatora stajemy się często przez nieuważność, zbyt dużą ufność albo naiwność. Manipulator szuka naszych słabości i sprawdza, na ile będzie mógł kontrolować nasze zachowanie i decyzje. Jarosław Gibas podkreśla, że osoba, dla której manipulacja jest sposobem na życie, nigdy nie zaczyna od mocnego uderzenia. Najpierw ostrożnie bada teren, a każdy kolejny krok stawia dopiero wtedy, gdy poprzedni okazał się bezpieczny. W swojej książce opisuje to tak:

— Jakbyś wyobraziła sobie, że oto mamy kogoś, kto chce wejść na zamarznięte jezioro, ale nie do końca jest pewien, czy ten lód go utrzyma. Więc on najpierw stawia taki bardzo ostrożny, delikatny krok, ledwo naciskając na lód, by sprawdzić, czy to na pewno jest dobry pomysł. Dopiero jak to się okaże dobrym pomysłem, to dopiero postępuje znowu ostrożny krok dalej, jeszcze jeden krok dalej, aż w końcu zanim się obejrzymy, jeździ tam i tańczy.

Manipulator rzadko sam się zatrzymuje. Wykorzystuje efekt przyzwolenia, a gość zwraca uwagę na coś zaskakującego — na prawdziwy cel manipulacji:

— Bardzo często odpuszczamy stawianie granic, a to jest właśnie ten cel manipulatora, po który sięga. (…) Najczęstszym celem manipulatorów jest manipulacja sama w sobie. (…) Czyli moglibyśmy powiedzieć, że celem tych rasowych, drobnych manipulatorów jest uświadomienie sobie, że oto jestem mądrzejszy od Ciebie i dzięki temu mogę Tobą manipulować.

Co robi manipulator, gdy zostaje zdemaskowany?

Wiele osób liczy, że wystarczy przejrzeć manipulatora, by ten się zmienił albo przeprosił. Jarosław Gibas studzi te nadzieje i zaznacza przy tym, że mówimy zarówno o kobietach, jak i o mężczyznach. Manipulator nie tyle odpuszcza, ile przestaje widzieć sens dalszych starań wobec nas. Badania wskazują, że manipulatorzy są leniwi — wybierają drogę, która kosztuje najmniej energii, a przynosi największy efekt. Oto jak gość opisuje ten moment:

— Jeśli manipulator dostrzega, że jego zabiegi manipulacyjne zostały prześwietlone, że my się już na to nie dajemy nabrać, że te pewne techniki, które na nas stosował, już nie działają, no to odpuszcza w tym sensie, że szuka sobie innej ofiary, w innym środowisku, bo my przestaliśmy być tą dla niego potencjalną ofiarą, na której zyskuje najbardziej. Staliśmy się trudnym celem, zamiast być łatwym celem jak do tej pory i z tego powodu przestaliśmy być kręgu jego zainteresowania.

To dobra wiadomość: bycie „trudnym celem” to realna ochrona.

Złota zasada ochrony przed manipulacją: nie daj się nabrać dwa razy

Bywa, że ktoś bliski manipuluje nami latami, a my orientujemy się dopiero po bardzo długim czasie. Jarosław Gibas nie obiecuje, że da się całkowicie uniknąć manipulacji. Życie w nieustannej podejrzliwości wobec każdego nowego człowieka nazywa wręcz „przedsionkiem piekła”. Musimy nieść przez życie pewien pakiet zaufania — i właśnie dlatego kluczowe jest to, co robimy po pierwszym zawodzie. Gość formułuje to tak:

— Złota zasada ochrony przed manipulacją brzmi następująco „Nigdy się nie daj nabrać dwa razy”. I to jest najprostsza zasada, wymagająca oczywiście świadomości. (…) Jeśli dajesz się zrobić w konia i zmanipulować po raz drugi, no to nie dziw się, że ten manipulator będzie sięgał po to po raz trzeci i czwarty, dziesiąty i tak długo, póki ta czarna czara goryczy nie zostanie przepełniona.

