Czy zdarza Ci się przeglądać Instagram i myśleć, że inne mamy radzą sobie lepiej? ich dzieci są lepiej wychowane, dom znacznie czystszy, a one wyglądają na bardziej wypoczęte, zadbane i po prostu szczęśliwsze? A może to właśnie Ty z całych sił próbujesz być wystarczająca, a mimo to wieczorem zostaje poczucie, że znów zrobiłaś za mało?
W najnowszym odcinku podcastu Well Be Stories gościnią Alicji Sękowskiej jest Justyna Jurkiewicz: mama dwójki dzieci, z zawodu fizjoterapeutka dziecięca, a w internecie autorka profilu „Z palmą jej do twarzy”. Justyna pokazuje macierzyństwo z humorem i bez lukru, a w rozmowie przyznaje, że sama również nie jest wolna od porównywania się z innymi mamami.
O czym jest ten odcinek podcastu?
Justyna i Alicja podczas rozmowy zastanawiają się, skąd bierze się przekonanie, że „inne mamy radzą sobie lepiej„, w czym porównujemy się najczęściej i dlaczego nawet świadomość tego mechanizmu nie sprawia, że porównywanie się całkowicie znika. Gościni nie występuje w roli eksperta, który wie lepiej. Opowiada o własnych wątpliwościach, wyrzutach sumienia i trudniejszych momentach macierzyństwa, a wszystko robi z dużą dawką dystansu i poczucia humoru.
W tle przewijają się też tematy, które wykraczają poza samo porównywanie: samotność mam, trudność w łączeniu pracy z byciem w domu, potrzeba czasu dla siebie i pytanie, czym właściwie jest bycie „dobrą mamą”. Jest też kilka anegdot, w tym historia o żuku w zupie borowikowej, która okazuje się wyjątkowo trafną metaforą.
Czy rzeczywiście inne mamy radzą sobie lepiej?
Na pytanie, czy pamięta moment, w którym pomyślała, że inna mama robi wszystko lepiej, Justyna odpowiada bez zastanowienia. Okazuje się, że to nie jest wspomnienie z przeszłości, tylko stan, który wraca regularnie. Mimo że jej dzieci nie są już niemowlętami, a ona sama ma za sobą lata doświadczeń, nadal łapie się na takich myślach. Zauważa też, że w świecie matek są mody i trendy, które się zmieniają, więc zmienia się również to, z czym się porównujemy.
— Jasne, to cały czas tak jest. Tak naprawdę mi się wydaje, że wszyscy radzą sobie lepiej. Zdecydowanie wszyscy sobie radzą lepiej, A ja to w ogóle robię chyba wszystko najgorzej i zupełnie na opak.
W czym porównujemy się najczęściej: dom, wygląd, wakacje, zajęcia dodatkowe?
Justyna opowiada, że przy pierwszym dziecku królował w sieci obraz idealnych, grzecznych dzieci i beżowych, wysprzątanych domów. Dziś jest odwrotnie, bo wiele mam pokazuje codzienność taką, jaka jest, a czasem nawet przerysowuje ją w drugą stronę. Mimo to zawsze można znaleźć coś, z czym da się porównać. Gościni wymienia najczęstsze obszary, a potem opisuje, jak zmieniły się jej własne wątpliwości przy drugim dziecku. Wtedy zaczęła zastanawiać się już nie nad czystością domu, ale nad tym, czy jest wystarczająco zaangażowana.
— Kto lepiej ogarnia, kto lepiej prowadzi dom, kto kupuje dziecku lepsze ciuchy, kto jeździ na lepsze wakacje, kto posyła do lepszego przedszkola i któreś dziecko ma więcej zajęć dodatkowych, to zdecydowanie są takie top kategorie, w których można się porównać.
A jak wyglądały jej wątpliwości przy drugim dziecku?
— Czy nie jestem zbyt luźną mamą? Czy powinnam może bardziej się zaangażować? Tak. Czy nie powinnam się bardziej zaangażować w to wychowanie?
Jak oglądać cudze życie w social mediach i nie dać się mu zdominować?
Alicja zauważa, że kobiety pokazują w sieci skrajności: albo macierzyństwo umęczone i bez wyjścia, albo takie, w którym wszystko jest cudowne. Obie strony potrafią poruszyć czytelniczki, każda w inny sposób. Justyna przyznaje, że wyidealizowane rodziny mogą prowadzić do frustracji i pytania, co robię nie tak. Jej sposobem jest „nałożenie filtra”, czyli świadome patrzenie z dystansem. Dodaje, że w praktyce czasem po prostu odkłada telefon i uznaje, że to czyjeś życie, a nie jej.
— Myślę, że to po prostu trzeba nałożyć jakiś filtr, po prostu oglądać to z pewnym dystansem, nie brać tego do siebie — nie porównywać się. To nie jest twoja historia, to jest czyjaś historia, że ujmę to w ten sposób. Może trochę banalny, ale faktycznie tak jest. To jest czyjaś historia, nie twoja. Każdy ma inne zaplecze, każdy ma inną, inną rodzinę, inne możliwości.
W rozmowie wraca też jej rolka, w której zachęca, by odłożyć telefon i zająć się własnym życiem. Alicja podkreśla, że to właśnie ona zainspirowała ją do wybrania tematu odcinka.
Dzień kropki w przedszkolu i poczucie, że „znowu zapomniałam”
Jedna z rolek Justyny dotyczyła przedszkolnego Dnia kropki, który łatwo przeoczyć. Alicja przyznaje, że sama o nim zapomniała, a jej córka wyszła z sali jako jedyne dziecko bez ani jednej kropki. Zaskoczyło ją jednak coś innego: pod nagraniem pojawiło się mnóstwo komentarzy kobiet, które poczuły presję już na samą myśl o takiej sytuacji. Alicja podkreśla, że w jej przypadku obyło się bez samobiczowania, ale wie, że wiele mam reaguje inaczej.
— No tak i to jest ok. I myślę, że naprawdę dziecko nie będzie miało Ci tego nigdy za złe, że zapomniałaś. Myślę, że możesz mieć czyste sumienie.
Samotność w macierzyństwie: co naprawdę doskwiera mamom?
Justyna ma kontakt z wieloma mamami, które piszą do niej wiadomości i dzielą się swoimi trudnościami. Zapytana o to, co doskwiera im najbardziej, nie wymienia ani wyglądu, ani braku czasu na sprzątanie. Mówi o czymś głębszym — o braku wsparcia. Sama przyznaje, że ma szczęście, bo wokół niej jest dużo życzliwych osób, na przykład teściowie, którzy pomagają przy dzieciach. Wie jednak, że nie każda mama jest w takiej sytuacji.
— Wiesz, co doskwiera najbardziej? Chyba ta samotność. Naprawdę jest mnóstwo z nas, które nie mają nikogo, kto może im pomóc. Gdzieś rodzina jest daleko lub ma swoje sprawy lub się nie interesuje. (…) I chyba to jest najgorsze, że te mamy nie mają czasu dla siebie, nie mają wsparcia. Myślę, że to jest taki największy problem właściwie.
Jedna z mam napisała jej, że ostatni raz kupiła coś tylko dla siebie kilka lat temu. Justyna mówi o tym tak:
— To, że jej potrzeby są zupełnie na końcu, że ona sobie nie kupiła nic dla własnej przyjemności przez kilka lat. Dla mnie to jest nie do pojęcia.

Dlaczego bycie mamą to ciągłe balansowanie pomiędzy domem, pracą i sobą?
Alicja pyta, jaka definicja matki przeważa w głowach kobiet. Justyna odpowiada obrazowo: strażniczka ogniska domowego, dzięki której cała domowa maszyna sprawnie działa. Problem w tym, że od tej samej kobiety oczekuje się też rozwoju zawodowego — to trudna sytuacja. Alicja nazywa to bycie w ciągłym rozkroku, a Justyna dodaje, że faceci zwykle tak nie mają. Skutki tego widać wieczorem, kiedy głowa nie chce się wyłączyć.
— Jak to zrobić? I właśnie tu jest ten rozkrok. I tu się chcesz rozwijać zawodowo, i tu chcesz, żeby ta maszyna działała, żeby wszystko sprawnie szło. No i później kładziesz się taka wieczorem śpiąca i sobie tylko myślisz, czy wyciągnęłaś to pranie, czy włożyłaś zupę do lodówki, czy tam się nic nie kisi w pralce przypadkiem — zamiast po prostu się położyć i spać.
Czy można być dobrą mamą i potrzebować czasu tylko dla siebie?
Na to pytanie Justyna odpowiada z pełnym przekonaniem, że oczywiście można. Opowiada o podróży Pendolino, którą odbyła sama, z kawą i książką, i o tym, jak bardzo tego potrzebowała. Jednocześnie przyznaje, że w środku „pika” ją poczucie, że zostawia dzieci. Alicja zastanawia się, czy to poczucie wynika z naszych własnych odczuć, czy z myślenia o tym, co pomyślałyby inne mamy. Justyna wyjaśnia, że nie chodzi o ocenę innych, ale o jej własne poczucie, że powinna być w domu, mimo że sama wie, że wyjście jest jej potrzebne.
— Nie, ja powinnam siedzieć w domu, ale na siłę się z tego domu czasami wypycham. Naprawdę. Bo ja wiem, że to trzeba, to jest potrzebne. Masz taką możliwość? Wyjdź z domu, złap ten oddech, bądź sobą.
Samobiczowanie po powrocie do pracy: czy da się odzyskać stracony czas?
Justyna opowiada o okresie, kiedy po urodzeniu córki wróciła do pracy i oboje z mężem pracowali bardzo dużo, żeby osiągnąć swoje finansowe cele. Dziecko spędzało dni z dziadkami i w przedszkolu, a ona widziała je głównie w weekendy. Wtedy mocno się biczowała, że wychodzi rano i wraca wieczorem. Dziś, kiedy cele zostały osiągnięte, a ona zrobiła sobie przerwę w etacie, może być w domu i spędzać czas z dziećmi. Przyznaje jednak, że wspomnienie tamtego okresu wciąż jest w niej obecne.
— Tak, ja niestety pracowałam naprawdę całymi dniami i przy tym dziecku mnie jednak często nie było. I to teraz dopiero widzę, ile czasu straciłyśmy. Naprawdę. Może to trwało dosłownie 2-2,5 roku, ale jednak był taki czas. To był bardzo intensywny czas i na pewno dużo mnie ominęło.
Wyrzuty sumienia, gdy praca zderza się z drzemką dziecka
Tym razem rozmowa dotyczy Justyny jako twórczyni internetowej. Alicja przyznaje, że miała ostatnio ogromne wyrzuty sumienia, bo musiała zająć się sprawami na Instagramie, a jej córka chciała się bawić. Justyna zna to z własnego doświadczenia, szczególnie przy współpracach, kiedy zbliża się godzina publikacji, a drzemka dziecka trwa piętnaście minut zamiast godziny. Zaraz potem dodaje jednak, że ta praca pozwala jej być w domu z dziećmi, a nie wychodzić na etat od ósmej do szesnastej
— I dziecko jest głodne, śpiące i niestety, ale jedną ręką trzymasz dziecko lulasz, a drugą po prostu poprawiasz, co tam trzeba i nie ma innego wyjścia. I wtedy sobie tak myślisz Boże, co ja robię ze swoim życiem?
„Byle przetrwać”: jak wygląda najtrudniejszy okres z noworodkiem?
Justyna wspomina czas po urodzeniu syna, kiedy chciała pogodzić opiekę nad niemowlęciem z kilkoma nagranymi współpracami. Chłopiec miał gorszy okres, dom był zaniedbany, a terminy ją goniły. Zauważa, że z córką tak nie było, bo ta pierwszy rok praktycznie przespała. Dziś widzi, że po części sama nałożyła na siebie zbyt dużą presję, bo za dużo chciała i nie wyrabiała się z wszystkim. Ten tryb trwał około czterech tygodni, a Justyna opisuje go tak.
— To był taki tryb byle przetrwać, byle przetrwać do wieczora, byle do rana, byle do weekendu, kiedy mąż będzie w domu i będę miała czas. No to faktycznie był ciężki okres.
Jaką mamą chcesz być i czego nie chcesz przekazać dziecku?
Zapytana, czym dla niej jest dobra mama, Justyna odpowiada krótko: wystarczy kochać i pokazać to uczucie. Zaraz potem opowiada o tym, jaką mamą próbuje być dla swojej córki. Jej głównym celem jest, żeby dziecko wiedziało, że zawsze może na nią liczyć i żeby miało pewność siebie, której ona sama w dzieciństwie nie miała. Wychowana na „grzeczną osobę”, która nikomu nie sprawia przykrości, często chowała swoje potrzeby, żeby innym było lepiej.
— Ja staram się, żeby moje dziecko zawsze wiedziało, że może na mnie w jakikolwiek sytuacji liczyć. Co by się nie działo, to po prostu jesteś okej i jesteś wystarczająca. Ja cię kocham taką, jaka jesteś. I też chcę ją nauczyć sięgać po swoje. Chcę ją nauczyć takiej pewności siebie.
Żuk w zupie, czyli jak nauczyć dziecko mówić o swoich potrzebach
Żeby zobrazować, jak wyglądało ukrywanie potrzeb, Justyna opowiada anegdotę z restauracji. Podczas obiadu z mężem i znajomymi znalazła w zupie borowikowej ogromnego żuka. Mimo to nie pokazała go kelnerowi, żeby nie było mu przykro, a wszyscy przy stole udali, że nic się nie stało. Dziś śmieje się z tej historii, ale traktuje ją też jako przypomnienie, co chce zmienić. Widzi w córce podobne zapędy, więc stara się ją delikatnie zachęcać do wyrażania tego, co czuje:
— Jest taka grzeczna, empatyczna i ja już staram się w niej trochę budzić. Takie poczucie, że stać Cię na więcej. Pokaż, co naprawdę myślisz, co czujesz. Nie chowaj tego w sobie.
Justyna dodaje, że macierzyństwo zmusiło ją do zrobienia porządku ze sobą. Dziś potrafi stawiać granice, a swoim dzieciom chce dawać przykład.
Dlaczego nie warto porównywać rozwoju dzieci?
Alicja zwraca uwagę, że rozwój dziecka może stać się dla matki miarą jej kompetencji, szczególnie wtedy, gdy porównuje je z rówieśnikami. Justyna ma tu szczególne kompetencje, bo jest fizjoterapeutką. Podkreśla, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie i że nie ma sensu opierać oceny rozwoju na tym, co robią rówieśnicy. Jednocześnie zaznacza, że czujność jest potrzebna, kiedy coś naprawdę niepokoi. Ma też nadzieję, że świadomość w tej sprawie rośnie, a mamy porównują się coraz rzadziej.
— Wiesz co, ja jestem z zawodu fizjoterapeutą. Ja bardzo dobrze wiem, że dzieci się po prostu nie porównuje. Każde dziecko ma swoje tempo, rozwija się w swoim tempie i absolutnie nie mam czegoś takiego. Owszem — jeśli cię coś niepokoi, trzeba się skonsultować ze specjalistą, ale nigdy to nie powinno być na zasadzie o Jezu, bo moje dziecko ma rok i jeszcze nie chodzi.
„Poczekaj, jeszcze się rozkręci”: jak radzić sobie z oczekiwaniami i straszeniem?
Zarówno Alicja, jak i Justyna słyszały w macierzyństwie komentarze typu „jeszcze się zmieni” czy „przy drugim dziecku dostaniesz popalić”. Alicja uważa, że to przesiąknięcie straszeniem, jakby było podejrzane, że komuś idzie dobrze. Justyna przyznaje, że przed narodzinami syna nastawiała się na gorsze, ale okazało się, że choć jest bardziej wymagający, to wciąż wszystko jest w porządku. Wniosek, do którego doszła, jest prosty i dotyczy każdej mamy:
— Więc ja uważam, że się nie ma co nastawiać. Po prostu wiadomo, że każdy sobie jakoś projektuje to dziecko w głowie jak to będzie wyglądać, ale tak nie ma się co przywiązywać do tych myśli.
Intuicja czy rady z zewnątrz: komu ufać w macierzyństwie?
Justyna mówi, że w wychowaniu kieruje się głównie intuicją i nie sięga po poradniki. Alicja zgadza się, że to cenne w kontekście porównywania, bo intuicja pozwala odróżnić to, czego potrzebuje dziecko od tego, co robi sąsiadka. Gościni zaznacza jednak, że nie jest to zasada bezwzględna. Konstruktywna krytyka i dobra rada są według niej w porządku, o ile nie padają z pozycji wyższości. Rady bywają pomocne, szczególnie kiedy sami o nie prosimy, a gorzej, gdy spadają bez zaproszenia. Wtedy Justyna po prostu słucha, dziękuje i robi po swojemu. Sposób na radzenie sobie z nimi opisuje tak:
— Chyba, że czujesz, że po prostu czegoś nie wiesz. Nie wiesz co zrobić. Wtedy faktycznie warto zasięgnąć jakieś porady. Nawet mamy babci, teściowej, kogokolwiek, kogoś, kto jest dla ciebie autorytetem. Uważam, że warto pytać.
Co tracimy, kiedy zamiast własnego macierzyństwa żyjemy cudzym?
Alicja pyta, co tak naprawdę tracimy, gdy zamiast myśleć o własnych potrzebach, patrzymy na to, jak radzą sobie inne. Jej zdaniem nasze macierzyństwo przestaje wtedy być nasze, bo staje się cudzym obrazkiem: pani z internetu, sąsiadki, koleżanki. Justyna dodaje, że próbując być kimś innym, gubimy siebie, a jednocześnie jeszcze częściej sięgamy po telefon. W rezultacie nie patrzymy na własne dziecko, tylko szukamy, co jeszcze poprawić
— Bo ty wtedy nie patrzysz na to dziecko, na to swoje kochane dziecko, nie przyglądasz się mu, tylko po prostu sobie myślisz a to nie to, to inaczej muszę zrobić, a tu coś inaczej. A to może teraz idźmy tam, albo zróbmy to. Zamiast po prostu być tu i teraz, to cały czas coś z tym poprawiać.
Czy influencerka pokazuje prawdę? Co widać, a czego nie widać w sieci
Alicja pyta, jak to jest prowadzić konto i jednocześnie być narażoną na porównywanie się z innymi. Justyna tłumaczy, że świadomie wybiera, co pokazuje: nie publikuje twarzy dzieci, nie pokazuje bardzo prywatnych momentów ani bliskich, którzy nie chcą być w kadrze. Zależy jej na tym, żeby pokazywać codzienność taką, jaka jest, bo właśnie to rezonuje z innymi mamami. Zaznacza też, że nawet jeśli coś wygląda na ogarnięte, to jest to tylko fragment życia.
— Pokazuję dokładnie to, co chcę, żeby inni widzieli. To, co też chcę pokazać mamom, że nie trzeba pokazywać idealnego macierzyństwa. Można pokazać prawdę taką, jaka jest i zainspirować inne dziewczyny, że naprawdę dążenie do ideału nie ma sensu.
Odporność na komentarze zawdzięcza, jak sama mówi, dawnej pracy sędziny piłkarskiej, gdzie inwektywy i przekleństwa były na porządku dziennym.
Bądź sobą: co Justyna chce powiedzieć każdej mamie?
Pod koniec rozmowy Alicja pyta, co Justyna chciałaby przekazać mamom, które patrzą na nią i myślą, że ona wszystko ogarnia. Odpowiedź jest prosta, a jednocześnie mocno osadzona w całej rozmowie. Justyna przypomina, że w sieci widzimy tylko mały fragment życia, a każda z nas ma swoje wady i zalety. Przesłanie, które chce przekazać swojej społeczności, ujmuje tak:
— Bądź sobą i tylko sobą. Po prostu jesteś jaka jesteś i masz swoje wady. Masz swoje zalety. Na pewno masz światu coś do powiedzenia, coś do pokazania. Nie chowaj się w kącie, nie porównuj się, bądź sobą.
Podsumowanie: ogarnianie i nieogarnianie też jest okej
Rozmowa Justyny Jurkiewicz z Alicją Sękowską przypomina, że porównywanie się z innymi mamami nie jest oznaką słabości, tylko częścią doświadczenia wielu kobiet. Nie da się go całkowicie wyłączyć, ale można zmienić sposób, w jaki na nie patrzymy: z dystansem, z odrobiną humoru i z pytaniem o własne potrzeby zamiast o cudze osiągnięcia.
Posłuchaj pełnego podcastu Well Be Stories i sprawdź, jak wygląda porównywanie się z innymi mamami w całej jego złożoności W pełnym odcinku usłyszysz znacznie więcej: ton rozmowy, anegdoty i szczere momenty, których nie da się w pełni oddać w tekście, w tym historię o żuku w zupie, o Dniu kropki i o tym, jak wygląda od kuchni prowadzenie konta „Z palmą jej do twarzy”. A może po obejrzeniu poczujesz, że to, co robisz każdego dnia, jest już wystarczające?
O Well Be Stories
Masz ochotę na więcej inspirujących rozmów? Poznaj podcast Well Be Stories. Rozmawiamy o tym, jak dbać o ciało i umysł, pielęgnować relacje, radzić sobie z trudnymi emocjami i uczyć się sztuki odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposobów na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. Ten podcast jest dla każdego, kto szuka równowagi i chce żyć świadomie w zgodzie ze sobą.
Czytaj inne artykuły wellbestudio.pl:
- O rodzicielstwie i byciu nieidealną mamą. Rozmowa z Joanną Ibisz
- Porównywanie motywuje i wyczerpuje. Raport Well Be Studio
- Macierzyństwo bez lukru. Rozmowa z Kamilą Kamińską
- Dlaczego się porównujemy? Wnioski z raportu „Za daleko od ideału?”
- Idealne macierzyństwo nie istnieje. Rozmowa z Magdaleną Chabracką
- Jak przestać porównywać się do innych. Co radzi Marta Iwanowska-Polkowska?
- Marielle Tourel: co robić gdy dziecko nie słucha. Jak być lepszym rodzicem?
- Wychowanie dziecka i porozumienie bez krzyku. Rozmowa z Anastazją Bernad
- Podróże, rodzina, aktorstwo. Uważność, ambicja i siła: rozmowa z Joanną Moro
- Jak stawiać granice dziecku? Rozmowa z Mariolą Kurczyńską o wychowaniu
- O emocjach: dyskomfort jest dobry dla dziecka. Rozmowa z Mariolą Kurczyńską













Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *