Dlaczego wybieramy nieodpowiednich partnerów? Rozmowa z Amandą Staniszewską-Celer  

Dlaczego wybieramy nieodpowiednich partnerów? Rozmowa z Amandą Staniszewską-Celer  

Dlaczego wciąż trafiamy na „ten sam typ partnera”, choć każda nowa relacja wydaje się zupełnie inna niż poprzednie? Czy to przypadek, pech, a może konsekwencja schematów, które nosimy w sobie od lat?

Gościnią Alicji Sękowskiej, prowadzącej podcast Well Be Stories, jest psycholożka, psychoterapeutka i seksuolożka Amanda Staniszewska-Celer, która na co dzień pomaga zrozumieć, skąd biorą się powtarzające się wzorce w relacjach i jak można je przełamać.

Czego się dowiesz z podcastu?

W rozmowie pojawiają się różne tematy i kwestie, takie jak style przywiązania, wzorce wyniesione z domu rodzinnego, mechanizm chemii i zauroczenia przypominający hazard, a także pytanie, dlaczego tak trudno nam dostrzec czerwone flagi na starcie znajomości.

Ekspertka opowiada też, jak wygląda praca nad zmianą tych schematów w gabinecie terapeutycznym — od pierwszego kroku, jakim jest samo zauważenie powtarzalności, po konkretne eksperymenty behawioralne, które pomagają otworzyć się na zupełnie inny typ partnera.

Czytaj: O co pytać na pierwszej randce i jak nie przeoczyć czerwonych flag? Rozmowa z psycholożką Magdaleną Chorzewską

Dlaczego powtarzamy te same schematy, choć partnerzy wydają się różni

Wiele osób, analizując swoje kolejne związki, dochodzi do wniosku, że „znowu trafiły na tego samego”. Amanda Staniszewska-Celer od razu prostuje to przekonanie — jej zdaniem partnerzy bywają diametralnie różni pod względem charakteru, temperamentu czy zainteresowań. Powtarza się nie osoba, tylko mechanizm emocjonalny, w jaki wchodzimy w relacji, na przykład konieczność nieustannego zabiegania o uwagę drugiej strony. To rozróżnienie — między osobą a schematem — jest punktem wyjścia całej rozmowy.

— My sobie to tak spłycamy trochę, czyli jak sobie to tak analizuje taka osoba, to mówi „no, znowu się zadziało to samo, znowu wybrałam takiego samego partnera”. Tylko to jest takie bardzo ogólne. Ale jak sobie wejdziemy w to bardzo głęboko, to widzimy, że to nie jest tak, że ten pan był zupełnie inny czy ta pani była zupełnie inna od poprzedniej partnerki, tylko mechanizm był podobny, czyli weszłam znowu w relację, o którą musiałam zabiegać.

Czytaj: Piotr Mosak o tym, jak budować związek po rozstaniu i nie powtarzać błędów

Emocjonalny dom, czyli dlaczego szukamy tego, co znane

Skoro to nie osoby, a mechanizmy się powtarzają, naturalne pytanie brzmi: skąd się w ogóle biorą? Amanda wraca do dzieciństwa i pojęcia „emocjonalnego domu” — miejsca, które niekoniecznie było dla nas dobre, ale było znane i przewidywalne.

Jeśli wychowaliśmy się przy rodzicu emocjonalnie niedostępnym, to właśnie taka niedostępność staje się w dorosłości naszym punktem odniesienia co do tego, jak powinna wyglądać bliskość. Nie chodzi więc o świadomy wybór gorszego partnera, lecz o podążanie za tym, co psychika rozpoznaje jako bezpieczne, bo znajome.

— Czujemy się bezpiecznie z czymś, co znamy. […] Bardzo często jest tak, że jeśli wychowaliśmy się w takim domu, gdzie rodzic był emocjonalnie niedostępny, to też takiego partnera będziemy szukać, no bo to dla nas jest bezpieczne, przewidywalne. My wiemy, jak się rozgościć w tej relacji, no bo wiemy, jak w takiej relacji się funkcjonuje.

Czytaj: Jak zbudować zdrowy po rozwodzie. Rozmowa z Piotrem Mosakiem

Cztery style przywiązania, które rządzą naszymi wyborami

Rozmowa naturalnie przechodzi do psychologii przywiązania — koncepcji, która tłumaczy, dlaczego różne osoby inaczej reagują na bliskość i dystans w związku. Amanda w przystępny sposób opisuje cztery główne style. Każdy z nich ma swoje źródło w relacji z opiekunem z dzieciństwa — od stabilnej dostępności, przez nieprzewidywalność, po emocjonalny chłód. To właśnie ten styl, a nie „pech”, decyduje o tym, jak funkcjonujemy w dorosłych związkach.

— Mamy bezpieczny styl przywiązania, czyli taki styl, w którym funkcjonujemy zdrowo, który w żaden sposób nas nie definiuje w relacji, czyli jakby nie określa naszej wartości […] Mamy też lękowy styl przywiązania, gdzie bardzo dużo zastanawiamy się, czy ten partner nas odrzuca na przykład […] Mamy styl lękowo–ambiwalentny, gdzie nauczyliśmy się w dzieciństwie, że opiekun raz jest i jest bezpiecznie, ale raz go nie ma […] No i mamy unikający styl przywiązania, gdzie bardzo chcemy być blisko. Natomiast jak dochodzi do tej bliskości, to się jej boimy, co to będzie, więc unikamy.

Czytaj: Jak trauma kształtuje nasze życie i relacje: rozmowa z Magdaleną Palą

Niewidzialne okulary, czyli dlaczego zazdrość mylimy z miłością

W rozmowie pojawia się pojęcie schematów — utrwalonych przekonań, przez które patrzymy na relacje, nie zawsze zdając sobie z tego sprawę. Amanda porównuje je do niewidzialnych okularów, które zakładamy bez świadomości, że w ogóle je mamy. Jako przykład podaje sytuację, w której zazdrosna matka staje się dla dziecka dowodem na to, że zazdrość równa się miłości — i w dorosłości taka osoba zaczyna nieświadomie szukać partnerki, która będzie o nią zazdrosna, uznając spokojne zaufanie za sygnał, że coś jest nie tak.

— Na przykład jeśli mama była zazdrosna bardzo o tatę, to szukamy potem takiej partnerki, która musi być o nas bardzo zazdrosna, bo to wnioskuje o dużej miłości w związku.

Czytaj: Czy zazdrość w związku jest normalna? Rozmowa z dr. Maciejem Klimarczykiem

Chemia, zauroczenie i mechanizm nagrody jak w hazardzie

Dlaczego to właśnie osoby, które są dla nas trudno dostępne emocjonalnie, potrafią wywołać najsilniejsze motyle w brzuchu? Amanda tłumaczy, że silna „chemia” wcale nie musi oznaczać, że mamy do czynienia z bezpieczną relacją — często to sygnał, że nasz układ nagrody reaguje na niepewność, tak jak reaguje na przerywane wzmocnienie w hazardzie. Naprzemienne przyciąganie i odpychanie wywołuje mieszankę lęku, nadziei i ekscytacji, którą łatwo pomylić z prawdziwym uczuciem.

— Często chemię wzbudza na przykład to, jak partner jest dla nas niedostępny. I zaczynamy tak zwane gonienie króliczka: trochę nas przyciąga, potem nas odpycha, jest trochę niedostępny emocjonalnie. Pojawiają się różnego rodzaju emocje. Trochę niepewność, trochę lęk, trochę nadzieja — to trochę jak mechanizm nagrody w hazardzie.

Czytaj: Komunikacja w związku: jak rozmawiać? Radzi psycholog Magdalena Kleczyńska

Czerwone flagi, które wolimy sobie wytłumaczyć

Jednym z ciekawszych wątków rozmowy jest pytanie, dlaczego już na starcie znajomości bywamy w stanie dostrzec niepokojące sygnały, a mimo to je racjonalizujemy. Amanda tłumaczy to naszym wychowaniem na romantycznych wizjach relacji — filmach, bajkach, kulturowym micie wielkiej, oczywistej miłości. Kiedy rzeczywistość nie pasuje do tej wizji, łatwiej nam wytłumaczyć czyjeś niepokojące zachowanie niż zakwestionować cały obraz związku, który sobie wymarzyliśmy.

— Nie pasuje do naszej romantycznej wizji, bo my sobie już to romantyzujemy. Większość z nas, jak nie wszyscy. Nie chcę nadmiernie uogólniać, ale zostaliśmy wychowani na Hollywood i na bajkach Disneya, prawda? Księżniczki, romantyczne zakończenia i tak dalej. No więc wszyscy chcemy happy endów i pięknych komedii romantycznych, pięknych relacji romantycznych.

Czytaj: Jak rozpoznać koniec małżeństwa? 10 sygnałów, których nie warto ignorować

Jak poznawać ludzi świadomie, żeby nie zakochać się w iluzji

Skoro mózg tak szybko idealizuje drugą osobę, Amanda ma konkretną, praktyczną radę dla osób poznających kogoś nowego — zwłaszcza w erze aplikacji randkowych.

Zamiast wielotygodniowej korespondencji, poleca jak najszybsze przejście do rozmowy telefonicznej i spotkania na żywo, bo to właśnie fizyczny kontakt — głos, zapach, sposób bycia — pozwala zweryfikować wyobrażenie o kimś. Równie ważne jest odważne rozmawianie o trudnych, fundamentalnych tematach już na wczesnym etapie znajomości, zamiast odkładać je na później z obawy, że kogoś „odstraszymy”.

— Ja przede wszystkim zawsze mówię, żeby jak najszybciej się spotykać, żeby nie pisać długo, a żeby po prostu pisać krótko, w miarę krótko, jak najszybciej przechodzić na rozmowy telefoniczne i jak najszybciej się spotykać. Dlatego, że nasz mózg bardzo szybko idealizuje i bardzo szybko żyje wyobrażeniem o drugiej osobie. I żeby jak najszybciej poczuć ten zapach drugiego człowieka, usłyszeć głos, zobaczyć jak ta osoba druga funkcjonuje.

Czytaj: Jak randkować online? Rozmowa z psycholożką Magdaleną Chorzewską

Poczucie własnej wartości i syndrom ratowniczki

Kolejny wątek rozmowy dotyczy tego, jak nasza samoocena wpływa na to, kogo wybieramy i jak długo trwamy w relacjach, które nam szkodzą. Amanda opisuje mechanizm, w którym niskie poczucie własnej wartości sprawia, że zostajemy przy dominującym partnerze, bo wierzymy, że musimy zasłużyć na miłość albo się podporządkować. Osobnym, choć pokrewnym zjawiskiem jest tzw. syndrom ratowniczki — wchodzenie w relację z osobą uzależnioną z nadzieją, że to właśnie my zdołamy ją „wyleczyć”.

— Jeśli mamy niskie poczucie własnej wartości, jesteśmy w takiej relacji, gdzie na przykład partner jest dominujący albo gdzie mam takie przekonanie, że na przykład […] albo muszę zasłużyć na miłość, albo muszę się podporządkować. No to ja na przykład nie wyjdę z jakiejś relacji, w której się źle czuję, albo będę za wszelką cenę starała się tego partnera w jakiś sposób uratować, na przykład jeśli jest w jakimś uzależnieniu.

Czytaj: Jak związek z narcyzem wpływa na psychikę? Rozmowa z Karoliną Klecką

Dlaczego bezpieczny związek bywa odbierany jako „nudny”

Zaskakującym, ale bardzo trafnym wątkiem rozmowy jest paradoks, w którym osoby wychowane w chaosie emocjonalnym mogą odbierać spokojny, stabilny związek jako nudny lub mało ekscytujący. Amanda tłumaczy, że nie chodzi wtedy o wadę relacji, tylko o przyzwyczajenie psychiki do wahań — do sytuacji, w której trzeba było o uwagę zabiegać. Brak takich wahań bywa błędnie odczytywany jako brak chemii lub uczuć.

— Nasza relacja może wydawać się właśnie nudna, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, co mieliśmy wcześniej. Na przykład w domu też […] No i tutaj co, jak ten partner jest taki bezpieczny, to on jest za bezpieczny, czy jest za nudno. A ja potrzebuję znowu tego, żeby on był raz dostępny, raz niedostępny.

Czytaj: Wybaczyć zdradę w związku czy odejść? Rozmowa z Julittą Dębską

Jak rozpoznać zdrową relację i dlaczego zazdrość nie świadczy o miłości

Amanda obala popularne przekonanie, że zazdrość partnera to dowód na to, jak bardzo mu zależy. W jej ocenie w bezpiecznej, opartej na zaufaniu relacji zazdrość po prostu nie jest potrzebna — a jej stała obecność bywa raczej sygnałem niskiego poczucia własnej wartości niż wyrazem uczucia. Do zdrowych sygnałów w związku zalicza natomiast brak ciągłej potrzeby sprawdzania, upewniania się i analizowania, czy wszystko jest w porządku.

— Ludzie myślą właśnie, że ta zazdrość […] jak będzie cały czas w związku, to jest dobrze. No nie jest dobrze tak naprawdę. No bo nie jest nam potrzebna w relacji. Jeśli relacja jest bezpieczna, to po co nam zazdrość?

Czytaj: Lęk przed odrzuceniem – jak sobie radzić. Rozmowa z Igorem Rotbergiem

Praca terapeutyczna nad zmianą schematu

Na koniec rozmowa dotyka tego, jak wygląda praca nad przełamaniem powtarzalnego schematu w gabinecie. Amanda opisuje, że kluczowe jest najpierw uważne przyjrzenie się wspólnemu mianownikowi kolejnych związków, a potem — praca poznawczo-behawioralna, w tym konkretne eksperymenty, takie jak umówienie się na kawę z osobą zupełnie innego typu niż dotychczasowi partnerzy. Zaznacza też, że taka droga bywa długa, bo zanim jesteśmy gotowi zobaczyć prawdę o relacji, często przez długi czas tkwimy w zaprzeczeniu.

— Tak jak mówiłam, właśnie przyglądamy się tym zmiennym, czyli jak wyglądają te związki. Szukamy wspólnych mianowników […] I często z paniami sobie robimy eksperymenty […] żeby spotkać się na kawę z kimś innym niż do tej pory bym wybrała. I jak rzeczywiście jest taki.

Czytaj: Kiedy iść do psychiatry, a kiedy do psychologa i psychoterapeuty?

Dlaczego wybieramy nieodpowiednich partnerów? Podsumowanie

Ten podcast pokazuje, że powtarzające się nieudane związki rzadko są kwestią przypadku czy pecha — znacznie częściej to odbicie schematów i stylu przywiązania wyniesionych z domu rodzinnego. Amanda Staniszewska-Celer przypomina jednak, że te wzorce można zauważyć, przepracować i zmienić, a pierwszym krokiem jest zawsze świadomość tego, co się w nas powtarza.

W pełnym odcinku znajdziesz jeszcze więcej osobistych przykładów z gabinetu, w tym historię o tym, jak jedna z pacjentek odkryła, że warto dać szansę zupełnie innemu typowi partnera niż dotychczasowi „samcowi alfa”. Posłuchaj pełnego odcinka Well Be Stories i sprawdź, jak działają mechanizmy rządzące naszymi wyborami miłosnymi w całej ich złożoności.

Artykuł powstał na podstawie rozmowy opublikowanej w formie podcastu. Wypowiedzi eksperta zostały opracowane redakcyjnie.

 

Youtube: MNPdzwMwzUs

O Well Be Stories

Masz ochotę na więcej inspirujących rozmów? Poznaj inne odsłony w Well Be Stories. Rozmawiamy o tym, jak dbać o ciało i umysł, pielęgnować relacje, radzić sobie z trudnymi emocjami i uczyć się sztuki odpuszczania. Znajdziesz tu tematy self-care, intuicyjnego podejścia do diety, sposobów na lęk i wypalenie oraz inspiracje do budowania zdrowych nawyków. Ten podcast jest dla każdego, kto szuka równowagi i chce żyć świadomie w zgodzie ze sobą.

Powiązane artykuły




Zostaw komentarz




Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze video




Polecane