Ten scenariusz szczególnie często dotyczy rodzin, w których wciąż dajemy komuś kolejny kredyt zaufania. Gość komentuje to z przymrużeniem oka:

— Wiesz, z tą wiarą, że ktoś się taki zmieni jest jak z wiarą w jednorożca. Piękne zwierzę, tylko nikt go chyba nie widział na żywo, nie?

Jarosław Gibas – gość podcastu Well Be Studio, ekspert w rozmowie o manipulacji i mechanizmach wpływu w relacjach.

Dlaczego nie zauważamy manipulacji w chwili, gdy się dzieje?

Znasz to uczucie, gdy dopiero w domu dociera do ciebie, że w rozmowie coś się nie zgadzało? Jarosław Gibas wyjaśnia, że stoi za tym kilka mechanizmów. W relacjach towarzyskich i zawodowych działa kredyt zaufania, który dajemy nowo poznanym osobom. Do tego dochodzi efekt halo — dobre pierwsze wrażenie sprawia, że wybaczamy błędy, których w innych okolicznościach byśmy nie przepuścili. Najsilniej widać to jednak na początku związku:

— Wiesz, pierwsza randka, pierwsze spotkanie, motyle w brzuchu, entuzjazm, ta świadomość, że spotkałaś wreszcie tego wymarzonego partnera, tą drugą mityczną połówkę jabłka. No i widzisz te czerwone flagi i oni zapalają ci się te czerwone lampki, ale jesteś tak zafascynowana tym przystojniakiem, że wiesz, zamiatasz to pod dywan i udajesz, że tego nie widzisz i sama przed sobą go tłumaczysz.

Pierwszego razu często nie da się uniknąć. Jeśli jednak ta sama osoba nabiera nas po raz drugi, warto zapytać siebie, czy zbytnia ufność albo skłonność do kompromisu nie jest naszą piętą achillesową.

Czym jest gaslighting i dlaczego jest tak niebezpieczny?

Manipulatorzy mają w swojej skrzynce narzędziowej ulubione techniki. Jak zauważa Jarosław Gibas, dotyczy to całej tzw. mrocznej triady — część tych narzędzi wykorzystują również narcyzi i psychopaci. Jedną z najczęściej używanych jest gaslighting. Gość Alicji definiuje go jako przekierowanie uwagi ofiary z czynu manipulatora na jej reakcję na ten czyn. Nazwa pochodzi ze sztuki teatralnej, w której mąż celowo przygaszał lampy gazowe i wmawiał żonie, że miganie istnieje tylko w jej głowie. Gość odegrał w studiu, jak to brzmi w praktyce:

— I czy na pewno? Droga Alicjo, wzięłaś dzisiaj te tabletki, które powinnaś brać codziennie? Bo zauważyłem, że jak nie bierzesz tych tabletek, to widzisz takie rzeczy, których totalnie nie ma. Ja bym się tym poważnie zainteresował. Wiesz co, mam znajomego psychiatrę i tak nie zaszkodziłoby się skonsultować. To jest dokładnie gaslighting. Ja teraz w tym całym moim słowotoku i wypowiedzi koncentrowałem się wyłącznie na tym, że to Ty masz problem.

To działanie w pełni świadome i wykalkulowane. Gibas podkreśla, że manipulator pilnie śledzi jego efekty i sprawdza, na ile ta technika pozwoli mu w przyszłości bronić się przed zarzutami. Gość podaje przykład, który pokazuje, jak daleko potrafi się posunąć manipulator:

— Wyobraź sobie, że masz w domu swoją ulubioną szufladę, w której trzymasz swoje skarpety, a ten twój manipulator ma inną szufladę w innej komodzie ze swoimi skarpetami. No i on nagle zamienia te dwie szuflady. (…) Bo nie wpadniesz na to, że ktoś może być tak perfidny, tak przemyślany, tak wystudiowany w tym swoim oszustwie, żeby robić tak absurdalną rzecz jak podmiana gaci w szufladach.

Gdy ofiara zaczyna myśleć „może rzeczywiście coś ze mną jest nie tak?”, zaczyna się bezkarność manipulatora.

Gaslighting w pracy: dlaczego tak ważne są dowody?

Co się dzieje, gdy ofiara pokazuje dowód czarno na białym, na przykład wyciąg z konta? Wtedy, jak mówi Jarosław Gibas, wszystko pryska, a manipulator przyłapany na gorącym uczynku ma problem. Jednak 99% ofiar takich dowodów nie zbiera, bo nie wie, że pada ofiarą gaslightingu. Gaslighting nie dotyczy tylko związków — równie często spotykamy go w firmie. Gość przenosi mechanizm na grunt zawodowy:

— Wyobraź sobie, że masz szefa, który Ci — jak jesteście na osobności — mówi: wiesz, jeśli jeszcze w robocie będziesz dodatkowe dni, zostaniesz na popołudniowe godziny, przepracujesz trzy weekendy, to dostaniesz awans. (…) Mija pół roku i przychodzisz do niego. Mówisz No stary, ja już się wystarczająco napracowałem. Gdzie ten awans? (…) A on ci nagle mówi: A ja ci coś takiego obiecywałem. Jak ty to zapamiętałeś? (…) Widzisz, teraz musisz mieć dowód, bo bez dowodu jest słowo przeciwko słowu.

Niewidzialna armia: subtelna technika, która testuje ofiarę

Gaslighting to według gościa „strzał z armaty”. Zanim manipulator po niego sięgnie, często stosuje techniki pozornie niewinne, które mają sprawdzić, czy nadajemy się na ofiarę. Jedną z nich jest „niewidzialna armia” — powoływanie się na anonimowe osoby, których opinii nie da się zweryfikować. Jarosław Gibas pokazał ją na żywo, zwracając się do prowadzącej:

— Wiesz co, jak jechałem tutaj do studia, to powiem Ci, że mnóstwo ludzi do mnie dzwoniło, żebym do Ciebie nie jechał. (…) Wiesz, nie chciałbym teraz wymieniać nazwisk, bo to nie o to chodzi, ale musisz mi uwierzyć. (…) Widzisz, jesteś bezradna. Jesteś bezbronna w tej manipulacji. No bo nie ma punktu odniesienia. Ja się powołuję na jakichś ludzi, których tutaj nie ma, których nie możesz spytać o zdanie, A więc nie możesz zweryfikować tej mojej opinii.

Według gościa manipulator obserwuje wtedy, czy jego zabieg obniżył naszą pewność siebie i poczucie własnej wartości — czy straciliśmy rezon w rozmowie. Jeśli tak, wie, że trafił na podatny grunt i lód się pod nim nie załamał. Sygnałem jest dla niego tłumaczenie się, dopytywanie i pokazywanie, że coś nas zabolało.

Jak się bronić? Gość poleca technikę przerysowania absurdu:

— Ile do ciebie osób dzwoniło? Pięć? Sześć czy coś? Bo wiesz, tak normalnie jak do mnie się idzie do programu, to dzwoni po dwadzieścia parę. Nie, to ja jestem zdziwiona, że tylko 5. Na pewno? Tylko 5? (…) Ale jednocześnie pokazujesz manipulatorowi, że to po tobie spływa, że jesteś odporna na tego typu, na tego typu sztuczki.

Jak stawiać granice manipulatorowi, żeby naprawdę działały?

Technik obrony przed manipulacją jest wiele, ale wszystkie łączy jeden warunek. Jarosław Gibas podkreśla, że granica działa tylko wtedy, gdy stoi za nią realna konsekwencja. Zapowiedź, której nie wprowadzamy w życie, nie jest granicą, tylko pustą groźbą. Dla manipulatora to sygnał, że może przekraczać nasze granice dowolnie często.

— Każda technika stawiania granic będzie skuteczna pod warunkiem, że jest rzeczywistym stawianiem granic, a nie obietnicą ich postawienia. To dwie różne rzeczy. Stawianie granic ma wtedy sens, kiedy ma swoje konsekwencje. (…) Jeśli grozisz mi konsekwencjami, których nie ma, to znaczy, że twoje groźby były czcze. Były po nic. Były rzucone na wiatr. To nie jest żadna granica.

Konsekwencją może być na przykład zakończenie znajomości — pod warunkiem, że rzeczywiście ją zakończymy, gdy granica zostanie przekroczona po raz kolejny.

Jakie cechy osobowości łączą manipulatorów?

Badania próbują ustalić, jakie cechy najczęściej występują u osób wytrawnie manipulujących innymi. Jarosław Gibas wymienia dwie. Pierwszą jest lenistwo — manipulator zawsze wybierze łatwiejszą drogę i łatwiejszy cel. Drugą jest skłonność do zemsty, którą Gibas opisuje jako mechanizm, a nie prostą cechę charakteru.

Manipulator czuje się skrzywdzony, ośmieszony lub skompromitowany, często bardziej, niż wynikałoby z faktów. Powstaje w nim napięcie między tym, jak zapamiętał sytuację, a tym, jak jego zdaniem powinno być: że inni powinni go cenić, szanować i uznawać jego wyższość. Zemsta ma to napięcie rozładować. Gość tłumaczy ten mechanizm za pomocą obrazu balonu:

— Wewnętrzne napięcie powoduje, że powoduje duży dyskomfort i my, aby pozbyć się tego dyskomfortu, musimy zrobić coś, co nam ulży. Czyli to jest taka sytuacja, w której napięcie przypomina nabrzmiewający w środku balon, więc musisz upuścić z tego balonu trochę powietrza, dlatego, że on bardziej nabrzmiewa, tym bardziej się dyskomfortowo czujesz sama ze sobą. No i zemsta jest taką ulgą, która opróżnia ten nabrzmiały balon wynikający z różnicy napięć i z tego różnicy potencjałów pomiędzy tymi dwoma skrajnymi rzeczywistościami.

Co istotne, manipulator potrafi czuć się „podwójnie skrzywdzony” nawet wtedy, gdy druga osoba nie miała żadnych złych intencji.

Relacja toksyczna: koszty, które płacimy teraz i po latach

Gdy manipulatorem jest partner, ktoś z rodziny, szef, współpracownik, a czasem nawet podwładny, relacja z nim może — jak mówi gość — zahaczać o relację toksyczną. Jarosław Gibas definiuje ją jako relację, która odbiera nam energię i sprawia, że jesteśmy nieadekwatnie zmęczeni do tego, co się wydarzyło. Taka relacja ma dwa rodzaje kosztów. Bieżące płacimy obniżonym samopoczuciem, pewnością siebie i poczuciem własnej wartości. Odroczone, zdaniem gościa, pojawiają się dopiero po jej zakończeniu. Swoje wyjaśnienie, oparte na obserwacjach z pracy z osobami po takich relacjach, ilustruje obrazem żołnierza na polu bitwy:

— Żyjesz w nieustannym strachu, napięciu, oblężeniu, więc twój organizm, by Cię chronić, żyje na takim podniesionym napięciu wynikającym z nieustannego, podniesionego kortyzolu. (…) I w momencie, kiedy opada to napięcie, nasz organizm zaczyna dopiero reagować zdrowotnie. I często wymienia się na przykład u kobiet problemy z tarczycą, u mężczyzn, problemy z układem krążenia, problemy z sercem i tak dalej, i tak dalej, a w ekstremalnych sytuacjach do nowotworów włącznie.”

To wyjaśnienie i obserwacje rozmówcy, a nie medyczna diagnoza — niepokojące objawy zdrowotne zawsze warto skonsultować z lekarzem. Według Gibasa osoby, które wyszły z takich relacji, zwykle żałują, że zrobiły to tak późno. Gość przypomina, co w tym wszystkim jest najważniejsze:

— Warto o tym pamiętać, bo jak przychodzi co do czego, jak zdrowie siada, to dopiero wtedy się orientujemy, że to było najcenniejsze, co mamy. Nie pieniądze, nie fury i tak dalej, ale nasze zdrowie.

Do kosztów zdrowotnych dochodzą psychologiczne. Kto zawiódł się na jednej relacji, do kolejnej podchodzi z dużą ostrożnością, a ceną tej nieufności obciąża nową osobę:

— Do kolejnej relacji zaczynasz podchodzić już dużo ostrożniej i potem ten twój potencjalny partner czy partnerka musi zapłacić koszty twojej nieufności, mimo że nie mają nic złego na myśli, nie mają żadnych złych intencji.

Kiedy ofiara manipulacji przejrzy na oczy i jak może sobie pomóc?

Ofiary manipulacji często dochodzą do prawdy po wielu latach. Jarosław Gibas przyznaje, że nie zna jednego wzorca, który mówiłby, co musi się wydarzyć, by to nastąpiło. Jeśli miałby wskazać wspólny mianownik, byłaby nim wytrzymałość organizmu — moment, w którym człowiek czuje, że dłużej już nie pociągnie. Wcześniej ludzie często tłumaczą sobie trwanie w relacji wspólnym kredytem, dzieckiem czy kontraktem i uczą się funkcjonować obok swojego opresora. Gość opisuje moment przełomu tak:

— Jeśli miałbym zrobić taki wspólny mianownik do tego, nazwijmy to, tego efektu przejrzenia na oczy, to myślę, że podałbym tutaj wytrzymałość organizmu. Czyli przychodzi taki moment, kiedy zaczynasz mieć tego naprawdę dosyć, kiedy zaczynasz zauważać, że dłużej już nie jesteś w stanie pociągnąć dalej. Bardzo często osoby, z którymi się rozmawia, które są w takiej sytuacji, mówią o tym, że i same siebie określają jako taki wrak psychiczny. (…) I zdaję sobie sprawę, że to wszystko, co nas łączy kredyty, dzieci, cokolwiek już przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Muszę zacząć ratować siebie.

Co dalej? Gość przypomina, że psychoterapia z wieloma nurtami to tylko jedna z dróg, bo istnieje też wiele innych form terapii. Najważniejsze jest jednak samo podjęcie działania:

— Najważniejsze jest nawet nie to, co robisz i który z tych kierunków, czy też które narzędzie wybierasz, ale najważniejsze jest to, by w ogóle coś z tym zrobić, by zacząć się zająć sobą, sobą zaopiekować i żeby podjąć wysiłek powrotu do normalnego funkcjonowania, egzystowania.

Kto najczęściej pada ofiarą manipulacji? O „guziczkach”, które warto wyłączyć

Manipulatorzy nie strzelają na oślep — celowo wybierają osoby podatne na wpływ. Taka podatność może wynikać z trudnych doświadczeń z dzieciństwa, dawnej krzywdy albo cierpienia, które wnosimy w dorosłe życie. Jarosław Gibas mówi, że na początku każdej relacji z manipulatorem — romantycznej czy zawodowej — ten szuka naszych wrażliwych punktów. Nazywa je „guziczkami”, po których naciśnięciu tracimy zdrowy rozsądek. Najlepiej ilustruje to scena z „Powrotu do przyszłości”:

— Martin McFly jest super uroczym młodzieńcem, sympatycznym, rzutkim i kreatywnym, dopóki ktoś go nie nazwie tchórzem. (…) Wystarczy nazwać Marty’ego McFly tchórzem i wtedy cała jego racjonalność, cała jego mądrość, intelekt wszystko pryska i będzie podatny na zmanipulowanie. I to jest dokładnie sytuacja, która obrazuje podejście manipulatorów do swoich potencjalnych ofiar.

Pocieszające jest to, że taki guziczek może przestać działać. Gość dodaje jednak ważne zastrzeżenie:

— A to, czy on przestanie działać zależy od tego, jaką robotę ze sobą wykonasz. Tak naprawdę ile pracy włożysz w to, żeby się pozbyć tego guziczka, co jest możliwe i do czego zachęcamy wszystkich dookoła. (…) To nie musi być jeden guziczek. Czasem mamy tych guziczków naprawdę sporo i warto się im wszystkim przyjrzeć po kolei.

Kto manipuluje częściej: kobiety czy mężczyźni?

Przez lata funkcjonował mit, że to mężczyźni są większymi manipulatorami. Jarosław Gibas mówi, że nie zna badań, które by to potwierdzały. Przywołuje natomiast badania z lat 80., prowadzone — jak pamięta — na Uniwersytecie Michigan, z których wynikało, że płcie różnią się nie skalą manipulacji, lecz obszarami, w których po nią sięgają. Ciekawy jest wniosek, dlaczego mit o „męskiej” manipulacji tak mocno się utrwalił. Gość wiąże go z tym, o czym opowiadają filmy i seriale:

— Zdecydowana mniejszość filmów, seriali, książek dotyczy już długotrwałych związków i budowania długotrwałych związków. Nie oglądamy komedii romantycznych jak Stefan z Grażyną są 20 lat później. (…) W związku z czym, skoro mamy taki natłok tych obrazków dotyczących tej pierwszej fazy romantycznego związku, w której to fazie, jeśli mamy tendencje manipulacyjne wśród mężczyzn, to są wykorzystywane do namówienia kobiet na seks, no to siłą rzeczy w tym takim społecznym pojęciu i społecznym postrzeganiu uznajemy, że mężczyźni są większymi manipulatorami.

Gość sam zastrzega, że badania mają kilkadziesiąt lat. Jego zdaniem proporcje mogły się od tego czasu bardzo zmienić.

Jaka jest pięta achillesowa manipulatora?

Na koniec rozmowy Alicja Sękowska pyta o słaby punkt samego manipulatora. Odpowiedź Jarosława Gibasa jest przewrotna. Manipulator jest tak zapatrzony we własną przebiegłość, że nie dopuszcza myśli, iż ktoś mógłby go przechytrzyć. Z perspektywy socjologii relacji prowadzi to do zaskakującego wniosku.

— To, że jest manipulatorem, to jest jego największa pięta achillesowa, której nie bierze pod uwagę. (…) Najłatwiej jest manipulować manipulatorem, dlatego, że manipulator jest na tyle zadufany w sobie, na tyle zapatrzony w swój geniusz i w to przekonanie, że jest mądrzejszy od innych. (…) Czyli jakby w ten sposób są pokonywani, że wbrew temu, co sami myślą o sobie, sami stają się ofiarami manipulacji.

Gibas dodaje, że manipulatorów często pokonują bystrzy, inteligentni ludzie, którzy świadomie wykorzystują ich przekonanie o własnej wyższości — bywa, że z zemsty. Jak podsumowuje prowadząca — kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Posłuchaj podcastu Well Be Stories

Rozmowa z Jarosławem Gibasem pokazuje, że przed manipulacją nie da się zabezpieczyć w stu procentach, ale da się nie dać nabrać po raz drugi. Świadomość, realne granice i praca nad własnymi „guziczkami” sprawiają, że stajemy się trudnym celem. W pełnym nagraniu usłyszysz więcej: odgrywane na żywo scenki, humor gościa i reakcje prowadzącej, których żaden tekst nie odda.

Posłuchaj pełnego odcinka podcastu Well Be Stories i sprawdź, jak rozpoznać manipulatora i obronić się przed manipulacją w całej złożoności tego tematu. A może po tej rozmowie spojrzysz inaczej na któryś „krok na kruchym lodzie” w swoim życiu?

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane