Dlaczego tak często ciągnie nas do osób, z którymi relacja boli bardziej, niż daje spokój? Czym właściwie są style przywiązania i dlaczego to, co przeżyliśmy w dzieciństwie, wraca do nas w dorosłych związkach? W najnowszym odcinku podcastu Well Be Stories gościem Alicji Sękowskiej jest Marek Bogusz — nauczyciel akademicki z dziesięcioletnim doświadczeniem dydaktycznym, twórca projektu unikowy.pl, poświęconego stylom przywiązania i relacjom lękowo-unikającym.
O czym jest podcast?
W podcaście na kanale Well Be Stories Marek Bogusz i Alicja Sękowska rozmawiają o tym, czym są style przywiązania, jak kształtują się w dzieciństwie i dlaczego tak silnie ujawniają się w dorosłych, szczególnie romantycznych, relacjach.
W centrum rozmowy znajduje się układ, który może prowadzić do wyjątkowo intensywnej i wyczerpującej dynamiki — relacja osoby o stylu lękowym z osobą o stylu unikającym. Marek Bogusz wyjaśnia, skąd bierze się ten magnetyzm, jak wygląda charakterystyczny cykl takiej relacji i czym jest bolesna „dezaktywacja”, która może pojawić się po okresie silnej bliskości.
Ekspert mówi też o tym, co najważniejsze: czy z takiego schematu można się uwolnić i jak zacząć budować bezpieczniejszą relację. To konkretna, uważna rozmowa o mechanizmach, które często działają poza naszą świadomością, ale jednocześnie dają nadzieję, że poznanie własnych schematów może być początkiem zmiany.
Czym są style przywiązania?
Style przywiązania można porównać do pewnego rodzaju programu, który zawiera instrukcje. W teorii przywiązania nazywamy je mechanizmami bądź schematami. Mamy je w sobie i często, tak jak pracuje na przykład zaprogramowana maszyna, postępujemy w relacjach międzyludzkich.
To jest pewnego rodzaju ścieżka, którą postępujemy, wchodząc w relację z drugim człowiekiem — w relację romantyczną czy w relację na przykład przyjacielską. I według tych mechanizmów ją budujemy, ale też — co często się wiąże z pewnymi wysokimi, emocjonalnymi przeżyciami — wychodzimy z relacji.
Dlaczego style przywiązania to istotna kwestia?
Powtarzalność tych mechanizmów i schematów spowodowała, że już ponad 70 lat temu zauważono, że jest pewna korelacja między tym, co przeżywamy w dzieciństwie, a tym, w jaki sposób realizujemy swoją bliskość i relacje w dorosłości. I ten zestaw mechanizmów oraz schematów powtarza się na tyle często, że można było wydzielić kilka różnych stylów przywiązania.
Obecnie wyróżnia się cztery główne style przywiązania:
- styl lękowy,
- styl unikający,
- styl lękowo-unikający — nazywany zdezorganizowanym,
- styl bezpieczny.
Te trzy pierwsze to tak zwane pozabezpieczne style przywiazania, które powodują, że w relacjach występuje dyskomfort i zdarzenia, których byśmy nie chcieli. Styl bezpieczny to taki styl, w którym zachowujemy stabilność, której często nam w relacjach brakuje.
Czy style przywiązania kształtują się w wieku dziecięcym?
Ta teoria na samym początku dotykała tylko i wyłącznie okresu wczesnodziecięcego, w pracach na przykład Johna Bowlby’ego, który był prekursorem tej teorii. Mówimy o bardzo wczesnym okresie w życiu — to jest okres tuż po narodzeniu: miesiące, mniej więcej do trzeciego roku życia.
Co do zasady chodzi o wczesny kontakt dziecka ze swoim opiekunem. Jaki jest sposób tego kontaktu, jaka jest jakość tego kontaktu i w jaki sposób ta relacja — najczęściej z mamą, ale to może być też relacja z ojcem czy z opiekunami — się kształtuje i jakie zjawiska w tej relacji występują.
Natomiast w późniejszych pracach zauważono — i to zostało udowodnione przez badania — że choć style przywiązania kształtują się w bardzo wczesnym dzieciństwie, później mogą być nieco korygowane: wzmacniane bądź redukowane.
Jeżeli środowisko, które tworzy te mechanizmy, występuje później w dzieciństwie już takim nastoletnim i dalej, to może nastąpić pewien regres tych mechanizmów, jeżeli były na przykład silniejsze we wczesnym dzieciństwie, albo odwrotnie — wzmocnienie. I dokładnie z takim bagażem wchodzimy już później w dorosłość.
Dlaczego style przywiązania ujawniają się najsilniej w miłości?
Najbardziej style przywiązania uwidaczniają się w relacjach romantycznych, czyli w takich, w których emocje odgrywają największą rolę i są po prostu najwyższe.
Każdy z nas to przeżył — kiedy się zakochujemy, doświadczamy natłoku myśli, emocji i uczuć. Ponieważ są one tak silne, daje nam to znak, że pochodzą z „bardzo głębokiego mózgu”. Te najsilniejsze emocje, które potrafią nami sterować, rodzą się bowiem bardzo głęboko. Jak wiemy, mamy jakby dwa poziomy mózgu — korę i taki wewnętrzny mózg, czasami nazywany gadzim, niesłusznie, ale powiedzmy, że taki, który wykształcił się bardzo dawno temu. I te najsilniejsze emocje pochodzą właśnie stamtąd.
Kiedy przebijają się przez tę warstwę kory i zaczynają nami sterować, wówczas bardzo trudno je powstrzymać. A ta racjonalna kora, ten nasz racjonalny sposób postępowania, nie zawsze potrafi te emocje zatrzymać. I dlatego właśnie w relacjach romantycznych wychodzi to, co w nas siedzi najgłębiej. Te mechanizmy powstały dawno temu i ujawniają się w nas w najmniej spodziewanych momentach, w najmniej spodziewany sposób. Działają trochę jak nasz autopilot.
Dlaczego osoby lękowe i unikające tak bardzo się przyciągają?
To jest rzecz, o której najczęściej słyszę. To jest taki sposób relacji, kiedy spotykają się dwa pozabezpieczne style — który występuje rzeczywiście najczęściej — a wynika to z bardzo wielu czynników.
Jeśli miałbym zacząć od najważniejszego, to istnieje pewien naturalny magnetyzm pomiędzy stroną lękową a unikającą, ponieważ obie te strony mają na pewnym etapie związku sobie coś do zaoferowania, czego druga strona nie ma. W skrócie wygląda to tak, że stronę unikającą ta hiperuczuciowość osoby lękowej w pewien sposób fascynuje, dlatego że sama nie potrafi tego robić, nie ma dostępu do swoich emocji, często je tłamsi, nie dopuszcza ich do siebie. Widzi, że ta druga osoba, lękowa, wprost wylewa te emocje, więc jest to dla niej fascynujące.
Z kolei u osoby lękowej bardzo często zachodzi mechanizm, który w pewien sposób uzależnia ją od tej unikającej, ponieważ osoby unikające mają tendencję do tego, żeby się przybliżać i oddalać, żeby być raz zimnym, raz ciepłym. Bardzo często wynika to z tego, że boją się własnych uczuć, boją się własnych emocji i próbują je w sobie zniszczyć, tłamsić, schować. Jednocześnie to są ludzie, którzy — tak jak każdy — chcą być w związku, chcą być kochani i chcą kochać, ale nie potrafią tego robić, bo nikt tego nie nauczył.
Lękowa strona, w momencie kiedy dostaje taką nagrodę, która się oddala, przybliża, raz jest, raz jej nie ma — nie ma pojęcia, czy ona na pewno tam będzie — kiedy, czy znowu się oddali, czy zniknie, czy odpowie — wówczas tworzony jest mechanizm, który przypomina trochę uzależnienie od substancji. To jest taka nagroda przerywana, która powoduje w mózgu, posiadającym dużo tych lękowych mechanizmów, wytworzenie stanu pewnego uzależnienia od tej sytuacji. Mózg lękowy musi walczyć — tak został nauczony — o to, żeby być zauważonym, żeby być kochanym. W związku z tym, jeżeli ta kochana osoba się oddala, ten lękowy odczuwa to jako potężne zagrożenie.
Jak rozpoznać w sobie lękowy styl przywiązania?
To jest przede wszystkim takie poczucie, że partner ciągle mi ucieka, że muszę o niego, o tę relację dbać jednostronnie. Bardzo często osoby lękowe używają takiego stwierdzenia, że muszą walczyć o tego człowieka, muszą walczyć o relację. To jest ogromnie wyczerpujące i bardzo często osoby lękowe żyją w tego typu związkach, które są dla nich niekorzystne, bardzo długo, latami.
Znam takie historie, gdzie to są na przykład małżeństwa wielodziesięcioletnie — takie osoby lękowe w pewien sposób uzależniają swój wewnętrzny stan emocjonalny od obecności drugiej osoby. To znaczy: kiedy jesteś, to ja się czuję dobrze, kiedy ciebie nie ma, odczuwam absolutny dyskomfort, odczuwam zagrożenie i muszę wszystko tak zmienić, całe moje otoczenie, żebyś ty znowu przy mnie był. W pewien sposób budują poczucie swojej wartości na obecności drugiego człowieka, a nie za bardzo potrafią zbudować to poczucie wartości na tym, co jest najważniejsze, czyli na własnych podstawach.
Jeżeli mamy do czynienia z silnym nacechowaniem tych mechanizmów lękowych, to właściwie spokoju nie osiągamy nigdy, bo zawsze osoba lękowa znajdzie jakiś powód, jakiś sygnał — mniej lub bardziej istniejący — który spowoduje, że narobi sobie sama tego dyskomfortu i próbuje odzyskać coś, co tak naprawdę jeszcze nie zostało stracone.
Dla osób lękowych bardzo często posiadanie partnera i bycie w związku jest jakby naczelnym celem, jeżeli chodzi o sprawy emocjonalne, i to sprawia, że osoby lękowe bardzo często wchodzą w relacje bardzo niekorzystne dla siebie — wchodzą w relacje byle jak, z byle kim, i nie odchodzą, mimo pewnych obiektywnych sygnałów, których nie potrafią zauważyć.

Czym charakteryzuje się styl unikający?
Styl unikający, jak sama nazwa wskazuje, charakteryzuje się tym, że unikamy wglądu w siebie, unikamy swoich własnych emocji, swoich własnych uczuć. I tak naprawdę w nim też występują lęki, ale te lęki są bardzo specyficznie ukierunkowane.
Kiedy osoba unikająca zaczyna coś czuć, to najczęściej próbuje tego nie czuć, próbuje zrobić tak, żeby źródło tej emocji od siebie oddalić. I to się też często dzieje nieświadomie. Próbują te emocje tak w sobie stłamsić, żeby ich po prostu nie czuć, a przy okazji tłamszą też wiele innych rzeczy, i z tego powodu mają ogromny problem z wglądem w siebie — kim są, dlaczego są na tym świecie. I często określają to takim bardzo niesympatycznym słowem, że odczuwają pustkę. Ta pustka jest bardzo charakterystyczna dla osób ze stylem unikającym.
Jeśli ktoś uważa, że taka osoba unikająca robi sobie to z przyjemnością, to jest w wielkim błędzie. Bo tak naprawdę są to osoby potwornie nieszczęśliwe, głęboko nieszczęśliwe. I podobnie jak styl lękowy — wyszły ze środowiska, które równie szczęśliwe nie było.
Tylko to, czy wykształcamy stronę stylu lękowego, czy stronę stylu unikającego, zależy od naszego sposobu reakcji na środowisko. Lękowy przykleja się do opiekuna, a unikający w pewnym momencie stwierdza, że on nic już nie znaczy dla nikogo. W związku z tym godzi się z tym wewnętrznie i już więcej nie zabiega o emocje, o zainteresowanie, o to, żeby drugi człowiek był dla niego bliski. Bliskość zaczyna kojarzyć się z zagrożeniem. To jest bardzo głęboki wstyd, zakorzeniony w osobie unikającej, który podpowiada naturalnie, nieświadomie: ja nie zasługuję na nikogo. Osoby unikające mają poczucie własnej wartości, które jest bardzo niskie, bądź po prostu szoruje po dnie.
Jak wygląda cykl relacji lękowo-unikającej?
Istnieje pewien charakterystyczny cykl, ale to nie oznacza, że zawsze w stu procentach się sprawdza. Bardzo często wygląda to w ten sposób, że na początku, kiedy dwie takie osoby się spotykają, jest to uderzenie. Jest pięknie, jest nawet za pięknie. Te dwie osoby wzajemnie się nakręcają, napędzają.
Z takiej osoby unikającej, która całe życie tłamsiła swoje emocje — a one tam są, to nie są jacyś wyzbyci z emocji psychopaci — przez ten krótki okres na początku, kiedy powstaje ten lejek pomiędzy światem zewnętrznym a tymi wewnętrznymi, stłamszonymi emocjami, wybucha jak wulkan.
Taka osoba może zalać tę lękową wszystkim, czego ta potrzebuje: atencją, uwagą, obecnością. Powstają super plany na całe życie, obiecują sobie niestworzone historie. Ten pierwszy okres trwa krótko — mogą to być tygodnie, mogą to być miesiące, ale jest to zauważalnie krótki okres.
Później dochodzi do bardzo charakterystycznego momentu, kiedy strona lękowa zaczyna zauważać, że ta unikająca zaczyna się oddalać. Bo kiedy jesteś na początku relacji, wszystko jest różowe, wszystko jest przesłonięte przez taki przejaskrawiony, cudowny obraz drugiej osoby. I nagle zdajemy sobie sprawę, że nie obcujemy z cudem, tylko z drugim człowiekiem, który ma swoje potrzeby, swoje emocje, swoje życie.
Lękowa strona orientuje się, że partner ma życie, ma jakieś chwile słabości — no to nie jest tak różowo. A ten unikający orientuje się: hola, tutaj było na początku super, ale teraz coś trzeba nazwać, kim my właściwie jesteśmy, czy to jest związek, czy nie. W którym momencie zaczyna się odpowiedzialność, współżycie z drugim człowiekiem — i to taką unikającą osobę przeraża.
Reaguje tak, jak została nauczona: odcięciem się, negacją, ucieczką. To powoduje, że lękowa do niej biegnie, a unikająca jeszcze szybciej ucieka, bo nie jest w stanie znieść tego naporu. Mamy trzy rodzaje reakcji: ucieczka, walka bądź zamrożenie. U unikających ucieczka i zamrożenie są najczęstszą reakcją tego głębokiego mózgu, a u lękowego — jeszcze głębsza próba wylania z siebie i zacieśnienia relacji, mimo obiektywnych przesłanek, że zaczyna się dziać coś niedobrego.
Czym jest dezaktywacja?
Dezaktywacja następuje wtedy, kiedy zostanie przekroczony pewien próg wytrzymałości u osoby unikającej, która absolutnie traci kontakt z własnymi emocjami, z własnym wnętrzem. Ten próg jest na różnym poziomie u różnych osób — każdy z nas jest indywidualny. Ale bardzo często takimi triggerami są kłótnie, pierwsze kłótnie, albo — i tu być może cię zaskoczę — jakieś fajne wydarzenie spędzone razem: super wycieczka, jakiś wyjazd, wspólne spotkanie rodzinne. To wszystko, co uruchamia w takim człowieku poczucie: teraz jestem czymś, co wymaga ode mnie uczuć, emocjonalności, a ja się tego strasznie boję, ja tego nie umiem. U osób unikających nie ma żadnej logiki w działaniu. Żadnej.
To działa troszeczkę jak elektryczny bezpiecznik — ma tylko dwa poziomy, 0 i 1. Przeskakujemy z jedynki do zera. Taka osoba się absolutnie wyłącza. I możesz to zauważyć, bo pojawiają się charakterystyczne objawy z ciała, o których bardzo często osoby lękowe opowiadają — między innymi puste, zimne, zupełnie pozbawione uczuć oczy.
Obok tej pustki to jest jedna z najgorszych rzeczy, jakie doświadcza osoba lękowa. Chwilę temu osoba, która deklarowała, że cię kocha, że chce spędzić z tobą życie — i za chwilę albo nic nie deklaruje, bo się kompletnie wyłącza, albo pojawia się na przykład takie zjawisko jak ghosting. [Ghosting to potoczne określenie nagłego zerwania kontaktu z drugą osobą bez wyjaśnienia, ostrzeżenia czy podania przyczyny. Osoba stosująca ghosting przestaje odpowiadać na wiadomości, telefony i inne próby nawiązania kontaktu, pozostawiając drugą stronę bez informacji o tym, co się wydarzyło. red.]
Nie każda krzywdząca relacja jest jednak wynikiem świadomej manipulacji. Osoby z pozabezpiecznymi stylami przywiązania mogą działać pod wpływem nieuświadomionych mechanizmów. Zrozumienie ich źródeł nie oznacza jednak usprawiedliwiania zachowania. Obie strony mogą nauczyć się rozpoznawać własne schematy i stopniowo je zmieniać.
Dlaczego osoby unikające szybko wchodzą w nowe związki?
Zadajmy sobie pytanie, czym jest miłość — to trudne pytanie. Natomiast jeśli chodzi o relacje, to wydaje mi się, że miłość powinna zawierać pewne konkretne elementy: szacunek, wsparcie, komunikację i to, czego w miłości nie może zabraknąć, czyli namiętność.
I owszem, namiętność dla osób unikających jest stanem, który jest dla nich pożądany. Chcą być w namiętnych sytuacjach, chcą czuć tę namiętność. Natomiast już współodpowiedzialność za związek — już niekoniecznie. Długotrwały szacunek do drugiego człowieka, który z ich punktu widzenia jest zagrożeniem, bo na nich napiera — też nie do końca wychodzi. Komunikacja w związku lękowo-unikającym jest bardzo słaba, dlatego że ani osoba lękowa specjalnie nie potrafi komunikować, o co jej chodzi, tylko w pewien sposób wymaga tego swoim zachowaniem, a osoby unikające są bardzo słabe w komunikowaniu swoich potrzeb i bardzo często nawet nie wiedzą, jakie mają potrzeby, bo nie potrafią do tego dotrzeć.
Dla osób unikających często jedynym namacalnym objawem miłości jest to, co się dzieje na początku związku. A ten początek jest w pewien sposób nierealistyczny, jest taką bajką. Dla osób unikających ten koktajl emocji i chemii jest tak naprawdę jedynym rodzajem miłości, który znają, akceptują i który chcą przeżywać. A z racji tego, że nie da się utrzymać tego haju przez cały czas trwania związku, w momencie kiedy ten haj mija, trzeba znaleźć sobie następny.
Dlatego bardzo często z osobami unikającymi dzieje się tak, że w momencie dezaktywacji bardzo szybko wchodzą w następny związek, a czasem jeszcze będąc oficjalnie w poprzednim, już coś tam zaczynają sobie ścielić.
Jak przerwać ten cykl? Zauważenie, czyli samoświadomość
Bardzo często pierwszym impulsem do przemiany, do zauważenia, że coś się dzieje nie tak, i to już któryś raz z rzędu, jest właśnie tego typu związek z osobą unikającą. I — przepraszam za to słowo, bo oczywiście to jest bardzo trudne przeżyć coś takiego — ale finalnie może się okazać, że tego typu przeżycie spowoduje, że po raz pierwszy spojrzysz w siebie i zauważysz, że to, dlaczego się znalazłaś w takiej sytuacji, wynika z czegoś, co się wydarzyło w twoim życiu.
Dlaczego ja tak reaguję, dlaczego przyciągam w kółko takie same osoby, dlaczego moje związki kończą się zawsze tak samo. To jest pewnego rodzaju oczyszczenie, takie katharsis, i wówczas może się pojawić element samoświadomości — aha, a może to nie był wcale zły, psychopatyczny, toksyczny narcyz, tylko ja wszedłem w coś, co było dla mnie niekorzystne, a stało się to dlatego, że sam, na własne życzenie, w taką relację się znalazłem. A dlaczego? I wtedy zaczynasz trochę grzebać.
Wtedy zaczynasz zauważać, że w tobie są jakieś krwawiące rany, wywołane przez jakieś zdarzenia we wczesnym dzieciństwie, spowodowane relacją z opiekunem. Coś, co wyparłaś, co było dla ciebie już zupełnie nieświadome, a jednak steruje tak podprogowo, z tylnego siedzenia, cały czas twoim życiem.
I wtedy nagle odkrywasz, że cały ten wektor szukania powinnaś skierować w swoją stronę. Bo nie mamy kontroli nad drugim człowiekiem, choćbyśmy biegali na rzęsach i na rękach. Nie mamy takiej siły, mocy i zasobów, żeby drugiego człowieka zmienić, wywalczyć sobie miłość. Ale siebie możemy zawsze.
Wyobraźmy sobie siebie jako taką chodzącą bańkę — w obszarze bańki jesteśmy w stanie kontrolować nasze otoczenie, poza nią możemy tylko próbować wpływać na to otoczenie, ale stuprocentowej szansy, że się uda, nie mamy. Wewnątrz też nie, ale jest znacznie wyższa szansa, że jeżeli zajmiemy się własnym podwórkiem, to wysprzątamy je na tyle, że okaże się, że ten związek nie był wcale taki super, jak się obiektywnie na to spojrzy. Do tego trzeba czasu, dużo czasu najczęściej, i przede wszystkim wytrwałości.
Czy taka relacja może się udać?
Taka sytuacja wymaga pracy obu stron. Obu. Nie jesteś w stanie zmusić go albo jej do tego, żeby z tobą była. Nie jesteś w stanie zrobić absolutnie niczego, żeby zmusić tę drugą osobę. Ale jeżeli obydwoje — czyli strona lękowa i unikająca w tym związku — uzyskają tę samoświadomość i zaczną korygować te mechanizmy, bo to jest tak naprawdę korekcja, to jeżeli te dwie osoby wezmą się za taką pracę i będą kontrdziałać wobec tego, co czują na tym autopilocie, to mózg jest neuroplastyczny, nauczy się w końcu.
Oczywiście to jest koszmarnie trudne walczyć z tymi głębokimi mechanizmami, bo mózg, nasz pierwotny, jest silny, potrafi nam dokopać i pokazać, jacy my naprawdę jesteśmy tam w środku. Ale można sobie z tym radzić.
Kiedy dwie osoby zaczynają żyć faktami, zaczynają kontrdziałać przeciwko temu autopilotowi, kiedy obie strony czują, że wiedzą, po co tu są i dlaczego to robią dla siebie — to wówczas jest szansa. I ja znam takie związki, znam takie osoby, którym się udało. Ale jeszcze raz to podkreślę: to wymaga pracy dwóch osób. W pojedynkę się nie uda.
Jak wygląda proces uzdrawiania się po takiej relacji?
Jeśli chodzi o proces wspierający, czyli psychoterapię bądź terapię — tutaj już niezależnie, czy uda się to zrobić w parze, czy samemu. Są różne nurty, różne sposoby, nie chciałbym faworyzować żadnego z nich. Samo pójście po pomoc jest pierwszym, najważniejszym krokiem. Nie bójcie się tego, bo to zdrowie jest takie samo jak każde inne, wasze fizyczne. Jeżeli macie na przykład grypę, cukrzycę, cokolwiek, to przecież nie czekacie, aż to się zmieni, tylko idziecie do lekarza.
Ten proces, kiedy odbywa się pod okiem specjalisty, najczęściej przebiega jako tak zwana praca nad schematami. To jest najczęściej uzyskanie tej świadomości, kiedy to się dzieje — bo autopilot polega na tym, że samolot sobie leci, a my niekoniecznie mamy wielki wpływ na to, co się z nim dzieje, bo wszystko jest świetnie zaprogramowane. Ale kiedy problemy się zaczynają, trzeba je zauważyć — w jakich sytuacjach, kto mnie uruchamia, co mnie uruchamia, że staję się taka bądź taki.
I kiedy te sytuacje się pojawiają, to jest jak w kreskówce z żarówką — aha, to jest teraz to, o czym wspominał mi mój psycholog, że kiedy to się pojawi, spróbuj tego, tego i tego. Za pierwszym razem może nie wyjść, za drugim nie wyjdzie, za trzecim i tak dalej. Może być tak, że to będzie praca na całe życie, kto wie. Ale warto, dlatego że finalnie, kiedy te dwie strony pracują i dalej są w związku, pojawia się komunikacja, pojawiają się te pozostałe elementy poza namiętnością — wtedy obie strony żeglują, albo już trzymając się tej lotniczej wersji, lecą prosto do portu o nazwie bezpieczny styl przywiązania.
Na styl przywiązania, który wykształciliśmy w sobie jako dzieci, nie jesteśmy skazani – możemy to zmienić
Mózg jest neuroplastyczny. Zmieniając postępowanie, zmieniając zachowania, zmieniając reakcje, jesteśmy w stanie na niego wpłynąć, że mózg nauczy się innej reakcji.
Wielu z was na przykład gra na instrumentach — ja też pochodzę z takiego świata, trochę muzycznego. Kiedy zaczynasz grać na gitarze, na początku palce masz zdarte do krwi i nie wychodzą ci, bolą jak cholera. Natomiast po pewnym czasie zaczynasz to łapać i pojawia się pewna synchronizacja. To jest właśnie obraz neuroplastyki mózgu — mózg się tak uczy nowych schematów. Nie zostaliśmy ewolucyjnie stworzeni do tego, żeby grać na gitarze, ale jesteśmy jako ludzie w stanie wykształcić tego typu umiejętności. Czytaj: żeby mieć coraz lepsze relacje, musimy ćwiczyć. Każde osobno i jeżeli jesteśmy w związku — zawsze musimy ćwiczyć, bo to nic się nie wydarzy samo. Nawet jeżeli jesteście w związku szczęśliwym, to ćwiczcie dalej, dlatego że bez tego grania ta gitara się rozstroi.
Czy przeciwieństwa się przyciągają?
Nie mogę się zgodzić, dlatego że — od czasu, kiedy zajmuję się budowaniem i psychologią relacji — okazuje się, że jesteśmy wszyscy tak różni, tak kolorowi, tak niejednoznaczni, że nie jest tak, że przeciwieństwa się przyciągają. Mogą, nie muszą.
Ale mogę ci powiedzieć jeden mit, z którym się absolutnie nie zgadzam — to jest ten tak zwany mit twin flame, czyli tego bliźniaczego płomienia, tej bratniej duszy. Otóż okazuje się, że to poczucie bratniej duszy, tego bliźniaczego płomienia, to jest bardzo często objaw wczesnej fazy relacji lękowo-unikającej.
Więc zanim wpadniecie w ten wir — i być może okaże się, że w jakichś przypadkach to jednak przerodzi się w coś pięknego, w naprawdę piękną relację — ale zanim to się stanie, zatrzymaj się i sprawdź, czy to na pewno jest to, czy czegoś nie pomijasz.
Jak wygląda zdrowe budowanie relacji?
I znowu odwołam się do tej naszej indywidualności. Zacznę troszeczkę przewrotnie odpowiadać na to pytanie. To, czego bardzo brakuje osobom lękowym, to sprawczość i decyzyjność. Takie osoby bardzo często pytają: co ja mam zrobić, ale czemu ja mam to zrobić, co się tam dzieje, o co chodzi, jak ja mam to zrobić. Dostają jakieś rady różnego typu, a potem najczęściej nic z tym nie robią, albo jeszcze gorzej — postępują według najgorszej rady, jaką dostali.
Dlatego o tym mówię, że nie ma jednej wersji budowania zdrowej relacji. Tak samo jak nie ma czegoś takiego, że ktoś do ciebie wróci, bo zrobisz jakieś pięć kroków. To jest mit, to jest kłamstwo — jeżeli na przykład ktoś ci mówi, że zna jakiś sposób na to, że opuścił cię jakiś X, a jak wykonasz to i to, to jest prawie stuprocentowa szansa, że on do ciebie wróci. Wystrzegajcie się tego, bo to jest po prostu nieprawda.
To, żeby zbudować zdrową relację, jest oparte na twoich i tego drugiego człowieka decyzjach i sprawczości. Natomiast mogę ci powiedzieć jedną rzecz: zdrowa relacja zaczyna się stopniowo, etapami i spokojnie. To nie jest wybuch wulkanu, który potem gaśnie. To nie jest zapałka, która się zapaliła i tak samo szybko zgasła. To nie jest jakieś hiperszybkie wejście na poziomy, które już same z siebie zaczynają być podejrzane, że to wszystko dzieje się troszeczkę za szybko.
To może być dla ciebie sygnał, że nie wchodzisz w relację, która jest zdrowa. Oczywiście nie zawsze, ale na tyle wysoki procent, że warto się w tym momencie zatrzymać i budować w sobie tę uważność na to, co się dzieje ze mną w pierwszej kolejności, a potem co się dzieje z tą osobą, z którą w tę relację wchodzę.
Zamiast zakończenia
Najmocniejsza konkluzja podcastu? Style przywiązania nie muszą być wyrokiem ani scenariuszem, który będziemy powtarzać przez całe życie. Mogą działać jak autopilot, ale kiedy zaczynamy rozpoznawać własne schematy, pojawia się przestrzeń na zmianę. To proces, który wymaga czasu i pracy, ale — jak podkreśla Marek Bogusz — ponieważ mózg jest neuroplastyczny, bezpieczny styl przywiązania możemy wykształcić także w dorosłym życiu.
Jak przestać powtarzać dobrze znany scenariusz i zacząć pisać nowy? Posłuchaj całej rozmowy na Well Be Stories i sprawdź, co naprawdę stoi za naszymi wyborami w relacjach. Jeśli ten temat może być ważny dla kogoś Ci bliskiego, prześlij mu ten odcinek podcastu — być może będzie początkiem ważnej rozmowy.
O Well Be Stories
Masz ochotę na więcej inspirujących rozmów? Poznaj inne odsłony w Well Be Stories. Rozmawiamy o tym, jak dbać o ciało i umysł, pielęgnować relacje, radzić sobie z trudnymi emocjami i uczyć się sztuki odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposobów na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. Ten podcast jest dla każdego, kto szuka równowagi i chce żyć świadomie w zgodzie ze sobą.
Przeczytaj nasze inne artykuły:
- Komunikacja w związku: jak rozmawiać? Radzi psycholog Magdalena Kleczyńska
- Jak pokonać lęk i działać? Rozmowa z Marcinem Matychem, dr. Nerwicą
- Jak sobie radzić z lękiem? Rozmowa z Marcinem Matychem, czyli dr. Nerwicą
- Lęk przed odrzuceniem – jak sobie radzić. Rozmowa z Igorem Rotbergiem
- Dlaczego wybieramy nieodpowiednich partnerów? Rozmowa z Amandą Staniszewską-Celer
- O co pytać na pierwszej randce i jak nie przeoczyć czerwonych flag? Rozmowa z psycholożką Magdaleną Chorzewską
- Jak zbudować zdrowy związek po rozwodzie. Rozmowa z Piotrem Mosakiem
- Czy zazdrość w związku jest normalna? Rozmowa z dr. Maciejem Klimarczykiem
Youtube: PMjyhjlJJCo














Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *