Nie zawsze zauważamy, że jesteśmy samotni. Czasem najpierw pojawia się potrzeba, by czymś tę pustkę wypełnić. Można być w związku i czuć się samotnie, ale można też przejść przez rozstanie i odkryć, że czas spędzony ze sobą staje się ważnym etapem poznawania własnych potrzeb, emocji i granic. Czy samotność rzeczywiście musi być doświadczeniem, którego należy się bać?
W najnowszym odcinku podcastu Well Be Stories Alicja Sękowska rozmawia z Marią Rotkiel, psycholożką, terapeutką i autorką książek, między innymi „Samotność kobiet. Jak ją oswoić i otworzyć się na szczęście?”. Rozmowa dotyka samotności kobiet, ale także rozstania, depresji i macierzyństwa po rozstaniu. Maria Rotkiel opowiada o tym, czego nauczył ją czas spędzony samej ze sobą i dlaczego samotność, choć bywa trudna, nie musi być wyłącznie stratą.
O czym jest ten odcinek podcastu?
Rozmowa zaczyna się od pytania, kiedy samotność boli najbardziej. Maria Rotkiel odpowiada nie tylko jako terapeutka, ale także jako kobieta, która sama musiała zmierzyć się z doświadczeniem samotności. Przyznaje, że przez długi czas jej nie zauważała, bo skutecznie zagłuszała ją aktywnością, działaniem i kolejnymi obowiązkami. To właśnie ten osobisty wymiar sprawia, że rozmowa szybko wychodzi poza psychologiczną teorię.
W kolejnych wątkach pojawia się samotność narzucona i samotność wybrana, a także samotność w związku i w macierzyństwie. Maria Rotkiel mówi o „ufajnianiu” sobie życia, zaufaniu do siebie i budowaniu relacji ze sobą, która nie jest przecież zamiennikiem relacji z innymi, ale jej ważnym fundamentem. Zastanawia się też, po czym poznać, że samotność daje przestrzeń do odpoczynku i poznania siebie, a kiedy zaczyna nas odcinać od świata.
Nie ma tu prostych recept ani przekonania, że z każdego kryzysu można wyjść jedną metodą. Jest za to ważna myśl: samotność może być doświadczeniem trudnym, ale nie musi być doświadczeniem wyłącznie złym. Czasem staje się etapem, w którym uczymy się siebie na nowo i sprawdzamy, czego naprawdę potrzebujemy.
Dlaczego ból samotności czujemy dopiero po czasie?
Wiele z nas samotność ignoruje, bo wolimy się nie zatrzymywać. Zapełniamy kalendarz, działamy i organizujemy, żeby nie zetknąć się z tym, co uwiera. Ból przychodzi później, gdy życie się uspokaja i w końcu mamy czas, by poczuć. Maria Rotkiel mówi, że tak było też z nią. Dopiero własna terapia pozwoliła jej zobaczyć, że jako dziecko była samotna, choć wtedy tego nie czuła.
— Dopiero na terapii przyznałam się przed sobą, że w dzieciństwie byłam bardzo samotna, ale tego tak właśnie nie czułam. Bardzo dotkliwie, ponieważ znalazłam różne takie mechanizmy, które w psychologii możemy nazwać kompensacyjnymi.
Czy samotność po rozstaniu oznacza lęk przed życiem bez partnera?
Maria Rotkiel rozstała się z partnerem po 13 latach związku. Wiele kobiet w takiej chwili boi się, że zostaną same tuż przed pięćdziesiątką — i gościni doskonale to rozumie. Sama jednak tego lęku nie czuła. Zastanawia się, czy nie wynika to z jej mechanizmu obronnego: czasem okopujemy się w poczuciu niezależności i sami sabotujemy bliskość. To odważna i uczciwa refleksja, bo nie przedstawia jej jako prostej siły charakteru. Widzi w niej także własny sposób radzenia sobie.
— Bycie w związku nigdy mnie nie definiowało. I myślę sobie, że to jest trochę ten mój mechanizm obronny. I tak się zastanawiam, czy to też właśnie nie jest kwestia tego, że czasami tak się okopujemy w takim poczuciu niezależności, że gdzieś może sami trochę taką bliskość sabotujemy.
Jak rozstać się z partnerem, gdy macie dziecko?
Największą uwagę podczas rozstania Maria Rotkiel skupiła na tym, by z tatą synka „dogadać się” jak najlepiej i zminimalizować trudności dziecka. Jest dumna, że im się to udało — i mówi o tym z dużym spokojem. Przyznaje jednak, że znów zajęła się okolicznościami zewnętrznymi zamiast sobą. Dziś mieszka z synem, a ojciec chłopca jest obok. Pomagają sobie, a ona nazywa tę relację przyjaźnią, choć kiedyś taka deklaracja wydawała jej się naciągana. Podkreśla, że rodzice pozostają ze sobą związani na zawsze, więc warto dobrze się w tej relacji poukładać.
— Ja zawsze powtarzam, jak z kimś pracuję jako psycholog, jako terapeutka, że trzeba zrobić wszystko, żeby się fajnie poukładać w tej relacji. My się nie musimy nawet lubić. My akurat się z tatą Adasia lubimy na szczęście, ale żeby się fajnie poukładać, bo to jest relacja do końca naszego życia, jesteśmy na nią po prostu skazani.
Czym naprawdę jest samotność i jak „ufajnić” sobie życie?
Dla Marii Rotkiel samotność nie sprowadza się do braku partnera. To poczucie, że w życiu nie ma ludzi, którzy są dla nas ważni i z którymi łączy nas wzajemna troska. Gdy uświadomiła to sobie, przyszła ulga: jeśli jesteśmy w kontakcie ze światem i dbamy o relacje, w pewnym sensie nie jesteśmy samotne. Jednocześnie coraz mocniej czuje, że najważniejsze jest to, że mamy siebie. Dodaje, że do tej prawdy, wydającej się banalną, często wracamy dopiero po trudnych przejściach.
— Dla mnie samotność to jest takie poczucie, że w moim życiu nie ma ludzi, którzy byliby dla mnie ważni, którymi ja bym mogła się opiekować i którzy mogliby mną się zaopiekować.
Dlaczego warto mieć „do kogo gębę otworzyć”?
Maria Rotkiel dba o relacje, które po prostu lubi. Specjalnie używa tego słowa, bo nie muszą to być związki rodzinne czy przyjaźnie na śmierć i życie. Wystarczy sąsiadka, do której można zadzwonić i zaprosić ją na pogaduszki. Gościni przywołuje badania nad regionami świata, w których ludzie dożywają sędziwego wieku w dobrostanie. Kluczowe są tam małe społeczności: brydż, gra w kości, winko, sąsiedzka kolacja, także dla osób po rozwodzie czy owdowiałych. Podsumowuje to słowami swojej babci.
— To moja babcia mówiła. W życiu ważne jest to, żeby mieć do kogo gębę otworzyć.
Czym jest zdrowy hedonizm i dlaczego proste przyjemności pomagają?
Gościni określa siebie mianem mistrzyni hedonizmu. Lubi dobre jedzenie, ładne mieszkanie, podróże i poczucie, że dobrze wygląda. Wychowana przez rodziców z etosem ciężkiej pracy, w swoim pokoleniu próbuje funkcjonować trochę w kontrze. Woli wydać pieniądze na miłą codzienność niż na drogie rzeczy, a ubranie z szafy założyć od razu, a nie czekać na wielką okazję. Rygor bywa potrzebny, ale ona optuje za łagodniejszym podejściem.
— Ja bardziej optuję za takim zdrowym, zrównoważonym hedonizmem, żeby każdy dzień miał w sobie jakąś przyjemność. Mi to bardzo pomaga i myślę, że to jest często odpowiedź na różne nasze takie lęki, niepokoje, że my tak czekamy na jakieś takie super wydarzenia w naszym życiu, a to życie się wydarza w każdej sekundzie.
Dlaczego w depresji odsuwamy się od ludzi i jak przerwać błędne koło?
Maria Rotkiel mówi otwarcie o własnej depresji. Samotność była u niej jednym z jej objawów. Depresja odbiera siłę na odpisanie na wiadomość czy oddzwonienie. Nawet fajni ludzie nie będą dzwonić dwadzieścia razy, a osoba chora często nie chce nikogo martwić i izoluje się jeszcze mocniej. Gościni opisuje to jako błędne koło, które dobrze zna zawodowo i z własnego doświadczenia. Dodaje, że drobne gesty, takie jak ciepły obiad przyniesiony przez znajomych, nie wyleczą, ale mogą dać siłę na kolejny krok.
— My w ogóle w psychologii mówimy o błędnym kole depresji. Ono wygląda tak jest relatywnie proste, że im bardziej przestajesz robić różne rzeczy, tym gorzej się czujesz.

Jak budować zaufanie do siebie i dać sobie prawo do słabości?
Zdaniem Marii Rotkiel wspólnym mianownikiem trudnych momentów jest zaufanie do siebie. Chodzi o przekonanie, że poradzimy sobie finansowo, zdrowotnie i relacyjnie, cokolwiek się wydarzy. Pierwszy krok to jednak przyzwolenie na słabość, bo trudno coś leczyć, jeśli udajemy, że problemu nie ma. Mądre, zaradne kobiety często noszą w sobie niepokój, że bez mężczyzny nie dadzą rady, a to przekonanie odbiera im poczucie własnej wartości. Gościni podpowiada, jak rozbrajać te lęki: zobaczyć, że „najwyżej” nie oznacza katastrofy.
— Jednym z największych, największych, najpiękniejszych odkryć jest to odkrycie. Poradzę sobie. Zaopiekuję się sobą. Najwyżej popłaczę. Najwyżej posiedzę trochę w domu. Najwyżej nie posprzątam. Najwyżej moje dziecko przez tydzień będzie pizzę jadło. Nie umarło. Żyje. Dobrze się rozwija.
Co możemy zyskać, gdy po rozstaniu pobędziemy trochę same?
Maria Rotkiel przyznaje, że nie ma jednej reguły. Jej przyjaciółka zakochała się dwa dni po rozwodzie i tworzą z partnerem świetną parę. Mimo to gościni pozostaje przy zdaniu, że po rozstaniu warto pobyć sam na sam ze sobą. Wtedy mamy fizycznie więcej czasu i przestrzeni, by zastanowić się, co można było zrobić inaczej. Nie chodzi o obwinianie się, tylko o wnioski na przyszłość. Te refleksje mogą być zaskakująco proste, a właśnie dlatego łatwo je pomijać w codzienności.
— Jak jesteśmy w relacji, to chcąc nie chcąc zawsze część naszej uwagi idzie na drugą osobę. No to jak nie jesteśmy, to mamy po prostu fizycznie więcej czasu dla siebie.(…) W sumie nigdy mu nie powiedziałam, że jestem z niego dumna. Na przykład albo za rzadko mu mówiłam, co jest fajnego, a za bardzo mu punktowałam, czego mi brakuje.
Jak nie powtarzać schematów z poprzednich związków?
Zakończone relacje z reguły mają dwie strony, ale Maria Rotkiel zaznacza, że są sytuacje jednoznaczne, jak przemoc, uzależnienie czy zdrada. Tam narracja jest inna, choć refleksja nadal jest potrzebna: dlaczego na to pozwalałam?
Czas bycia samej to okazja, by przyjrzeć się swoim schematom. Gościni tłumaczy paradoks: im lepiej urządziłyśmy się w trudnej rzeczywistości, tym większa tendencja, by wpaść w podobną. Idealnie, jeśli w tej pracy pomaga terapeuta. Wejście w kolejną relację z większym spokojem i świadomością zmniejsza ryzyko powtórki.
— Bardzo ważną taką refleksją jest to, żebyśmy sobie zdali sprawę, że mamy tendencję do powtarzania pewnych schematów, czyli pakowania się trochę w podobne bajki, kłopoty, horrory.
Jak wygląda samotność w związku i czym ją zagłuszamy?
Zdaniem Marii Rotkiel samotność w związku może być szczególnie bolesna, bo jest niejednoznaczna. Gościni od razu zastrzega, że mówi to z własnej, bardziej osobistej perspektywy, a ocenianie, która samotność boli bardziej, jest ryzykowne.
Otoczenie mówi: „fajnego masz faceta” albo „fajna ta twoja żona”, a my czujemy dystans. Rodzi się złość, która może być motorem dobrych decyzji, ale też paliwem agresji lub autoagresji. Gościni opisuje, że kobiety w takich relacjach czasem zaczynają nadużywać alkoholu. Innym sposobem zagłuszania jest nadaktywność i lśniąco wysprzątany dom.
— Zresztą w ogóle to może być dwoje fajnych ludzi, tylko kompletnie do siebie niedopasowanych, którzy nie chcą, nie potrafią albo nie mogą się dopasować.
Gościni porównuje to do złamanej nogi, którą próbujemy znieczulić, zamiast leczyć. Ból i tak wróci, a do tego uruchomią się kryzysy wtórne, na przykład mniejsza cierpliwość wobec bliskich.
Kiedy zdajemy sobie sprawę, że nie lubimy siebie w tej relacji…
Dla Marii Rotkiel przełomowy był moment, gdy przestała lubić siebie w danej wersji. Frustracja i niezaspokojone potrzeby, których nie umiała zakomunikować, zamieniły ją w osobę, której nie poznawała. Wiele kobiet zna ten stan: robimy się zołzowate, marudne, wiecznie niezadowolone, a nasz wpływ na drugą osobę jest ograniczony. Gościni podkreśla, że to często proces, a nie jeden dzień. Dziś opisuje swoje życie z radością: piękne mieszkanie, dobra relacja z nastoletnim synem i znów śmiech z głupot.
— To był taki moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że ja nie lubię siebie w tej wersji, takiej marudnej, czepialskiej, wiecznie niezadowolonej.
Dlaczego kobiety czują się samotne w macierzyństwie?
Maria Rotkiel opowiada o tym z perspektywy pracy z pacjentkami i przypomina spojrzenie ewolucyjne. Zwraca uwagę, że zmiany społeczne XIX i XX wieku sprawiły, że wiele kobiet zaczęło żyć z dala od rodzinnej wspólnoty, przez co macierzyństwo częściej przeżywa się bez codziennego wsparcia bliskich. Przez większość historii kobiety funkcjonowały przecież w kobiecych społecznościach, wśród ciotek i babek.
Samotność w macierzyństwie może mieć prozaiczny wymiar, gdy nie ma kto pobyć z dzieckiem. Bywa też samotnością trudnych myśli, na przykład tęsknoty za czasem sprzed macierzyństwa. Gdy takie myśli spotykają się z komentarzem „ciesz się, że zostałaś matką”, poczucie osamotnienia rośnie.
— Człowiek, ewolucyjnie patrząc na historię naszego gatunku, ale i patrząc na tę jednostkę, którą była rodzina — taki układał to funkcjonowanie społeczne. Matki kobiety nie były same. Były ciotki, babki.
Jak oswoić samotność krok po kroku?
Jak oswoić samotność? Maria Rotkiel opisuje kilka uniwersalnych etapów. Pierwszy to dopuszczenie do siebie, że czujemy się samotnie i nazwanie tego uczucia. Dopiero potem możemy pytać, co da się z tym zrobić. Może to być telefon do przyjaciółki ze studiów, do której nie odzywałyśmy się od lat, SMS, spacer albo przytulenie kogoś bliskiego, o kim w fochu zapomniałyśmy. Gościni przypomina o różnych językach miłości, bo ktoś, kto nie mówi o uczuciach, może wyrażać je czynem. Ważne, by nie patrzeć zbyt daleko i zapytać: co mogę zrobić dziś?
— To się nazywa obszarem wpływu. My mamy zawsze obszar wpływu. Ja coś mogę zrobić, jakoś się mogę sobą zająć, zaopiekować i robić taki kroczek za kroczkiem.
Czym jest „zdrowa triada” zaufania: do siebie, ludzi i świata?
Czy samotność można przekuć w siłę? Maria Rotkiel odpowiada, że tak, choć podkreśla, że sam kryzys nie jest jeszcze źródłem siły. To sposób, w jaki przez niego przechodzimy i czego uczymy się o sobie, może stać się początkiem zmiany.
Potrzebna jest odrobina odwagi i zaufania nie tylko do siebie, ale także do ludzi i do świata. Gościni opisuje stan zdrowia psychicznego jako równowagę: nie idealizujemy, ale i nie demonizujemy. Przeciwieństwem są zniekształcenia poznawcze w rodzaju „wszyscy ludzie ranią”, które trzymają nas w złości i izolacji.
— W psychologii mówimy o takiej triadzie to jestem ja, to są ludzie i to jest świat w takim trochę meta rozumieniu, tak? I to jest budowanie takiego zaufania. (…) Czyli nie przeginamy, nie idealizujemy siebie, świata i ludzi, ale też nie demonizujemy. Mamy właśnie to zdrowe poczucie zaufania.
Jak odróżnić samotność, która regeneruje od tej, która szkodzi?
Wskazówką jest to, jak rozmawiamy sami ze sobą. Gościni mówi o monologu intrapersonalnym: pytamy siebie, co czujemy, czemu coś służy, co nam daje, a co zabiera. Potrzeba ulgi może prowadzić w różne strony: czasem będzie to butelka wina, innym razem zapisanie myśli w pamiętniku czy telefon do dawno niesłyszanej znajomej. Wszystkie te wybory mogą przynieść chwilową ulgę, ale ich konsekwencje bywają zupełnie różne.
Samotność, która boli, sprawia, że się zwijamy i tracimy poczucie sensu. Ta dobra pozwala lepiej siebie zrozumieć. Maria Rotkiel dodaje ważne zastrzeżenie: nie każdy ból uszlachetnia, a osobie w ostrej fazie żałoby rady o wartości cierpienia mogą być niepomocne.
— A jest też właśnie ta samotność, która sprawia, że mam więcej czasu dla siebie, że chcę pobyć ze sobą, że zaczynam bardziej lubić w ogóle być ze sobą. Lepiej siebie rozumiem, potrafię miło ze sobą spędzić czas.
Gościni zaznacza też, że „mówienie porządkuje”: możemy rozmawiać ze sobą, z mądrym człowiekiem albo z psychologiem. Przypomina jednocześnie, że „nie każde nieszczęście i cierpienie uszlachetnia”.
Jak wygląda kobieta, która „czuje się jak milion dolarów”?
Kobieta, która oswoiła samotność, według gościni Alicji jest otwarta, uśmiechnięta i nie boi się swoich emocji, a jednocześnie potrafi szybko podziękować za spotkanie, jeśli źle się w nim czuje. Gościni podkreśla, że każda z nas ma lepsze i gorsze momenty. Dodaje, że kobiety są psychicznie silniejsze, szybciej wychodzą z kryzysów i mają większą motywację do walki o zdrowie.
— No to to są takie kobiety, które dla niektórych są irytujące, bo one czują się jak milion dolarów i zachowują się tak, że to (przekonanie) widać, słychać i czuć.
Samotność, która może być darem
Rozmowa Marii Rotkiel z Alicją Sękowską pokazuje, że samotność nie jest jednowymiarowa. Może być bolesnym symptomem depresji, narzuconym doświadczeniem z dzieciństwa albo cichą pustką w związku. Może też stać się czasem, w którym poznajemy siebie, porządkujemy relacje i uczymy się zaufania. Kluczem jest nazwanie tego, co czujemy, i zrobienie małego kroku w obszarze, na który mamy wpływ.
Posłuchaj pełnego odcinka podcastu Well Be Stories i sprawdź, jak oswoić samotność w całej jej złożoności. A może właśnie dziś warto zapytać siebie: co dziś mogę zrobić dla siebie?
O Well Be Stories
Masz ochotę na więcej inspirujących rozmów? Poznaj podcast Well Be Stories. Rozmawiamy o tym, jak dbać o ciało i umysł, pielęgnować relacje, radzić sobie z trudnymi emocjami i uczyć się sztuki odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposobów na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. Ten podcast jest dla każdego, kto szuka równowagi i chce żyć świadomie w zgodzie ze sobą.
Czytaj inne artykuły wellbestudio.pl:
- Samotność w związku po 40 – objawy, przyczyny i sposoby, jak sobie radzić
- Przyjaźń kobiet – dlaczego jest tak ważna, jak się zmienia i jak o nią dbać?
- Dlaczego tak trudno odejść z nieszczęśliwego związku? Rozmowa z Olgą Daligą o samotności i relacjach
- O rodzicielstwie i byciu nieidealną mamą. Rozmowa z Joanną Ibisz
- Niebieskie strefy długowieczności. Na czym polega fenomen Blue Zones? Lista Power 9®
- Jak osiągnąć szczęście? Poznaj sekret i proste sposoby, które naprawdę działają
- Dlaczego coraz więcej kobiet po 40 decyduje się na rozwód? Oto 9 powodów
- Czego kobiety przestają się wstydzić po 40. roku życia? Sprawdź, co się zmienia
- Kryzys w związku: po ilu latach pojawia się najczęściej i co robić, by przetrwać?
- Kobieta 35+. Jak zmienia się zdrowie, ciało i psychika? Poradnik w pigułce
- Jaka jest kobieta po 40. roku życia? Co się zmienia i jak wygląda ten etap życia













Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *