Jak być dla siebie łagodnym, kiedy świat nieustannie podkręca tempo, a wewnętrzny głos częściej krytykuje niż wspiera? Czy można nauczyć się życzliwości wobec siebie — takiej, która nie jest hasłem z poradnika, ale realnym doświadczeniem na co dzień? W świecie pełnym bodźców, oczekiwań i nieustannego porównywania się coraz częściej czujemy, że tracimy kontakt z tym, co naprawdę ważne. A jednak odpowiedzi często są zaskakująco proste i dostępne „tu i teraz”.
W najnowszym odcinku Well Be Stories gościnią Alicji Sękowskiej jest Aida Kosojan-Przybysz: autorka tekstów i osobowość medialna, znana także z intuicyjnego postrzegania rzeczywistości, które określa jako dar jasnowidzenia. Tworzy muzykę o duchowym i refleksyjnym charakterze oraz dzieli się swoją filozofią życia opartą na uważności i wdzięczności. Jest także autorką książki „Potęga obfitości”, w której porusza temat świadomego życia i zmiany sposobu myślenia.
Aida od lat mówi o intuicji, uważności i wewnętrznej harmonii, a w rozmowie dzieli się swoim spojrzeniem na relacje, emocje i codzienne wybory, które — choć pozornie drobne — mają realny wpływ na jakość życia.
Czytaj: O co chodzi w mindfulness? Uważność w teorii i praktyce, w codziennym życiu
Relacja ze sobą to fundament relacji z innymi
Punktem wyjścia do głębszej refleksji staje się proste pytanie o energię i szczęście. W odpowiedzi pojawia się obraz codzienności: słońce, światło, uważność na to, co wokół oraz relacje. Nie chodzi o ich ilość, lecz o jakość i poczucie, że „jest do kogo zadzwonić”.
— Wydaje mi się, że jedną z podstawowych rzeczy w moim życiu to są ludzie — relacje z ludźmi. Nieważne jaka sytuacja, ważne że mam do kogo się odezwać, zadzwonić.
Szczęście jako proces, nie moment
W rozmowie pojawia się również refleksja nad tym, czym właściwie jest szczęście. Czy to stan chwilowy, czy może coś bardziej trwałego? A może jego źródłem jest umiejętność spojrzenia na siebie z dystansu i docenienia drogi, którą już przeszliśmy?
Obierając taką optykę okazuje się, że nawet trudne doświadczenia zyskują tu nowe znaczenie — stają się częścią budującą naszą tożsamość. Takie podejście skutecznie odczarowuje presję bycia „nieustannie szczęśliwym”.
— Ja uważam, że my jesteśmy złożeni z miliona puzelków. Oczywiście, że są chwile bardzo trudne, są chwile bardzo piękne, ale jeżeli obejrzymy się za siebie, to szczęściem jest to, że dotarliśmy do punktu tutaj, tak jakby, że jesteśmy w teraźniejszości.
Czytaj: Jak osiągnąć szczęście? Poznaj sekret i proste sposoby, które naprawdę działają
Relacje jako… lustro i rzeźba
Relacje międzyludzkie w tej narracji nie są jedynie wsparciem — są też procesem kształtowania. To inni ludzie „rzeźbią” nas poprzez doświadczenia, które z nimi dzielimy. Nie zawsze są to procesy łagodne, ale nawet te trudne mogą prowadzić do wzrostu. Pojawia się metafora diamentu — coś, co nabiera wartości dopiero w procesie szlifowania. W tym sensie każda relacja zostawia ślad, ale nie każda nas niszczy.
— Ludzie to są, można powiedzieć, rzeźbiarzami. My siebie rzeźbimy, ale niektórzy nas też rzeźbią na żywca. Każdy diament musi być szlifowany. I mi się wydaje, że my jesteśmy takimi diamencikami.
Dzielenie się jako język miłości
Dzielenie się — emocjami, czasem, uważną obecnością — jest jedną z najbardziej podstawowych form miłości. To nie tylko przestrzeń na radość, lecz także gotowość, by pomieścić smutek i trudniejsze doświadczenia.
W tym kontekście wyraźnie wybrzmiewa lęk przed samotnością, który często kryje się pod powierzchnią codziennych relacji. Jednocześnie pojawia się istotne rozróżnienie: bycie samemu nie musi oznaczać osamotnienia — pod warunkiem, że potrafimy być w relacji z samym sobą. To subtelna, ale fundamentalna zmiana perspektywy.
— Najstraszniejsze w życiu co jest, to samotność, kiedy człowiek rozmawia ze ścianą. A ja uważam, że kiedy człowiek jest sam, to też jest szczęściem, że może rozmawiać ze sobą.
Czym jest życzliwość?
Życzliwość to umiejętność dostrzegania drugiego człowieka i dawania mu sygnału: „widzę cię, pamiętam o tobie”. Jednocześnie ważna jest równowaga — bycie życzliwym wobec innych nie może odbywać się kosztem siebie. W trudnych sytuacjach kluczowe jest „podanie ręki samemu sobie”.
— Życzliwość polega na tym, że drugi człowiek wie, że ty o nim myślisz, że o nim pamiętasz, że go przyjmujesz. Trzeba też pomyśleć o tym, że trzeba zostać życzliwym w stosunku do siebie.
Dlaczego trudno być dobrym dla siebie?
Rozmowa odsłania także źródła trudności w okazywaniu sobie życzliwości. U jej podstaw pojawia się wzorzec wyniesiony z dzieciństwa — skupienie na innych kosztem siebie, które z czasem utrwala się jako jednostronny model relacji.
W dorosłości działa on niemal automatycznie, często pozostając poza świadomością. Moment przełomu przychodzi zwykle dopiero w sytuacjach granicznych, gdy człowiek styka się z własną kruchością. To właśnie wtedy rodzi się autentyczna troska o siebie.
— Uczyli nas być bardziej osobami, które dają, a nie biorą. Taka życzliwość wobec siebie, ona się otwiera albo dzięki pewnym relacjom albo w sytuacji, kiedy rzeczywiście dzieje się coś tak bardzo traumatycznego.
Czytaj: Jak trauma kształtuje nasze życie i relacje: rozmowa z Magdaleną Palą
Granice jako forma życzliwości
Ważnym rozwinięciem tematu jest postawienie granic — pokazane jako akt troski o siebie, a nie egoizmu. Życzliwość nie oznacza zgody na wszystko ani otwartości bez warunków. Wręcz przeciwnie — wymaga świadomości, komu i kiedy „otwieramy drzwi”. Pojawia się sugestywna metafora przestrzeni wewnętrznej, którą trzeba chronić. To spojrzenie szczególnie aktualne w kontekście relacji z osobami toksycznymi.
— My mamy prawo mieć drzwi zamknięte. Muszą być momentami drzwi naszej duszy zabezpieczone.
Czytaj: Jak stawiać granice dziecku? Rozmowa z Mariolą Kurczyńską o wychowaniu
Intuicja i uważność w relacjach
Rozmowa prowadzi do pytania: jak rozpoznać, komu zaufać? Odpowiedzią nie jest lista zasad, lecz powrót do intuicji i uważności. Kluczowe okazuje się zatrzymanie i zadanie sobie pytania „kto tam?”. W świecie, w którym wiele relacji opiera się na powierzchownym kontakcie, umiejętność słuchania i obserwacji staje się kompetencją fundamentalną. To także zachęta do wychodzenia poza schemat milczenia w relacjach.
— Jak drzwi zamknięte, to trzeba powiedzieć kto tam albo zobaczyć w wizjer. Po pierwsze mi się wydaje, że też zadać sobie pytanie, kto tam po drugiej stronie, usłyszeć głos tej drugiej osoby.
Czytaj: Niebieskie strefy długowieczności. Na czym polega fenomen Blue Zones? Lista Power 9®
Toksyczność i kontrola: gdzie kończy się bliskość
W rozmowie pojawia się też temat relacji trudnych — tych, które przekraczają granice i odbierają autonomię. Toksyczność nie zawsze jest oczywista — może przybierać formę nadmiernej obecności i kontroli. To ważne rozróżnienie, bo często mylone z troską. W tej perspektywie zdrowa relacja to taka, która zostawia przestrzeń na bycie sobą. Nawet najbliższe więzi wymagają granic.
— Toksyczny człowiek to nie jest tylko ten, który cię krytykuje. Toksyczny człowiek to jest ten, który też czasami aż za bardzo wchodzi w twoje życie. Chce, żebyś się zachowywała tak albo inaczej.
Czytaj: Czym jest gaslighting w związku i jak reagować? Rozmowa z Zuzanną Butryn
Granice wytrzymałości: kiedy życie testuje człowieka
Niektóre historie przekraczają granice tego, co wydaje się możliwe do udźwignięcia. Spotkanie z cudzym cierpieniem potrafi zostawić ślad nie tylko w osobie, która go doświadcza, ale również w tej, która słucha. W takich momentach pojawia się fundamentalne pytanie o ludzką odporność psychiczną i sens dalszego życia. To także przestrzeń, w której ujawnia się niezwykła siła. Paradoksalnie to właśnie najbardziej dramatyczne doświadczenia odsłaniają zdolność człowieka do trwania.
— Czasami jest tak ciężka historia, że nawet moje kilka dni zalane są czarnym atramentem, że ja nie mogę się podnieść po tym, jak rozmawiałam z osobami, które przeżywają tragiczne historie.
Czytaj: Kryzys zawodowy i poczucie utknięcia w pracy. Co zrobić, by ruszyć z miejsca?
Żałoba i powrót do życia: krok po kroku
Proces wychodzenia z traumy rzadko jest liniowy i niemal nigdy nie odbywa się „od razu”. To raczej powolne oswajanie rzeczywistości na nowo, poprzez drobne, codzienne czynności. W sytuacjach granicznych człowiek często działa automatycznie, bez dostępu do emocji, które przychodzą dopiero później. Powrót do życia nie oznacza zapomnienia, lecz nauczenie się funkcjonowania mimo bólu. Kluczowe okazuje się skierowanie uwagi z przeszłości na teraźniejszość, nawet jeśli zaczyna się od najprostszych gestów.
— Jeżeli człowiek będzie cały czas patrzył w przeszłość, czyli odwróconą głowę ma od tego, co jest dzisiaj, jutro, to się nie podniesie. Czasami warto wrócić do podstawowych, zwykłych obowiązków, żeby po prostu wracać w tą rzeczywistość.
Czytaj: Choroba i strata dziecka. Jak sobie poradzić? Rozmowa z Dorotą Groyecką
Niewidzialne połączenia: jak splatają się ludzkie losy
Niektóre historie mają w sobie coś więcej niż tylko przypadek — układają się w zaskakujące ciągi zdarzeń, które trudno zignorować. Spotkania po latach, nieoczekiwane powroty, domknięcia relacji — wszystko to buduje poczucie, że istnieje pewna sieć powiązań między ludźmi. To perspektywa, która wnosi do codzienności element sensu i ciągłości. W tych momentach szczególnie wyraźnie widać, jak ważne są drobne gesty i jak daleko mogą sięgać ich konsekwencje.
— Ja nawet jestem pewna, że tak jest, że jesteśmy troszeczkę takimi wielokolorowymi, barwnymi nitkami w jednym dużym dywanie i wszyscy jesteśmy posplatani.
Siła wdzięczności: historie, które domykają się po latach
Opowieści o spotkaniach po dekadach mają w sobie wyjątkową moc — pokazują, że dobro nie znika, tylko krąży i wraca. Wdzięczność potrafi przetrwać lata i ujawnić się w najmniej oczekiwanym momencie. Takie historie są nie tylko wzruszające, ale też budujące — przypominają, że nawet drobna pomoc może mieć ogromne znaczenie. To także dowód na to, że relacje między ludźmi często zataczają koło. I właśnie w tych momentach pojawia się poczucie sensu, które trudno zdefiniować, ale łatwo poczuć.
Dzieci jako lustro dorosłych
Najważniejsza lekcja tej części rozmowy jest prosta, choć wymagająca: dzieci uczą się nie tego, co słyszą, ale tego, co widzą. Emocje, reakcje, sposób przeżywania świata – wszystko to podlega cichej reprodukcji. Jeśli chcemy, by dziecko zachowało radość i spontaniczność, sami musimy ją praktykować. To nie teoria, ale codzienna praktyka bycia.
— Ja myślę, że nasze dzieci są odbiciem lustrzanym nas samych. Jak ty nie przestaniesz się cieszyć i będziesz okazywała radość w swoim dorosłym życiu, będziesz słuchając muzyki, gotując, poruszała biodrami, to twoja córka będzie robiła to samo. My bardzo często robimy kopiuj-wklej, jeżeli chodzi o emocje — nie tylko te trudne, ale też te piękne.
Czytaj: Mindful parenting w erze technologii. Jak wychowywać dzieci z uważnością?
Myśli, które tworzą rzeczywistość
To, o czym myślimy, ma realny wpływ na to, kim się stajemy. W rozmowie pojawia się wyraźna zachęta do świadomego zarządzania uwagą. Nie chodzi o wypieranie trudności, ale o wybór, czemu nadajemy największą wagę. Wsparciem mogą być drobne rzeczy: muzyka, humor, lekkość. To codzienne mikrodecyzje budują emocjonalny krajobraz.
— My jesteśmy tym kimś, o czym myślimy. Jak myślimy cały czas o traumatycznych rzeczach, to jesteśmy taką górą traumy. Dlatego czasami warto się pośmiać, powygłupiać, włączyć coś, co nas podniesie. Nawet jakaś anegdota, która nie rani, tylko rozbawi, sprawia, że widzimy siebie w lustrze uśmiechniętych.
Czytaj: Jestem wystarczająca, czyli jak się zaakceptować i przestać naprawiać
Sens zamiast przypadku
Zamiast wiary w przypadek pojawia się narracja o sensie i współtworzeniu własnej drogi. To nie jest wizja sztywnego scenariusza, ale raczej układanki, którą możemy modyfikować. Nawet trudne doświadczenia mogą okazać się momentami przełomowymi. To perspektywa, która daje sprawczość, a jednocześnie uczy pokory wobec życia.
— Nie ma przypadków według mnie. To się tak nazywa, ale to nie zawsze tak działa. Nie jesteśmy w scenariuszu, którego nie da się zmienić — jesteśmy kimś, kto przestawia puzzle. Czasami są czarno-białe, a my je dopiero kolorujemy. Ja wierzę, że coś jest po coś, a nie że po prostu spada nam na głowę.
Czytaj: Nie umiesz odpoczywać efektywnie? Poznaj 5 sposobów na regenerację
Nie rozdmuchuj małych spraw
W rozmowie pojawia się także prosta, ale niezwykle trafna obserwacja na temat naszej skłonności do eskalowania problemów. To, co niewielkie, potrafimy rozdmuchać do rangi kryzysu — często zupełnie nieświadomie. Tymczasem zmiana perspektywy może znacząco zmniejszyć ciężar doświadczenia. To lekcja uważności na własne interpretacje.
— Moja babcia zawsze mówiła, że jak jest mała sprawa, a ty ją rozdmuchujesz, to przywołujesz większy problem niż ten, który naprawdę przeżywasz. To trochę tak, jak z małym płomieniem – możesz go zostawić albo rozniecić w wielki pożar.
Czytaj: Jak stworzyć przestrzeń dla ciszy, spokoju i wewnętrznej równowagi
Intuicja: głos, który łatwo zagłuszyć
Intuicja często wydaje się czymś ulotnym, trudnym do uchwycenia i jeszcze trudniejszym do nazwania. W teorii „wiemy”, że ją mamy, ale w praktyce rzadko potrafimy jej zaufać bez wahania. W codziennym życiu przykrywają ją emocje: lęk, wstyd, poczucie winy czy potrzeba akceptacji. To właśnie te warstwy sprawiają, że tracimy kontakt z własnym wewnętrznym kompasem. Paradoks polega na tym, że intuicja nie znika – ona po prostu zostaje zagłuszona.
— Zagłuszamy. Zagłuszamy żalem, bólem, lękiem, niepokojem, wątpliwościami. Intuicja bardzo często jest zagłuszane wstydem. Czasami człowiek się wstydzi powiedzieć, co on myśli, co on czuje, bo uważa, że z jego zdaniem nikt się nie będzie liczył.
Uczenie się intuicji na nowo
Intuicja nie jest umiejętnością, którą zdobywamy — raczej czymś, do czego wracamy. W procesie dorastania i funkcjonowania w relacjach często oddajemy innym prawo do decydowania o nas samych.
Z czasem przestajemy ufać własnym odczuciom, nawet jeśli wyraźnie sygnalizują granice. To dlatego tak wiele osób tkwi w sytuacjach, które „czuje”, że są dla nich niewłaściwe. Powrót do intuicji wymaga więc nie tyle nauki, co odkurzenia tego, co już w nas jest.
— My się intuicji uczymy na nowo, bo my ją mamy, ona jest potem, ona w jakiś sposób no tak jakby jest mocno zakurzana różnymi sytuacjami i wpływem różnych ludzi, którzy na przykład czasami odbierają nam prawo tak do tego, żebyśmy decydowali za siebie.
Moment decyzji: kiedy intuicja ratuje
Są sytuacje, w których intuicja działa natychmiast i bez kompromisów. To nie jest analiza ani kalkulacja, a natychmiastowe „wiem”. Często jednak taka decyzja wiąże się z realnymi konsekwencjami: utratą pracy, relacji czy poczucia bezpieczeństwa. Dopiero z perspektywy czasu okazuje się, że była to decyzja chroniąca przed czymś znacznie poważniejszym. Intuicja w takich momentach bywa bardziej precyzyjna niż racjonalne argumenty.
— Powiedziała: Nie podpiszę i koniec. I straciła pracę. Wie pani, że bardzo dużo osób z tej firmy zwolnili, a część osób jest po prostu za kratami w tym momencie. Ja pomyślałam, że nie czułam, że mogę to zrobić. Nawet nie chodzi o rozum, tylko o to, że ona od razu wiedziała, że ma się ewakuować.
Intuicja i doświadczenie: życiowe „gotowanie bez przepisu”
Z czasem intuicja zaczyna współpracować z doświadczeniem. To właśnie ono sprawia, że decyzje stają się bardziej „wyczute” niż wyliczone. Podobnie jak w gotowaniu — nie zawsze potrzebny jest przepis, jeśli znamy składniki i ich reakcje. Życie działa na podobnej zasadzie: im więcej przeżyliśmy, tym trafniej potrafimy odczytywać sygnały. Intuicja przestaje być wtedy czymś magicznym, a staje się praktycznym narzędziem.
— Ja myślę, że nasza intuicja bardzo często współpracuje z naszym doświadczeniem. Ja uwielbiam gotować bez recepty, wiesz? I mi się wydaje, że nasze życie bardzo często to jest takim gotowaniem bez recepty.
Powtarzalne schematy: kiedy intuicja milknie
Jeśli w życiu powtarzają się te same trudne sytuacje, to często sygnał, że intuicja została wyciszona. Zamiast reagować na bieżąco, działamy według utrwalonych schematów. Wchodzimy w podobne relacje, podejmujemy podobne decyzje i ignorujemy wewnętrzne ostrzeżenia. To nie przypadek, lecz efekt braku kontaktu ze sobą. Intuicja nie znika – ale przestajemy jej słuchać.
— Jeżeli człowiek cały czas spotyka bardzo trudnych ludzi i jest cały czas w toksycznym związku, to już wcale nie słucha swojej intuicji, tylko po prostu jakieś takie wypracowaną formę ma działania i nie pozwala sobie nawet na protesty.
Spotkanie jako przeznaczenie
W podejściu do pracy z ludźmi pojawia się silne przekonanie o sensie spotkań. Każda osoba przychodzi „po coś”, nawet jeśli na początku nie jest to jasne. Nie chodzi o gotowe odpowiedzi, ale o proces odkrywania i uruchamiania wewnętrznych zasobów. Czasem to rozmowa, czasem impuls, który zaczyna działać dopiero po czasie. Kluczowe jest otwarcie na to, co ma się wydarzyć.
— Jeżeli kogoś los do mnie przyprowadził, ja wierzę wtedy w przeznaczenie. To przyszedł po coś i muszę zobaczyć po co przyszedł.
Nie wszystko od razu: proces rozumienia
Nie każda prawda jest gotowa do przyjęcia w danym momencie. Czasami słowa trafiają, ale ich znaczenie dojrzewa dopiero z czasem. Rozwój jest procesem, a nie jednorazowym olśnieniem. Dlatego spotkania nie są „wróżbą” ani szybkim rozwiązaniem problemu. To raczej początek drogi, która rozwija się w czasie.
— Czasami człowiek nie rozumie, co do niego mówię. I za jakiś czas mówi: teraz wiem o co pani chodziło, bo mi się wydaje, że my się cały czas rozwijamy.
Ostrzeganie, nie kontrolowanie życia
Nie chodzi o przewidywanie wszystkiego ani eliminowanie każdego zagrożenia, a raczej o sygnalizowanie momentów, które wymagają uwagi. Nie da się uniknąć wszystkich trudnych doświadczeń — i nie byłoby to nawet korzystne. To one budują rozwój i poszerzają świadomość. Życie wymaga zmiany – tak jak ciało rośnie i nie mieści się w dawnych ramach.
— Jeżeli na przykład widzę bardzo duże niebezpieczeństwo, to mówię: nie wsiadaj do samochodu albo uważaj na takim etapie. Przed wszystkim się nie uchronisz, bo wtedy nie ma doświadczenia.
Przyszłość jest ruchoma. Nie jest z góry ustalona, a dynamiczna, zależna od decyzji, okoliczności i czasu. To sprawia, że odpowiedzialność za wybory staje się jeszcze większa. Czasem jednak pojawiają się momenty, w których lepiej nie ingerować, ponieważ działanie mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku. To trudne, zwłaszcza gdy chcemy pomóc za wszelką cenę.
Akceptacja i nadawanie sensu trudnym historiom
Nie każdą sytuację da się zmienić, niektóre trzeba przyjąć i zrozumieć. W takich momentach ogromne znaczenie ma sposób opowiadania historii. To od niego zależy, czy doświadczenie stanie się ciężarem, czy źródłem siły. Szczególnie w kontekście straty i cierpienia ważne jest, by nie pogłębiać bólu, lecz szukać sensu. To właśnie narracja buduje przyszłość emocjonalną, zwłaszcza u dzieci.
— Na wszystko trzeba umieć popatrzeć oczami takimi, żeby nie pogłębiać, nie kopać większy dół dla kogoś, kto dopiero z niego wyszedł.
Czytaj: Jak przetrwać śmierć bliskich i walkę o dzieci. Rozmowa z Sarą Gronowalską
„Człowiek nigdy nie przychodzi sam”: praca bez narzędzi, ale nie bez wskazówek
Bez kart, bez wahadeł, bez „rekwizytów”, za to z uważnością na coś znacznie subtelniejszego: energię, historię, ślady relacji. Bohaterka rozmowy sugeruje, że każdy człowiek niesie ze sobą znacznie więcej niż tylko swoją opowieść „tu i teraz”. To spojrzenie rozszerza perspektywę — z jednostki na cały system powiązań, który ją współtworzy.
— Wyobraź sobie, jak do mnie przychodzi człowiek, on nie przychodzi nigdy sam. Za jego plecami jest energia jego rodziców, dziadków, wujków, ciotek.
Dziedziczenie niewidzialne: wdzięczność, zasługi i „powracające dobro”
Rozmowa schodzi też na poziom dziedziczenia, które nie ma charakteru materialnego. Pojawia się koncepcja „zasług” przodków — dobra, które może wracać do kolejnych pokoleń w nieoczywisty sposób. To narracja bliska myśleniu systemowemu: jednostka jako część większej historii, w której przeszłość ma realny wpływ na teraźniejszość. Jednocześnie pojawia się element interpretacji — czy to wiara, czy intuicja, czy sposób nadawania sensu zdarzeniom.
Długi emocjonalne: kiedy historia rodziny wraca „bumerangiem”
Obok opowieści o dobru pojawia się też druga strona — ciężar, który potrafi przechodzić z pokolenia na pokolenie. To jeden z najmocniejszych fragmentów, bo dotyka poczucia niesprawiedliwości: dlaczego płacimy za coś, czego nie zrobiliśmy?
W tej narracji odpowiedzią jest ciągłość — społeczna, emocjonalna, symboliczna. Nazwisko, historia, reputacja — to wszystko buduje kontekst, w którym funkcjonujemy. To również próba wyjaśnienia traum, które nie zawsze mają źródło w naszym własnym doświadczeniu.
— Czasami bumerangiem wraca zło, które kiedyś ktoś wyrządził. I wtedy spłacamy nie tylko długi fizyczne, ale też emocjonalne. Człowiek przez wiele lat przerabia coś, co było błędem jego dziadka czy pradziadka. Ile ja znam takich ludzi, którzy zmienili nazwisko, bo w ich rodzinie była tragedia… a ludzie i tak mówią: to córka tego i tego.
Bezwarunkowa miłość przodków, nawet jeśli ich nie znaliśmy
Nawet jeśli nasze doświadczenia rodzinne są trudne, nie musimy odcinać się od całego „drzewa”. To raczej zaproszenie do poszukiwania dobra, choćby symbolicznego. W tle pobrzmiewa idea wdzięczności jako narzędzia wewnętrznej pracy. To też bardzo „ludzki” moment rozmowy: odpowiedź na realny ból odrzucenia.
— Ktoś napisał do mnie: Nigdy ich nie znałam, matka mnie oddała, jak mogę być im wdzięczna?. A ja mówię: poszukaj. Nie ma tak, że całe drzewo ma zgniłe korzenie. Gdzieś ktoś musiał być dobry. Miej wdzięczność, że doszłaś tutaj. Jakiś sens twojego życia zawsze jest. Czyń dobro.
Czy „widzenie” działa zawsze? Granice i momenty ingerencji
Czy wrażliwość i „widzenia” działają nieustannie, czy raczej pojawiają się wybiórczo? Odpowiedź jest zaskakująco powściągliwa: takie sytuacje zdarzają się rzadko. To ważne, bo odczarowuje wizję „ciągłego odbioru”. Jednocześnie pojawia się kluczowy motyw: ingerencja tylko wtedy, gdy może realnie pomóc. To etyka działania oparta na uważności i odpowiedzialności.
— Bardzo rzadko mi się zdarza, z tysiąca może jeden, dwa razy. Byliśmy na dużej uroczystości, ktoś mnie z kimś zapoznał, ta osoba mnie o nic nie pytała, ale poczułam, że muszę coś powiedzieć, bo to jej pomoże. Okazało się, że to był jeden z najtrudniejszych tematów w jej życiu… Jeżeli widzę, że mogę pomóc, to wtedy ingeruję.
Niewidzialna energia: dlaczego przy jednych czujemy się dobrze, a przy innych nie
Są takie spotkania, które trudno racjonalnie wytłumaczyć. Wchodzimy do pomieszczenia i natychmiast czujemy napięcie, mimo że nie padło jeszcze ani jedno słowo. Innym razem wystarczy czyjaś obecność, by pojawiło się poczucie lekkości i swobody. To doświadczenie zna niemal każdy, ale rzadko nadajemy mu znaczenie. Tymczasem — jak sugeruje rozmówczyni — może to być subtelny sygnał, którego nie warto ignorować. Bo nasze ciało i emocje często wiedzą więcej, niż jesteśmy w stanie nazwać.
— To tak jak zapach. Tak jak zwierzęta. Mogą się nie znać nigdy w życiu. Idą pieski ogonkiem merdają. A są psy, które chcą siebie rozerwać na odległość. Tak jakby trzeba ich trzymać, bo się pogryzą, pobiją. To samo z nami. Mi się wydaje, że każdy człowiek ma energię i czasami ta energia jest taka, że ty nie wiesz, o czym ten człowiek myśli w swojej głowie. Czy on cię mierzy wzrokiem, czy on boi się, że zaczyna z tobą rywalizować, a może myśli, że ty weszłaś na jego teren. Nie wiesz.
Intuicja jako wewnętrzny kompas
Intuicja rzadko krzyczy. Częściej pojawia się jako subtelne napięcie, trudne do uchwycenia — w słowach przeczucie albo nagły niepokój bez wyraźnej przyczyny. Problem polega na tym, że nauczyliśmy się ją zagłuszać logiką, grzecznością, potrzebą „bycia miłym”. Tymczasem to właśnie te niewyjaśnione sygnały bywają najważniejsze. Nie zawsze są wygodne, ale często są trafne. A ignorowanie ich potrafi kosztować więcej niż chwilowy dyskomfort.
— I dlatego to jest normalny odruch, że ty na przykład czujesz jakiś taki wewnętrzny dyskomfort. Mi się wydaje, że my tylko część siebie znamy i część siebie rozumiemy. Nasza intuicja, ona jest czasami bezgłośna. (…) Jeżeli masz taki strach wewnętrzny, ogromny niepokój, nie masz niby podstaw, musisz to usłyszeć.
Przeczucia, sny i „coś znikąd”, czyli jak działa podświadomość
Czasem emocja pojawia się bez zapowiedzi — nagle i bez logicznego uzasadnienia. Podobnie działają sny, które potrafią zostawić nas z silnym śladem jeszcze długo po przebudzeniu. Nie chodzi o dosłowne przepowiednie, ale o sygnały płynące z głębszych warstw psychiki. To przestrzeń, w której zapisują się nasze doświadczenia, lęki i przeczucia. Warto się ich nie bać, lecz potraktować jako informację. Nawet jeśli nie od razu ją rozumiemy.
— Bardzo często, nie zawsze, że znikąd przychodzi jakaś emocja albo jakieś uczucie, które nie umiesz wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Tak samo ze snami. Budzisz się i cały zlany potem jesteś. Może być tak, że zaczynasz chorować, tak? Bo nie każdy sen jest proroczy, ale może być tak, że jesteś całkowicie zdrowy. Nie jest to żaden problem natury fizycznej, tylko natury energetycznej.
Bratnie dusze i niewidzialne bariery relacji
Relacje międzyludzkie nie zawsze poddają się logice. Zdarza się, że dwie osoby od pierwszego spotkania czują więź, której nie potrafią wyjaśnić. Innym razem — mimo dobrych intencji i pozornej kompatybilności — coś nie pozwala się zbliżyć. To przestrzeń, w której intuicja i emocje odgrywają pierwszoplanową rolę. Fascynujące jest to, że czasem „rozpoznanie” drugiego człowieka następuje jeszcze zanim relacja w ogóle się zacznie.
— Są ludzie, którzy siebie widzą, patrzą na siebie i wiedzą, że się nadają na relacje. Ja nigdy nie zapomnę, jak poznałam taką kobietę, która powiedziała, że poznała swojego męża dużo później, niż go zobaczyła. Jeździli jednym autobusem i ona… tak rękę trzymała obok niego i wyobrażała sobie, jakby wyglądały ich ręce, jakby były w obrączkach. I kiedyś on został jej mężem i to jest piękne, wiesz, bo to jest intuicja.
Kiedy intuicja może nas zmylić
Choć intuicja bywa niezwykle trafna, nie jest nieomylna. Czasem reagujemy nie na realną osobę, lecz na skojarzenia: wygląd, gesty, podobieństwo do kogoś z przeszłości. To mechanizm, który może prowadzić do niesprawiedliwych ocen i nieporozumień. Dlatego kluczowe jest rozróżnienie: czy to autentyczny sygnał, czy echo dawnych doświadczeń? Świadomość tego mechanizmu pozwala zachować równowagę między czuciem a oceną.
— Tak, jeżeli ta osoba na przykład nie jest… bo czasami jest tak, że możemy kogoś niesprawiedliwie ocenić, bywa tak, że ta osoba na przykład nam kogoś przypomina i wizualnie jest tak jakby naznaczona. Tak samo w drugą stronę… I tak samo jeżeli chodzi o niestety wrogie relacje… Jeżeli jest ten sam typ urody, no niestety bywają sytuacje, kiedy człowiek zaczyna z tym kimś mieć bardzo duży konflikt.
Najważniejsze życzenie: siła, spokój i bycie dla siebie
Na koniec rozmowy wybrzmiewa coś, co można potraktować jak esencję całej opowieści. Nie konkretne cele, nie lista marzeń, ale energia potrzebna, by je realizować. To subtelna, ale znacząca różnica — zamiast „co”, ważniejsze staje się „z jaką siłą”. I może właśnie to jest dziś najbardziej deficytowe: spokój, uważność i życzliwość wobec samego siebie. Czego życzyć sobie i innym?
— Ja myślę, że… życzyć dobrze. Tak. Usłyszałam takie powiedzenie, że zamiast mówić: bądź zdrowy, bądź szczęśliwy, ktoś powiedział: miej siły na wszystko, co chcesz zrealizować. Mi się wydaje, że życzyć sobie nawzajem możemy takiego wiatru w żagle.
Posłuchaj podcastu
Posłuchaj, jeśli chcesz żyć lżej — z większą uważnością i bez nadmiernej presji. Ten odcinek jest dla Ciebie, jeśli czujesz, że jesteś dla siebie zbyt surowa/y, brakuje Ci energii i trudno Ci cieszyć się tym, co już masz.
Rozmowa z Aidą Kosojan-Przybysz przypomina, że zmiana zaczyna się od prostego pytania: czy jestem dziś dla siebie życzliwa/y? Dlatego włącz podcast Well Be Storie i sprawdź, co możesz zmienić już teraz — od małych kroków zaczynają się największe rzeczy.

















Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *