Wiele dorosłych osób — szczególnie kobiet — dopiero po latach odkrywa, że poczucie „inności”, chroniczne przeciążenie, samotność czy trudności w relacjach mogą mieć związek z neuroróżnorodnością. O życiu z AuDHD, czyli współwystępowaniem ADHD i spektrum autyzmu, w podcaście Well Be Stories opowiada socjobiolożka Kari Goldyn. To szczera rozmowa o maskowaniu, późnej diagnozie i szukaniu miejsca, w którym można wreszcie być sobą.
AuDHD, czyli współwystępowanie spektrum autyzmu i ADHD u dorosłych
Jeszcze kilka lat temu jednoczesna diagnoza ADHD i spektrum autyzmu wydawała się czymś niemal niemożliwym. Dziś coraz więcej mówi się o AuDHD — współwystępowaniu dwóch neurotypów, które mogą jednocześnie wzajemnie się wzmacniać, maskować i komplikować codzienne funkcjonowanie. Wciąż jednak wiele osób, szczególnie kobiet, przez lata pozostaje niezdiagnozowanych, ucząc się dopasowywania do świata kosztem własnego zdrowia psychicznego i poczucia tożsamości.
W rozmowie z Alicją Sękowską, prowadzącą podcast Well Be Stories Kari Goldyn — socjobiolożka, konsultantka biznesowa i podcasterka — opowiada o swojej drodze do diagnozy, dzieciństwie pełnym poczucia niedopasowania, maskowaniu autyzmu i życiu pomiędzy „dwoma wilkami”: potrzebą stymulacji charakterystyczną dla ADHD i potrzebą przewidywalności typową dla spektrum autyzmu. Rozmowa pokazuje też, jak bardzo zmienia się dziś sposób myślenia o neuroróżnorodności — nie jako o „defekcie”, ale jednym z naturalnych wariantów funkcjonowania ludzkiego mózgu.
Materiał porusza również temat późnych diagnoz, samotności osób neuroróżnorodnych, kobiecego autyzmu, relacji społecznych i kosztów wieloletniego maskowania. Nie brakuje też ważnego pytania: czy ADHD w pracy jest przewagą, czy raczej źródłem przeciążenia? Odpowiedź, jak podkreśla Kari Goldyn, brzmi: „to zależy od kontekstu”.
ADHD i neuroróżnorodność – dlaczego dziś mówi się o tym inaczej?
ADHD coraz częściej przestaje być postrzegane wyłącznie jako problem z koncentracją czy nadpobudliwością. Współczesne podejście podkreśla, że jest to przede wszystkim odmienny sposób funkcjonowania mózgu i układu nerwowego.
Coraz większą rolę odgrywa również pojęcie neuroróżnorodności, które pomaga spojrzeć na neuroatypowość szerzej niż tylko przez pryzmat diagnozy psychiatrycznej. Eksperci zaznaczają też, że ADHD nie powinno być utożsamiane z „chorobą”, lecz z określonym neurotypem.
— ADHD to jest taki konstrukt niemedyczny, to znaczy nie ma takiej diagnozy. Jeżeli już diagnozujemy u psychiatry, no to wtedy mówimy, że jest to zaburzenie neurorozwojowe. Nie choroba, nie dysfunkcja, tylko zaburzenie neurorozwojowe.
ADHD i autyzm mogą współwystępować
Jeszcze do niedawna jednoczesna diagnoza ADHD i spektrum autyzmu w oficjalnej klasyfikacji była praktycznie nieobecna. Dopiero w ostatnich latach zaczęto szerzej uznawać, że oba neurotypy mogą funkcjonować równolegle u jednej osoby. To zmieniło sposób patrzenia na neuroróżnorodność i pozwoliło lepiej opisywać doświadczenia wielu osób neuroatypowych. Dziś specjaliści podkreślają, że połączenie ADHD i autyzmu tworzy bardzo indywidualny profil funkcjonowania.
— Możesz sobie zdiagnozować spektrum autyzmu albo ADHD, albo oba naraz. I to, że możesz oba na raz, jest możliwe dopiero od 2013 roku. Dlatego to jest taka świeża sprawa, że w ogóle przyjęto do wiadomości, że te neurotypy mogą funkcjonować razem.
Czym właściwie jest neuroróżnorodność?
Pojęcie neuroróżnorodności zakłada, że ludzie naturalnie różnią się sposobem przetwarzania emocji, informacji i bodźców. Tak jak różnimy się temperamentem czy wyglądem, tak samo różnimy się funkcjonowaniem układu nerwowego. Coraz więcej ekspertów podkreśla, że nie każda odmienność wymaga „naprawiania” lub leczenia. W tym ujęciu ADHD czy autyzm są jednymi z wielu możliwych neurotypów.
— Neuroróżnorodność niekoniecznie musi być diagnozowana u psychiatry, niekoniecznie musi być czymś, co jest problemem. Neuroróżnorodność tak naprawdę mówi nam o tym, że jako ludzie jesteśmy różnorodni pod względem koloru oczu, włosów, temperamentów, ale też pod kątem przetwarzania bodźców, informacji i emocji.
ADHD nie wygląda tak samo u każdego
Specjaliści zwracają uwagę, że ADHD jest spektrum, dlatego objawy mogą wyglądać zupełnie inaczej u różnych osób. Nie istnieje jeden „typowy” zestaw cech, który pasowałby do każdego przypadku. U części osób dominują trudności z koncentracją, u innych impulsywność lub potrzeba ciągłej stymulacji. Podobnie działa spektrum autyzmu — każdy może mieć inny zestaw cech i inne nasilenie objawów.
— Spektrum nie oznacza, że masz trochę autyzmu, więcej autyzmu albo bardzo dużo autyzmu, tylko że masz różne zestawy cech, które możesz mieć bardziej albo mniej. Trochę jak takie suwaczki na konsoli. I tak samo jest z ADHD. ADHD też nie jest takie oczywiste, że wszyscy mają tak samo.
Czytaj: ADHD u dorosłych: jak rozpoznać i sobie radzić? Rozmowa z Kajetaną Foryciarz
Połączenie ADHD i autyzmu daje jeszcze więcej zmiennych
Osoby, u których współwystępują oba neurotypy, często funkcjonują w bardzo indywidualny sposób. U jednych bardziej widoczne są cechy autystyczne, u innych dominują mechanizmy charakterystyczne dla ADHD. Zdarza się też, że obie strony pozostają w pewnej równowadze, co dodatkowo komplikuje proces diagnozy. Eksperci podkreślają, że nie jest to proste połączenie dwóch zestawów objawów.
— To nie jest suma ADHD i autyzmu, co mogłoby się wydawać. Kombinacja tych dwóch neurotypów daje jeszcze więcej zmiennych. Są osoby, u których bardziej wybija autyzm, są takie, u których bardziej wybija ADHD, a są takie, które mają to mniej więcej w równowadze.
„Dwie sprzeczne cechy w jednym mózgu”
Jednym z największych wyzwań w rozumieniu neuroatypowości jest zaakceptowanie, że człowiek może jednocześnie doświadczać pozornie sprzecznych potrzeb i reakcji. Osoba może jednocześnie szukać stymulacji i potrzebować przewidywalności albo pragnąć kontaktu z ludźmi i szybko się nim przeciążać. To właśnie dlatego wiele osób przez lata nie rozumie własnego funkcjonowania. Eksperci zaznaczają, że ludzki mózg rzadko mieści się w prostych, czarno-białych definicjach.
— Ciężko nam przyjąć, że możemy mieć dwie sprzeczne cechy w jednym mózgu, w jednym ciele. Jako ludzie jesteśmy takim gatunkiem, który potrzebuje jasnych definicji i najlepiej mieć czarno i biało — albo tak, albo tak.
Czytaj: Jak wygląda autyzm u dziecka? Jak współpracować? Rozmowa z Elizą Kącką
„Nie miałam przyjaciół, tylko jedną osobę, na której się fiksowałam”. Pierwsze sygnały neuroróżnorodności
Diagnoza spektrum autyzmu u kobiet bardzo często nie zaczyna się w gabinecie, ale od powrotu do dzieciństwa. Dopiero analiza dawnych zachowań, relacji i emocji pozwala wielu kobietom zobaczyć wzorce, które wcześniej były niewidoczne albo interpretowane jako „dziwność”, nadwrażliwość czy introwersja.
Ekspertka opowiada, że przez lata bardziej widoczne było u niej ADHD, natomiast autystyczne cechy były głęboko zamaskowane. Kluczowe okazało się cofnięcie do wspomnień, rozmowy z dawnymi znajomymi i czytanie własnych pamiętników.
— Podczas diagnostyki autyzmu, kiedy się cofnęłam do moich lat dziecięcych i rozmawiałam z moimi koleżankami z tamtego czasu i z tymi, którzy mnie znali, to okazało się, że jednak tam wybijał mi ten autyzm. Tylko że ja o tym zapomniałam.
Czytałam swoje dzienniki, pamiętniki, weszłam w taką podróż do tamtych czasów, żeby przypomnieć sobie, kim ja byłam tak naprawdę. I dopiero wtedy zobaczyłam, że tamtego spektrum autyzmu było bardzo dużo.
Czytaj: Kajetana Foryciarz o ADHD u dorosłych: jak rozpoznać i jak sobie radzić?
Hiperfokus na jednej relacji i trudność w funkcjonowaniu w grupie
Jednym z częstych doświadczeń kobiet w spektrum są intensywne, bardzo skoncentrowane relacje. Zamiast szerokiego grona znajomych pojawia się silne przywiązanie do jednej osoby, która staje się centrum świata emocjonalnego.
Taka relacja daje poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie może prowadzić do cierpienia, gdy druga strona potrzebuje większej swobody. Ekspertka przyznaje, że dopiero po czterdziestce zrozumiała, iż jedna osoba nie musi spełniać wszystkich potrzeb emocjonalnych.
— Jeżeli miałam przyjaciółkę, to znajdowałam sobie taką jedną i bardzo mocno się na niej fiksowałam. Nikt inny się nie liczył, tylko ta jedna osoba. Jak ona szukała sobie innych osób, to odbierałam to jako zdradę, jakąś nielojalność. To było dla mnie niepojęte, bo przecież ona ma mnie, ja mam ją i wystarczy. I to jest bardzo autystyczne podejście do świata — taki hiper focus na jednej osobie, bardzo zawężone pole widzenia.

„Czułam, że nie pasuję”. Samotność i wykluczenie rówieśnicze
Wiele kobiet neuroróżnorodnych opisuje dzieciństwo jako doświadczenie bycia „obok grupy”. Zwykle chodzi o subtelne odsuwanie, trudność w wejściu do grupy czy poczucie niewidzialności. Ekspertka wspomina, że obserwowała, jak inne dzieci naturalnie tworzą relacje, podczas gdy ona pozostawała na marginesie. Jednocześnie była ceniona za wyniki w nauce, co częściowo maskowało problem.
— Dzieciaki przychodziły ze sobą, jakoś tam spędzały czas. Ja przychodziłam i chciałam z nimi spędzać ten czas, a one nie chciały ze mną spędzać czasu. Nie było przemocy rówieśniczej, tylko po prostu ludzie woleli rozmawiać z innymi. Ze mną rozmawiano głównie wtedy, kiedy chodziło o matematykę, fizykę czy notatki, bo miałam bardzo dużą łatwość uczenia się.
Czytaj: Eliza Kącka o tym, jak wygląda autyzm u dziecka i jak z nim współpracować
ADHD i szkoła. „Wyliczałam, ile mogę nie przyjść”
U dziewczynek ADHD często wygląda inaczej niż stereotypowy obraz nadpobudliwego chłopca. Zamiast widocznego chaosu pojawia się inteligentne kompensowanie trudności, funkcjonowanie „na ostatnią chwilę” i ogromna zdolność improwizacji.
Ekspertka opowiada, że praktycznie się nie uczyła, ale dzięki specyficznemu sposobowi przetwarzania informacji radziła sobie bardzo dobrze. Jednocześnie robiła wszystko, by jak najmniej przebywać w szkole.
— Miałam tak wyliczone obecności i nieobecności w szkole, żeby jak najbardziej nie być w tej szkole, ale jednocześnie nie mieć nieklasyfikowania. Nawet nauczyłam się podrabiać podpis mojej mamy. I nikt się mnie nie czepiał, bo zawsze umiałam — mój mózg tak funkcjonował, że wystarczyło, że coś przeczytałam albo byłam na lekcji i już kumałam.
Książki jako bezpieczny świat i „special interest”
Jednym z ważnych elementów spektrum autyzmu bywają intensywne, bardzo zawężone zainteresowania, określane jako „special interests”. Dają one ukojenie, poczucie bezpieczeństwa i ogromną satysfakcję.
Kari Goldyn wspomina, że całe dzieciństwo praktycznie spędziła z książkami fantasy, czytając obsesyjnie i odcinając się od otoczenia. To właśnie rozmowa z przyjaciółką uświadomiła jej, że ten obraz bardziej przypomina autyzm niż ADHD.
— Cały czas siedziałam z książką. Czytałam po dwie, trzy książki tygodniowo, czasem cztery. Chodziłam z tymi książkami wszędzie, nawet nauczyłam się chodzić i czytać jednocześnie.
Przychodziłam do szkoły, siadałam pod klasą z książką, wracałam do domu i dalej czytałam. I moja przyjaciółka powiedziała: To w ogóle nie wygląda jak dziecko z ADHD. To wygląda jak dziecko w spektrum.
Czytaj: Najpiękniejsze książki o miłości: niebanalne, nieoczywiste, bestsellerowe
Lista cech kobiecego autyzmu. „Odhaczyłam prawie wszystko”
Kobiecy autyzm przez lata pozostawał słabo rozpoznany, ponieważ wiele kobiet nauczyło się skutecznego maskowania objawów. Dlatego diagnoza często przychodzi dopiero w dorosłości. Ekspertka wspomina moment, w którym zaczęła czytać listę cech kobiecego autyzmu i rozpoznawać siebie niemal punkt po punkcie. Towarzyszyły temu jednocześnie ulga, fascynacja i niedowierzanie.
— Miałam wtedy 45 lat. Weszłam do internetu, znalazłam listę cech kobiecego autyzmu i zaczęłam sobie odhaczać te wszystkie punkty. Prawie 90 procent, może nawet więcej. I coraz szerzej otwierały mi się oczy. Z jednej strony czułam się dobrze, bo uwielbiałam temat autyzmu i neuroróżnorodności, ale z drugiej strony myślałam: Jak to możliwe, że ja tego wcześniej nie widziałam?
„Ukryłam część siebie”. Żal po późnej diagnozie
Późna diagnoza często przynosi nie tylko ulgę, ale też żałobę po latach życia w ciągłym dopasowywaniu się do otoczenia. Kobiety w spektrum bardzo często uczą się tłumić swoje naturalne zachowania, by funkcjonować społecznie i nie zostać odrzuconymi. Ekspertka mówi o głębokim smutku związanym z tym, że przez lata ukrywała ważną część siebie — nawet przed samą sobą.
— To była część, którą ja bardzo lubiłam, która była fascynująca, a którą tak bardzo ukryłam. Bardzo chciałam pasować do świata i musiałam ją schować, musiałam o niej zapomnieć, żeby funkcjonować. To budziło we mnie głęboki smutek.
Maskowanie autyzmu. „Uczyłam się patrzeć ludziom w oczy”
Maskowanie to jedna z najczęściej opisywanych strategii kobiet w spektrum autyzmu. Polega na świadomym lub nieświadomym uczeniu się społecznych zachowań po to, by sprawiać wrażenie „normalnej”. Problem w tym, że takie funkcjonowanie kosztuje ogromne ilości energii i prowadzi do chronicznego wyczerpania. Ekspertka przyznaje, że latami analizowała społeczne reguły jak skomplikowany system instrukcji.
— Maskowanie polega na tym, że świadomie albo nieświadomie stosujesz różne strategie dopasowania się, przeznaczając na to bardzo dużo swojej energii każdego dnia. Ja na przykład uczyłam się, jak długo patrzeć ludziom w oczy. Uczyłam się też różnych skryptów społecznych — że kiedy ktoś pyta, co słychać, to nie chodzi literalnie o odpowiedź, tylko o nawiązanie relacji.
„Czy ja jestem tylko lustrem?” Odzwierciedlanie emocji innych
Jedną ze strategii maskowania może być odzwierciedlanie emocji i zachowań rozmówcy. Dzięki temu osoba neuroróżnorodna łatwiej wtapia się w otoczenie i minimalizuje ryzyko odrzucenia. Z czasem jednak pojawia się trudne pytanie o własną tożsamość i granice. Ekspertka mówi wprost, że zaczęła zastanawiać się, kim właściwie jest poza mechanizmami dopasowania.
— Moją ulubioną strategią maskowania było odzwierciedlanie. Jeżeli ktoś był podekscytowany, to ja też byłam podekscytowana. Jeżeli ktoś był spokojny, to ja też stawałam się spokojna. I kiedy sobie uświadamiasz, że to jest twoja strategia, zaczynasz się zastanawiać: dobra, kim ja jestem? Czy ja jestem tylko lustrem?
Czytaj: 14 sygnałów, że żyjesz w trybie przetrwania (jak z niego wyjść+test)
Samotność osób neuroróżnorodnych. „To uczucie jak głód”
Poczucie wykluczenia społecznego to jeden z najczęściej powracających tematów w doświadczeniach osób neuroróżnorodnych. Ekspertka podkreśla, że samotność nie jest „fanaberią” ani oznaką słabości, ale biologiczną potrzebą bycia częścią grupy. Wieloletnie odrzucenie może prowadzić do chronicznego napięcia, lęku i poczucia nieadekwatności. Nazwanie tych doświadczeń diagnozą bywa pierwszym krokiem do ulgi.
— Samotność to nie jest emocja wynikająca ze słabości. To jest uczucie jak głód — płynące z naszego ciała. Ono mówi: Słuchaj, możesz zaraz umrzeć, więc załatw sobie ludzi wokół. Osobom neuroatypowym ta samotność towarzyszy od dzieciństwa, bo cały czas są od tego stada odrzucane.
Diagnoza jako ulga i przyzwolenie na bycie sobą
Diagnoza ADHD i spektrum autyzmu nie zmienia człowieka, ale często pozwala uporządkować życie i spojrzeć na siebie z większą czułością. Ekspertka podkreśla, że ADHD przyniosło jej przede wszystkim ulgę i wyjaśnienie wieloletniego poczucia „inności”. Z kolei diagnoza autyzmu dała coś jeszcze — zgodę na rezygnację z ciągłego udawania. To właśnie wtedy zaczęła świadomie szukać miejsc i relacji, w których może funkcjonować bez masek.
— Diagnoza autyzmu dała mi przyzwolenie na to, żebym zaczęła szukać osób, sytuacji i miejsc w moim życiu, kiedy mogę te maski pościągać. Bo maskowanie powoduje stany lękowe, wyczerpanie, depresję i ciągły strach przed odkryciem, że tak naprawdę nie jesteś sobą.
Czytaj: Jak dbać o siebie po 40. roku życia? Kompleksowy plan wellbeing dla kobiet
„Maski precz”? Diagnoza nie zawsze oznacza rewolucję
Diagnoza neuroróżnorodności bywa momentem ulgi, ale nie zawsze prowadzi do natychmiastowego „zrzucenia masek”. Coraz więcej kobiet opowiada o tym, że przez lata nauczyły się funkcjonować w określony sposób — dopasowując się, analizując reakcje innych i nieustannie regulując swoje zachowanie.
Dla części z nich maskowanie staje się wręcz narzędziem przetrwania, a później także kompetencją społeczną i zawodową. Rozmówczyni podkreśla, że sama temat maskowania „przerobiła” jeszcze przed diagnozą autyzmu, m.in. w kontekście ADHD.
— To jest jedna z takich dróg, które się pojawiają po takich diagnozach. U mnie tak nie było, ponieważ wcześniej temat maskowania przerobiłam. Maskowanie w ADHD też występuje, więc gdzieś tam sobie częściowo przerobiłam ten temat. Zrobiłam coś, co jest dla mnie bardzo charakterystyczne i zawsze mi towarzyszyło. I chyba dlatego w jakimś takim psychicznym zdrowiu zawsze byłam.
Depresyjne stany, samotność i trudna młodość
W rozmowie pojawia się również ważny temat obniżonego nastroju i trudnych doświadczeń emocjonalnych we wczesnej dorosłości. Ekspertka przyznaje, że choć nie zmagała się z zaburzeniami lękowymi, to stany depresyjne były jej bliskie — szczególnie w czasie studiów i młodości, kiedy potrzeba relacji z innymi zderzała się z poczuciem niedopasowania. Wiele osób neuroróżnorodnych opisuje podobne doświadczenia: zmęczenie społeczne, przeciążenie i trudność w odnalezieniu się wśród ludzi.
— Stany depresyjne tak, ocierałam się o to. Zwłaszcza właśnie w tej młodości, studiach, gdzie też potrzebujesz ludzi, a też jest jakoś dziwnie. Potem w tej wczesnej dorosłości miałam takie momenty. Nigdy nie poszłam z tym do psychiatry, jakoś tam sobie poradziłam. Ale pamiętam takie momenty, gdzie faktycznie ciężko mi było wstać.
Czytaj: Journaling: pytania, które pomagają się zatrzymać i zadbać o dobrostan zimą
„Pollyanna”, reframing i szukanie innej perspektywy
Rozmówczyni przyznaje, że od lat towarzyszy jej specyficzny sposób patrzenia na świat — szukanie perspektywy, która pozwala zobaczyć sens i zasoby nawet w trudnych doświadczeniach. Odwołuje się do ukochanej w młodości książki „Pollyanna”, ale jednocześnie zaznacza, że nie chodzi o toksyczny optymizm czy wypieranie problemów.
Kluczowe okazuje się tutaj tzw. reframing, czyli psychologiczne „przeramowanie” sytuacji i nadawanie jej nowego znaczenia. To właśnie dzięki temu spojrzała inaczej również na własne maskowanie.
— Jak byłam młoda, to bardzo lubiłam książkę „Pollyanna”. Natomiast rozumiem, że taki pollyannizm może być toksyczny — takie na siłę szukanie pozytywnych cech. Ale spojrzenie z innej perspektywy, tzw. reframing czy przeramowanie, jest bardzo mocnym narzędziem w psychologii pozytywnej.
Maskowanie jako kompetencja? „To ogromna wartość”
W narracji ekspertki maskowanie nie jest wyłącznie ciężarem. Choć bywa wyczerpujące, może też rozwijać określone umiejętności społeczne — szczególnie związane z obserwacją innych ludzi, empatią poznawczą i komunikacją.
Rozmówczyni opowiada o tym, że zdolność „odzwierciedlania” pomaga jej dziś w negocjacjach, wystąpieniach publicznych, podcastach czy pracy szkoleniowej. Podkreśla jednak, że skuteczne maskowanie nie polega na prostym kopiowaniu zachowań, ale na głębokim rozumieniu emocji i potrzeb drugiej osoby.
— Zobaczyłam, jakie są pozytywy z tego, że mam te umiejętności odzwierciedlania, te umiejętności bycia taką, jaką w danym momencie powinnam być. Są ogromne korzyści w negocjacjach, w public speakingu, w podcastach, w nagrywaniu treści, w pisaniu treści. Żeby dobrze odzwierciedlać, musisz włączyć empatię i zobaczyć, co jest w drugiej osobie.(…)
W przypadku osób autystycznych to jest nauczyć się empatii kognitywnej, czyli szukania, co ta osoba może poczuć, co może być dla niej ważne. I to jest naprawdę ogromna wartość, także w leadershipie czy prowadzeniu szkoleń.
Czytaj: Wewnętrzne dziecko: jak je odkryć, uzdrowić i otoczyć troską, by lepiej żyć
ADHD — supermoc czy kula u nogi?
Pytanie o to, czy ADHD i autyzm są przewagą, czy raczej utrudnieniem, pojawia się dziś bardzo często — szczególnie w mediach społecznościowych. Ekspertka nie daje jednak prostych odpowiedzi. Jej zdaniem wszystko zależy od kontekstu: środowiska, ludzi, rodzaju pracy i etapu życia. Ten sam neurotyp może w jednych warunkach stać się zasobem, a w innych źródłem przeciążenia i cierpienia.
— Za każdym razem, jak ktoś się mnie pyta, czy ADHD albo autyzm to supermoc czy deficyt, to zawsze mam tę samą odpowiedź: to zależy. To zależy od kontekstu — miejsca, w jakim jesteś w życiu, ludzi, którymi się otaczasz, środowiska pracy, tego, co słyszysz od innych i jak na ciebie wpływają.
„Dwa wilki” — ADHD i autyzm w jednej głowie
Jednym z najbardziej obrazowych fragmentów rozmowy jest metafora „dwóch wilków”, którymi ekspertka opisuje współwystępowanie ADHD i autyzmu. Jeden z nich potrzebuje ludzi, bodźców, spontaniczności i ciągłych doświadczeń. Drugi pragnie ciszy, przewidywalności, rytuałów i ograniczenia stymulacji. Funkcjonowanie pomiędzy tymi dwoma potrzebami bywa niezwykle trudne i męczące.
— Dla mnie ADHD i autyzm to są takie dwa wilki i karmić trzeba oba, ponieważ jeżeli któregoś nie nakarmisz, to ten drugi zacznie się buntować. Jeden chce do ludzi, na imprezy, do bodźców, chce przeżywać. A ten autystyczny wilk nie chce ludzi żadnych albo jednego człowieka, lubi małą ilość bodźców, odpowiednią temperaturę, muzykę, zapach, rytuały i porządek.
Czytaj: Syndrom oszusta w związku i w pracy. Dlaczego czujesz się niewystarczająca?
„Nie jesteś zrąbany”. O samoakceptacji i zdejmowaniu masek
Końcowa część rozmowy ma bardzo wspierający, emocjonalny charakter. Ekspertka zwraca się bezpośrednio do osób, które podejrzewają u siebie ADHD lub inne formy neuroróżnorodności i czują się „inne” albo niezrozumiane. Podkreśla, że droga do lepszego życia zaczyna się od samoakceptacji i odejścia od narracji, że „coś jest z nami nie tak”. Ważnym elementem zdrowienia staje się także możliwość stopniowego zdejmowania masek i budowania relacji opartych na autentyczności.
— Pierwszą rzeczą, która mi przychodzi na myśl, to że nie jesteś zrąbany, nie jesteś zrąbana. Jest dużo takich osób jak ty, tylko najczęściej są poukrywane. Tak naprawdę cała droga do zaopiekowania ADHD zaczyna się od samoakceptacji. (…) Ten mózg nie jest ani zaletą, ani wadą — jest cechą. I od ciebie zależy, czy będzie zasobem, czy obciążeniem. Wystarczy, że znajdziesz dobry kontekst dla niego i zaczniesz otaczać się ludźmi, przy których możesz pościągać te maski. (…)
Pewnie ludzie odchodzą z twojego życia — i wspaniale, że odchodzą, bo oni byli tylko dla tej maski. A pojawiają się ludzie, którzy są tu dla ciebie. I to jest tak dobre uczucie, kiedy po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach nagle czujesz, że ktoś chce ciebie, a nie tej maski. Wtedy całe życie się zmienia.
Czytaj: Kiedy iść do psychiatry, a kiedy do psychologa i psychoterapeuty?
Różne oblicza neuroatypowości
Rozmowa z Kari Goldyn pokazuje, że neuroróżnorodność bardzo rzadko mieści się w prostych definicjach i stereotypach. ADHD i autyzm mogą oznaczać zarówno ogromną wrażliwość, kreatywność i zdolność obserwacji, jak i przeciążenie, samotność czy lata życia w nieustannym dopasowywaniu się do otoczenia. Późna diagnoza nie zmienia człowieka, ale często pozwala po raz pierwszy spojrzeć na siebie z większym zrozumieniem i przestać traktować własną „inność” jak coś, co trzeba ukrywać.
To także ważny głos w dyskusji o tym, jak bardzo potrzebujemy dziś bardziej empatycznego i mniej stereotypowego spojrzenia na neuroróżnorodność — szczególnie u kobiet, których doświadczenia przez lata pozostawały niewidoczne. Bo, jak podkreśla ekspertka, najważniejsze nie jest to, czy mózg jest „supermocą” albo „deficytem”, ale to, czy człowiek ma przestrzeń, by funkcjonować bez ciągłego udawania.
Chcesz wiedzieć więcej? Koniecznie posłuchaj rozmowy Alicji Sękowskiej z Kari Goldyn w podcaście Well Be Stories.
O Well Be Stories
Well Be Stories to przestrzeń rozmów o dbaniu o ciało i umysł, pielęgnowaniu relacji, radzeniu sobie z trudnymi emocjami i sztuce odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposoby na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. To podcast dla osób, które chcą żyć bardziej świadomie i w zgodzie ze sobą – bez presji bycia idealnymi.
Youtube: UZwzxGh30Oo













Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *